Site Overlay

Zapomniana Wytrwałość – roz. 10

Minęły zaledwie dwa dni od naszego odkrycia. Ojciec zgodził się, aby Katharina wyszła z nami na małą wycieczkę. Stan jej magii ustabilizował się na tyle, aby niczego przez przypadek nie zniszczyła. Chociaż dalej nie pozwalał Kath używać magii.  Doktorek nie ustalił jeszcze jej źródła oraz czy zostanie jej to na stałe. Wolał mieć pewność, że nic jej nie będzie. Dzisiaj była nasza wycieczka na Wysypisko. Alphys chciała z nami iść, jednak musiała zająć się młodszym kuzynem. Jedynie poprosiła nas, abyśmy znaleźli jej działający dysk twardy. Ten w jej komputerze ledwo trzyma się kupy.  

 … 

    – Nie wychylaj się, bo wpadniesz do wody – powiedziała Katharina do Papyrusa, który przyglądał się lodowatej tafli rzeki.  

        – Proszę siadać – dodała wysoka zakapturzona postać, prowadząca łódź.  

Papyrus nadął policzki. Usiadł obok Kath na łódce. Skrzyżował ręce, udając, że się złości. Prychnąłem obserwując to. Młody zawsze był taki zabawny jak się złościł. Płynęliśmy łódka River Persona do Waterfall. River był jedyną osobą, która przewodziła mieszkańców od Snowdin, aż do granicy z Hotland. Przeprawa rzeką zajmowała prawie dwie godziny. My dojedziemy jedynie do Waterfall jak najbliżej Wysypiska.  

Czekała nas jeszcze piesza wycieczka z molo do wysypiska. Spojrzałem na Kath. Rozmawiała z Papyrusem, który już przestał się dąsać. Miała na sobie kaptur, chociaż nikogo oprócz Rivera z nami nie było. Większość trasy przechodziła przez las, a tu nie było nikogo oprócz Gwardii.  

A River?  

Był chyba najmilszą osobą jaka była w Podziemiu. Nigdy nie zabraniał nikomu wsiadać do łodzi. Chyba, że był agresywny, ale to inna sprawa. Nie obchodziło go też, czy przewodzi człowieka, czy potwora. Jeśli zapłaciłeś mogłeś płynąć tam, gdzie chciałeś. Uśmiechnąłem się lekko.  

    – Coś się stało? – zapytała Katharina, odrywając się od rozmowy z moim bratem.  

Jej głos wyrwał mnie z zamyślenia. Nie zorientowałem się, że cały czas się na nią patrzę. Odwróciłem wzrok, lekko się przy tym pesząc. 

     – Nic, zamyśliłem się – odrzekłem.  

     – Tra la la – zanucił pod nosem River, zerkając na mnie. Miałem wrażenie, że się lekko uśmiechnął. Jednak trudno było mi to stwierdzić przez jego wielki kaptur. Jego twarz zawsze była w cieniu, więc trudno nawet określić jakiej był rasy. Nikt też nigdy o to nie pytał. – Coś tu się kroi. Trala la la.  

Kath spojrzała na mnie, nie bardzo rozumiejąc słowa River’a. Wzruszyłem tylko ramionami w odpowiedzi. Mało kto rozumiał o czym mówi River Person. TCzęsto mówił bezsensowne rzeczy. Zwykle puszczaliśmy to mimo uszu. Tym razem też tak było. Jego słowa były wyrwane z wszelkiego kontekstu. Zdawały się być częścią większej myśli, która znana była tylko jemu.  

     – Za chwilę będziemy! – krzyknął Papyrus, wychylając się z łodzi i wskazując na wodospady.  

                                                                             …. 

   – Nie spodziewałam się takiej różnicy temperatur – oznajmiła Katharina, ściągając kurtkę.  

   – Ostrzegałem, żebyś wzięła coś lekkiego – powiedziałem, odwracając się do niej.  

Wyszliśmy z łodzi i szliśmy już dobre pół godziny. Niedługo powinniśmy być na Wysypisku. Szliśmy ścieżką, która wiodła nas na pole Echo-Kwiatów, a tuż za nim znajdowało się Wysypisko.  

    – Ale myślałam, że nie będzie więcej niż dziesięć stopni na plusie – jęczała Katharina, obwiązując kurtkę wokół pasa. – Czy to nie jest dziwne, że tutaj jest ponad dwadzieścia stopni, a w Snowdin jest ujemna temperatura? – zapytała Katharina.  

   – Snowdin, Waterfall i Hotland znajduję się na tej samej głębokości. Są niżej niż Ruiny. Dlatego teoretycznie powinno tu być tak samo zimno jak w Snowdin – wyjaśniałem Katharinie, która zrównała się ze mną. – Jednak w Hotland jest rzeka lawy. Odnoga od jakiegoś podziemnego wulkanu. Dlatego Hotland jest najcieplej – Zerkałem od czasu do czasu na Papsa, czy nie odala się za bardzo. Bawił się z Echo-kwiatami. – A Waterfall znajduje się pomiędzy. Spotykają się tam dwa fronty. Lodowate powietrze z Snowdin oraz gorące powietrze z Hotland, mieszają się w Waterfall. Tworzą idealny klimat dla uprawy roślin – dokończyłem.  

Katharina słuchała mnie z zapartym tchem. Chłonęła każde moje słowo. Dla mnie sprawy Podziemia to coś normalnego. Wieczna zima w Snowdin. Rzeki lawy i niebieskie kwiaty. Często zapominałem, że nie znała mojego świata. Nie miała, jak go poznać. Natomiast ja mogłem przeczytać książki o jej świecie. Mało sprawiedliwy układ, ale jakoś podobało mi się, że mogłem jej wszystko wyjaśnić.  

   – Albo Echo-kwiatów! – krzyknął Papyrus, podbiegając do nas.  

Katharina spojrzała na mnie pytająco. W tym wszystkim nie wyjaśniłem jej czym są Echo-kwiaty. Najpiękniejsza i najbardziej magiczna rzecz w całym Podziemiu.  

    – To te niebieskie duże kwiaty. Jak większość roślin w Waterfall są bioluminescencyjne – wyjaśniałem dalej Kath, a Papyrus chwycił mnie za rękę ciągnąc do przodu. – Powtarzają one ostatnie zasłyszane słowa – dodałem. – Paps, nie ciągnij mnie tak! 

   – Pokażmy Kath, kwiaty! – zawołał Papyrus. – Żeby mogła się ich posłuchać! 

Spojrzałem na dziewczynę, pytającym wzrokiem. Zerknęła tylko na Papsa, uśmiechając się lekko. Przyśpieszyła kroku, wyprzedzając mnie i brata.  

   – To chodźmy! – powiedziała radośnie. Papyrus natychmiast mnie puścił. Podbiegł do niej. Chwycił ją za rękę i razem pobiegli na pobliskie pole Echo-Kwiatów.  

Katharina kucnęła przy jednym z kwiatów. Obok niej stał Papyrus, który mówił coś do Echo-kwiatu. Byłem za daleko, aby cokolwiek z tego usłyszeć. Jednak delikatny uśmiech Kath i radosna twarzyczka mojego brata wyglądały naprawdę miło. Tych oboje naprawdę się ze sobą zaprzyjaźniło w bardzo krótkim czasie. Katharina mimo tego co mówiła, miała dobry kontakt z dziećmi. Umiała podejść Papyrusa w taki sposób, by sam chciał coś zrobić. Zaczął nawet sam po sobie sprzątać, a miał przed tym spore opory. Ona potrafiła go jakoś przekonać. Była naprawdę dobra. Gdybym tylko bardziej uważał. Może byśmy jej nie stracili. Ludzie mieli nam do zaoferowania coś więcej niż tylko nienawiść.  

… 

Jakoś trudno mi się skupić. Im więcej wam opowiadam, tym jest mi ciężej. Nawet jeśli minęło już tyle czasu. Trudno jest się pogodzić ze stratą kogoś bliskiego. Nie ważne jak bardzo się starasz. Wraz z bliskim umiera też część ciebie.  

Dzień na wysypisku był wyjątkowy, ponieważ Kath zmieniła życie kolejnej osoby.  

… 

Wysypisko zrobiło na Katharinie duże wrażenie. Trzy metrowe góry przeróżnych rzeczy. Od różnych drobiazgów takich jak książki, biżuteria albo zabawki. Można też było znaleźć meble. Drewniane, często poniszczone, ale nie było problemem naprawienie ich. Ci gorliwi znajdowali elektronikę. Części komputerowe, podniszczone telewizory albo inne sprzęty elektroniczne.  

Takie skarby były użyteczne. Nie wszystko dało się zdobyć w Podziemiu albo wytworzyć. Bariera nas mocno ograniczała. Ważna była rozsądna dystrybucja zasobów. Z tego co się orientuję to byliśmy na tym samym stopniu rozwoju co ludzie albo i trochę lepiej rozwinięci. Tego nie wiadomo. Ludzkie komputery przydawały nam się jako źródła informacji. Używaliśmy kart pamięci i sczytywaliśmy z nich informacje. Dzięki nim dowiadywaliśmy się o odkryciach ludzi, a przynajmniej o ich części, większość informacji pozyskiwaliśmy z książek.  

Ale nie o tym. 

Papyrus jak zawsze, gdy byliśmy na Wysypisku szukał zabawek albo nowych filmów. Wchodził na sam szczyt tych gór i wypatrywał ich. Rozglądał się na wszystkie strony. Uważał, że im wyżej się wespnie tym więcej zobaczy. W taki sposób trudno mu było znaleźć jakiekolwiek zabawki. Zwykle ściągałem go na dół i przeszukiwałem z nim po kolei każdy z kopców. Dopiero wtedy znajdowaliśmy to czego szukaliśmy. Wtedy było inaczej. Była z nami Katharina, więc nie musiałem tak bardzo pilnować mojego brata. Dziewczyna dobrze się nim zajmuje i nie pozwala mu robić niebezpiecznych rzeczy. Wątpiłem, aby cokolwiek złego mu się stało.  Nikogo też nie powinniśmy spotkać. Przyszliśmy w porze obiadu, dlatego jest tu tak pusto. Jedyna osoba na jaką moglibyśmy wtedy spotkać był Gerson. Stary żółw, sprzedawca. Ma niedaleko sklep. Czasami zagląda na Wysypisko, aby uzupełnić towar w sklepie. Nikt nie wie jak on to robi, że znajduje prawdziwe skarby. Złota albo srebrna biżuteria, książki oraz kasety w świetnym stanie. Również wiele interesujących rzeczy. Sporo u niego kosztowały, ale warte były swojej ceny. Niestety Gerson nigdy nie miał w swoim asortymencie części elektrycznych. Kompletnie się w tym nie orientował. Trochę też uważał za zbyteczne. Tkwił jeszcze w erze analogowej.  

Ale odbiegam od historii. 

Wtedy nie bardzo wiedziałem co robią Kath i mój brat. Słyszałem jakieś trzaski metalu, coś się osuwało, sturlało. Normalne dźwięki jak na Wysypisko. Mogło coś spaść z górki albo się osunąć, bo ktoś stanął na niestabilnym kawałku. Nie wiedziałem co się tam działo, dopóki nie usłyszałem krzyku Kath. Od razu się spiąłem, a po karku przeszedł mi dreszcz. Podniosłem głowę i rozejrzałem się. Nigdzie nie widziałem Papsa ani Kathariny. Zacząłem się denerwować, a wszystkie możliwe czarne myśli przyszły mi do głowy.  

Pod Kath osunęła się ziemia. Spadła i zrobiła sobie coś. Może śledził nas Doggo i zaatakował ją? Wiele rzeczy mogło się wtedy wydarzyć.  

Najgorsze było to, że nie miałem pojęcia, gdzie są. Słyszałem krzyk Kathariny za sobą. Jednak to był duży obszar do przeszukania. Chciałem się teleportować na szczyty pobliskich gór śmieci, aby jakoś ich zlokalizować.  

   – Sans! – krzyknął mój brat.  

Tym razem zorientowałem się, że są kilka metrów przede mną. Za jakąś wielką górą rupieci. Gdyby się wtedy nie odezwał, nie wiem jak długo bym ich szukał.  

Przeteleportowałem się i zaparło mi dech w piersiach. Nie spodziewałem się jej tutaj wtedy. Kath leżała na ziemi. Obok niej znajdowało się kilka połamanych krzeseł. Może spadła, ale nie sama. Przed nią stała Undyne. Nogi jej się trzęsły, a w jednej ręce trzymała zieloną włócznię. Pewnie sama ją stworzyła za pomocą swojej magii. Jej widok zdziwił mnie. Undyne w młodości próbowała walczyć, ale nie miała za gorsz pewności siebie. Bała się walki, jednak uważała, że powinna się zemścić. Jeden z ludzi, który wpadł do Podziemia, zabił jej rodziców. Od tamtego czasu była pod opieką królewskiego sierocińca. Król założył go po wojnie, często odwiedzał to miejsce i spędzał czas z się dziećmi. Było ich niewiele. Z tego co się orientuję wtedy była ich w sierocińcu zaledwie trójka. Najmłodsza z nich była Undyne. Widziała, jak zabito jej rodziców. Chciała, aby ludzie zapłacili za to co jej odebrali. Jednak bała się. Walki. Bólu. Odniesionych ran. Konfrontacji. Krótko była tchórzliwa. Trzęsła się ze strachu, gdy tylko miała podejść do walki. Nigdy bym wtedy nie podejrzewał, że będzie próbowała walczyć. Skierowała włócznię w stronę Kath. To wszystko to był ułamek sekundy. 

   – Pokażę, ile jestem warta – powiedziała, biorąc zamach.  

Włócznia zbliżała się do Kath. Podniosłem rękę z zamiarem odepchnięcia Undyne. Nie zdążyłem. Przed oczami widziałem jak włócznia Undyne uderza o fioletową tarczę. Kath leżała na ziemi zasłaniając się rękoma. Przed nią znajdowała się fioletowa tarcza. Przyjęła ona siłę uderzenia. Z ręki Undyne wypadła włócznia, a skoncentrowana magia rozpadła się.  

Wszyscy byliśmy osłupieni.  

Nie wiedziałem, że Kath jest do tego zdolna. Nie opanowała podstaw magii, a udało jej się stworzyć tarczę. Coś materialnego. To jest naprawdę trudna magia. Często wiele lat zajmuje nauczenie się czegoś takiego. Tarcza Kath zniknęła, gdy dziewczyna opuściła ręce. Spojrzała na nie równie zagubiona co my. Szybko się otrząsnąłem. Musiałem coś zrobić. Undyne była za blisko. Była zagrożeniem, a ja nie pozwoliłbym, żeby Katharinie coś się stało. Podniosłem rękę, otaczając Undyne niebieską magią.  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.