Site Overlay

Kiedy myślisz, że gorzej być nie może, trafiasz do Tartaru. Recenzja „Ja, potępiona” Katarzyny Bereniki Miszczuk

Czasem człowiek potrzebuje podróży w czasie. Dla mnie taką podróżą był powrót do serii diabelsko-anielskiej Katarzyny Bereniki Miszczuk. Pierwszy raz czytałam te książki w liceum (tak, poczułam się staro, licząc te lata!), umilając sobie czas w oczekiwaniu na kolejne tomy przygód Gosi z „Kwiatu paproci”. Od razu polubiłam się z Wiktorią Biankowską – miała w sobie ten sam magnes na kłopoty, ale radziła sobie z nimi w swoim własnym, unikalnym stylu.

Dlatego, gdy wydawnictwo Mięta wypuściło odświeżone wznowienie „Ja, potępiona” (czyli trzeciego tomu serii), nie wahałam się ani chwili. I wiecie co? To był strzał w dziesiątkę.

„Ja, potępiona” Nostalgia z odrobiną świeżości

Po dziesięciu latach pamiętałam z tej serii głównie trzy rzeczy: zniewalająco przebiegły uśmieszek Azazela, absurdalnie zabawny zakład między Gabrielem a Lucyferem (o złote rogi i aureolę – kto wie, ten wie!) oraz to, jak Miszczuk genialnie rozegrała motyw Mary Sue, odwracając go na swoją korzyść.

Czytając nowe wydanie, czułam, że wracam na stare, znajome (i lekko przypalone) śmieci. Nie jestem w stanie powiedzieć, na ile tekst został faktycznie zmieniony czy wygładzony, bo moja pamięć aż tak daleko nie sięga. Ale czuć tu ewolucję stylu autorki. Bohaterowie po prostu żyją na kartach tej książki i opowiadają swoją historię z charakterystycznym dla Miszczuk pazurem. Zestarzało się to z ogromną godnością!

Diabeł też ma serce (nawet jeśli temu zaprzecza)

W „Ja, potępiona” Wiktoria trafia… no właśnie, zostaje potępiona i ląduje w Tartarze. Zresztą, sposób, w jaki ginie (ponownie!), to mistrzostwo makabrycznego humoru – ktoś, kto to zaplanował, musiał mieć układy w firmie od mrożonek. Bolesne, ale jakże intrygujące!

Sama Wiktoria pozostaje uroczo instynktowna w swoich działaniach. Pakuje się w tarapaty, próbuje rozważać konsekwencje, a potem i tak wszystko wymyka jej się z rąk przez czystą złośliwość losu. I bardzo dobrze, bo dzięki temu nie sposób się z nią nudzić. Zwłaszcza gdy musi ustawić do pionu kilka barwnych osobistości z Tartaru (w tym miejscu lądują przecież najgorsi z najgorszych… albo ci, co dali w łapę Śmierci. Kto by pomyślał, że Ponury Żniwiarz bierze łapówki?).

Ale to, co w tym tomie kupiło mnie najbardziej, to rozwój relacji na linii Wiktoria – Beleth. Diabły z założenia są bezduszne i pozbawione sumienia. Tymczasem Beleth, po tym jak Wiktoria trafia do Tartaru, po prostu… cierpi. Fakt, że już jej nie zobaczy, burzy jego dotychczasowy świat i zmusza do rzeczy, o które sam by siebie nie podejrzewał. W tym odwiecznym trójkącie (Wiktoria, Piotr, Beleth) diabeł zdecydowanie wychodzi na prowadzenie. Choć muszę przyznać, że i Piotr miło mnie zaskoczył, pokazując pazurki.

Drugi plan „Ja, potępiona” kradnie show

A skoro mowa o postaciach, nie mogę nie wspomnieć o drugim planie. Moje serce niezmiennie należy do Kleopatry. Może i pojawia się na chwilę, ale kiedy to robi, zgarnia całą uwagę. To jej zdjęcie powinno zdobić słowniki pod hasłem „Królowa”.

No i Azazel. Ten arogancki, sprytny diabeł, który zawsze ma asa w rękawie i którego życiowym celem zdaje się być uprzykrzanie życia innym (szczególnie biednemu Lucyferowi – czasem mam ochotę przytulić władcę piekieł, widząc, z czym on i Gabriel muszą się użerać).

Niebo, piekło i biurokracja

Humor to zawsze był najmocniejszy punkt tej serii. Żarty wciąż trafiają w punkt, a niebiańsko-piekielna biurokracja bawi do łez. W końcu to na papierologii opiera się tu porządek świata!

Miszczuk świetnie też radzi sobie z wykreowaniem samego Tartaru. Autorka uwielbia brać znane schematy, rozkładać je na czynniki pierwsze i składać po swojemu. Dzięki temu zaświaty w jej wykonaniu ciągle potrafią zaskoczyć mieszanką grozy i absolutnego absurdu. To świat, który intryguje na każdym kroku.

Czy warto?

„Ja, potępiona” trzyma równie świetny poziom co poprzednie tomy. Czyta się to ekspresowo, z uśmiechem na ustach i wypiekami na twarzy.

Komu polecam? Każdemu, kto szuka lekkiego urban fantasy, w którym romans (choć ważny) nie przytłacza fabuły. To idealna propozycja dla fanów inteligentnego humoru, barwnych postaci i przystojnych (acz nieco aroganckich) diabłów. Gwarantuję, że po tej lekturze inaczej spojrzycie na kwestie nieba i piekła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Copyright © 2026 Cień Pisarza. All Rights Reserved. | Catch Vogue by Catch Themes