Site Overlay

Nie wchodź do tego domu! Recenzja „Diabelstwa” – powrót do mrocznych Czartyż

Pamiętacie Czartyże z „Grzechotu”? Ten ciężki klimat i echa czarnej Wołgi? Maciej Lewandowski zabiera nas tam z powrotem. I powiem Wam od razu: w tym miasteczku spokój to towar deficytowy.

Tym razem zaczynamy jednak nie od duchów, a od żywiołu. W Czartyżach woda idzie w górę. Powódź. To niesamowite, jak autor potrafi uchwycić tę specyficzną, polską mentalność – ludzie do ostatniej chwili negują zagrożenie, machają ręką, „jakoś to będzie”. A potem przychodzi wielka woda. To groza, którą znamy z telewizji, przyziemna, ale cholernie prawdziwa.

Ale umówmy się – nie sięgamy po Lewandowskiego, żeby czytać o hydrologii.

### Legenda o Mamce i głupi zakład

W każdej szanującej się wsi czy małym miasteczku stoi ON. Opuszczony dom. Ten, o którym starsi milczą, a dzieciaki opowiadają sobie legendy. W Czartyżach też taki jest. I oczywiście, nasza ekipa pakuje się tam w kłopoty.

Wszystko przez niewyparzony język Kuby i szkolną hierarchię. Mamy tu klasyczny motyw: urażona duma szkolnego gwiazdora/chuligana (Michał Marcelski), głupi zakład o 15 minut w nawiedzonym domu i… katastrofa. Sławek i Ewa (dziewczyna Michała) wchodzą do środka i po prostu znikają. Rozpływają się w powietrzu.

Policja jest bezradna, dorośli szukają racjonalnych wyjaśnień, a Kuba i Maja zostają z poczuciem winy i czymś, co zaczyna deptać im po piętach.

### Hitchcock byłby dumny?

Maciej Lewandowski stosuje tu starą, dobrą zasadę Alfreda Hitchcocka: film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie ma rosnąć. Tutaj zamiast trzęsienia ziemi mamy zniknięcie i powódź, ale efekt jest ten sam. Zaczynamy z grubej rury!

Akcja prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony mamy dzieciaki, które czują, że to nie są przelewki i mają do czynienia z czymś paranormalnym. Z drugiej – dorosłych, którzy błądzą we mgle (dosłownie i w przenośni). To buduje świetne napięcie, bo jako czytelnik wiesz więcej niż policja, i masz ochotę krzyczeć do bohaterów: „Nie idźcie tam!”.

Atmosfera w samym domu (i tam, gdzie trafili zaginieni) jest gęsta, przytłaczająca i klaustrofobiczna. Czuć desperację, czuć ten labirynt bez wyjścia. To wariacja na temat legendy o Babie Jadze, ale w takim swojskim, słowiańskim wydaniu.

### Trochę strasznie, trochę śmiesznie

Co ciekawe, Lewandowski potrafi balansować na granicy grozy i humoru. Są momenty, które mają straszyć, a wywołują uśmiech (zamierzony czy nie – to już ocenicie sami). Scena w kuchni, gdzie matka Kuby robi awanturę, a ojciec z dziadkiem ledwo powstrzymują śmiech, to złoto. Rozładowuje napięcie idealnie, przypominając nam, że to wciąż historia o zwykłych ludziach w niezwykłych okolicznościach.

Zdarzają się jednak momenty, gdzie ten balans się chwieje – pewna „straszna” scena w kuchni mnie osobiście bardziej rozbawiła niż przeraziła. Ale hej, może po prostu za dużo horrorów w życiu obejrzałam i byle co mnie nie rusza!

### Czy warto wrócić do Czartyż?

Muszę być z Wami szczera – początek „Diabelstwa” był dla mnie małym wyzwaniem. Zostajemy wrzuceni w sam środek akcji i chwilę zajęło mi przypomnienie sobie, kto jest kim (poza Mają, która zapadła mi w pamięć z „Grzechotu”). Jeśli więc, tak jak ja, czytaliście jedynkę jakiś czas temu, dajcie sobie chwilę na rozbieg.

Mimo tego lekkiego chaosu na starcie, „Diabelstwo” to kawał solidnej, młodzieżowej grozy. Intryga się zagęszcza, Czartyże odkrywają kolejne, mroczne sekrety, a my dowiadujemy się, że w tej walce z siłami nieczystymi dzieciaki wcale nie są tak osamotnione, jak myślały.

Jeśli lubicie klimat polskich legend miejskich, opuszczonych chat i tajemnic, które wychodzą na wierzch razem z powodziową wodą – bierzcie i czytajcie. Tylko może omijajcie opuszczone domy szerokim łukiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Copyright © 2026 Cień Pisarza. All Rights Reserved. | Catch Vogue by Catch Themes