
Kiedy miasto dusi nas spalinami i hałasem, instynktownie szukamy ucieczki. Wybieramy głębokie lasy, parki narodowe, dzikie rezerwaty. Schodzimy z wytyczonych szlaków, by poczuć „prawdziwą naturę” i wsłuchać się w ciszę.
Tylko że w tej ciszy czasem można usłyszeć coś, co w ogóle nie powinno się tam znaleźć. Na przykład ciche, przeciągłe miauczenie kota.
Bestiariuszu zanurzamy się w leśne ostępy, by spotkać Majkę (zwaną też Miawką). Demona z pogranicza, który uwielbia mroczne gry z ludzkim umysłem.
Zielona Suknia i Płacz Dziecka
W dawnych podaniach Majka (lub Majeczka) była demonem pól i łąk. Wierzono, że stawała się nim dusza kobiety, która zginęła tragiczną, nienaturalną śmiercią. Czasem z rozpaczy porzucała w polu niemowlę – legenda głosiła, że gospodarz, który przygarnął takie „podrzucone” dziecko Majki, zyskiwał jej potężną, demoniczną protekcję i dożywotni dobrobyt.
Jak wyglądała? Pięknie i upiornie zarazem. Wysoka, niezwykle smukła dziewczyna o śmiertelnie bladej cerze. Zawsze nosiła jaskrawą, zieloną suknię w kwiaty, a na głowie wianek z majowej zieleni. Często widywaną ją w towarzystwie Rusałek czy Wił – tańczyły razem na polanach, tworząc piękny, ale śmiertelnie niebezpieczny krąg.
Miawka, czyli dźwięk, który wabi
Jej drugie imię – Miawka – zdradzało jej ulubioną metodę łowów. Majka nie rzucała się na ofiarę. Ona ją wabiła. Wydawała z siebie dźwięki przypominające żałosne miauczenie kota lub dziwne, ptasie zawodzenie. Wędrowiec, myśląc, że to zagubione bądź zranione zwierzę, schodził ze ścieżki i wchodził prosto w gęstwinę, z której nie było już powrotu. Czasem jej śpiew niósł się aż pod ludzkie domostwa – jeśli ktoś usłyszał go pod swoim oknem, był to zwiastun nadchodzącej śmierci w rodzinie.
Zabawmy się, aż braknie ci tchu
Najbardziej przerażający był jednak sposób, w jaki Majka uśmiercała tych, którzy ulegli jej urokowi. Nie dusiła ich. Nie rozszarpywała. Ona ich łaskotała. Brzmi zabawnie? Wyobraźcie sobie, że wpadacie w objęcia bladej, uśmiechniętej dziewczyny. Zaczyna Was łaskotać. Początkowo się śmiejecie, to odruch. Ale ona nie przestaje. Śmiech staje się bolesny, płuca palą z braku tlenu, wpadacie w histerię, nie możecie złapać tchu, a Wasz organizm dusi się we własnym, obłędnym rechocie. To okrutna „zabawa na granicy życia”, osłabiająca czujność i kończąca się agonii.
Majka dzisiaj – Strażniczka Dzikich Miejsc
Gdzie jest dzisiaj? Zniknęła z pól, które przecięły autostrady i zalały pestycydy. Hałas maszyn rolniczych ją odstraszył. Zaszyła się tam, gdzie człowiek wciąż jest intruzem. W Bieszczadach, w gęstych borach, na niedostępnych polanach.
Wciąż nosi swoją kwiecistą, zieloną sukienkę, ale teraz jej ofiarami nie są już prości chłopi. Majka czeka na tych, którzy wchodzą do lasu z arogancją. Na turystów, którzy śmiecą, włączają głośną muzykę na szlaku, krzyczą i płoszą zwierzęta. Szczególnie upodobała sobie tych, którzy w głębi duszy niosą mrok – ludzi bez szacunku do kobiet, dzieci i słabszych. Z nich wysysa siły życiowe z największą przyjemnością.
Kiedy więc następnym razem odejdziecie od szlaku i w idealnej, leśnej głuszy usłyszycie przeciągłe „miaaau”… nie idźcie w tamtą stronę. Bo jeśli znajdzie Was dziewczyna w zielonej sukience, Wasz śmiech będzie ostatnim dźwiękiem, jaki usłyszy ten las.
