
Osiem lat czekania. Dokładnie tyle minęło od pierwszych, nieśmiałych zapowiedzi, w których twórcy chwalili się fizyką przedmiotów czy dynamicznym oświetleniem. Przez ten czas rynek symulatorów życia dominował jeden, wielki gracz, który z roku na rok oferował nam coraz mniej za coraz wyższą cenę, myśląc że nikt nie strąci go z tronu. I wreszcie, prosto od grupy pasjonatów, na steam trafia Paralives.
Czy to produkcja, która strąci z tronu serię The Sims? Po wielu godzinach spędzonych w tym świecie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dostaliśmy potężny powiew świeżości. To The Sims 3 na sterydach, pozbawione swoich największych wad.
Paralives. Koniec z twarzami w kształcie ziemniaka
Kreator postaci to miejsce, w którym można przepaść na dobre. Zamiast dążenia do ułudnego, często obciążającego sprzęt realizmu, twórcy postawili na specyficzny, komiksowy i pastelowy styl. To strzał w dziesiątkę, dzięki temu gra jest ponadczasowa i ma swój unikalny charakter.
Narzędzia oddane w nasze ręce są po prostu potężne i, co najważniejsze, dostępne od razu w podstawowej wersji gry (zapomnijcie o kupowaniu drogich dodatków, by dostać kilka nowych suwaków, czy fryzur). Mamy tu absolutną swobodę: od detali twarzy, przez asymetrię, aż po wymarzone koło kolorów. Nawet jeśli trafią się drobne błędy z wczytywaniem tekstur (pamiętajmy, to wciąż Early Access), łatwo przymknąć na to oko, widząc, jak przepiękne i unikalne Parafolksy możemy stworzyć. Warto wyjść poza utarte schematy i to do czego przyzwyczaiły nas Simsy.
Ciekawie zapowiada się też system osobowości. Przypomina on bardziej klasyczne gry RPG, gdzie „ładujemy” punkty w statystyki, zamiast wybierać z góry zdefiniowane, często skrajne cechy. To mechanika, która rozwija się z czasem i zdecydowanie wymaga dłuższego posiedzenia, ale już teraz intryguje.
Raj dla architektów (nawet tych opornych)
Tryb budowania to absolutny majstersztyk. Nawet jeśli dotychczas omijałaś architektoniczne zapędy szerokim łukiem i wolałaś od razu przejść do trybu życia, w Paralives zmienisz zdanie. Serio, u mnie tak było.
Pełna wolność to tutaj mało powiedziane. Skalowanie mebli? Jest. Swobodne umieszczanie każdego przedmiotu bez uciążliwej siatki i bez konieczności wpisywania kodów czy instalowania modów? Oczywiście. Możliwość schowania drobiazgów do przeszklonych szafek dosłownie rozwala mózg swoją szczegółowością. To potężne narzędzie, z którego gracze już teraz wyciskają cuda, przenosząc do gry prawdziwe plany architektoniczne. Bawią mnie niezmiernie porónania jakie ostatnio widziałam na Instagramie, gdzie gracze simsów wylewali swoje frustracje aby położyć coś na blacie i spędzali nad tym dużo czasu aby ustawić porządnie jedną rzecz (która i tak nigdy nie stała tak jak chcieliśmy), gdzie w Paralives możemy swobodnie ustawić nawet serwtki czy sztućce na blacie. Taka swoboda dekoracji sprawia, że domy i miejsca w grze żyją. W simsach często przez siatkę czy przyciąganie przedmiotów do siatki miałam wrażenie, że miejsca są do siebie podobne, a w Paralives jest inaczej a do tego mieszkania zyskują przyjazny cozy klimat.
Życie w mieście, czyli RPG, joga i demoniczne niemowlaki
Rozgrywka i interakcje z otoczeniem to kolejny punkt, w którym Paralives błyszczy. Rozmowy to nie tylko proste klikanie w dymki. System przypomina mechaniki RPG – musimy poczekać, aż naładuje się pasek akcji, a następnie wybieramy odpowiednią opcję bazującą na charakterze naszego Parafolka i jego obecnym nastroju. Dodaje to fajnego dreszczyku emocji, bo tu działa losowość. Mając 80% szans na udany flirt, wciąż możemy dostać kosza. Koniec z braniem ślubu i płodzeniem dzieci w jeden wieczór z osobą poznaną rano pod sklepem!
Samo miasto żyje własnym rytmem i zachęca do eksploracji. Mieszkańcy nie teleportują się magicznie na parcelę tylko dlatego, że my tam jesteśmy. Mają swoje plany, potrafią odmówić rozmowy, spieszą się do pracy, a pod domami pojawia się graffiti. Możemy wpaść na wspólną jogę albo wieczór filmowy (gdzie film na ekranie ma faktyczną fabułę!). Świat kryje też w sobie lore i tajemnice – znalezienie szkieletu z plecakiem podczas grzybobrania w lesie za muzeum to tylko przedsmak tego, co nas czeka.
Oczywiście, Wczesny Dostęp ma swoje prawa i usterki. Zablokowanie się w teksturach to standard, ale prawdziwym hitem są tu… małe dzieci. Te potrafiły przybrać iście demoniczną formę: od teleportacji na środek morza, po zbugowany płacz brzmiący, jakby dobiegał z dna studni. Na szczęście twórcy łatają błędy błyskawicznie, a takie sytuacje bardziej bawią niż frustrują. Z kolei niedokończona tyrolka, która na razie działa jak zwykły teleport, przypomina nam, że gra wciąż się rozwija.
Paralives. Kwestie techniczne
Wielkim plusem rysunkowej estetyki jest optymalizacja. Gra śmiga płynnie, nie łapie zadyszek i ładuje się błyskawicznie nawet na komputerach, które spełniają jedynie minimalne wymagania sprzętowe. To wielki ukłon w stronę graczy dysponujących starszym sprzętem.
Werdykt
Paralives to gra stworzona przez pasjonatów dla pasjonatów i to po prostu czuć na każdym kroku. Dowozi obietnice, na które czekaliśmy latami, dając nam w podstawowej wersji gry to, za co u konkurencji musielibyśmy zapłacić krocie (i byłoby rozbite w kilku dodatkach, które mogłyby niekoniecznie ze sobą współpracować).
Jeśli jesteś zmęczona polityką wydawniczą serii The Sims, potrzebujesz powiewu świeżości i chcesz produkcji, w której można utonąć na setki godzin – nie wahaj się. To przepiękny, wciągający i obiecujący symulator, który już teraz oferuje fantastyczną zabawę.
*nagrania pochodzą z oficjalnej strony gry na Steam