Site Overlay

„Jak narodził się Thornverse?” – rozmowy z…

Oto pierwszy wywiad z Anetą Jadowską, utalentowaną pisarką i fanką popkultury. Aneta jest autorką popularnej sześciotomowej serii o Dorze Wilk, policjantce-wiedźmie z Torunia. Pierwszy tom jej heksalogii „Złodziej Dusz”, skradł moje serce i nie mogłam oderwać się od przygód Dory.

W wywiadzie omawiamy jej twórczość literacką oraz jej pisarskie inspiracje.

*Zdjęcie do grafiki wzięte ze strony: https://lubimyczytac.pl/autor/48391/aneta-jadowska

Jak zaczęła się twoja kariera pisarska?

Myślę, że dosyć standardowo. Potrzeba pisania i opowiadania historii pojawiła się bardzo wcześnie. Więc pisałam. A gdy uznałam, że to co napisałam nadaje się do druku, wysłałam to do wydawcy. Szczęśliwie zgodził się z moją oceną J

Jak narodził się pomysł na stworzenie Dory Wilk, toruńskiej policjantki-wiedźmy? Co było inspiracją do stworzenia tej postaci i całej jej historii?

Któregoś dnia, czekając na spóźniony, a jakże, autobus MZK linii 13, zaczęłam w głowie obracać sceny i układać historię. Trzynastka była dość spóźniona, bym, nim przyjechała, miała w głowie zarys pierwszego rozdziału i sporej części fabuły. Agatha Christie napisała kiedyś, że nic nie sprzyja wymyślaniu historii tak, jak zmywanie, bo przy tym wymyśla się jej najlepsze zbrodnie. U mnie takim źródłem inspiracji byłaby komunikacja miejska i PKP.  

Skąd pomysł na takie mieszanie się różnych wierzeń w Pani Thornverse?

To dosyć proste. Wyszłam z założenia, że nie ma żadnych podstaw, by wynosić jeden rodzaj wierzeń czy religii nad inne. Co prowadzi do prostej konkluzji – albo wszystko jest równie prawdziwe, albo nic nie jest prawdziwe i w równym stopniu jest fantastyką.

Dlaczego to akurat Toruń jest miejscem akcji?

Znam to miasto dosyć dobrze. Mieszkam tu od 2000 roku, czyli w chwili gdy zaczęłam pisać Heksalogię, od dekady. Pisanie o mieście, które się zna i, w którym można przeprowadzić badania terenowe, gdy tekst tego wymaga, jest komfortowe. Poza tym po prostu lubię to miasto, wybrałam je sobie i zostałam tu po studiach. Dałam się uwieść jego magii.

Twój dorobek obejmuje wiele gatunków literackich, w tym fantastykę, urban fantasy, kryminał. Jakie czynniki wpłynęły na tak różnorodny wybór tematów i gatunków?

Gatunek nie jest priorytetem, nie jest też  pierwszym co przychodzi mi do głowy. Pierwsza zawsze jest historia, bohaterowie, klimat, na którym mi zależy. Gdy wszystkie te elementy są ustalone, gatunek nasuwa się sam. Tak się składa, że jestem fanką historii kryminalnych, motywu śledztwa i zbrodni, więc nie dziwi mnie, że właśnie UF czy kryminał przewijają się najczęściej.

Możesz opowiedzieć nam trochę więcej o procesie tworzenia serii powieściowych? Jak planujesz fabułę i rozwijasz postaci na przestrzeni kolejnych tomów?

Jestem typem architekta, planuję, rozpisuję sceny i rozdziały zanim zacznę pisać, robię dokładny outline całości. W przypadku serii muszę zdecydować jak się będą łączyć poszczególne tomy, czy będą miały wspólną linię fabularną rozwijającą się pomiędzy tomami, story arch poza fabułami poszczególnych tomów,  czy każdy tom będzie zamkniętą całością? Czy kolejne tomy serii będą pisane z perspektywy tej samej postaci, czy jak z Garstkami, każda bohaterka dostanie swoją historię? Gdy odpowiem sobie na te pytania, mam zarys na którym mogę planować całość. W przypadku trylogii Nikity na przykład, motywem przewodnim było szukanie tożsamości, znalezienie miejsca dla siebie w tym świecie, wiedziałam z jakiego miejsca w jej życiu ją wyprowadzam i wiedziałam, jak chcę prowadzić jej rozwój, by doprowadzić ją do znacznie lepszego miejsca. Nikita uczyła się prawdy o sobie, ale uczyła się też wchodzić w relacje ze światem i innymi bohaterami, uczyła się zaufania i wpuszczania ludzi w swoje życie, otwierania na własne i cudze słabości. To jej ścieżka była osią, wokół której mogłam zbudować przygodowe fabuły pełne podróży, walki, intrygi i niespodzianek.  

Jakie są Twoje największe wyzwania podczas pisania?

Dyscyplina. Czasami pokusa, by przebimbać dzień z serialem czy lekturą, darować sobie pisanie, jest duża. Czasem można sobie na to pozwolić, ale rzadko, bo deadline na nikogo nie czeka, a ja jestem zbyt odpowiedzialna, by mieszać w planach wydawnictwa, terminarzach redaktorki, ilustratorki i całego zespołu produkcji.

Jak sobie radzisz z tworzeniem mocnych i wyrazistych bohaterów, którzy potrafią dotrzymać kroku czytelnikom?

To znów wynik przygotowań. Spędzam z nimi mnóstwo czasu, zanim zacznę pisać. Żyję z nimi tak długo, aż znam ich naprawdę dobrze i wiem, jak się zachowają w różnych sytuacjach. Nie muszę ich lubić, ale muszę ich rozumieć.

Skąd czerpiesz inspirację do tworzenia takich bohaterów?

Nie z życia, odpowiadając na jedno z najczęstszych pytań. Za moimi bohaterami nie stoją żadne realne osoby. Są poskładani z tysięcy zebranych w różnych miejscach elementów. Jestem jak sroka, zbieram różne błyskotki po drodze, a potem  buduję z nich ludzi złożonych z literek i emocji.

Jakie są Twoje plany na przyszłość jako pisarki? Czy możemy spodziewać się nowych serii, może kontynuacji przygód Dory? Czy też masz w planach inne projekty?

Zawsze mam mnóstwo planów, planuję zwykle w blokach pięcioletnich, więc wiem, co będę robić o tej porze za kilka lat. Pracuję nad kilkoma projektami, piszę powieść, zbieram materiały do dużego opowiadania, gromadzę błyskotki na przyszłość, robię notatki do różnych rzeczy, robię redakcję czegoś jeszcze innego, co wkrótce trafia do druku.

Niekoniecznie się tym dzielę, bo zauważyłam, że wcale mi to nie pomaga. Za każdym razem, w przeszłości, gdy dzieliłam się informacją nad czym pracuję, albo czym się planuję zająć, słyszałam tylko mnóstwo jęków, czemu nie czymś innym. Każdy ma swoich ulubieńców i czasami czytelnicy zapominają, że autor nie jest automatem do wyrzucania historii na zamówienie. Więc piszę to, co mi w sercu gra, to do czego mnie ciągnie i na co mam ochotę. Mogę tylko mieć nadzieję, że przypadnie to do gustu chociaż części moich czytelników. W najbliższym czasie dostaną coś nowego, duże opowiadanie z całkiem nowym uniwersum. W planach też kolejne powieści fantastyczne i kontynuacje serii o Gracjach z Ustki.

Czy możesz nam zdradzić, nad czym aktualnie pracujesz?

Jestem na finiszu powieści z Nikitą, kolejnego tomu Kronik sąsiedzkich. Tym razem z mocnymi, greckimi akcentami.

Jakie rady miałabyś dla młodych pisarzy, którzy chcieliby wydać swoją pierwszą książkę?

Nie da się wydać nienapisanej książki. Zaskakująco wielu młodych ludzi, którzy marzą o wydaniu powieści, nie mają maszynopisu żadnej powieści. Jedynym sposobem, by pisać lepiej, jej pisać dużo. I naprawdę nie wszystko, co się pisze, nadaje się do druku, nie zawsze też druk jest celem. Często jest po prostu rozwijaniem umiejętności, nabieraniem wprawy i odnajdywaniem własnego głosu i stylu.

Czy mogłabyś podzielić się jakimiś ciekawostkami lub anegdotami związanymi z procesem pisania lub publikowania swoich książek?

Wydawanie książek jest procesem zaskakująco chaotycznym i nie zawsze przewidywalnym. Co i rusz coś wypada, coś się układa nie tak, jak się planowało, czynnik ludzki, losowy i każdy inny miesza w procesie intensywnie. Po czterdziestu trzech  premierach (moich i wspólnych projektów) stwierdzam, że nie ważne co los rzuci pod nogi, ważne czy uda się z tego wybrnąć z twarzą.
Jak w przypadku Katii, gdy jakimś cudem w składzie zamieniono treść dwóch stron, co odkryliśmy już po wydrukowaniu całego pierwszego nakładu. W trybie kryzysowym zaprojektowaliśmy śliczną erratę, by zamienić błąd w coś ładnego i by czytelnicy nie byli zawiedzeni. Dziś pierwsze wydanie z błędem i erratą jest dla wielu czytelników bardziej łakomym kąskiem, niż drugie wydanie, już z poprawionym błędem.

Jakie są Twoje odczucia odnośnie do reakcji czytelników na Twoje książki? Czy istnieją jakieś komentarze czy recenzje, które szczególnie zapadły Ci w pamięć?

Dawno już nauczyłam się, że szukanie po Internecie recenzji czy opinii o własnych tekstach jest robotą głupiego i nie sprzyja ani zdrowiu psychicznemu, ani motywacji do pracy. Robię swoje i tyle. Reszta jest poza moją kontrolą.

Cieszy mnie, gdy ktoś przychodzi i dzieli się wrażeniami, czy pisze mi, że moje historie są dla niego ważne, lub pomogły mu w trudnym czasie. To jest cenna wiadomość. Ale jedynym czytelnikiem, o którego zadowoleniu musze myśleć w czasie pisania, jestem ja  sama. Nie można mieć zbyt dużo cudzych głosów w głowie.

Thorn – Oficjalna strona Anety Jadowskiej

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Copyright © 2024 Cień Pisarza. All Rights Reserved. | Catch Vogue by Catch Themes