Site Overlay

„Kolejna osoba, którą spotykamy w niebie” – recenzja

Jest kontynuacją książki „Pięć osób, które spotykamy w niebie”.

Poznajemy w niej losy małej Annie, która cudem przeżyła wypadek w parku rozrywki Rubylandzie.

W tej książce budowana historia jest oparta na takim samym schemacie jak w poprzedniej.

Historia rozpoczyna się w dniu śmierci Annie – poprzednio był to Eddie.

Annie ma dwadzieścia parę lat i wychodzi za mąż się za swojego przyjaciela, Paula. Mówią sobie sakramentalne tak i wyruszają w podróż poślubną. Dziwnym zbiegiem okoliczności, a może to przeznaczenie (?), wybierają się na poranny lot balonem. Niestety w wyniku nieoczekiwanego zdarzenia dochodzi do wypadku w którym ucierpiał Paul. Jego stan jest bardzo ciężki i potzebuje przeszczepu płuc.  Annie poświęca się  dla męża i aby uratować jego życie ofiaruje swoje płuco.  W tym momencie zaczyna się jej podróż po zaświatach.

Taki sam schemat, inna historia.

Jak w poprzedniej książce ta dzieje się w trzech różnych przedziałach czasowych.  Mamy wyprawę Annie po zaświatach, przeszłość Annie oraz teraźniejszość.

Podczas podróży po zaświatach Annie spotyka pięć osób tak samo jak Eddie. Opowiadają one swoje historie oraz w jaki sposób są z nią powiązani. Każda z tych osób zmienia jej perspektywę, przez co może inaczej spojrzeć na swoje życie. Otrzymać odpowiedzi na dręczące ją pytania.

Na początku, uważałam, że Annie również spotka pięć osób, które jakoś wpłyną na jej życie. Byłoby to dość schematyczne i przewidywalne. Również jak Eddie, Annie chce wiedzieć, czy uratowała swojego męża. Jednak nawet jeśli podstawowy schemat powieści jest ten sam, czyli spotkanie z pięcioma osobami, książka potrafi zaskoczyć. Podróż Annie mimo początkowego podobieństwa jest zupełnie inna.

Pierwszą zauważalną różnicą jest wiek Annie. Dopiero się ożeniła, planowała swoje przyszłe życie, a tu jedna noc zmieniła wszystko.

Rozdziały opowiadające o przeszłości Annie zatytułowane są „Annie popełniła błąd”. Pokazane są momenty w życiu dziewczyny, w których uważała, że zrobiła coś źle. Nadają one zupełnie inny klimat niż w przypadku Eddiego. Od początku jest pokazany ciężar jaki Annie musiała nosić na swych barkach. Przez całe życie nie mogła pogodzić się z bólem jaki nosiła w sercu.

Na koniec…

Mimo podobieństw do pierwszej części, historia Annie wciąga równie mocno co poprzednia. Niesamowita historia, która pokazuje, że w życiu nie ma czegoś takiego jak błąd. To, że w tej chwili nie rozumiemy pewnych rzeczy, uważamy je za błędy nie znaczy, że nie mają one głębszego sensu. Czasami nasza perspektywa nie pozwala nam dojrzeć skutku „błędu”, tego co może przynieść innym.

Osoby, które sięgną po tą książkę muszą się nastawić na ciężką emocjonalnie historię. W pewnym momentach ściska człowieka w żołądku, a innych wzrusza do łez.

Jednak jak poprzednia książka opowiada ona o miłości, poczuciu straty i wybaczeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.