Kiedy ostatnio baliście się burzy? Tak naprawdę. Nie tego, że zmoknie Wam pranie albo że wysiądzie wi-fi. Mówię o tym pierwotnym lęku, gdy niebo pęka na pół, a huk sprawia, że szklanki w kredensie dzwonią.
Myślimy: „Front atmosferyczny”. „Wyładowania”. Ale ja lubię myśleć, że to On. Wrócił i jest wściekły.
Dziś stajemy oko w oko z Szefem. Najwyższym. Perunem.
Pan Niebios i Topora
W mitologii słowiańskiej Perun to odpowiednik Zeusa czy Thora, ale – bądźmy szczerzy – ma w sobie coś bardziej surowego. To bóg wojny, prawa i niszczycielskiej siły. Jego imię dosłownie znaczy „Ten, który uderza”.
Dla naszych przodków był gwarantem porządku. To On ścigał podstępnego Welesa (boga podziemi), który próbował zakłócić ład świata. To była wieczna walka: Niebo kontra Podziemie, Ogień kontra Woda. Kiedy grzmiało, wiadomo było, że Perun właśnie rzucił swoim toporem lub młotem, by wymierzyć sprawiedliwość.
Jego świętym drzewem był Dąb – potężny, twardy, nieugięty. Dokładnie taki jak On. Na Peruna przysięgali wojownicy, a złamanie takiej przysięgi kończyło się… cóż, zazwyczaj nagłym zwęgleniem.
Perun dzisiaj – Rekonstruktor Apokalipsy
Jak wyglądałby dzisiaj? Czy jak Mróz, wtopiłby się w tłum w eleganckim płaszczu? Absolutnie nie. On jest Bogiem. On się nie ukrywa.
Wyobrażam go sobie idącego środkiem Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Potężne chłopisko, broda przetykana siwizną, splątana od wiatru. Ubrany w lnianą, brudnawą tunikę, szerokie spodnie wpuszczone w buty z grubej skóry. Przy pasie? Żadne tam atrapy – prawdziwy, ciężki topór z wyrytymi symbolami słońca.
Ludzie go mijają. Ktoś robi ukradkiem zdjęcie na Instagram. „Pewnie wraca z jakiegoś festiwalu wikingów” – szepczą. „Niezły cosplay” – rzuca nastolatek.
A On? On nawet na nich nie patrzy. Idzie przed siebie, a wokół niego powietrze pachnie ozonem. Chmury nad miastem gęstnieją w sekundę, choć prognoza zapowiadała słońce.

Gniew za Mokosz
Dlaczego zszedł z Wyraju? Bo jest wściekły. Perun patrzy na świat, który zbudowaliśmy, i widzi jedno wielkie pobojowisko.
Patrzy na beton, którym zalaliśmy ziemię. Dla Niego to nie jest „infrastruktura”. To kneblowanie ust jego żony – Mokosz (Matki Ziemi). Widzi wycięte święte gaje, zatrute rzeki, plastik w oceanach. Widzi, jak marnujemy jego dary, biorąc je za pewnik.
Nie jest tu, żeby nas pouczać. Jest tu, żeby karać. To ten gość, który staje pod nowoczesnym biurowcem, opiera się o topór i spluwa siarczyście na chodnik. A potem patrzy w niebo.
Nagłe urwanie chmury, które zalewa ulice w pięć minut? Piorun, który trafia w trakcję i paraliżuje pół miasta? Wichura, która łamie drzewa jak zapałki? To nie są „anomalie pogodowe”. To Jego sposób komunikacji.
Perun dzisiaj to uosobienie konsekwencji. Jest surowym ojcem, który wrócił do domu, zastał totalny bałagan i właśnie wymierza karę. Nie obchodzi go, czy w niego wierzysz. Piorun zabija tak samo ateistę, jak i rodzimowiercę.
Kiedy następnym razem zobaczycie na ulicy kogoś, kto wygląda, jakby urwał się z planu „Wiedźmina”, a niebo nad Wami nagle zrobi się granatowe… lepiej zejdźcie mu z drogi.
Lubicie burze, czy czujecie przed nimi ten pierwotny respekt?