Pamiętacie to ze szkoły? Robienie kukły ze słomy i starych szmat, a potem radosny spacer nad rzekę, żeby ją podpalić i utopić. „Żegnamy zimę!” – krzyczeliśmy. Wszyscy się cieszyli, że ta „wiedźma” wreszcie spłynie do morza.
Nigdy nie było mi jej żal. Aż do teraz.
Dziś w Bestiariuszu przyglądam się Marzannie (Moranie). Tej, którą co roku rytualnie mordujemy, zapominając, że bez niej nie byłoby życia.

Pani Snu, nie Śmierci
W dawnych wierzeniach Marzanna nie była czystym złem. Owszem, była boginią zimy i śmierci, ale śmierć dla Słowian nie była końcem – była pauzą. Była koniecznością. Morana była tą siłą, która zmuszała świat do zatrzymania się. To ona przykrywała pola śniegiem nie po to, by je zabić, ale by dać ziemi odpocząć. Bez tego snu, bez tego „zimowego resetu”, gleba by wyjałowiała, a plony by nie wzeszły. Była surową opiekunką, która mówiła naturze: „Dość. Teraz śpisz”.
Jej rytualne topienie podczas Jarego Święta nie było aktem nienawiści, ale elementem cyklu. Córka musiała odejść, by matka (Wiosna/Mokosz) mogła się obudzić.
Współczesna Marzanna – Zgorzkniała Arystokratka
Ale czasy się zmieniły. Zimy są szare, krótkie i brudne. Jak wyglądałaby Marzanna dzisiaj?
Widzę ją idącą ramię w ramię z Mrozem. Są parą, ale to trudny związek. On – wciąż silny, trzyma fason, jego elegancja jest nienaruszona. Ona… ona jest cieniem samej siebie.
Wyobraźcie sobie kobietę o posągowej urodzie, ubraną w biały płaszcz, który kiedyś lśnił jak świeży śnieg, a dziś jest poszarzały od miejskiego smogu i błota. Jest bardzo chuda, niemal przezroczysta. Jej dłonie drżą. To nie jest starość, to wycieńczenie. Nasz klimat ją zabija powoli, odbierając jej siły witalne, zanim jeszcze nadejdzie marzec.
„Dlaczego mnie nienawidzicie?”
Ale w jej oczach – bladych jak lód na rzece – nie ma strachu. Jest gniew. I żal. Przechadza się po parkach, gdzie zamiast śniegu widzi zwiędłą, brązową trawę. Słyszy nasze narzekania: „Niech ta zima już spada”, „Mam dość tej szarugi”.
Myślę, że czuje się zdradzona. „Daję wam oddech” – chciałaby wykrzyczeć. „Daję waszej ziemi sen, żebyście mieli co jeść latem. Zabijam zarazki. Przynoszę ciszę w tym waszym głośnym, pędzącym świecie. A wy? Wy robicie ze mnie potwora. Szmacianą lalkę do bicia.”
Mróz, jej zimny partner, czasem kładzie jej rękę na ramieniu, ale nawet on nie potrafi jej pocieszyć. On odejdzie niezauważony. Ona zostanie publicznie stracona, wygwizdana, utopiona w brudnej rzece.
Marzanna to dziś bogini niechciana. Niedoceniana Królowa Spoczynku, która słabnie z każdym rokiem, patrząc, jak świat pędzi ku wiecznej, bezsennej wiosnie.
Kiedy w marcu zobaczycie topioną kukłę, pomyślcie o niej ciepło. Może właśnie tego jej brakuje.