Site Overlay

Wiosna, chowańce i… ludzka głupota. Recenzja finałowego tomu „Necrovet. Hodowla istot chimerycznych”

Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Nasza roczna (czasowo w świecie książki Necrovet) przygoda w Zrębkach dobiegła końca wraz z piątym tomem, „Hodowlą istot chimerycznych”. I chociaż rozstania z ulubionymi bohaterami zawsze trochę bolą, to Joanna W. Gajzer zaserwowała nam finał, po którym odkłada się książkę na półkę z poczuciem ogromnej, szczerej satysfakcji.

Jeśli czytaliście moje poprzednie recenzje, wiecie, jak bardzo zżyłam się z Florką, Bastianem i Izą. Jak zatem wypadło to pożegnanie?

Necrovet. Świeża krew w klinice i tajemnice Izy

Wiosna przynosi do kliniki powiew świeżości i to dosłownie, bo załoga się powiększa! Dołącza do nas doktor Kaja, wiedźma ze swoim chowańcem, gołębiem Pierzynem. Razem z nią pojawia się nowy technik, Florian. Ponieważ jedną Florkę już mamy, Bastian (ku mojej i własnej uciesze) natychmiast mianuje go „Łazęgą”. Nowi pracownicy wnoszą do lecznicy świetną, przyjazną atmosferę.

Dzięki temu poznajemy też zupełnie inną twarz naszej szefowej, Izabeli. W towarzystwie dawnej znajomej, Kaji, Iza staje się swobodniejsza. A co z moimi wielkimi teoriami na temat jej przeszłości? Cóż, okazały się tylko teoriami! I bardzo dobrze. Autorka nie poszła w epickie, mroczne dramaty ratowania świata. Przeszłość Izy to bardzo życiowa historia ucieczki z toksycznego środowiska i odcinania się od złych relacji. To idealnie pasuje do konwencji cozy fantasy.

(Mam tylko jeden malutki żal – zdecydowanie za mało tu Przekręt! Niezwykle polubiłam tę nieumarłą szczurzycę).

Kiedy miłość do zwierzaka to za mało

Tytułowe istoty chimeryczne to zupełnie inny kaliber pacjentów. Od razu wyróżniają się na tle stworzeń z poprzednich tomów – niosą ze sobą niepokój, mrok i pewien tragizm.

Joanna W. Gajzer po raz kolejny udowadnia, że nie ma zamiaru lukrować zawodu weterynarza. Ten tom mocno uderza w tony ludzkiej nieodpowiedzialności. Pokazuje, że sama miłość do pupila to za mało, jeśli brakuje wyobraźni. Niektóre momenty potrafią mocno podnieść ciśnienie. Nieraz miałam ochotę przybić wirtualną piątkę z Bastianem i po prostu palnąć w łeb kilku właścicielom, bo zaprezentowali zupełnie nowe dno głupoty i zaniedbania, bo za trudno było poszukać jak zająć się zwierzakiem Realizm pracy w klinice został tu utrzymany na najwyższym poziomie.

Drużyna przez duże „D” i kryzys Bastiana

To, co najbardziej ujmuje w finale, to dynamika między bohaterami. Nasza ekipa stała się zgranym zespołem, który rozumie się bez słów, zarówno przy rutynowych badaniach, jak i w sytuacjach krytycznych (a uwierzcie, bywa tu bardziej niebezpiecznie niż przy smoku z zapaleniem opon mózgowych!).

Świetnie poprowadzono wątek Bastiana. Kiedy Łazęga odnajduje się w laboratorium, a Florka w nekromancji i byciu wiedźmą, nasz faun przechodzi mały kryzys pt. „jaka jest moja specjalizacja?”. To, jak Florka go wspiera, przepięknie pokazuje ich dojrzałą relację. I to jak Bastian sam siebie nie docenia, a w sumie dawno temu już odkrył swoje powołanie, ale tego nie zauważył. 

Skoro o byciu wiedźmą mowa, to tom, w którym Florka wreszcie zyskuje własnego chowańca! Nie zdradzę Wam, co to za stworzenie, ale jest to absolutny słodziak z niezłym charakterkiem (i zamiłowaniem do herbatki). Idealnie do niej pasuje i widać, że będzie świetnym przewodnikiem w magicznym świecie.

Necrovet: Idealne domknięcie cyklu

Czy „Hodowla istot chimerycznych” to godne zakończenie? Zdecydowanie tak. Jak to w cozy fantasy bywa, zakończenie jest otwarte, życie w Zrębkach toczy się dalej. Jednak to, co najważniejsze, zostało domknięte. Florka przepracowała swoje traumy po mobbingu, odzyskała wiarę w siebie i miłość do zawodu. Wszyscy bohaterowie stworzyli razem coś, czego wcześniej im brakowało: bezpieczne, wspierające środowisko, w którym mogą się rozwijać.

Dla kogo jest cała seria „Necrovet”? Dla każdego, kto szuka luźnej, ale niegłupiej historii. Dla fanów magicznych zwierząt, które zaskakują biologią. To książki, które rewelacyjnie odciągają od szarej rzeczywistości i otulają swoim przytulnym, choć czasem naznaczonym pazurami i krwią, klimatem. Bierzcie i czytajcie, to jedna z lepszych polskich serii urban fantasy ostatnich lat!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Copyright © 2026 Cień Pisarza. All Rights Reserved. | Catch Vogue by Catch Themes