Site Overlay

Zapomniana Wytrwałość – Epilog

Sans dopił swoją butelkę Ketchupu. Drugą ręką stukał o okładkę dziennika. Jego opowieść skończyła się w momencie jak zaczął mówić jak bardzo żałuje. Mówił coraz ciszej i ciszej, aż w końcu zamilkł. Nie potrafiłxś poprosić o więcej. Nie w tej chwili. Uznałxś, że powinien pozbierać myśli. Zastanawiałxś się czy byłxś pierwszą osobą, która to usłyszała. Czy może zrobiłxś dobrze, prosząc go o to?  

Tylko przypomniałxś sobie ostatnie wpisy w dzienniku. To jak robiły się coraz krótsze. Z początku zagmatwane myśli stawały się coraz bardziej klarowne. Pojawiła się myśl, którą Sans musiał przeczytać. Był też koniec historii, który musiałxś poznać.  

Grillby podszedł do Sans’a, położył przed nim kolejną butelkę ketchupu zabierając starą. Sans spojrzał na niego przelotnie ze smutnym uśmiechem. Żywiołak ognia poklepał go po ramieniu, znikając za barem. Odniosłxś wrażenie, że ktoś oprócz ciebie znał opowieść Sans’a  i jego uczucia. Ta myśl podniosła cię na duchu.  

– Jak się zaczęło to wypada też skończyć, co nie? – rzekł Sans, biorąc długi łyk Ketchupu. Na sam widok robiło ci się niedobrze, ale kim byłxś aby oceniać czyjeś gusta? W szczególności, jeśli twoim towarzyszem był potwór. – Jak mówiłem nie działo się za wiele w tamtym tygodniu. Żadne z nas nie potrafiło odezwać się do drugiego, gdy byliśmy sami. Mieliśmy udać się zwiedzać Stolicę. Ani ja, ani Paps nigdy tam nie byliśmy, chociaż zdarzało się, że ojciec bywał u króla. Tylko nigdy nie zabrał nas ze sobą, gdy był tam w sprawach biznesowych.  

… 

 Chcieliśmy się spotkać w Hotland przy laboratorium. Tamtego dnia, ja i Alphys pracowaliśmy. Znaczy się… 

Ona pracowała, a ja spędzałem dzień z ojcem. Miałem poznać jego pracę od podszewki, aby zdecydować, czy naprawdę chcę zostać naukowcem. Nie ważne jak dobry był tamten dzień z ojcem. To jak pierwszy raz od dawna czułem, że mam z nim o czym rozmawiać, czy czuć, że jest obok nas. Zostało to przyćmione. Miałem wrażenie jakby tamte dwa wydarzenia – dzień z ojcem w laboratorium oraz moment gdy… 

Gdy do pracowni ojca wbiegł strażnik. Nie wiem co działo się wcześniej. W sensie u Papyrusa i Undyne. Mój brat był wtedy mały, a to co się stało było straszne. Nie chciałem go tym obciążać. Ojciec też nie. Próbował rozmawiać z Undyne o tym co się dokładnie stało, ale nie dowiedziałem się więcej niż tamtego dnia.  

Ochroniarz wbiegł do laboratorium ojca. Mieliśmy akurat przerwę obiadową. Wcześniej tata oprowadzał mnie. Chcieliśmy coś zjeść u niego w gabinecie. Nie pamiętam nawet o czym rozmawialiśmy, ale było miło. Ten strażnik zaskoczył nas. Zwykle nikt nie wchodzi do ojca bez pukania. Każdy okazywał mu tam respekt. Może paru też się go bało.  

– Co ty wyrabiasz! To nie jakiś chlew! – wstał oburzony ojciec. 

– Przepraszam, ale – strażnik zdębiał. Stanął jak wryty.  

Chyba za bardzo nie spodziewał się takiej gwałtowności u ojca. Cóż. Naprawdę nie cierpiał jak ktoś tak wchodził do jego pracowni. Po części to rozumiem. Gdyby pracował nad czymś delikatnym, a ktoś by tak wparował mógłby się wystraszyć. Mało to jest takich wypadków?  

– Zapomniałeś, jak się mówi?! Podobno przyszedłeś z czymś niecierpiącym zwłoki!  

Strażnik drgnął. Zająknął się, ale ponowny nakaz ojca przywrócił go do rzeczywistości.  

– Przyszła jakaś dziewczyna. Ryba. Mówiła coś o Pana drugim synu. Podobno osunęły się skały.  

Po tych słowach więcej do mnie nie docierało. Miałem wrażenie jakby wszystko działo się jak za szybą. Trudno to opisać. Tamte słowa sprawiły, że wyobrażałem sobie najgorsze rzeczy. Przemknęło mi przez myśl, że… 

Mój mały braciszek nie żyje.  

Odbijało się to echem w mojej głowie. Nie chciało z niej wyjść. Jedyne co pamiętam, to że ojciec coś do mnie mówił. Kompletnie nie wiem co. Potem posadził mnie na krześle i zostawił. Z początku nie zauważyłem tego. Teleportował się.  

Później powiedział, że teleportował się. Wziął ze sobą dwóch strażników. Razem przenieśli się do Waterfall. Ojciec użył magii, aby znaleźć Papyrusa. Będąc rodzicem oddał nam część swojej magii. Każdy rodzic może wyczuć magię swojego dziecka, ale i nie tylko. Czują oni też gdy dziecko umiera. Tata nie czuł nic, dlatego podejrzewał, że Papyrus musiał być ranny, ale żył. To nie znaczyło, że jego życie nie było zagrożone.  

Przeniósł się w okolice jednego z mostów. Nie było tam barierek. Żadnych zabezpieczeń. Podobno ziemia osunęła się, gdy Papyrus zszedł z mostu. A potem stało się. Młody spadał. Według podejrzeń ojca, Katharina złapała go gdy ziemia się osuwała. Chyba chciała go odepchnąć. Nie wiem. Oboje spadli na skalną półkę kilkanaście metrów niżej.  

Ojciec razem ze strażnikami ich wyciągnął. Papyrus był nieprzytomny. Miał parę otarć, ale Katharina. Jej rany były naprawdę poważne. Podobno przyjęła wszystkie obrażenia, tylko tacie dalej nie pasowały obrażenia Papyrusa, a raczej ich brak. Miał teorię, że Kath użyła magii. Musiała stworzyć coś na kształt tarczy, ale była wstanie objąć nią tylko Papyrusa. Gdyby nie to możliwe, że by go teraz z nami nie było. Uratowała mu życie.   

Ojciec pojawił się ze strażnikami. Jeden z nich trzymał Papyrusa, a ojciec trzymał Katharinę. Znowu pojawił się głosy, ale nic nie rozumiałem. Patrzyłem tylko jak położyli Papsa w fotelu, a ojciec zniknął w drugim pokoju. Chyba kazał im też pójść po Saerę i Lao, bo pojawili się chwilę później.  

Z tego co kojarzę to Lao był kimś kto najlepiej znał się na ludzkiej anatomii. Jakieś jego hobby. Nie za bardzo go znałem. Był jednym z naukowców, który zginął podczas wypadku w laboratorium. Tym samym co ojciec i wielu innych pracowników. Tylko ja nie o tym.  

Lao poszedł pomóc ojcu. Nie wiem co dokładnie robili, ale ojciec zawsze powtarzał, że starał się ze wszystich sił. Nie mam pojęcia co to było, ale chyba miało coś wspólnego z kłótnią między tatą, a Lao. Raz ich usłyszałem i jak tylko mnie zobaczyli to przestali.  

Papyrusem zajęła się Saera, ale nie miała za wiele do zrobienia. Młody miał tylko parę zadrapań, które ona szybko uleczyła. Obudził się. Był… bardzo zdezorientowany, przestraszony. Nigdy go takiego nie widziałem. Nawet po tamtym wypadku w Ruinach. Skulił się. Cały się trząsł. Mamrotał coś pod nosem. Niezrozumiale, bo zalewał się łzami. Saera starała się go jakoś pocieszyć. Przytuliła go, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Nie pomogło. Chyba to najbardziej mnie otrzeźwiło. Przynajmniej na tyle, że wstałem i podszedłem do brata. Usiadłem obok fotela na ziemi. Wziąłem dłonie Papyrusa w swoje, delikatnie masowałem je. Był bardzo ciepły. Jego magia wręcz wrzała w kościach. To nie było dobre. Dla młodych potworów takie skrajne stany emocjonalne wpływały na kształtowanie się magii, a nawet na samą duszę. Potwory mogły naprawdę umrzeć ze smutku. U nas złamane serce to nie tylko przenośnia. Pomogłem Papsowi zejść z fotela. Od razu wtulił się we mnie, jednak nie przestawał się trząść. Bardzo płakał. Mając go tak blisko siebie, czułem pulsującą magię. Objąłem go, masując po plecach.  

– Jestem tu – powiedziałem do niego.  

Zamknąłem oczy, skupiając się na mojej własne magii. Musiałem uspokoić brata, więc otoczyłem go magią. Chciałem, aby ją poczuł. Wiedział, że tu jestem i nigdzie nie idę. Sam bardzo się bałem o to co dzieje się z Kathariną. O to czy ona przeżyje, ale mój brat był tego świadkiem. Wiele myśli mogło przelatywać wtedy przez jego czaszkę. Był taki mały i wrażliwy. Potrzebował mnie. Starałem się, aby dzięki mojej magii uspokoić się. Sam musiałem się wyciszyć. Masowałem jego plecy, ciągle powtarzając, że jestem.  

Nie wiem, ile to zajęło. Papyrus zaczął się uspokajać, a jego magia studzić. Stopniowo przestawał się trząść, a łzy przestały mu już lecieć.  

– Przepraszam – powiedział Paps, wtulając się w moje ramię.  

– Nie masz za co – powiedziałem, dotykając jego czoło swoim.  

– Papyrusie, to był wypadek – dodała Saera. – Wasz ojciec sobie poradzi. To w końcu Gaster – uśmiechała się lekko.  

Ona naprawdę pokładała w naszym ojcu wielką wiarę. Wtedy też chciałem tak w niego wierzyć, ale byłem większym pesymistą niż inni. Wolałem brać pod uwagę każdą możliwość, ale to nie znaczy, że nie miałem nadziei. Kilka minut później mój brat przysnął z powodu tylu emocji. Pozwoliłem Saerze magią przenieść mojego brata z powrotem na fotel.  

– Ty też powinieneś odpocząć – zwróciła się do mnie, przykrywając mojego brata kocem.  

– Nie – powiedziałem, przyglądając się twarzy mojego brata. Spał naprawdę spokojnie. – Wolę tu posiedzieć.  

– Lepiej też się prześpij. Też jesteś dzieckiem, którego magia musi się uspokoić 

– Dam radę 

– Sans, proszę 

Westchnąłem ciężko, przyjmując od niej koc. Owinąłem się nim szczelnie, przysuwając do fotela. Oparłem się o niego. To wszystko było dla mnie przytłaczające. Chciałem na chwilę zamknąć oczy, a w drugiej słyszałem głos ojca. Najpierw cichy, a potem coraz głośniejszy. Rozmawiał z Saerą. Nie wiedziałem, kiedy przyszedł. Musiałem zasnąć. Kark bolał mnie od spania na podłodze.  

– Tato 

– Obudziłeś się – stwierdził ojciec, podchodząc do mnie. Wyglądał na bardzo zmęczone. Miał głębokie wory pod oczami. Jego zwykle biały fartuch, był poplamiony. Przy rękawach i torsie znajdowało się kilka brązowych plam.  

– Tatusiu – powiedział Papyrus, który również się obudził.  

Ojciec ukląkł obok nas. Paps wyciągnął rączki w jego stronę, a ten go objął. Po chwili ojciec odsunął się od niego, ale nie puścił. Położył mi rękę na ramieniu. Widziałem, jak zbiera się w sobie. Otwierał usta, aby po chwili je zamknąć.  

– Chłopcy – Ojciec westchnął ciężko, spuszczając na chwilę głowę. Poczułem jak ręka ojca lekko drży. – Katharina jest poważnie ranna.  

Ojciec powiedział nam, że Kath umiera. Jej obrażenia były na tyle poważne, że nie przeżyje do rana. On i Lao starali się zrobić wszystko co mogli. Starali się za pomocą magii uzdrawiającej uleczyć jej rany. Część z nich udało im się uzdrowić, ale nie wszystkie i nie w pełni. Lao zajął się obrażeniami, których ojciec nie mógł uleczyć do końca. Zszył i opatrzył rany. Nastawił złamania. Niestety organizm Kath nie mógł przyjąć więcej magii. Nie była potworem, którego każde zranienie mogłoby się tak łatwo uleczyć. Potrzebowała krwi. Straciła jej bardzo dużo przez co jej organizm powoli słabł.  

Nikt w Podziemiu nie mógł jej pomóc. Żaden potwór nie posiadał materialnego ciała, więc nie mógł być dawcą. Jedyne co ojciec i Lao mogli zrobić to ulżyć jej w ostatnich godzinach. Nie będzie czuła bólu, po prostu zaśnie. Tak powiedział ojciec.  

Najbardziej surrealistyczne to widok Kathariny leżącej na kanapie. Przykryta kocem, blada jak ściana. Sińce pod oczami, jej usta posiniały. Lao kucał obok niej, poprawiał jej jakąś opaskę na ramieniu. Mierzyła jej ciśnienie oraz puls, wyświetlając go na bieżąco. Gdy nas zobaczyła lekko się uśmiechnęła. Tylko on nie błyszczał tak jak zawsze.  

Papyrus puścił rękę ojca. Podbiegł do Kathariny, przytulając się do niej. Widziałem, jak starała się utrzymać uśmiech.  

– Hej. Może trochę ostrożniej? – rzekł srogo Lao, chwytając mojego brata za ramię.  

Papyrus spojrzał na niego zaskoczony. Ojciec postanowił wkroczyć. 

– Lao, chcielibyśmy z nią posiedzieć 

– Dobrze, doktorze – powiedział, wstając z podłogi. Otrzepał fartuch. – Pamiętaj tylko, że każdy czyn ma swoje konsekwencje 

– To nie czas i miejsce na tę rozmowę – syknął ojciec w stronę wychodzącego Lao. 

Do dzisiaj nie wiem, czego dotyczyła ta wymiana zdań. Wtedy skojarzyłem, że może chodzi o przekazanie duszy Kathariny królowi. Tylko ojciec to zrobił, ale potem on… Zmienił się. Coś w jego magii się zmieniło. Nie wiem co, ale było to jednocześnie znajome, ale i obce. Raz próbowałem z nim o tym porozmawiać, ale zbył mnie.  

Tamte kilka ostatnich godzin spędziliśmy siedząc z Kathariną. Papyrus położył się obok niej na kanapie. Wtulał się w nią i cicho pochlipywał. Kath rysowała mu wzory na plecach, przesuwając palcami. Opowiadała mu fabułę kreskówki jaką znaleźliśmy tydzień temu na wysypisku. Mówiła, że bardzo mu się spodoba. Była o jakimś żelaznym robocie z kosmosu, który zaprzyjaźnia się z chłopcem.  

– Obejrzysz to ze mną? – zapytał Papyrus, łamiącym się głosem.  

Spojrzałem na ojca, który siedział na krześle obok kanapy. Oboje patrzyliśmy na siebie lekko zmieszani.

– Papyrus…  

– Pewnie. Razem z Sansem – przerwała mojemu ojcu Katharina. – Może w jakiś weekend, tak aby pan Gaster mógł do nas dołączyć. 

– Paps – Ojciec spojrzał na mnie. Zrozumiałem o co mu chodzi. – To dobry pomysł.  

Zamiarem Kathariny i ojca było chociaż na chwilę pocieszenie Papyrusa. Był małym dzieckiem, które prawdopodobnie o to wszystko się obwiniało. Coś tak normalnego jak ustalanie nocy filmowej, nawet takiej która nigdy by się nie spełniła chociaż na chwilę pomogło odciągnąć myśli od… tego co miało nadejść.  

– Zasnął – stwierdził ojciec. – Wezmę go. Pewnie jest ciężki – Tata podniósł Papyrusa, wziął go do drugiego pokoju. Widziałem jak przez otwarte drzwi kładzie go na fotelu.  

– Sans – powiedziała słabo Kath, przerywając ciszę. Odwróciłem się w jej stronę. Cały czas siedziałem na podłodze. – Mogę cię chwycić za rękę? – zapytała. Ledwo słyszalnie na końcu jej głos się lekko załamał.  

– Pewnie – powiedziałem, chwytając ją za dłoń. Starała się zacisnąć palce na mojej dłoni, ale była taka słaba. Masowałem kciukiem wierzch jej dłoni.  

Żadne z nas nie odezwało się. Po prostu patrzyliśmy sobie w oczy. Jakoś nikt z nas nie czuł potrzeby, aby cokolwiek mówić. Ta cisza była inna. Nasza. Nie potrzebowaliśmy słów. Wiedziałem, że się boi. Nie chce tego mówić. Próbowała, ale nie mogła się przemóc. Otworzyła usta. Dolna warga drżała jej, a po chwili ją przygryzła. Oczy jej się zaszkliły.  

– Jestem. Nigdzie nie idę  

Siedzieliśmy tak i patrzyliśmy na siebie. To starczyło. Nie chciałem jej opuścić. Chciałem być z nią do końca. I byłem. Nawet nie wiem, kiedy za mną znalazł się ojciec. Położył mi rękę na ramieniu.  

– Jestem zmęczona – powiedziała Katharina. Jej oczy zamykały się, chociaż starała się trzymać je otwarte. Jej oddech stał się płytszy. Ojciec nachylił się, aby sprawdzić jej opaskę.  

– Odpocznij – powiedział delikatnie ojciec, kładąc jej rękę na czole. Masował jej nasadę nosa. Gdy byłem młodszy sam mi tak robił Było to bardzo kojące.  

– Będziemy tu, więc śpij – powiedziałem, biorąc jej rękę w swoje dłonie. – Jak się obudzisz, obejrzymy razem gwiazdy. Obiecuję  

Zamykając oczy miała na twarzy swój piękny uśmiech. Jej oddech był coraz słabszy, aż jej klatka piersiowa przestała się ruszać. Cały czas trzymałem jej rękę do samego końca. Gdy odeszła pozwoliłem emocjom wziąć górę. Zamknąłem oczy, pozwalając łzom lecieć. Ściskałem jej nieruchomą dłoń, płacząc.  

To nie ja zabrałem jej duszę. Nie potrafiłem. Zrobił to ojciec. Schował fioletowe serce, aby później zabrać je do króla Asgore. Pierwszy raz w życiu pomyślałem, że to co robimy jest złe. Nie tak powinno się dziać, ale co mogłem zrobić. Byłem dzieckiem, wtedy nie mogłem wiele zrobić.  

Ojciec zabrał duszę oraz ciało Kathariny do zamku. Miały tam czekać do czasu zniszczenia bariery. Potem miały zostać przekazane rodzinie, gdy wyjdziemy na Powierzchnię. Ciała miały być zamknięte w metalowych trumnach, zaprojektowanych przez ojca. Podobno dzięki nim ludzkie ciała nie ulegały rozkładowi.  

 Nie wiem co działo się przez pierwsze dni. Zawsze czekałem na odpowiedni moment, aby ją przeprosić za tamten pocałunek w Ruinach. Nie miałem okazji jak na wiele innych rzeczy. Chciałem powiedzieć jej…  

…. 

Widziałxś jak szkielet wpatruje się w butelkę ketchupu. Wiedziałxś, że nie ma nic więcej do opowiedzenia. Historia Kathariny skończyła się tego dnia, gdy odeszła w laboratorium. Może jej historia nie dała ci żadnej wskazówki jak przekonać Asgora, wiedziałxś. Poznałxś jej historię. To kim była j jak ważna się stała. Podziękowałxś Sansowi za opowiedzenie jej historii. Powiedziałxś, że musiała być bardzo dobrą przyjaciółką.  

– Była – westchnął, uśmiechając się lekko w twoją stronę.  

Byłą tylko jedna rzecz do zrobienia. Poprosiłxś szkielet, aby zajrzał na ostatnią stronę dziennika. Spojrzał na ciebie marszcząc się. Wydawał się lekko zaskoczony tą prośbą.  

– Frisk, nie wiem, czy to właściwe – odparł Sans, zaciskając palce na okładce dziennika.  

Ponownie prosisz go o to, ale szkielet ponownie ci odmawia. Tylko ty jesteś zdeterminowanx. Powiedziałxś, że to naprawdę ważne. Sans przyjrzał ci się uważnie, lustrując cię.  

Na jego twarzy pojawił się zwyczajny uśmiech jaki widziałeś u niego tak wiele razy. Tym razem wiedziałxś, co się pod nim kryje.  

– Spoko, widać nie ustąpisz – powiedział szkielet, kładąc ci rękę na ramieniu. – Zajmę się tym później. Obiecuję, a teraz muszę się odstawić do Waterfall.  

Ponowie otaczały się wodospady oraz dziwne błękitne rośliny. Szkielet pożegnał się z tobą, ale ty wiedziałxś.  

Sans był kiepski w dotrzymywaniu obietnic.  

Szkielet teleportował się do domu. Do jej pokoju, który przez te lata nic się nie zmienił. Był dokładnie taki sam jak ostatnio, gdy Katharina w nim była. Wydawało się jakby miała za chwilę wrócić, ale Sans wiedział, że to tylko głupie wrażenie. Spojrzał na dziennik jaki trzymał w swoich dłoniach. Pamiętał go. Okładka trochę wypłowiała, ale to ten sam zeszyt, który Kath nosiła przy sobie cały czas. Zapisywała w nim myśli i najskrytsze sekrety. Przez czaszkę przebiegła mu myśl, że powinien posłuchać Frisk. Tylko szybko ją odrzucił. Nie mógłby tego zrobić. Czułby, że jeszcze bardziej by ją zdradził jak tamtego dnia w Ruinach.  

Nie chciał niszczyć pamięci o niej. Czy była na niego zła za tamten dzień? Nie czuł się na siłach, aby spojrzeć. Odłożył notatnik obok szafki nocnej. Zwykle tam go kładła. Skierował się w stronę wyjścia na korytarz. Usłyszał jak Papyrus krząta się w kuchni. Czeka go bura za omijanie wspólnego obiadu. Westchnął naciskając klamkę. Jeszcze przed wyjściem zlustrował jej pokój.  

Na łóżku Kathariny wciąż leżał jego niebieski polar, który dziewczyna ciągle mu podkradała. Przyniósł go tutaj kilka dni po jej śmierci. Uznał, że to jest właściwe miejsce. Zamknął za sobą drzwi.  

– Witaj, bracie! Nie wiedziałem, kiedy wróciłeś!  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.