Site Overlay

Kwarantanna – Co zrobić, aby nie zwariować?

Słowem wstępu…

Rzadko piszę w takiej w formie swoje przemyślenia. Ale uznałam, że warto wypowiedzieć się na temat koronawirusa. Jednak w tym artykule nie przeczytacie jak się przed nim bronić. Są osoby o wiele lepiej rozeznane, czy doświadczone, aby Wam doradzać. Natomiast wypowiem się z bardziej znanym mi temacie.

Mianowicie co sądzę o samej kwarantannie i o tym jak mass media przekazują wiadomości o koronawirusie.

Nie zdziwcie się jeśli będzie to trochę chaotycznie. Chcę jak najlepiej oddać to, co czuję i myślę na ten temat.

„Przesyt informacji”

Rozumiem, że media publiczne jak telewizja TVP, czy TVN mają obowiązek informować ludzi o obecnym stanie epidemii w naszym kraju. Starają się spełnić ten obowiązek i o to pretensji nie mam. Jednak odnoszę wrażenie, że podawane są tylko te negatywne informacje. Te, które utrzymują ludzi przy telewizorach. W końcu jak ludzie oglądają to telewizja zarabia. Jest to, też jeden z powodów dlaczego prawie 24h na dobę kanały informacyjne mówią o koronawirusie.

Osobiście nie słyszałam w telewizji, aby mówiono coś o ludziach, którzy wyzdrowieli. Oprócz ostatniego przypadku, gdy pacjent „zero” z Polski wyzdrowiał i wrócił do domu. A są to tylko informacje z Polski. Nawet jeśli mówi się o ilości zarażonych z innych krajów, nie słyszałam – osobiście – o osobach, które wyzdrowiały. Podobnie jest z sytuacją w Chinach. Nikt jakoś nie mówi o tym, że epidemia w Chinach zaczęła się uspokajać.

Tak, pojawiają się te informacje na stronach internetowych, nawet na TVN, ale dlaczego nie podadzą tego na wizji? Czemu musimy być powiadamiani tylko o tych złych wiadomościach?

Jak sami chcecie się dowiedzieć, jak ma się sytuacja w Chinach. Zapraszam do tego artykułu.

Rozumiem, że warto być na bieżąco z informacjami o epidemii i wiedzieć co się dzieje, jednak istnieje coś takiego jak „przesyt informacji”. Mam wrażenie, że akurat mnie on dopadł.

Nie chcę Was zanudzać faktami, czy historiami na temat tego, czym jest „przesyt informacji”. Ujmę to w nieco przystępniejszy sposób – a przynajmniej mam taką nadzieję. Jednak jeśli, ktoś zainteresowany jest bardziej fachową wypowiedzą zapraszam do tego artykułu.

„Przesyt informacji” najłatwiej będzie Wam skojarzyć z zmęczeniem po poświęceniu całego dnia na naukę. Przypomnijcie sobie sytuację ze szkoły, gdy mieliście nauczyć się na jakiś sprawdzian, ale zapomnieliście o nim. Przypomniał Wam o nim kolega, dzień przed. Pewnie spędziliście cały dzień na nauce, a pod wieczór bądź w nocy byliście zmęczeni. Głowa was bolała, a czytanie prostych słów sprawiało problem. Po prostu nie mogliście się już skupić. Wiedzieliście, że już więcej nie dacie rady się nauczyć, nie ważne jak długo będziecie nad tym siedzieć.

Właśnie doświadczyliście „przesytu informacji”. Mózg próbuje się bronić, aby się „nie przeciążyć”. Nasz organizm sam próbuje utrzymać równowagę, więc zapomni większość informacji uznając je za szkodliwe.

Podobnie jest z wiadomościami jakie napływają do nas z każdej strony. Nikt z nas nie jest zdolny do zapamiętania każdej informacji jaką usłyszy/przeczyta o koronawirusie.

Ja czułam się zmęczona pod koniec dnia. I zastanawiałam się dlaczego? Miałam wrażenie, jakbym pracowała umysłowo cały dzień, a była to wina nadmiaru informacji.

Z różnych stron, nie tylko od telewizji, ale z różnych blogów czy kanałów na YT.

Każdy mówi o koronawirusie i chce wtrącić swoje przysłowiowe trzy grosze. Odnoszę też wrażenie, że temat wirusa stał się „modny”. Wielu ludzi próbuje się wypowiedzieć na temat koronawirusa, aby dotrzeć do nowej publiki, która w poszukiwaniu informacji wejdzie w każdy artykuł z koronawirusem w tytule.

Uzależnieni od informacji?

Najłatwiejszym sposobem jest odcięcie się od źródła problemu, czyli wyłączenie telewizora/telefonu/radia. Dzięki temu nie będzie się słyszeć o panującej wokoło epidemii. Jednak nie jest to dla nas takie proste.
Dlaczego?

Bo jesteśmy uzależnieni od informacji. Słyszeliście kiedyś określenie FOMO?

Pozwolę sobie tutaj zacytować profesora Igora Rotberga, psychologia i psychoterapeutę, który w dość prosty sposób opisał to zjawisko.

„FOMO [z ang. fear of missing out – red.] jest lękiem przed tym, że coś nas ominie, że ominą nas ważne wiadomości. Obawiamy się, że umkną nam ważne informacje dotyczące wydarzeń, w których możemy wziąć udział, czy innych okazji, które powinniśmy wykorzystać. Objawia się to przymusem ciągłego zerkania na smartfona, sprawdzania powiadomień, wchodzenia na portale społecznościowe czy portale informacyjne”.

Właśnie to uzależnienie jest powodem, dla którego sami poszukujemy informacji.

Moim zdaniem jest to błędne koło.

Pragniemy wiedzieć co się wokół nas dzieje. Chcemy być na bieżąco, więc oglądamy telewizję/czytamy artykuły, aby zdobyć zadowalające nas informację. Jednak nie jesteśmy zdolni się nasycić tymi informacjami, bo jest wiele źródeł, które udostępniają nam informacje na jakiś temat.

Chłoniemy informacje, dopóki nie poczujemy się zmęczeni. Dopóki nie będziemy mieli dość, więc się odcinamy. Ale czujemy niepokój. Nie wiemy co się dzieje, więc ponownie poszukujemy informacji. I tak cały czas.
Ja osobiście czuję się już tym zmęczona. Ograniczam informacje o koronawirusie do minimum. Nie widzę konieczności, aby znać dokładną co do jednostek liczbę chorych/zarażonych. Współczuję tym osobą, ale i tak szybko zapomnę ile tych osób dokładnie jest oraz kto jest chory jak pewnie każdy.

Nadchodzi apokalipsa?

Patrząc na tę sytuację z boku. Na ogłoszoną przez WHO pandemię. Stan epidemii w Polsce. Wzrost liczby zarażonych.

Odnoszę wrażenie, że wylądowaliśmy w jednym z kiepskich filmów o początku epidemii zombie. Brak tylko, żeby chorzy zaczęli gryźć zdrowych…

Jednak żarty żartami. Ale – osobiście – uważam, że sytuacja jest trochę wyolbrzymiona. Rozumiem zagrożenie zarażeniem. Trzeba jakoś ograniczyć liczbę chorych, a wprowadzony przez państwo stan kwarantanny uważam za rozsądny. Takie działanie, na początku rozwijającej się epidemii w naszym kraju, ograniczy jej szkody.
Ale chodzi mi o to, że nikt nie rozładowuje napięcia jakie rośnie w społeczeństwie. Nawiązuję tu właśnie do podawania głównie tych negatywnych informacji.

Raczej nikt nie zaprzeczy temu, że niektóre jednostki w naszym społeczeństwie ogarnęła istna panika. Z jednej strony się nie dziwię. Jesteśmy bombardowani masą informacji o wirusie, o każdym zarażeniu, czy już nawet podejrzeniu u kogoś zarażenia. Niektóre osoby naprawdę mogą pomyśleć, że za chwilę zacznie się walka o przetrwanie.

Nie można temu zaprzeczyć. Wielu ludzi zaczęło robić zakupy na zapas. Ale nie takie, że przez tydzień nie muszą wychodzić z domu (chociaż ci bardziej roztropni też się znajdą).

Znam osoby z mojego otoczenia, które zrobiły zakupy na miesiąc. Zamknęły się w domu i nie wychodzą. Żyją jak w bunkrze. Z jednej strony jest to dobre, bo zmniejsza się szansa zarażenia, ale co jeśli zrobi tak kilkanaście tysięcy?

Wynikiem są puste pułki w sklepach. Ludzie robią zakupy na zapas, chociaż wiele fili zapewniło, że nie zaprzestaną dostaw.

Poniżej znajdują się artykuły ze stanowiskami poszczególnych sklepów.

Biedronka

Business Insider

Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji

Są ludzie, którzy starają się nie panikować, jednak istnieje coś takiego jak „owczy pęd”. Bardziej znany jest pod nazwą „podążania za tłumem”.

Jest to zjawisko, które polega na tym, że jak kilkanaście osób coś zrobi to reszta też zacznie. Można to odnieść do obecnej sytuacji w sklepach. Wejście kilka osób i zrobi zakupy duże zakupy, aż w koszyku się nie mieści. I nie są to zakupy na tydzień, tylko na dłużej. Jak inne osoby to zobaczą same zaczną się denerwować. Pojawią się myśli. „Może lepiej kupić jeszcze to? A co jak zabraknie? Kupię więcej, bo inni mogą mi wykupić”. I tak kolejne osoby zaczynają robić zakupy na zapas. Kolejne wózki wyładowane po brzegi pojawiają się przy kasie. Wchodzą kolejne osoby do sklepu. Widzą pełne wózki i koło się zamyka.

Rozumiem zakupy na cały tydzień. Tak, żeby ograniczyć wyjścia z domu do minimum. Jednak trzeba też pamiętać o innych. Jak podałam wyżej sklepy się nie zamkną. Towaru nie zabraknie, chyba, że ludzie będą go tak wykupywać tak jak teraz.

Do tego tworzą się niepotrzebne zbiorowiska. W końcu im więcej ma się w koszyku, tym dłużej kasjer kasuje. A im dłużej kasuje tym więcej ludzi jest w kolejce. Im większe zbiorowiska, to zwiększa się szansa zarażenia.
A nie wspominając o zasadach łamania kwarantanny oraz o dość żartobliwej – i moim zdaniem – nieodpowiedniej nazwy „koronaferie”. Nie będę się rozpisywać o przykładać łamania kwarantanny i zwiększaniu ryzyka zarażenia. Wystarczy wyjrzeć za okno, aby zobaczyć kilka grupek ludzi spotykających się – czy to nastolatki, dzieci, czy dorośli.
Czas epidemii i związana z nim kwarantanna to nie jest wolne. Wielu ludzi pracuje zdalnie, a nauka w szkołach też zaczyna przechodzić na platformy e-learningowe.

Co robię, aby nie zwariować?

Mam kilka sposobów, aby jakoś odprężyć się w czasie kwarantanny. Zajmuję się tym, co lubię. Rozwijam dalej swoje pasje.
Mam listę przepisów na ciastka i babeczki jakie postanowiłam wypróbować. Raz w tygodniu przyrządzam jeden z tych przepisów i patrzę co mi wyjdzie. Sprawia mi to dużą przyjemność oraz mojej rodzinie, która z tego korzysta. Ostatnio wypróbowałam przepis na ciastka czekoladowe na bazie maślanki. Nie robiłam ich wcześniej, a wyszły naprawdę dobrze. Jedyne co zmieniłam w przepisie to zmniejszyłam ilość cukru o połowę.

Klik

Do tego nadrabiam jeszcze zaległości czytelnicze. Obecnie czytam „Zew Krwi” J. London’a oraz „Koneser” od J. Opiat-Bojarskiej. A mam jeszcze do czytania kilka książek związanych z astronomią i kosmosem, jednak zanim do nich wrócę muszę oczyścić umysł. Książki jakie czytam o kosmosie zawierają masę ciekawych informacji.

Udało mi się też znaleźć chwilę na napisanie kawałka rozdziału „Opowieści z przeszłości”. Może uda mi się go w najbliższej przyszłości dokończyć.
Wam również polecam chwilowe odcięcie się od tego stresu związanego z epidemią i poświęcenie czasu rodzinie albo rozwijaniu swoich pasji. Dobrym sposobem jest też podchodzenie do obecnej sytuacji z dystansem.
Trzeba pamiętać, że po złych chwilach w końcu przychodzą te dobre. Trzeba tylko poczekać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.