
Wyobraź sobie taki scenariusz: wracasz z pracy w paskudną, deszczową pogodę. Nagle w krzakach słyszysz żałosne piszczenie. Znajdujesz tam przemoczonego, trzęsącego się z zimna czarnego kociaka. Albo wronę ze złamanym skrzydłem, która patrzy na ciebie inteligentnymi, czarnymi oczami. Robi ci się jej żal. Zabierasz znajdę do domu, karmisz, dajesz ciepły kąt.
Mija kilka tygodni, zwierzak odzyskuje siły, a w twoim życiu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Nagle dostajesz niespodziewany awans. Znajdujesz na ulicy stówkę. Twój portfel dziwnym trafem zawsze jest pełen. Brzmi jak uśmiech losu?
Być może. Ale dla dawnych Słowian diagnoza byłaby tylko jedna: właśnie wpuściłeś do domu Kłobuka.
W Bestiariuszu przyglądamy się istocie, która udowadnia, że w naturze nic nie ginie, a cudze szczęście zawsze ma swoją cenę.
Domowy anioł stróż (z lepkimi rączkami)
Kłobuk (znany głównie na Warmii i Mazurach, czasem pod imieniem Kołbuk czy Chobold) nie był typowym, mrocznym demonem, który czaił się w lesie, by cię pożreć. Był istotą na wskroś domową i… niezwykle pragmatyczną. Jego jedynym celem było pomnażanie majątku gospodarza. Przynosił do domu zboże, złoto, mleko i ogólny dobrobyt.
Gdzie tkwił haczyk?
Kłobuk nie potrafił tworzyć bogactwa z powietrza. On je po prostu kradł.
Słowianie doskonale rozumieli zasady ekonomii: jeśli w jednym domu nagle pojawiało się nadnaturalne bogactwo, oznaczało to, że sąsiad za płotem właśnie je stracił. Kłobuk bez skrupułów podkradał zapasy innym, znosząc je swojemu panu. Często widywano go nocą pod postacią czarnego kota, zmokłej kury, koguta, a czasem nawet jako ognistą kulę przemykającą nad dachami.
Mroczne narodziny
Sposoby na pozyskanie tego demona były dwa. Pierwszy, drastyczny i mroczny, wymagał zakopania pod progiem domu poronionego płodu. Dusza takiego nieochrzczonego dziecka po pewnym czasie przeistaczała się w Kłobuka, wiążąc się z domostwem na zawsze.
Drugi sposób był znacznie łagodniejszy i wymagał po prostu litości – wystarczyło przygarnąć i odpowiednio ugościć zmokniętego, czarnego ptaka lub kota. Jeśli stworzenie uznało, że gospodarz jest dobry, zostawało z nim, odwdzięczając się kradzionym bogactwem.
Trzeba było jednak bardzo uważać. Kłobuk wymagał szacunku. Domagał się najlepszego jedzenia (np. jajecznicy na słoninie) i ciepłego miejsca przy piecu. Jeśli gospodarz zaczął go zaniedbywać lub próbował go wypędzić, demon mścił się okrutnie. Całe bogactwo, które przyniósł do domu, w jedną noc zamieniało się w kupę cuchnącego łajna albo po prostu znikało, zostawiając rodzinę w nędzy.
Kłobuk w XXI wieku – Gatunek na wymarciu
Dzisiaj Kłobuki to prawdziwa rzadkość, wręcz demoniczny gatunek zagrożony wyginięciem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – zmieniliśmy nasz styl życia.
Mało kto trzyma dziś w domu własne kury czy koguty, a kruki i wrony omijamy z daleka, traktując je jako zwykłe, miejskie szkodniki. Co gorsza, wmówiono nam, że czarny kot przebiegający drogę to pech. Przez te głupie przesądy ludzie rzadziej adoptują czarne zwierzęta ze schronisk. Kłobuki, pozbawione swoich ulubionych form i odtrącane przez ludzi, po prostu straciły dawne wpływy.
Nowoczesny pakt
Ale czasem wciąż im się udaje. Zdarza się, że ktoś z dobrym sercem, nie zważając na zabobony, przygarnie czarnego dachowca lub zaopiekuje się rannym krukiem z parku. I wtedy stara magia powraca, choć w nowoczesnej formie.
Dzisiejszy Kłobuk nie kradnie już mleka z sąsiedniej obory ani ziaren żyta. Zamiast tego kradnie „okazje”.
Nagle dostajesz świetnie płatną pracę, a twój największy rywal z biura potyka się na prostej drodze i traci posadę. Twoje inwestycje na giełdzie idą w górę, podczas gdy znajomi tracą oszczędności. Trafiasz na idealne, tanie mieszkanie do wynajęcia, bo poprzedniemu najemcy w tajemniczych okolicznościach zalało sufit i musiał się wyprowadzić.
Kłobuk wciąż działa tak samo. Siedzi na twojej kanapie, mruczy, zadowolony z miski drogiej, bezzbożowej karmy, i dba o to, by tobie nigdy niczego nie zabrakło – czerpiąc z pecha wszystkich dookoła.
Więc jeśli w twoim domu mieszka czarny kot lub uratowany ptak, a ty od dłuższego czasu masz niewyjaśnione szczęście w finansach, lepiej pilnuj, by jego miska zawsze była pełna. Inaczej pewnego dnia możesz obudzić się z pustym kontem i portfelem pełnym zeschłych liści.
