Site Overlay

Kiedy szkolny dzwonek zwiastuje horror. Recenzja „Wiły” – kontynuacji „Czarnego Stawu”

Pamiętacie jeszcze ten gęsty, duszący klimat znad Czarnego Stawu? Tę niepewność, co czai się pod taflą wody? Cóż, mam dla Was wiadomość. Woda w miasteczku jest już czysta. Demon pokonany. Można oddychać pełną piersią.

Ale czy na pewno?

Robert Ziębiński powraca z „Wiłą”, kontynuacją losów Kamila i jego ekipy. I wiecie co? Autor wcale nie zamierza dać im odpocząć. Jeśli myśleliście, że po pokonaniu pradawnego zła życie 14-latków wróci do normy, to grubo się myliliście. W końcu, jak głosi stare porzekadło: gdy kota nie ma, myszy harcują. A w Czarnym Stawie te „myszy” mają postać mściwych duchów.

Ze szkoły prosto w paszczę szaleństwa

Zacznijmy z grubej rury, bo tak właśnie zaczyna Ziębiński. Nie ma tu powolnego budowania niepokoju znanego z pierwszej części. Tutaj szkolne szafki wybuchają, a chaos wylewa się na korytarze niemal natychmiast.

Nasza ekipa łowców demonów – Kamil, Akira (czyli Paulina), Długi i Niedźwiedź – znów musi zakasać rękawy. Tym razem ich przeciwnikiem nie jest zło uwięzione w jeziorze, ale duch zaginionej (i jak się okazuje, martwej) nauczycielki teatralnej. I uwierzcie mi, ta pani nie szuka odkupienia w stylu „Kacperka”. To raczej wściekłość rodem z Carrie czy nieustępliwość Freddy’ego Kruegera z Koszmaru z ulicy Wiązów.

Wiła – Zmiana reguł gry

To, co najbardziej uderzyło mnie w „Wile”, to zmiana gatunkowego klimatu. Poprzednio mieliśmy horror psychologiczny, pełen niedopowiedzeń, iluzji i mroku. Demon wabił, czekał.

Tutaj? Tutaj jesteśmy zwierzyną łowną.

Duch nauczycielki nie jest przywiązany do jednego miejsca. Może zaatakować wszędzie. W szkole, w domu, na ulicy. Bohaterowie są osaczeni, czują na plecach oddech zjawy, która zdaje się znać każdy ich krok. To sprawia, że chwile wytchnienia są tylko iluzją, a tempo książki jest znacznie szybsze. Czy to dobrze? Moim zdaniem – świetnie. Ziębiński udowadnia, że potrafi straszyć na różne sposoby, nie tracąc przy tym swojego unikalnego stylu.

Drużyna Pierścienia… wróć, Drużyna Czarnego Stawu

W pierwszym tomie skupialiśmy się głównie na Kamilu i historii jego rodziny. „Wiła” to już historia całej paczki. I to działa rewelacyjnie!

Widać, jak te dzieciaki (pamiętajmy, to wciąż 14-latkowie!) dojrzały po wydarzeniach z pierwszej części. Nie działają już po omacku. Są jak mała agencja detektywistyczna – współpracują, dzielą się zadaniami i podchodzą do problemów logicznie, nawet gdy wokół panuje nadprzyrodzony chaos. To rzadkość w horrorach, gdzie bohaterowie często podejmują decyzje, od których ręce opadają. Tutaj mamy zgraną ekipę, której po prostu się kibicuje.

Swoją drogą, warto wspomnieć o postaciach drugoplanowych. Babcia Kamila, dotąd twarda jak skała, pokazuje bardziej ludzką twarz (a wszystko to zasługa pewnego kocura – wiadomo, zwierzęta zmieniają ludzi!). Wraca tajemniczy pan Pulman, który zaginął 6 lat temu. Jego powrót tylko zagęszcza atmosferę tajemnicy, dlaczego wybrał akurat ten moment, gdy w szkole zaczęło straszyć? 

Kraina Twardowskiego

Ziębiński robi też świetną robotę w budowaniu świata. Miasteczko Czarny Staw to nie tylko tło, to miejsce z historią. Autor sięga głębiej do worka z polskimi legendami. Mamy Krainę Twardowskiego, mamy wiccanki, szeptuchy i echa dawnych wierzeń.

To fascynujące, jak autor interpretuje postać Twardowskiego i wplata lokalny folklor w nowoczesną historię grozy. Im głębiej kopiemy w historię miasteczka, tym więcej brudów i sekretów wychodzi na wierzch. Okazuje się, że duch nauczycielki to może być tylko wierzchołek góry lodowej.

Werdykt: Egzamin zdany na szóstkę

„Wiła” to dowód na to, że klątwa drugiego tomu Roberta Ziębińskiego nie dotyczy. To sequel, który nie tylko trzyma poziom pierwszego tomu, ale w wielu aspektach go przebija – jest dynamiczniej, konkretniej i bardziej zespołowo.

Autor doskonale buduje napięcie, prowadząc nas od „niewinnych” incydentów aż do mocnego finału. Jeśli podobał Wam się „Czarny Staw”, po „Wiłę” musicie sięgnąć obowiązkowo. A jeśli lubicie młodzieżowe horrory, które nie traktują czytelnika jak idioty, to… na co jeszcze czekacie?

Tylko uważajcie na szkolnych korytarzach. Nigdy nie wiadomo, która szafka postanowi się otworzyć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Copyright © 2025 Cień Pisarza. All Rights Reserved. | Catch Vogue by Catch Themes