Site Overlay

Zapomniana Wytrwałość – roz. 9

Już straciłam rachubę czasu. Nie wiem jaki to dzień. W Podziemiu mają inny kalendarz. Dni te same, ale daty inne. Nie jestem zdolna określić, który to dzień na Powierzchni. Tylko czy to jest teraz ważne? 

Sans powtarza, żebym nie traciła nadziei. Kiedyś wyjdę na powierzchnię. Mówi to, gdy jesteśmy sami. Tak aby nikt nie słyszał, że boję się. Nie wiem, czy odzyskam swoją przyszłość. Czy kiedykolwiek zobaczę jeszcze swoich przyjaciół. Pewnie obwiniają się za to co stało się tamtego dnia. Ja również. Żałuję tak wielu rzeczy. Mam wrażenie, że niosę coraz większy ciężar, a on powoli zaczyna mnie przytłaczać. Sans nie wie o tym, ale widzi, że coś się dzieje. On po prostu jest. Jakby dawał mi pewne nieme wsparcie, ale nie oczekiwał, że się otworzę.  

Chyba po prostu chce mi tak pokazać, że nie jestem sama. Zwykle zaczyna opowiadać o gwiazdach. To chyba jego sposób na odpędzenie złych myśli. Gwiazdy. Nadzieja, która trzyma go przy zmysłach. Pewnie jak i większość potworów w Podziemiu.  

Marzenie, że kiedyś zobaczą Powierzchnię. Te rozmowy jakoś pomagają. Chciałabym kiedyś powiedzieć mu jak się czuję. Mam wrażenie, że zrozumiały mnie. Tylko na razie nie potrafię zebrać się na odwagę. 

Wszyscy starają się, abym czuła się chciana. Chyba nie jestem tak dobra w ukrywaniu emocji jak myślałam. Albo po prostu starają się być wobec mnie mili. Tego dnia jak wróciliśmy z naszej “wycieczki” mogłam dowiedzieć się o czym Pan Gaster rozmawiał rano z Sansem. Wróciliśmy zmęczeni. Pan Gaster czekał na nas w kuchni. Obierał się o plat, popijając kawę. Odłożył kubek, gdy tylko nas zobaczył.  

– I jak tam wycieczka? – zapytał doktor Gaster, podchodząc do nas.  

Spojrzeliśmy po sobie trochę zmieszani. Nikt nie wiedział co ma odpowiedzieć. Co mogliśmy niby powiedzieć? Prawie wszczęliśmy burdę na środku drogi? Sans bił się z jakimś potworem? Gwardia ma gdzieś swoje obowiązki? Na szczęście uratował nas Papyrus. Od razu zaczął opowiadać jakie dobre hamburgery jadł od Grillbiego. Zbyt zaaferowany, aby powiedzieć coś jeszcze. Chyba, że ten mały jest sprytniejszy niż sądziłam i świetnie zdaje sobie sprawę ze swojej niewinności. Doktor Gaster podniósł młodszego syna na ręce. 

– Czyli mam rozumieć, że się podobało – oznajmił, a Papyrus uściskał go. – Cóż, myślę, że pora posprzątać pracownię – dodał doktor Gaster, odkładając syna na ziemię. Lekko zawiedziony Papyrus cofnął się. – Może mi pomożecie? 

Nie zdążyłam nic odpowiedzieć. Sans od razu mnie uprzedził. Szczerze to wolałabym wtedy odpocząć niż pomagać. Niestety nie wypada odmówić.  

– Pewnie – odrzekł Sans, kierując się w stronę schodów. – Chodźcie zrobimy to szybko i będziemy mogli obejrzeć jakiś film – dodał, idąc po schodach.  

– Chodźmy – powiedział Gaster, kładąc mi rękę na ramieniu. – Dalej Papy! Nie będzie tak źle! 

– No dobrze – odrzekł Papyrus, powłócząjąc nogami.  

Gabinet pana Gastera znajdował się między pokojem Sansa, a Papyrusa. Moi rodzice też mieli taki gabinet. Zwykle przesiadywali tam wieczorami, zamiast posiedzieć ze mną i moją siostrą. Podeszliśmy w czwórkę do drzwi, gdy nagle Sans założył mi opaskę na oczy.  

– Co ty wyrabiasz? – zapytałam, wyciągając odruchowo ręce do przodu. 

– Zakładam opaskę – odrzekł Sans, wiążąc ją. Usłyszałam też skrzypienie drzwi oraz cichy śmiech Papyrusa. Nie bardzo to rozumiałam. Nawet nie domyślałam się tego co dla mnie zrobili. Nie oczekiwałam tego.  

– Tylko po co mi ona? – dopytywałam, gdy Sans położył mi ręce na ramionach.  

– Bo to specjalne sprzątanie – odrzekł, idąc do przodu. Zrobiłam kilka kroków na przód. – Uważaj na próg. – Zrobiłam większy krok, omijając przeszkodę.  

– Mam się bać? – zapytałam niepewna tego co chcą mi pokazać. Musiało to być coś dużego, skoro nie mogli mi tego pokazać na dole.  

– Nie wiem. Może cię popieścić prąd jak będziesz nieostrożna – powiedział Sans, puszczając moje ramiona.  

– Sans – z boku usłyszałam srogi głos Gastera. Wiedziałam, że Sans żartuje. Sama go do tego sprowokowałam. Zaśmiałam się pod nosem. – Możesz już zdjąć opaskę Kath – dodał łagodnie Gaster. – Mam nadzieję, że ci się spodoba.  

Wzięłam głęboki wdech. Podniosłam ręce do góry, a potem rozwiązałam opaskę z tyłu głowy. Musiał zrobić taki węzeł? Zamiast męczyć się z jego rozsupłaniem, po prostu zsunęłam ją z głowy. Zrobiłam kilka kroków do przodu rozglądając się. Ujrzałam pokój z jasnymi ścianami. Kremowymi. Sufit natomiast był ciemny. Granatowy. Znajdowały się na nim małe lampki. Wydawały się jakby powieszone w nieładzie. Miałam wrażenie, że coś mi przypominają. Przy oknie stało łóżko. Biała pościel. Obok znajdowała się wysoka drewniana szafa. Naprzeciw niej biurko. Stał na nim kubek z ołówkami oraz długopisami. Było też kilka półek. Część była pusta, a na reszcie stało kilka książek. Te same, które przeczytałam z Sansem.  

– Chyba to milczenie można potraktować jako zachwyt – oznajmił Sans, opierając się o szafkę.  

– Jest niesamowite – powiedziałam, dalej podziwiając pokój.  

– A jeszcze nie widziałaś najlepszego – powiedział Sans, podchodząc do włącznika.  

Zgasił boczne lamki, a następnie zapalił małe światełka na suficie. Miał rację. To robiło wrażenie. Światełka układały się w konstelacje. Był wielki i mały wóz. Gwiazda polarna. Orion oraz kilka innych. Niekonieczne odzwierciedlało to nocne niebo, ale i tak było cudowne.  

– Niesamowite – powtórzyłam.  

Nie potrafiłam znaleźć innego określenia. Sans zaśmiał się cicho. A Gaster stał z tyłu z Papyrusem.  

– Dlaczego nic nie wiedziałem? – zapytał z wyrzutem Paps, patrząc na ojca.  

– Bo jesteś gaduła – odrzekł Sans, podchodząc do brata. – Nie umiesz trzymać buzi na kłódkę.  

Bracia przekomarzali się tak jeszcze przez kilka minut. Byłam im wdzięczna za ten prezent. Nie wiedziałam, jak mam się im odwdzięczyć. Czułam się naprawdę szczęśliwa. Własny zakątek zawsze jest ważny. Miałam przy tym odrobinę więcej prywatności. Mogłam też pobyć sama, kiedy tego potrzebowałam. Byłam szczęśliwa, ale również smutna. Wiem, że Pan Gaster nie chciał mnie przybić. Ale własny pokój boleśnie uświadomił mi, że na trochę tu zostanę. Może na dłużej albo… 

Nie potrafię o tym myśleć.  

… 

Minęło kilka dni  od niemiłego spotkania z Doggo. Jakoś nie miałam ochoty wychodzić więcej z domu. Przynajmniej przez jakiś czas. Nie chciałam kolejnej awantury z mojego powodu. I tak przynoszę rodzinie Windings wystarczająco problemów. Nie chcę im dokładać więcej.  

… 

Zerknąłem w stronę drzwi pokoju Kath. Spędzała w nim dużo czasu. Nie, żebym miał coś przeciwko. Po prostu zamykała się tam jak tylko zaczynamy temat wycieczki po Podziemiu. Mówi, że jest zmęczona albo coś innego. Papyrus nie zauważył. Jeszcze tego nie rozumiał. Ojciec był zbyt zajęty, aby to zauważyć. Mówił coś o rdzeniu. Chyba mają problem z ustabilizowaniem go. Mogło to wyjaśniać niewielkie trzęsienia ziemi w Hotland i okolicach Waterfall. Niestety nikt nie chciał nic powiedzieć. Ani ojciec, ani żaden z jego pracowników. Nie bardzo wiedziałem co mam o tym sądzić. Z jednej strony obawiałem się, że to coś poważnego, a z drugiej ojciec prowadził tajne projekty i nie miał obowiązku mi o nich mówić. Traktował swoją pracę naprawdę poważnie.  

Z biegiem czasu, nawet jeśli wiedziałbym o jego pomyśle stabilizacji rdzenia i tak nic bym nie zrobił. Nie zdołałbym uratować jego i innych. Byłem dzieckiem. Chyba nawet ojciec nie przewidział, że w wyniku awarii zginie on i jego zespół. Zawiedli. To Alphys udało się znaleźć rozwiązanie. Jest to kolejna rzeczy, o której potwory wolą milczeć.  

Katharine naprawdę nie chciała wychodzić. Jej wcześniejszy zapał przygasł.  Rozumiałem to, ale nie mogła siedzieć cały czas w pokoju. Myślałem, że uda mi się ją wyciągnąć w jakieś mniej popularne miejsce. Jeśli da się namówić. Nie chciałem, aby zamykała się w sobie. Była już wystarczająco samotna. Postanowiłem z nią porozmawiać. Może jakoś by jej pomogło zwykłe wyżalenie się.  

Wtedy nie wiedziałem, co to znaczy stracić rodzinę. Myślałem, że rozmowa może jakoś pomóc. Jednak jedyne czego wtedy potrzebowała Kath to zrozumienie, czas i przestrzeń. Tego ostatniego jej zbytnio nie dałem. Myślałem, że zajęcie jej myśli jakoś pomoże. Dlatego rozmawiałem z nią o gwiazdach. Starałem się po prostu przy niej być. Mimo to mnie nie udało się jej namówić do wyjścia. Z tego powodu zaprosiłem do nas Aplyhs. Miała wpaść na obiad. Rozległ się dzwonek do drzwi. Papyrus natychmiast oderwał się od rysowania i podbiegł do wejścia.  

Do środka wdarł się podmuch zimnego powietrza. Słyszałem z salonu rozradowanego Papsa oraz Alphys.  

– Może zamkniecie te drzwi? – krzyknąłem do nich, nie odrywając wzroku z książki kucharskiej.  – Chcecie zrobić w domu bałwana, czy co?  

Usłyszałem śmiech, a potem trzask. Odwróciłem się na chwilę zerkając na salon. Jaszczurka oraz mój brat zmierzali w stronę schodów. Domyśliłem się, że idą do Katharine. Chwilę potem usłyszałem ich wszystkich jak idą na dół. Alphys co jakiś czas szturchała Kath, szepcząc jej coś do ucha. Może to była jakaś babska sprawa? Nie wiem. Nigdy nie zapisała tego, co powiedziała jej Al. … 

Po obiedzie spędziliśmy czas w salonie. Głównie zmienialiśmy kanały. W telewizji nie było nic interesującego. Mieliśmy w Podziemiu zaledwie siedem kanałów. Cztery kanały z wiadomościami regionalnymi. Jeden historyczny, naukowy i dziecięcy. Po drugiej rundce, postanowiliśmy puścić kasety VHS. Papyrus siedział przy szafce, wyjmując co chwilę jakąś kasetę.  

– A możemy obejrzeć E.T? – zapytał Papyrus, trzymając w rączkach kasetę. Patrzył z niej szary pomarszczony kosmita.  

– Oglądałeś to już z pięć razy. Nie znudziło ci się? – zapytał Sans, podbierając się o oparcie kanapy.  

– Proszę! – powiedział Papyrus, robiąc maślane oczka.  

W tym czasie Kath i Alphys o czymś rozmawiały. Zwróciłem na nie większą uwagę, gdy Kath poszła na górę. Papyrus już zdążył włożyć do odtwarzacza kasetę. Ustawiał odpowiednie parametry, nie zwracając sobie nami głowy. 

– Po co ona poszła? – zapytałem Alphys, prostując się.  

– Po telefon – powiedziała Al, sięgając po swoją torbę, która leżała przy kanapie.  

– Czyj? – zapytałem, nie wiedząc o co chodzi.  

Nie wiedziałem wtedy, że Kath miała od początku przy sobie telefon. Nikt z nas nie sprawdzał wtedy jej plecaka. Nie wiedzieliśmy co ze sobą miała.  

 – Jej – rzekła Alphys, nawet na mnie nie patrząc.  

Wyjęła z torby mały scyzoryk. Chwilę potem zeszłą Kath, trzymając w ręce telefon. Podbiegła do kanapy, wręczając jaszczurzycy swój telefon.  

 – Jesteś pewna, że dasz radę go naprawić?  – zapytała Katharina, przyglądając się Al.  

Jaszczurzyca przyglądała się uważnie telefonowi. Miał pękniętą szybkę i kilka wgnieceń. Alphys wzięła scyzoryk, wysuwając z niego śrubokręt. Podważyła tylną obudowę, zaczynając swoją pracę.  

 – Dlaczego mnie o to nie poprosiłaś? – zapytałem odchylając się do tyłu. Spojrzałem w oczy Kath, która tylko wzruszyła ramionami.  

 – Znasz się na gwiazdach, nie myślałam, że też na elektronice – odrzekła Kath, prostując się. 

 – Mogłaś spytać – rzekłem, podążając wzrokiem za nastolatką. Usiadła obok w fotelu, kuląc nogi pod brodą.  

 – Możecie być cicho – uciszyła nas Alphys, odrywając wzrok od rozłożonego telefonu. – Próbuję się skupić.  

Oboje, Kath i ja zamknęliśmy się. Nie byłem zły, że mnie nie spytała. Bardziej trochę urażony.  Trudno mi było powiedzieć, czemu. Jednak nie miałem powodu, aby się złościć, czy coś w tym stylu. Po prostu… Trudno to opisać. Może byłem zazdrosny? Sam nie jestem do dziś pewny. Chciałem tylko, aby przyszła z tym problemem do mnie. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Alphys.  

 – Naprawione – powiedziała jaszczurzyca, spoglądając na Kath. – A co myślisz o jakiś usprawnieniach? – zapytała. – Na razie masz tylko podstawowe funkcje oraz podłączyłam go do naszej sieci telefonicznej.  

 – Ile będzie kosztować korzystanie z tej sieci? – zapytała nastolatka, patrząc z powątpieniem na mnie i AL. Byłem zaskoczony jej pytaniem. Nasza przyjaciółka również. U nas sieć telefoniczna jest w pełni darmowa. Król uznał, że komunikacja w Pozdziemiu to jedna z najważniejszych rzeczy. Każdy w domu ma telefon stacjonarny, połączony z centralą. W razie jakiś wypadków nikt nie musi się martwić odłączonym od prądu telefonem. – Zapomnijcie o moim pytaniu. Wróćmy do tych ulepszeń – dodała po chwili Kath, widząc nasze miny. – Co proponujesz?  

 – Po pierwsze i najważniejsze UnderNet – powiedziała Alphys, stukając śrubokrętem w szybkę. – To nasze centrum społecznościowe. Większość potworów go ma. Mogłabyś gadać z kim chcesz i żaden z potworów nie domyśliłby się, że jesteś człowiekiem – rozwinęła się w swojej wypowiedzi. – Mogłabyś dowiadywać się co słychać w Podziemiu i gdzie lepiej nie chodzić, jeśli chciałabyś wybrać się na małą wycieczkę. Możemy go wgrać od razu, jeśli chcesz – zakończyła Al.  

Widać było, że Kath poważnie nad tym myśli. Sam nie wiem, czy byłby to dobry pomysł. Dziewczyna mogłaby trafić na jakąś grupkę, która żywi nienawiść do ludzi. A takich rzeczy raczej miło się nie czyta. Po za tym co by zrobiła, gdyby jakiś potwór chciałby się z nią spotkać? Ale z drugiej strony miałaby łatwiejszy kontakt z Alphys, czy Saerą. Zerknąłem kątem oka na Papyrusa. Zupełnie wciągnął się w ten film. Nie przeszkadzała mu w żadnym wypadku nasza rozmowa.  

– Nie widzę żadnych przeciwskazań – uśmiechnęła się Kath, nachylając się nad telefonem.  

W ciągu kilku minut aplikacja Undernet była zgrana i gotowa do użytku. Dziewczyny szybko uporały się z założeniem konta i ustawieniem prywatności. Jedyny problem jaki się pojawił to wybranie rasy.  

– A co sugerujesz? – zapytała Kath, przeglądając listę z rasami.  

– Raczej jakąś pospolitą – odparła jaszczurzyca, patrząc w przestrzeń. – Może psołaka albo kotołaka. One są dość liczebną rasą – dodała, zwracając się do Kath.  

– Może, a ty co myślisz Sans? – zapytała mnie nastolatka.  

– To twój wybór. I tak większość potworów nie zwraca na to uwagi – powiedziałem.  

 – Bardzo nam pomagasz – rzekła z przekąsem Alphys, odwracając się do Kath. – To może psołaka?  

W odpowiedzi Katharina tylko pokiwała głową. Po chwili dostałem zaproszenie od BlueMoon. Zaakceptowałem je od razu.  

– Dlaczego BlueMoon? – zapytałem.  

– Dlaczego LazyBones? – zapytała Kath z uśmiechem.  

– Punkt dla ciebie – odparłem. – To jakie jej jeszcze chcesz wgrać ulepszenia. Bo oprócz Undernet to reszta za bardzo się nie opłaca – dodałem zerkając na Al. Reszta funkcji wymagała używania magii, więc ich ulepszenia się raczej skończyły.  

– Myślałam nad ulepszeniem aparatu oraz nad wielowymiarowym schowkiem…  

– Przecież ona nie ma magii, więc jak miałby zadziałać – przerwałem jej.  

Wielowymiarowy schowek albo kieszeń nie działały bez użycia magii użytkownika. Wystarczyło nakierować na coś kamerkę i użyć magii podczas robienia zdjęcia. Przedmiot od razu trafiał do schowka w telefonie. Można go było przywołać w dowolnym momencie. Pojemność schowka zależała od magii użytkownika, ale nikt nie używał go do przenoszenia domów. Bo po co? Zwykle przechowuje się w nim jakieś drobne rzeczy.  

– Tego nie wiesz – odparła lekko oburzona Alphys.  – Ludzie mogli zapomnieć jak się jej używa, ale zniknąć na pewno nie mogła.  

– Nieużywana magia zastyga. Sama dobrze o tym wiesz – odparłem.  

Są potwory, które nie używają magii do codziennego życia. Nawet jeśli jesteśmy z niej zrobieni to nie znaczy, że musimy jej używać. Potwory, które uważają magię za zbyteczną albo mają jej bardzo mało nie używają jej. Przez co gęstnieje i nie można jej formować wedle swojej woli. Nie może się materializować poza organizmem potwora.  

 – Tak jest u potworów. Może u ludzi jest inaczej – odparła Alphys.  

Miała ona wiele teorii na temat magii. Między innymi o ludzkiej Determinacji. Jednak bez odpowiedniego sprzętu nie mogła ich sprawdzić. Przynajmniej wtedy. Do dziś trudno mi uwierzyć, że większość z nich okazała się prawdziwa.  

– To może to jakoś sprawdzimy? – wtrąciła się Kath. – Może i nie wiem co znaczy zastygła magia, ale możemy sprawdzić na waszych telefonach, czy dam radę otworzyć tą całą kieszeń – zaproponowała nastolatka, obserwując nas. 

Spojrzałem na Alphys, a ona na mnie. Próba otwarcia kieszeni na którymś z naszych telefonów nie zaszkodziłaby jej. A zakończyło by to naszą małą sprzeczkę. W dzieciństwie zawsze kłóciłem się z Alphys o różne aspekty naukowe. Każde z nas miało inny punkt widzenia na daną sprawę. Może dlatego tak dobrze nam się razem pracowało w laboratorium.  

 – Czemu nie? – powiedziała Alphys, odkładając telefon Kath na stół. – Możemy to sprawdzić na moim – dodała wyjmując swoją komórkę z kieszeni spodni.  

Weszła w aplikacje kieszeni wielkowymiarowej. Otworzyła ją i podałą telefon Kath. 

 – Wybierz sobie jaki przedmiot chcesz przywołać. Jakiś mały, drobny – instruowała ją jaszczurzyca. Kath uważnie jej słuchała od czasu do czasu przytakując. Gdy coś wybrała pokazała wyświetlacz. – Brelok. Myślę, że na początek może być – Alphys tłumaczyła dalej, gestykulując przy tym rękoma. – Teraz najważniejsze. Klikniesz ikonę breloka i musisz wyobrazić sobie jak magia przepływa przez twoją rękę. Potem wyobraź sobie, że twoja magia… 

– Ona nie ma magii – wtrąciłem się.  

Alphys natychmiast się do mnie odwróciła z tym swoim zabójczym wzrokiem. Uśmiechnąłem się lekko. Lubiłem ją od czasu do czasu denerwować. A było to nie lada wyzwanie, bo ona jako jedna z nielicznych potrafiła ignorować moje żarty.  

 – Wracając – zaczęła z powrotem Alphys, nie zwracając na mnie już uwagi.  – Wyobraź sobie, że ten przedmiot pojawia się przed telefon. Jakby formował się z magii. Nie musisz się śpieszyć czy stresować. W razie czego mogę to wytłumaczyć jeszcze raz – dokończyła Alphys, czekając na reakcje Kath.  

Nastolatka wzięła głęboki wdech. Zachowywała się jakby szykowała się na ciężką przeprawę, od której zależało jej życie. Według mnie trochę przesadzała, jednak dla mnie to była codzienność. Magia istniała od zawsze i na zawsze. Lecz dla niej to było coś nowego. Nawet jeśli spędziła w Podziemiu już trochę czasu i przyzwyczaiła się to telekinezy wiele rzeczy dalej było dla niej nowych. Była jak dziecko, które po raz pierwszy widzi śnieg. Oczy pełne ciekawości oraz pewnego promyku, który trudno zgasić.  W pełni to rozumiałem. Jednak ja też potrzebowałem czasu, aby zrozumieć, że to co dla mnie jest normalne, dla niej jest czymś magicznym. Dosłownie. 

– Gotowa? – zapytała Alphys, bacznie obserwując przyjaciółkę.  

Mimo, że tego nie okazywała, wiedziałem, że Al też się stresuje. Niby ludzie już nie mieli magii, jednak nigdy nic nie wiadomo. Ludzie, którzy tu trafili nie byli zwykłymi osobami. Odwaga jakoś przeszedł pułapki w Ruinach i wdarł się do laboratorium. Nikt nie wiedział jak. Tak samo jak życzliwość bez problemu poradziła sobie z Ruinami. Wiele z pułapek wymagało magii. Może ludzie posiadali coś na jej kształt? A jeśli ktoś nie potrafi kontrolować swojej magii to stanowi zagrożenie. Magia to dusza. Dusza to magia. Przynajmniej u potworów. Ulega ona wszelkim emocjom. Dziewicza magia jest niebezpieczna, bo jest nieujarzmiona. Dlatego pilnuje się młode potwory, aby jak najszybciej opanowały podstawy. Koncentracja i spokój. Niekontrolowana magia może wyrządzić wiele szkód, bardziej niż jej nieumiejętne wykorzystanie. Zerknąłem na Kath. Zamknęła oczy. Chyba chciała sobie w ten sposób jakoś pomóc. Zwizualizować to co chciała zrobić. To musiało być dla niej naprawdę dziwne i stresujące. Jednak to co się stało najbardziej zaskoczyło mnie. Chyba nas wszystkich.  

Wokół palców Kath pojawiła się fioletowa poświata. Ledwo widoczna, ale jednak. Wyprostowałem się. Alphys spojrzała na mnie. W jej oczach widziałem ten znajomy błysk. Płomień, który właśnie się rozniecił i przez wiele lat ją dręczył. Żadne z nas nie odważyło się odezwać. Nie chcieliśmy w rozproszyć Kathariny. Widać było, że skupia się na tym najlepiej jak potrafi. Nadal miała zamknięte oczy. Poświata wokół jej dłoni zalśniła mocniej niż wcześniej. Z o wiele większą siłą i intensywnością. Nawet Papyrus, który był zajęty filmem odwrócił się. Chciał coś powiedzieć, jednak gestem ręki nakazałem mu milczeć. Chyba był równie zdumiony co my. On też zdawał sobie sprawę, że ludzie NIE MAJĄ JUŻ MAGII. Potem fioletowa poświata otoczyła telefon. Było jej o wiele za dużo, jednak możliwość zepsucia telefonu nie miała dla nas wtedy żadnego znaczenia. Odkryliśmy coś co było fenomenem w potworzej nauce. Ludzka magia mogła otworzyć dla nas nowe możliwości, a przede wszystkim wydostać nas z Podziemia. Albo chociaż się do tego w pewien sposób przyczynić. Może wcale nie potrzebowaliśmy ludzkich dusz?  

Fioletowa magia wzbiła się kilka centymetrów nad telefonem. Zaczęła się formować w breloczek w kształcie kwiatka. Po chwili pojawił się on. Otoczony był magią. Lewitował kilka centymetrów nad telefonem.  

– Niesamowite! – krzyknął nagle Papyrus.  

Wybiło to nas wszystkich z tej sytuacji, a w szczególności Kath. Fioletowa magia natychmiast zniknęła, a brelok z trzaskiem spadł na stolik. Nastolatka spojrzała na nas, a potem na brelok na stole. Sama nie mogła uwierzyć w to co widzi. Była totalnie zszokowana. Chyba bardziej niż my. Otworzyła usta, jednak po chwili je zamknęła. Chyba nie wiedziała co ma w tej chwili powiedzieć. Spojrzała na Alphys, potem na mnie. Czekała. To był jeden z niewielu momentów w moim życiu, w którym nie wiedziałem co mam powiedzieć. Jednak wiedziałem co trzeba było zrobić. Ojciec musiał się o tym dowiedzieć.  

– To fantastyczne! – krzyknęła Alphys, wyrywając wszystkich z zamyślenia. – Dasz radę to powtórzyć? – dodała szybko, bacznie obserwując Katharinę.  

Nastolatka lekko speszona patrzyła na przyjaciółkę. Widać było, że sama jest zaskoczona, a może bardziej przerażona tym co zrobiła. Użyła magii. Pytanie tylko, czy swojej, czy to jakiś efekt uboczny leczenia. Nie mogłem ryzykować, że coś jej się stanie.  

– Tak! – krzyknął radośnie Papyrus. – Powtórz to! 

– Nie! – wtrąciłem się. Wszyscy spojrzeli na mnie. Alphys chyba była trochę zła. Paps zdziwiony, a Kath rozluźniła się. Raczej nie chciała tego na razie powtarzać. – Nie wiemy, czy to jej magia, czy może efekt uboczny leczenia magią – odrzekłem. – Równie dobrze może nam za chwilę zemdleć albo…   – A co jak to tylko jej magia? To wtedy normalne – przerwała Alphys. Uparcie przystawała przy swoim. Rozumiałem, że miała swoje teorie. Rozumiała je i obstawiała przy nich, ale istniały też inne opcje. – Leczenie mogło ją przebudzić! 

– Właśnie.  Pomyśl. Niestabilną przebudzona magia, która będzie potrzebowała lat, aby się ustabilizować – odrzekłem. Miałem nadzieje, że dotrze do niej powaga sytuacji. Albo zatrucie magią albo niestabilna. Aż trudno określić co gorsze. – Albo zatrucie magią i każde jej użycie może doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu – dodałem.  

Każda z tych teorii mogła być wtedy prawdopodobna. Jednak zatrucie magią łatwiej wyleczyć niż uczyć kogoś kto nigdy nie miał z magią. Do Alphys chyba powoli docierała powaga sytuacji. Początkowa ekscytacja ustępowała miejsca wątpliwością.  

– Najlepiej od razu to zbadać – zacząłem.  

– Jak zbadać? – zapytała lekko zachrypniętym głosem Katharina.  

Swoimi teoriami widoczne ją przeraziliśmy. Pewnie niewiele wtedy rozumiała z tego, co mówiliśmy.  

– To nic strasznego. Wystarczy wyciągnąć twoją duszę – odrzekła swobodnie Alphys, odwracając się do Kath.  

Nastolatka momentalnie zbladła. Nie wiedzieliśmy, że ludzie nie mogą widzieć swoich dusz. A tym bardziej, że niektórzy nie wierzą w ich istnienie. Nie wszystkie informacje docierały do Podziemia.   

 – Kath, to nie boli – dodała szybko Alphys, widząc malujące się na twarzy Kath przerażenie. – Mogę ci to pokazać na mojej – zaproponowała jaszczurzyca.  

– Może jednak powiemy o tym Panu Gastrowi? –  Zapewnienia Al niespecjalnie ją przekonywały. 

 Wolała zobaczyć to na własne oczy. Trochę się jej nie dziwię. Żaden z nas nie wpadł na to, że trzeba wyjaśnić Kath przebieg walki. Między ludźmi czy potworami nie pojawiały się dusze. Nie wychodziły. Jedynie podczas walk mieszanych ludzkie dusze pojawiały się. Nie wiadomo czym jest spowodowana ta różnica. Gdy walczy potwór i człowiek, ludzka dusza pojawiała się przez człowiekiem. Tylko, że ostatni człowiek trafił to Podziemia kilka lat temu. Po prostu zapomnieliśmy jej o tym powiedzieć. Jakoś nie było potrzeby. Alphys wyciągnęła swoją duszę. Nad jej ręką lewitowało małe odwrócone serce. Esencja istnienia. Krystalicznie biała. Napełniona miłością, litością oraz współczuciem. Delikatna i krucha. Obok niej znajdowały się cyfry. Jedne mówiły o aktualnym poziomie HP – życiu a drugi o poziomie jaki miała. Jednak ludzkie są inne.  

– Teraz, mogę sprawdzić twoją? – zapytała chowając swoją duszę.  

Kath spojrzała na nią. Wzięła głęboki wdech. Kiwnęła głową na znak, że Alphys może zacząć. Jaszczurzyca zbliżyła rękę do klatki piersiowej Kathariny. Wokół palców Al pojawiła się żółta poświata, a po pierś Kath otoczył fioletowy słaby blask. Potem pojawiło się fioletowe serce. Statystyki Kathariny wyglądały w porządku. Poziom jakoś mało nas obchodził, bardziej martwiliśmy się o HP. Przy zatruciu magią spada ono powoli, przy każdym jej użyciu.  

Jeśli faktycznie to było zatrucie to poziom HP powinien spaść o kilka punków, jednak było w normie. Powinny być też widoczne jakieś pęknięcia bądź odbarwienia świadczące o obcej magii. 

Oznaczało to tylko jedno.  

– Gratuluję – powiedziała dumna Alphys, uśmiechając się lekko. – Właśnie przebudziłaś swoją magię. 

… 

– Jesteście idiotami – oznajmił Gaster, stojąc naprzeciw nas. Siedzieliśmy na kanapie, słuchając jego kazania. 

Zobaczył, jak wyciągaliśmy duszę Kath. Zaskoczony spytał, o co chodzi. Wtedy Papyrus odrzekł, że podejrzewamy u Kathariny zatrucie magią. Nie zdążyliśmy nic powiedzieć. Ojciec od razu kazał nam przestać. Mówił jakie to było niebezpieczne, że powinniśmy od razu po niego zadzwonić. Mówił jeszcze coś o skutkach wyciągania duszy podczas zatrucia. Jednak przestałem go słuchać. Za to Katharina coraz bardziej bladła. Ojciec potrafił dobić leżącego. Nie dość, że Kath była przerażona naszymi teoriami – przy których można jeszcze było się pomylić, ale teorie ojca to inna sprawa.  

– Co się stało to się nie odstanie – rzekł ojciec, marszcząc czoło. Zawsze to robił, gdy się czymś denerwował. Przeszedł się po pokoju. – Katharina, chodź. Zabiorę cię do laboratorium – powiedział, podchodząc do wieszaka. Wyjął z kieszeni pęk kluczy. – Zbadam cię jak należy – dodał tym razem, patrząc na mnie.  

Było mi trochę wstyd. Mogłem to lepiej przemyśleć. Nie chciałem narazić Kath na niebezpieczeństwo, a zrobiłem to nieświadomie.  

Gwałtownie wstałem, kierując się w stronę ojca. 

– Pójdę z wami – odrzekłem. Jednak mój zapał został szybko stłumiony przez ojca. – Dodam jej otuchy razem z Papsem.  

– Nie – rzekł surowo Gaster. Zapinając guziki białego fartucha.  

– Ale… – zacząłem, jednak ojciec uciszył mnie gestem ręki.  

W tej chwili nie miałem nic do gadania. Ojca nie dało się przekonać, gdy doprowadziło się go na skraj cierpliwości. Ja ani Papyrus nie znaliśmy żadnej takiej sztuczki.  

– Ja, chciałabym, aby z nami poszli – rzekła nieśmiało. – Alphys też.  

Chyba przerażona twarz Kath oraz jej zaszklone oczy go wtedy przekonały. Westchnął ciężko.  

– Niech wam będzie – powiedział zmęczonym głosem Gaster, ponownie marszcząc brwi.  

Alphys uśmiechnęła się. Stanęła obok Kathariny, dotykając jej ramienia na znak pocieszenia. Paps podbiegł do Kath i chwycił ją za rękę. Pociągnął ją w stronę ojca. Gaster położył mi rękę na ramieniu. Zacisnął palce wokół mojego ramienia. Niby umiałem się sam teleportować, jednak z Snowdin do Core daleka droga. Mógłbym nie dać rady. Lepiej było jak to ojciec nas wszystkich przeteleportował. On nie miał z tym żadnych problemów. W końcu był Bossem. Potworem o wysokim poziomie. Ojciec miał na swoim koncie wiele walk. Jednak nigdy nam o tym nie opowiadał, a jak zaczynaliśmy temat to milczał. Po pewnym czasie odpuściliśmy i więcej o to nie pytaliśmy.  

Ale wracając.  

W mgnieniu oka znaleźliśmy się w laboratorium ojca. Światło zapaliło się automatycznie. Zmrużyłem oczy, aby nie oślepiło mnie. Wysokie pomieszczenie z mnóstwem rur przy suficie. Większość z nich była połączona z Rdzeniem, jednak nie bardzo się orientuję do czego miały służyć. Cześć z nich odpowiadała za schładzanie Core, a reszta to nie wiem. Nigdy się tym jakoś nie interesowałem. 

Resztę pracowni ojca zajmowały stoły zawalone masą papierów. Część z nich to były notatki dotyczące jego badań. Na jednym z nich oprócz papierów leżały narzędzia oraz kilka dziwnie wyglądających urządzeń. Nie bardzo wiedziałem do czego służą. Przy jednej ścianie znajdowały się przeszklone szafy. Wszystkie pełne były jeszcze dziwniejszych urządzeń. Wszystkie zamknięte na klucz. Ojciec odszedł od nas. Zbliżył się do jednego z swoich stanowisk. Paps i ja kilka razy tu byliśmy, więc wygląd tego pomieszczenia nas nie dziwił. Jednak inaczej miała się sprawa z naszymi przyjaciółkami. Rozglądały się wokoło, podziwiając wszystko. Alphys patrzyła na wszystko z zapartym tchem. Chyba zapomniała po co tu przyszliśmy. Natomiast Kath, mimo początkowego zainteresowania lęk znowu zaczął jej towarzyszyć. Spięła się. Podszedłem do niej, kładąc jej rękę na ramieniu.  

 – Hej, nie musisz się tym tak martwić – powiedziałem.  

Ona w odpowiedzi, uśmiechnęła się tylko niemrawo.   

 – Kath, podejdź tu – zawołał mój ojciec, nawet się do nas nie odwracając.  

Nastolatka spojrzała na mnie. Uśmiechnąłem się pokrzepiająco. Oboje podeszliśmy do ojca. Zgarnął większość papierów na jedną stronę, tak aby na jednej był względny porządek. Leżał tam mikroskop oraz kilka strzykawek. Zanim ktokolwiek z nas zdążył coś powiedzieć, ojciec zaczął wajaśniać Kath na czym to będzie polegać.  

 – To nawet nie będzie boleć pobiorę tylko twoją krew – powiedział ojciec, wyjmując strzykawkę z opakowania. – W krwi pojawia się magia, jednak nie jest ona widoczna dla oka. Bada się ją pod tym mikroskopem. Cząstki magii w krwi przypominają trochę czerwone krwinki – stuknął palcem w mikroskop, potem wziął strzykawkę. – Wysuń rękę – polecił Katharinie. Nastolatka podwinęła rękaw, dając rękę Gasterowi. Ten sprawnie wbił igłę i pobrał krew. Wyjął igłę, podając Kath wacik. – I po krzyku. – dodał umieszczając krew na szklanej płytce. Katharina przyłożyła wacik do ranki, patrząc ojcu przed ramię.  

 – Jak wygląda zakażenie magią? – zapytała nieśmiało nastolatka.  

 – Magia u zdrowego potwora powinna przepływać swobodnie. Cząsteczki magii powinny być tej samej wielkości i kształcie – odparł ojciec, dalej pracując przy mikroskopie. – Natomiast zakażenie to zmieszanie obcej magii z magią własną. Obca magia, która nie jest kompatybilna z własną magią powoduje łączenie się cząsteczek i ich deformacje – mówił ojciec.  

 – To tak jak z ludźmi i ich grupami krwi – stwierdziła Katharina.  

Szczerze nie bardzo wiedziałem o co jej chodzi z tymi grupami. Nie bardzo znałem się na ludzkiej anatomii. Takie podstawy znałem, ponieważ kilka gatunków potworów miało podobną budowę, jednak żadne z nas nie miało krwi. Ojciec spojrzał na chwilę na nastolatkę. Wyglądał jakby próbował coś sobie przypomnieć. 

 – W skrócie tak – odrzekł po chwili. Z powrotem spojrzał na próbkę krwi Kath przez mikroskop. – Hm… 

 – Co to mruknięcie ma znaczyć? – zapytałem.  

Ojciec miał manierę. Gdy coś go zainteresowało to mruczał pod nosem. Trzeba było go przywołać na ziemię, aby powiedział o co chodzi.  

 – To nie zakażenie – oznajmił, odrywając się od mikroskopu. Na te słowa w naszą stronę spojrzała Alphys, która wcześniej przyglądała się jakieś wielkiej machinie w rogu pokoju. – Na razie to teoria, ale leczenie magią w jakiś sposób przebudziło magię Kathariny. Będę musiał zrobić więcej badań – dodał, wstając od stołu. Skierował się w stronę jednej z szaf.  

 – Czekaj – powiedziałem, idąc za nim. – Przecież to niemożliwe, aby ludzie mieli magię! – odrzekłem. – Sam przecież tak wcześniej uważałeś! 

 – Sans – zaczął ojciec. Zawsze, gdy tak zaczynał to wiadome było, że szykuje się poważna rozmowa. – Teorie to teorie. Jedne ulegają zmianom. Inne zostają podważone, a jeszcze inne zdobywają potwierdzenie – mówił ojciec, otwierając szklaną szafę. – Gdy w coś nie wierzysz, a fakty masz przed oczami to masz dwa wybory – kontynuował swój wywód, szukając czegoś. – Możesz zaprzeczyć faktom i udawać, że ich nie ma – powiedział odwracając się do mnie. – Albo Zaakceptować je i rozszerzyć swoje horyzonty – zakończył ojciec, idąc z powrotem w stronę Kath.  

Stała przy niej podekscytowana. Mówiła coś o nauce i ekscytacji na temat magii. Papyrus natomiast biegał po laboratorium przyglądając się wszystkiemu. Jakoś mało go interesowało co robiliśmy. Niby ojciec miał rację, że powinienem zaakceptować to, że Kath ma magię. Jednak bałem się tego co jest z tym związane. Magia ludzka widocznie była w nich cały czas, ale uśpiona i zapomniana. Może to, dlatego ich dusze mogły przerwać barierę.  

Król Asgore miał kilka ludzkich dusz. Miały służyć do otwarcia bariery. Najwięcej o tym wiedział mój ojciec. Wątpiłem, aby zrobił coś Katharinie. Nie był takim typem osoby. Ale odkrycie u ludzi magii tworzyło nowe możliwości zniszczenia bariery. Nie chciałem, aby Kath czuła się zobowiązana do tego, aby jakoś nam pomóc. Bariera była naszym – potworów – problemem. Nawet jeśli Kath tu utknęła to nie mogliśmy jej tak wykorzystywać. Poza tym nie wiedzieliśmy, jak rozwinie się jej magia. Równie dobrze mogła być bardzo słaba. Podszedłem do reszty. Ojciec objaśniał Kath, co znalazł w jej krwi.  

 – Możliwe, że magia jaką ci polaliśmy, gdy tu trafiłaś przebudziła twoją własną. Nie wiem jeszcze w jaki sposób. Może była w jakimś stopniu z nią kompatybilna – oznajmił mój ojciec, kładąc jakieś przyrządy na stół. – Zajmie mi to kilka dni, aby ustalić oraz sprawdzić, czy twoja magia sama w sobie nie jest szkodliwa podczas użytkowania – dodał Gaster, przyglądając się próbce przez mikroskop. – Bezpieczniej będzie jak do tego czasu nie będziesz próbowała używać magii.  W domu powinniśmy mieć jeszcze tabletki stabilizujące magię. 

– Stabilizujące magię?  – zapytała Katharina, chyba nie do końca rozumiejąc o czym mówi mój ojciec.  

– Gdy u potworów przebudza się ich magia to jest niestabilna. Młode potwory nie potrafią z niej korzystać – zacząłem wyjaśniać. – Magia ulega ich emocjom i mogą coś zniszczyć przez przypadek. Dlatego dopóki nie nauczą się jej kontrolować dostają tabletki, które robią to za nie – dodałem. 

 – Zgadza się – poparł mnie ojciec, nie odrywając wzroku od mikroskopu. Jedynie spojrzał na kartki i coś na nich zapisał. – Jedna dziennie powinna starczyć. 

… 

Dzisiejszy dzień był dziwny. Nie. Dziwny to za mało powiedziane.  

Odkryłam swoją magię. To brzmi tak nierealnie. Jakby to wszystko było snem i zaraz się obudzę. Tylko nic takiego się nie dzieje. To jest teraz moja nowa rzeczywistość. Muszę do tego przywyknąć. Pan Gaster powiedział, aby na razie nie próbowała używać swojej magii. Chce ją lepiej zbadać i dowiedzieć się, czy mogę jej bezpiecznie używać. Niewiele rozumiałam z tego co mówił pan Gaster o stabilności magii. Powiedział, że w razie potrzeby może mi to wszystko wytłumaczyć jeszcze raz i odpowiedzieć na każde moje pytanie. Alphys jest bardzo podekscytowana naszym odkryciem. Bardzo ją to zafascynowało. Opowiadała mi wiele swoich teorii na temat ludzkiej magii oraz czymś zwanym Determinacją. Jednak tego mi nie wyjaśniła. Za bardzo wkręciła się w swoje teorie, aby można było z nią w jakiś sposób porozmawiać. Papyrus niewiele rozumiał z tego co się stało w laboratorium. Jest dopiero dzieckiem, więc to normalne, że nie interesują go takie rzeczy. Jednak cieszył się, że będzie mógł mnie uczyć magii.  

Natomiast Sans… 

Nie jestem pewna, czy nie był czasem zawiedzony. Może bardziej zmartwiony?  

Gdy go o to zapytałam to zmieniał temat. Nie wiem, co takiego jest z moją magią, że Sans się tak martwi. Może później mi powie jak sam będzie gotowy. Na razie nie mam się uczyć magii. Alphys przekonała mnie, abym dała Podziemiu drugą szansę. Mieliśmy iść w mniej uczęszczane miejsce w Podziemiu niż miasteczko Snowdin. Alphys chciała mi pokazać Wysypisko. Nie brzmi to zbyt zachęcająco, jednak nazwa podobno jest mylna. Wysypisko to podobno miejsce, gdzie trafiają rzeczy z mojego świata.  

Al podobno znalazła tam wiele ciekawych rzeczy. Udało jej się też złożyć komputer z części jakie tam znalazła. Sans też lubi tam chodzić. Znajduje tam nowe książki o astronomii, a Papyrus szuka nowych filmów i zabawek. Część z tych rzeczy jest popsuta, jednak nie przeszkadza to nikomu, aby ich nie naprawić. Zaciekawili mnie. Nie mogę się doczekać, aż się tam wybierzemy. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *