Kochankowie Bezksiężycowych Nocy

Spis Treści
Rozdział II (obecnie czytany)
 
                                           
Nadeszła ostatnia noc. Stella i Chors spotkali się przy wodospadzie. Książęcy syn ujął dłonie ukochanej i delikatnie je ucałował. Usiedli razem na miękkiej trawie i już mieli sobie wyznać sobie prawdę, kiedy na polanę wtargnęły wilki.
Kochankowie przestraszeni poderwali się. Chors zakrył ciałem Stellę. Wilki otoczyły ich. Z kręgu wyszedł największy zwierz, który zbliżył się do nich.
Młodzieniec był gotowy do walki, zamierzał obronić Stellę. Ale stało się coś co go zaskoczyło. Wilk, który zmierzał w ich stronę zmienił się w człowieka okrytego wilczym futrem. Chors wiedział kim są te bestie. Wiedział, że to wilkołaki.
Stella przeraziła się, ponieważ był to jej ojciec. Zaczęła płakać, a Chors zagubiony nie wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Właśnie w tym momencie król wyjawił prawdę o kochankach.
– Jesteś okropnie głupia, córko! – krzyknął mężczyzna w wilczym futrze. – Dałaś się omotać parszywemu wyznawcami Księżyca! – Stella spojrzała zdziwiona na Chorsa i zrozumiała czemu zdawało jej się, że jego oczy błyszczą jak gwiazdy. Wyszła za pleców Chorsa pewnym krokiem.
– Kocham go i nie obchodzi mnie kim jest! – krzyknęła, a echo jej głosu rozeszło się po lesie. Młodego boga urzekły jej słowa, ale wiedział, że to nie pora na rozczulanie się.
– Jesteś wilkołakiem, Stello – powiedział król. Niewiasta zwiesiła głowę. Wiedziała, że wyznawcy Księżyca nienawidzą wilkołaków, ponieważ są wrogami samego Strażnika Nocy. Chors zauważył zmieszanie na twarzy ukochanej, chcąc dodać jej otuchy położył jej rękę na ramieniu. Stella spojrzała na niego i blado się uśmiechnęła. – Jesteś następną królową wilkołaków! Nie możesz z nim być!
– Nigdy nie chciałam być królową! – krzyknęła pewna siebie Stella. – Nie masz prawa decydować o moim życiu!
Książęcy syn dowiedział się czemu jego luba tak dobrze orientuje się w lesie i zna jego każdą tajemnicę, a ona odkryła dlaczego jego oczy iskrzyły jak gwiazdy. Ale to nie zgasiło żaru ich głębokiej miłości.
Niestety król nie podzielał ich zdania. Jego mina stała się złowroga. Musiał ukarać córkę za nieposłuszeństwo, za zdradę jego i watahy, a przede wszystkim za miłość do wyznawcy Strażnika Nocy.
– Nie dajesz mi wyboru, córko – rzekł król.
Odwrócił się i skinął ręką na wilka niedaleko.
Zwierzęta znajdujące się najbliżej kochanków, zmieniając się w ludzi pochwyciły Stellę, a reszta ruszyła w wilczej postaci na zaskoczonego bożka. Chors odepchnął atak wilków i ruszył w kierunku Stelli.
Jednak bóg nie spostrzegł króla, który przemienił się i zaatakował Księżyc od tyłu. Księże nie spodziewał się tego ataku i poleciał na ziemię razem z królem na plecach. Władca machnął potężną łapą, drapiąc plecy księcia. Chors krzyknął z bólu. Krew ciekła mu po plecach, wsiąkając w materiał. Stella widząc to, zaczęła się wyrywać swoim oprawcom.
– NIE! Zostaw go! – krzyczała zrozpaczona Stella, ale jej ojciec nie słuchał.
Podniósł łapę z ostrymi jak brzytwa pazurami, ale Chors spodziewając się ataku, obracając się uderzył wilka w łokciem w szczękę. Kontratak boga poskutkował tym, że zwierzę spadło z niego.
Król potrząsnął łbem i obnażył kły, warcząc na Chorsa. Młody bóg podniósł się z trudem. Odczuwał przy tym ogromny ból. Do walki króla z książęcym synem dołączyły inne wilki. Chors walczył zaciekle, niestety rany odniesione w walce pozbawiły go sił. Nieudało mu przedostać się do Setlli, która zniknęła w leśnej gęstwinie. Wilkołaki odeszły, kiedy strażnik wycieńczony upadł na kolana. Zanim wilki opuściły polanę usłyszał, że w południe odbędzie się egzekucja jego ukochanej. Upadł na ziemię.
Próbował się podnieść, ale jego próby na niewiele się zdały. Jego twarz wylądowała w trawie. Ostatnie co usłyszał to głośny grzmot. Potem stracił przytomność.
Chors obudził się w domu swego brata Peruna, stała przy nim zatroskana Mokosza. Próbował wstać, ale poczuł przeszywający ból w plecach. Z powrotem położył się na łóżku z grymasem bólu.
– Lepiej będzie jak nie będziesz wstawał, dopóki nie uleczę twoich ran do końca – odrzekła Mokosza. Książęcy Syn przytaknął skinieniem głowy, pozwalając uleczyć sie bogini. – Teraz obrócę cię na bok, żebym mogła zająć się twoimi plecami.
Bogini jak powiedziała tak uczyniła. Obróciła Chorsa na prawy bark i przyłożyła ręce do jego rany, która już nie krwawiła, ale sprawiała bogowi ogromny ból. Wokół jej drobnych dłoni pojawiła się zielona poświata. Mięśnie zaczęły się zrastać. Ścięgno po ścięgnie. Powoli i dokładnie. Potem przyszła kolej na skórę, która zaczęła zakrywać mięśnie. Przez cały zabieg młodemu bogowi towarzyszył okropny ból zrastających się mięśni, ale potem jak było po wszystkim odczuł błogą ulgę. Książę powoli wstał. Usiadł na łóżku.
– Mokosza, dziękuję – powiedział Chors.
– Nie masz za co – powiedziała, uśmiechając się lekko. – Jesteśmy rodziną, to był mój obowiązek.
Kiedy Księżyc dziękował Mokosze, dobiegły ich uszu głosy za drzwi. Oboje spojrzeli na nie i wtedy do środka wpadła zapłakana Jutrzenka, a za nią weszli Perun i Świętowit. Jutrzenka od razu jak zobaczyła Chorsa rzuciła mu się na szyję szlochając. Młody książę nie wiedział co ma zrobić. Czuł się zakłopotany. Oszukał siostrę, a ona…
– Nawet nie wiesz jak ja się o ciebie martwiłam – powiedziała poprzez łzy.
– Dlaczego? – powiedział słabo Chors. Siostra spojrzała w jego gwieździste oczy. Uśmiechnęła się smutno.
– Bo jesteś moim bratem – powiedziała, przytulając go ponownie.
Młody książę niepewnie ją objął. Wreszcie zdał sobie sprawę z pewnej rzeczy, która była niewidoczna dla jego oczu. Jego siostra przebaczyła mu. Nie winiła go za jego postępek, choć mogła. Chors nie wiedział jedynie, że ona już dawno mu przebaczyła, czekała tylko, aż on sobie wybaczy. I w końcu nadeszła ta upragniona przez nią chwila. Odzyskała ukochanego brata.
Ich chwilę pojednania przerwał Perun.
– Bracie… – zaczął gromowładny. – Co zamierzasz zrobić?
Młody bóg spojrzał na niego i posmutniał. Spuścił głowę.
– Chciałbym ją uratować, ale… – zawiesił na chwilę głos. – Nie mogę teraz zejść na Ziemię. Ona zginie z mojej winy.
Nikt z bogów nie mógł patrzeć na cierpienie Księżyca. Zawsze był samotny, a teraz znalazł kogoś kto go pokochał i miał stracić ta osobę. Perun nie wiedział co ma począć. Chorsowi nie wolno było chodzić po Ziemi w świetle dnia, a tym bardziej po za tymi czterema nocami, kiedy znikał.
Mokosza mogła opuścić świat bogów, ale nie mogła ingerować w ludzkie życie. Jutrzenka musiała czekać na ojca przy bramie, nie mogła opuszczać posterunku. To ona pilnowała bramy i wchodzących do Wyraju dusz.
Świętowit również nie mógł zstąpić z nieba, musiał pilnować świata, aby nie pogrążył się w chaosie. Równie kiepsko sprawa miała się z Perunem. On też nie mógł opuścić kuźni. Lato powoli się kończyło, a to oznaczało, że Wesel będzie rósł w siłę. Perun musiał wykuć nowe ogniwa do łańcucha boga ciemności.
Żadne z nas nie może opuścić swojego posterunku, a Chorsowi nie wolno chodzić po Ziemi po za tymi czterema nocami, chyba, że…, pomyślał Świętowit.
Zdradził on strażnikowi nocy, że raz na trzysta siedemdziesiąt lat księżyc zasłania słońce i wtedy strażnik nocy może zejść na Ziemię. Kiedy Chors usłyszał tę nowinę wstąpiła w niego nadzieja na uratowanie ukochanej.
Kiedy nadchodził świt wszyscy skierowali się w stronę bram Wyraju. Chors nigdy wcześniej nie przypuszczał, że przekroczy je w świetle dnia i to na dodatek u boku swego ojca. Z tego powodu czuł dziwną ekscytację. Jutrzenka otworzyła wrota, a Chors i Świętowit weszli do czekającego rydwanu.
– Myślisz, że mu się uda? – zapytała Jutrzenka Peruna, kiedy rydwan zaczął się oddalać.
– Jasne! – krzyknął gromowładny. – To przecież nasz brat!- dokończył radośnie, chociaż w głębi serca nie był tego pewny.
W południe, kiedy Stella klęczała przed ojcem czekając na śmierć świat ogarnęła ciemność. Księżyc zasłonił słońce. Ludzie ze strachu zamienili się w wilki i uciekli. Zostali tylko król oraz związana Stella. Niewiasta spojrzała z nadzieją na księżyc. Wiedziała, że jej ukochany przybył ją uratować. Ona znała prawdę. Wiedziała, że Chors jest bogiem. Nie była taka jak jej ojciec, kiedy usłyszała o tym, że jest wyznawcą Księżyca ona połączyła fakty. Ta jego dziwna aura, która ją zauroczyła.
Chors zmaterializował się miedzy królem, a Stellą. Król ze zdziwienia cofnął się do tyłu tracąc równowagę. Pojął, że stoi przed nim bóg, a nie człowiek jak pierwotnie zakładał. Książe nocy odwrócił się od króla i podszedł do swojej ukochanej. Rozwiązał Stellę, która ze szczęścia rzuciła mu się na szyję ze łzami w oczach.
– Przyszedłeś – powiedziała do niego Stella, wtulając się w jego klatkę piersiową.
Chors objął ją. W jego ramionach wydawała się taka drobna, bezbronna i delikatna. Ręką podniósł jej nadgarstek tak, że patrzyli sobie w oczy.
– Jak mógłbym po ciebie nie przyjść. Ja cię kocham.
Na tym mogła by się skończyć ich historia, ale król, kiedy zauważył bezbronnego Chorsa postanowił zaatakować nożem ukrytym za pasem. Podniósł się powoli, wyjmując sztylet. Szybkim ruchem rzucił się do ataku, ale nóż nie wbił się w księcia tylko w Stellę.
Ona widząc jak ojciec zamierza zabić jej ukochanego chciała go obronić. Dziewczyna zadziałała instynktownie. Nie była pewna, czy jej ukochany przeżyje dźgnięcie nożem. Strażnik nocy złapał upadającą dziewczynę i delikatnie położył na trawie. Dotknął miejsca, gdzie miała wbity sztylet. Nie mógł jej pomóc, nie potrafił leczyć. Z jego oczu po policzkach poleciały łzy bezradności.
Stella ostatkiem sił dotknęła jego policzka. Spojrzał w jej oczy, które powoli traciły blask. Chwycił jej dłoń. Dziewczyna bezgłośnie poruszała ustami, ale bóg i tak wiedział co do niego powiedziała. Kocham cię. Po jej policzku poleciała samotna łza.
Wydała ostatni dech. Jej ręka wyślizgnęła się z dłoni boga. Jego świat rozpadł się jak domek z kart. Kobieta, która ukoiła ból samotności w jego sercu… Odeszła. Nie potrafił jej uratować. Zawiódł. Jego smutek zastąpiła fala gniewu. Gniewu na króla wilkołaków, który mu to wszystko odebrał. Chors spojrzał na Stellę… na jej puste oczy. Kilka jego łez spadło na nią i poleciało po jej twarzy.
Zamknął jej oczy i delikatnie ułożył na trawie. W tym czasie król wilkołaków oglądał tą scenę. Uświadomił sobie co zrobił. On naprawdę nie chciał zabić swoje córki. Chciał ją tylko postraszyć. Chciał, aby wyrzekła się tej miłości.
Spojrzał na boga, który już wstał i powoli zbliżał się do niego. Nie widział jego twarzy, ale czuł narastającą w powietrzu złowróżbną pełną nienawiści aurę. Jego wzrok przykuła materializująca się w ręce boga włócznia. Była cała ze złota, a grot zdobił kamień księżycowy. Z każdym krokiem boga kamień wydzielał coraz większe światło.
Kiedy Chors był blisko króla, podniósł włócznie do góry i… Król zasłonił się rękoma gotując się na cios, ale on nie nastąpił. Książęcy syn wbił włócznię obok władcy. Bóg upadł na kolana opierając się na włóczni.
Król spojrzał na niego zaskoczony, nie rozumiejąc co się właśnie stało. Strażnik coś powiedział, ale wilkołak nie dosłyszał, nadal wpatrywał się w boga. Chors podniósł głowę, spoglądając na króla. Władca wilkołaków ujrzał wzrok pełen nienawiści, wstrzymał oddech.
– Powiedziałem, żebyś stąd wynosił! – krzyknął wściekły bóg.
Król przeraził się go, więc szybko wstał uciekając do lasu. Chors oglądał się za nim przez chwilę.
Darował mu życie… Wiedział, że ona by tego nie chciała. Nie chciałaby on stał się potworem jakim był jej ojciec. Książę wstał i podszedł do ukochanej. Spojrzał nią ostatni raz z dojmującym bólem w sercu. Kiedy księżyc odsłonił słońce, książę zniknął. Rozpłynął się wraz z mrokiem.
Wydaje się, że tu ich historia dobiegła końca, ale tylko nieliczni wiedzieli co się wtedy stało. Świętowit, który nie chciał patrzeć na cierpienie syna zstąpił z nieboskłonu, kiedy księżyc zniknął z nieba. Ten jeden raz postanowił zrobić wyjątek.
Podszedł do ciała ukochanej jego syna. Uklęknął przy nim i dotknął serca dziewczyny. Wyciągnął z jej martwego ciała duszę. Spojrzał na delikatny płomyczek tańczący na jego dłoni. Świętowit czuł ogromne uczucie skierowane do Chorsa. Uśmiechnął się lekko.
– Zasłużyliście na szczęśliwe zakończenie – powiedział i dusza dziewczyny zniknęła z jego dłoni.
Ojciec wszystkich bogów sprawił, że dusza Stelli miała się odrodzić w innym ciele, ale nawet on nie miał wpływu kiedy to nastąpi. Mógł jedynie ofiarować jej ten sam wygląd oraz znamię księżyca pod okiem, aby Chors mógł ją odnaleźć. Kiedy książę dowiedział się o tym postanowił odszukać swoją ukochaną…
Teraz znasz historię znikającego księżyca. Dzisiaj już wiesz, że kiedy Księżyc znika, Chors szuka Stelli. Może wypatrzysz go jak przechadza się w bezksiężycową noc? A może oni już się spotkali?
Niewykluczone jest, że kiedy Księżyc znika Chors przemierza razem ze Stellą świat i razem poznają jego sekrety…
To jest właśnie historia dwojga kochanków, którzy zachowali się w
sobie w bezksiężycową noc…

Post Author: DodoDan

3 thoughts on “Kochankowie Bezksiężycowych Nocy

    Ania

    (Grudzień 14, 2018 - 5:17 pm)

    Fajnie się czytało 🙂

    Amanda

    (Grudzień 14, 2018 - 5:35 pm)

    Kiedyś też kochałam pisać opowiadania…

    Marlena H.

    (Grudzień 14, 2018 - 7:10 pm)

    Nie moje klimaty, jako książka na pewno bym nie sięgnęła, jednak napisane jest naprawdę na poziomie. Ps. W bodajże 4 zdaniu powtarza się „sobie”: „mieli sobie wyznać sobie”. Tak rzuciło mi się w oczy. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *