Kojarzycie ten moment, gdy po długiej, szarej zimie w końcu przychodzi prawdziwa wiosna? Jest kwiecień lub maj, słońce nagle uderza z pełną mocą, a Wy pocicie się w wiosennych kurtkach, zdezorientowani nagłym upałem.
I wtedy widzicie ją. To ta pierwsza dziewczyna na mieście w letniej, zwiewnej sukience. Ma jasne włosy, rumieńce na twarzy i z rozkoszą obraca głowę ku słońcu, podczas gdy reszta tłumu sapie z gorąca. Wygląda jak uosobienie wiosny.
Ale nie dajcie się zwieść. Jeśli spotkacie jej wzrok w samo południe, możecie tego nie przetrwać.
Tym razem w Bestiariuszu stajemy twarzą w twarz z Południcą – demonem, który kiedyś terroryzował wsie, a dziś znalazł sobie nowy plac zabaw.
Blady strach w złotym zbożu
Dla dawnych Słowian pierwsze ciepłe dni i początek prac w polu oznaczały nie tylko radość, ale i śmiertelne niebezpieczeństwo. Kiedy słońce stawało w zenicie, a powietrze drżało od gorąca, na miedzach pojawiała się ona.
Wierzono, że Południce rodziły się z dusz kobiet, które zmarły tuż przed swoim ślubem lub w jego trakcie. Ukazywały się jako młode, blade dziewczyny w białych szatach, z wieńcem maków lub chabrów na głowach. Ale w dłoniach rzadko trzymały kwiaty. Częściej był to ostry sierp lub nóż.
Słowianie wiedzieli, że w południe praca w polu jest surowo wzbroniona. Należało usiąść w cieniu i przeczekać najgorszy skwar. Jeśli ktoś złamał ten zakaz, Południca wymierzała karę. Zaczynało się od bólu głowy. Potem przychodziły duszności, mroczki przed oczami, aż wreszcie człowiek padał zemdlony – często po to, by już nigdy się nie obudzić. Dziś nazywamy to udarem słonecznym. Kiedyś nazywano to dotykiem Białej Damy.
Bezrobocie demona polnego
Czasy się jednak zmieniły. Zamiast sierpów mamy kombajny z klimatyzacją, a większość z nas w południe siedzi w biurach, chroniąc się przed słońcem za roletami. Złote łany zbóż zamieniliśmy na betonowe pustynie.
Co w takim świecie ma robić demon lata i zaduchu? Wiejskie dróżki zrobiły się dla niej nudne. Zaczęła więc zaglądać do miast.
Wtopiła się w tłum. Widzę ją dzisiaj w tej samej białej, zwiewnej sukience. Kroczy nagrzanym asfaltem, a upał zdaje się jej w ogóle nie przeszkadzać. Wręcz przeciwnie – ona się nim karmi.
Nowe łowisko – linia 15, kierunek Centrum
Odkryła, że nie musi biegać za ludźmi po polach. Sami zamykają się w blaszanych pułapkach.
Jej nowym ulubionym miejscem zabaw jest miejska komunikacja. Wyobraźcie sobie ten pierwszy, naprawdę gorący dzień w mieście. Wsiadacie do zatłoczonego autobusu lub tramwaju, w którym zepsuła się klimatyzacja (albo nikt jej jeszcze nie włączył). Powietrze jest gęste, lepkie i pachnie potem. Okien nie da się uchylić.
Ona już tam jest. Trzyma się rurki, uśmiechając się lekko. Jej rumieńce stają się coraz wyraźniejsze, im bardziej brakuje tlenu. Stoi w największym ścisku i patrzy.
Obserwuje tego biznesmena w garniturze, któremu pot spływa po skroni. Patrzy na studentkę w czarnym swetrze, która robi się coraz bledsza i zaczyna ciężko oddychać. Południca czeka na ten jeden konkretny moment. Na to nagłe omdlenie, osunięcie się na podłogę, panikę w tłumie i krzyk: „Zatrzymać tramwaj!”.
Gdy ktoś w dusznej komunikacji miejskiej traci przytomność, możecie być pewni, że ona stoi tuż obok, upajając się tym widokiem. Zebrała swoje żniwo.
Następnym razem, gdy będziecie dusić się w nagrzanym tramwaju w drodze z pracy, miejcie przy sobie butelkę wody. I uważajcie na dziewczyny w białych sukienkach, które jako jedyne w tłumie wydają się oddychać pełną piersią.
