Zapomniana Wytrwałość – Epilog

Spis Treści

Prolog

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Epilog

Minęło trochę od mojego ostatniego wpisu. Trudno było mi znaleźć czas oraz siły. Ostatnio miałam sporo do roboty. Nie tylko zresztą ja, chociaż moje rzeczy nie były takie ważne i niecierpiące zwłoki.  

Rano ćwiczyłam proste rzeczy związane z magią. Przeważnie robiła to sama, od kiedy Sans z powrotem miał poranne lekcje.  

Przenosiłam za pomocą magii jakieś małe rzeczy jak pilot albo poduszki. Nie chciałam ryzykować z kubkami albo talerzami. Chociaż pan Gaster zapewniał mnie, że nic się nie stanie jak stłukę talerzy czy dwa. Mówił, że jak Sans uczył się magii to stłukł całą zastawę. Jakoś nie robi mu to teraz różnicy.  

Ale czułabym się winna jakby coś zniszczyła. W końcu dużo im zawdzięczam.  

Potem zwykle czytałam jakieś książki albo spędzałam czas z Undyne i Alphys do powrotu Papyrusa ze szkoły. Czasami dziewczyny dotrzymywały nam towarzystwa, ale zwykle jedliśmy obiad tylko we dwoje. Sans po szkole szedł od razu do Core. Pomagał ojcu w jakiś badaniach. Żadne z nich nie powiedziało dużo na ten temat. Wracali na kolację, a potem Sans spędzał z nami czas.  

Czytaliśmy, oglądaliśmy filmy albo wychodziliśmy na spacery. Mieszkańcy Snowdin jakoś przyzwyczaili się do mojej obecności. Może wreszcie zrozumieli, że nie mam zamiaru nic im zrobić?  

Nie jestem pewna.  

Można powiedzieć, że żyję w pewnej rutynie. Nie jest źle. Nie przeszkadza mi to jakoś. Jednak dzisiaj Papyrus wrócił wcześniej do domu. Oboje postanowiliśmy skorzystać z okazji i odwiedzić Sansa i pana Gastera w laboratorium.  

Za kilka minut powinna przyjść Undyne z ciastem. Chciała nam towarzyszyć do Core. Powiedziała, że to będzie doskonała okazja do sprawdzenia swoich umiejętności. Cokolwiek miała na myśli. Potwory nie będą mnie atakować.  

… 

Więcej nie ma.  

To jest ostatni wpis w dzienniku Kathariny. Mógłbym tu skończyć Wam opowiadać, bo dalszej historii Kath po prostu niema. Nie zdążyła nic więcej zapisać. Ale możecie być niezadowoleni. W końcu chcecie wiedzieć co się dalej stało.  

Jakoś nigdy tego nikomu nie opowiadałem. Nie potrafiłem.  

W końcu będzie trzeba się przemóc. W końcu dzielnie słuchaliście mnie do końca. Zasłużyliście, aby wiedzieć, co działo się później.  

Nie opowiem Wam jak Kath razem z moim bratem i Undyne przemieszali Podziemie.  Ani Undyne i Paps nie potrafili dokładnie powiedzieć co się tam stało. Papyrus był zbyt tym wszystkim roztrzęsiony, a Undyne zbytnio bełkotała.  

Pamiętam ten dzień, ale wszystko działo się szybko. Będziecie mi musieli wybaczyć, że nie zagłębię się zbytnio w szczegóły. Nie ma też co opowiadać. To było tylko kilka najgorszych godzin mojego życia.  

Zaczęło się od tego, że jeden z ochroniarzy wparował, jak oszalały do laboratorium ojca. Nie wiedzieliśmy wtedy o co chodzi. Ojciec chciał zbesztać ochroniarza. Zwykle nie przeszkadzali ojcu w pracy. Sam z nimi o tym rozmawiał. Nie przepadał za tym, gdy go ktoś wybija z rytmu.  

Chciał krzyknąć na ochroniarza, ale powiedział, że zdarzył się wypadek. To ostudziło ojca.  

Ochroniarz powiedział, że przybiegła jakaś dziewczyna i mówiła, że skały się osunęły. Nie mogła nic zrobić. Cały czas mówiła, że oni spadli na półkę. Mówiła, że trzeba do nich iść. Jeden z ochrony chciał iść to sprawdzić.  

Gdy tylko zobaczyła mojego ojca podbiegła do niego. Cała zapłakana. Mnie zlał zimny pot. Nie musiała nic mówić. Oboje zdawaliśmy sobie sprawę o kogo chodzi. Ojciec podbiegł do niej i zapytał tylko gdzie są. Nie zdążyłem do niego dobiec. Przeteleportował się z Undyne na miejsce wypadku.  

Nie wiedziałem co się tam dzieje. Z tego co mówił ojciec Kath i Papyrus najprawdopodobniej spadli. Kilka skał osunęło się na jednym ze skalnych mostów. Spadli na półkę jakieś kilkanaście metrów w dół.  

Papyrus miał tylko kilka pękniętych kości nic poważnego. Ojciec powiedział, że to tylko i wyłącznie zasługa Kathariny. Według ojca musiała być na tyle blisko niego, że zdążyła go złapać.  

To ona przyjęła całą siłę uderzenia.  

Kilka minut potem w korytarzu pojawił się ojciec. Na rękach trzymał nieprzytomną Katharinę. Kilka pasm jej włosów skleiły się przez sączącą się krew z rany na głowie. Reszty wtedy nie widziałem.  

Za nim stali Papyrus oraz Undyne. Trzymała mojego brata za rękę. Patrzył na wszystko z lękiem w oczach, a po policzkach leciały łzy.  

Ojciec przeszedł obok mnie. Dopiero gdy z bliska zobaczyłem nieprzytomną twarz Kathariny, mogłem się ruszyć. Miałem wrażenie, że śnię. Nie bardzo wiedziałem co się dzieje.  

Ojciec wszedł do najbliższej sali. Zawołał jakiegoś naukowca, chyba Lao, on najlepiej znał się na medycynie.  

Chwilę później obok mnie pojawiła się Saera. Spojrzała na ojca. Wyprowadziła mnie, Papsa i Undyne z pokoju. Mówiła, że ojciec i Lao potrzebują spokoju. Zajmą się Kathariną. Wszystko miało być w porządku.  

Saera zabrała nas do innego pomieszczenia. Zajęła się opatrywaniem Papyrusa. Jak mówiłem, on miał tylko kilka pęknięć. Siedział na krześle nawet na nikogo nie patrząc. Nie zwracał kompletnej uwagi na otoczenie.  

Musiał wtedy uważać, że to jego wina. Pewnie się obwiniał.  

Nie ważne co Saera do niego mówiła, milczał. Natomiast Undyne chodziła w kółko bełkocząc coś niezrozumiałego pod nosem. Była bliska załamania.  

   – Sans zajmij się nią – zawołała do mnie Saera. Nie mogła sama tego zrobić, bo zajmowała się moim bratem. Nie zareagowałem na początku. Chwilę zajęło mi zrozumienie, że oczekuje ode mnie odpowiedzialności. Dojrzałości. Dopiero, gdy to sobie uświadomiłem podszedłem do Undyne i zacząłem ją uspokajać.  

To nie było łatwe. Można powiedzieć, że rzucała się. Mówiła, że to stało się nagle. Chciała jakoś pomóc. Zrobić coś. Gadała od rzeczy. Bez ładu i składu. Mówiłem, a raczej próbowałem do niej mówić. Nie słuchała mnie. Była w jakimś rodzaju szoku. Nie mogłem jej z niego wyrwać.  

Denerwowała mnie moja bezradność. Nie mogłem zrobić nic, aby pomóc Katharinie. Musiałem jakoś uspokoić Undyne, lecz nic nie działało. Spokojne mówienie. Pocieszanie. W końcu krzyknąłem na nią, ale to również nie pomogło.  

Wtedy do akcji wkroczyła Saera. Siłą posadziła Undyne na najbliższym krześle. Kazała mi wyjąć z szuflady środek na uspokojenie. Zrobiłem to co mi kazała.  

Wstrzyknęła Undyne ten środek, a potem ją odsunęła się od niej. Środek zaczął działać niemal od razu. Uspokoiła się. Przestała gadać. Zaczęła się nawet robić senna. Saera powiedziała, że to normalne. Nie zdziwiłoby ją nawet to, gdyby rzeczywiście zasnęła. Uznała, że w tej chwili byłoby to nawet dobre dla niej.  

Nie minęło nawet kilka minut, a zasnęła w krześle. Saera oparła się o ścianę, wzdychając ciężko.  

Wtedy nie rozumiałem, jak może być tak spokojna. Jak może wytrzymać to napięcie. Dopiero później dowiedziałem się, że tylko udawała. Lata pracy w laboratorium przy boku mojego ojca nauczyły ją  jak pracować pod presją. Dlatego potrafiła sobie poradzić w tamtej chwili.  

Papyrus dalej siedział cicho i wpatrywał się w podłogę. Undyne spała od leków uspokajających. Saera opierała się o ścianę, a ja chodziłem po pokoju. Nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca. Czekałem tylko na to, aż ojciec wejdzie przez te drzwi. Powie, że wszystko w porządku.  

Minuty zdawały się ciągnąć w nieskończoność. Nie wiedziałem, czy minęło pół godziny, czy kilka godzin.  

W końcu pojawił się w drzwiach. Wszyscy spojrzeliśmy w jego stronę. Nie musiał nic mówić, jego milczenie dało nam wystarczającą odpowiedź.  

Podeszliśmy do niego. Od razu powiedział nam jak wygląda sytuacja.   

Katharina była przytomna, jednak tylko dzięki magii jaka została jej podana.  Ojciec powiedział, że nie mogli zrobić nic więcej. Miała rozciętą skórę głowy, stąd wzięła się krew. Ale to nie było najgorsze. Miała wiele urazów wewnętrznych. Ojciec nie chciał wdawać się w szczegóły.  

Wiedziałem do czego zmierza, ale chyba nawet on nie potrafił tego powiedzieć.  

Każdy z  nas przyzwyczaił się do Kath. Nawet jeśli była u nas zaledwie pół roku zdążyliśmy się z nią zżyć. Stała się dla nas częścią rodziny.  

Jako pierwszy przerwałem ciszę. Zadałem pytanie, które znaczyło tylko jedno, a powodowało strach u wszystkich.  

   – Ile?  

Ojciec spojrzał na mnie. W jego oczach widziałem zmęczenie.  

   – Może kilka godzin – odparł nie mogąc spojrzeć mi w oczy.  

Po tej krótkiej wymianie zdań zaprowadził nas do pokoju, w którym leżała Katharina. Miała do ręki podłączoną kroplówkę z magią. Nie mogła jej uleczyć, ale tylko uśmierzyć ból.  

Saera stanęła w drzwiach jednak nie potrafiła wejść do środka. Wybiegła z pomieszczenia. Nie potrafiła patrzeć na cierpienie swojej przyjaciółki. Później dowiedziałem się, że schowała się w jednym z pomieszczeń socjalnych i płakała.  

Szczerze mówiąc też miałem ochotę schować się przed całym światem. Ale nie mogłem uciec. Wiem, że gdybym to zrobił nigdy bym sobie tego nie wybaczył.  

Ojciec przepuścił nas. Papyrus od razu podbiegł do Kathariny. Usiadł na krzesełku obok łóżka. Trzymał ją za rękę i coś szeptał. Może ją przepraszał? Prosił, aby została? Ona mu coś powiedziała. Nie przestał płakać, jednak nie trząsł się tak bardzo jak na porządku.  Nie wiem o czym rozmawiali.  

Nigdy mi się powiedział, a ja nie miałem odwagi pytać.  

Siedzieliśmy przy Kath jakąś godzinę może dłużej, dopóki Papyrus nie zasnął. Nie potrafię przypomnieć sobie o czym rozmawialiśmy. Mam totalną pustkę w głowie.  

Nasza rozmowa jakoś się nie kleiła. Chciałem być, tym który utrzyma w grupie jakąś nadzieję. Pocieszy. Zrobi coś, że to nie będzie takie trudne. Jednak z biegiem czasu mogę powiedzieć, że to Kath mimo sytuacji w jakiej się znalazła to ona próbowała nas pocieszyć. Ciągnęła rozmowę. Nie chciała, aby nastała jakakolwiek chwila ciszy. Może robiła to, aby nie czuć się źle?  

W końcu jak mogła się czuć w obliczu nadchodzącego końca?  

Gdy Papyrus zasnął ojciec zabrał go do innego pokoju. Ja zostałem z Kath.  Trzymałem ją za rękę i patrzyłem na jej zmęczoną twarz.  

   – Przepraszam – powiedziała słabym głosem w pewnym momencie Katharina. Nie bardzo rozumiałem o co jej chodzi. Chyba zauważyła moje zmieszanie na twarzy. Od razu wyjaśniła. – Za to, że nie będziemy mogli razem zobaczyć gwiazd.  

    – Nie masz za co – powiedziałem dopiero po chwili. Nie rozumiałem, dlaczego mówi o tym w takiej chwili. Lecz o czym innym mogłaby mówić?  

 Popatrzyłem na nią. Milczała dłuższą chwilę, a jej twarz stała się poważna. Nie widziałem u niej nigdy takiego wyrazu. Przeszedł mnie dreszcz. Bałem się tego co mi powie.  

   – Sans – zaczęła, patrząc mi prosto w oczy. – Weź moją duszę – Chwyciła moją rękę. Była bardzo słaba. Ledwo mnie ściskała. –  Użyjcie jej do zniszczenia bariery – Zamarłem, gdy to powiedziała. Zastanawiałem się skąd ona o tym wiedziała. Żadne z nas jej o tym nie powiedziało. Nie chcieliśmy jej straszyć czy obciążać.  

  – Skąd?  

  – Saera – odparła z trudem. Miała coraz większe problemy z oddychaniem.  

Mogłem się domyślić, że to ona. Miała długi język. Zwykle gadała jak najęta. Nie dało się z tym nic zrobić. Jednak myśleliśmy, że nie jest taka nieodpowiedzialna. Jednak w tamtej chwili nie mogliśmy nic z tym zrobić.  

Nie wiedziałem, jak zareagować na jej oświadczenie. W tamtej chwili spodziewałem się wszystkiego tylko nie takiego oświadczenia. Byłem gotowy nawet jakby poprosiła, aby jakoś powiadomić o tym jej rodzinę. Skłamałbym dla niej, tylko aby poczuła się lepiej.  

Nie chciałem zabrać jej tej ostatniej rzeczy. Nadziei.  

Nie chciałem, aby myślała, że wszyscy o niej zapomną. Wiedziałem, że jej dusza ma być darem dla potworów. Ostatnią rzeczą, która pokaże, że jednak nie wszyscy ludzie są źli.  

To ona nawet w tamtej chwili chciała nam dać nadzieję. Mimo tego, że ona straciła już całą nadzieję, aby zobaczyć rodzinę.  

   – Obiecaj, że to zrobisz, proszę – powiedziała cicho. Uśmiechnęła się do mnie lekko.  

Nie mogłem jej odmówić ani zabronić. Ojciec nic nie mówił na temat jej duszy. Tego co zamierza z nią zrobić. Jestem pewien, że jeśli Katharina by tego nie powiedziała ojciec zostawiłby jej duszę w spokoju. Była by to forma szacunku wobec niej.  

Jednak po tym… 

Nie chcę mówić o tym jak patrzyłem, jak umiera. Powoli uchodziło z niej życie, a ja nie mogłem nic zrobić.  

Gdy odeszła nad jej ciałem pojawiło się małe fioletowe serce. Emanowało fioletową poświatą rozświetlając pomieszczenie. Podniosłem dłoń. Użyłem mojej magii otaczając duszę Kath. Biło od niej ciepło.  

Nagle poczułem rękę na ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem ojca. Nie zauważyłem, kiedy wszedł do pokoju. Nie powiedział nic. Patrzył na mnie. Nie byłem pewien ile z tego usłyszał. Jedyne co patrzył na mnie ze współczuciem.  

Potem oddałem duszę Kath ojcu. Przeteleportował się do króla i opowiedział mu o wszystkim. Nie wiem jak przebiegła ich rozmowa. Ojciec nic mi nie powiedział. Jedyne co musiał zabrać potem ciało Kathariny do zamku. Miało zostać schowane do trumny i czekać. Czekać, aż zniszczymy barierę, a ciała ludzi, którzy wpadli do Podziemia zostaną oddane członkom rodzin.  

I dalej czeka na ten dzień.  

Pierwsze dni po śmierci Kathariny były do siebie bardzo podobne. Niemal zlały się w jedno.  

Ojciec postanowił wziąć kilka dni wolnego, a my nie chodziliśmy do szkoły. Można powiedzieć, że ja i Papyrus snuliśmy się po domu jak duchy. Nikt z nas nie potrafił poruszyć tematu o Katharinie.  

Nie bardzo pamiętam co wtedy robiłem. Chyba głównie spałem i wstawałem, aby coś zjeść. Paps chyba podobnie. Dopiero interwencja ojca coś zmieniła. Po prostu pewnego dnia powiedział, że wracamy do szkoły.  

To jakoś pomogło. Przestaliśmy myśleć cały czas o Kath. Jakoś wróciliśmy do życia. Jednak nic nie było już takie samo. Brakowało nam ciepłego powitania po powrocie ze szkoły. Tego jak rozmawiała z nami i pytała o różne rzeczy. O Podziemie. O szkołę.  

Musieliśmy przyzwyczaić się do życia bez niej.  

Papyrus chyba poradził sobie lepiej ode mnie. Mało czasu spędzał w domu. Głównie chodził do innych dzieciaków się bawić. Było to poniekąd normalne dla dzieci w jego wieku.  

Czasami chodził też za gwardzistami. Jeden z nich powiedział mi, że Papyrus ciągle pyta ich o to, czy mogą go trenować.  

W końcu się zgodzili. Zaczął swoje treningi, czy miał trzynaście lat. Ciężko trenował przez ostatnie kilka lat. Wielu gwardzistów zachwala jego upiór i pozytywne myślenie. Teraz jest jej członkiem. Każdego dnia pomaga mieszkańcom Snowdin 

Szybciej w hierarchii awansowała Undyne. Ona była prawdziwym geniuszem. W zaledwie cztery lata dostała się na trening u samego króla. Prawie nikomu się to nie udawało. Skoro król postanowił ją trenować to oznacza, że miała potencjał. Potem została mianowana nowym Kapitanem Gwardii Królewskiej.  

Alphys udało się dostać na staż w laboratorium. Zaczynała od samego początku, jednak ojciec cały czas o niej mówił. Al ma nowatorskie podejście do wielu spraw i eksperymentów. Świeży punkt widzenia na niektóre tematy imponował ojcu. Została jego asystentką, a potem kolejnym Królewskim Naukowcem. 

A ja?  

Obecnie siedzę i gadam do Was.  

Droczę się tylko.  

Pomagam bratu w obowiązkach Gwardzisty. Głównie pilnuję punktu kontrolnego w lesie nieopodal Snowdin. Przez większość czasu nic się tam nie dzieje.  

Natomiast ojciec nie miał tyle szczęścia co my. Kilka lat po śmierci Kathariny zdarzył się wypadek. Ojciec oraz kilku innych naukowców zginęło przy jakiś eksperymentach. Niestety nie wyjawiono jakich. 

Ale jest coś co mi przeszkadza.  

Nikt już nie mówi o Katharinie. Nie chodzi mi o to, że mamy cały czas tkwić w żałobie. Każdemu z nas jakoś udało się uporać z jej stratą. Jednak stało się coś czego się obawiałem.  

Jeśli zaczynałem mówić o Kath, wszyscy nazywali ją mianem Wytrwałości. Stała się tylko kolejną z dusz potrzebnych do otwarcia bariery.  

Nie rozumiałem tego jak można było tak łatwo zapomnieć kim dla nas była.  

Wiem, że niewielu ją znało osobiście. Nie przeszkadza mi jak inne potwory ją tak nazywają. Nie znali jej. Nie widzieli, jak się śmieje. Smuci czy marzy. Była dla nich tylko kolejną duszą. To mogłem zrozumieć.  

Nie znali jej, więc utożsamiali ją tylko z kolorem duszy. Była dla nich tylko Wytrwałością, nikim więcej.   

Ale nie mogli robić tego jej przyjaciele.  

Jak Alphys i Undyne mogły ją tak określać? Umniejszyć to kim była?  

Przecież ją znały! Naprawdę tak łatwo było o niej zapomnieć? O tym co dla nich zrobiła? 

Gdyby nie ona Alphys nigdy nie zgłosiłaby się na staż i nie zaczęła pracować nad swoimi teoriami odnośnie ludzkiej magii. Undyne nie znalazłaby w sobie odwagi, aby stawić czoła lękom i zrozumieć o co warto walczyć.  

Nawet Papyrus nie zgłosiłby się do Gwardii. Ojciec nie spędzałby z nami więcej czasu przed swoim wypadkiem.  

A ja?  

Dalej bym nie wierzył w to, że ludzie są dobrzy. Nie dałbym im żadnej szansy. Wciąż miałbym klapki na oczach jak większość potworów.  

Ale ona coś w nas zmieniła.  

Post Author: DodoDan

17 thoughts on “Zapomniana Wytrwałość – Epilog

    Lilianna

    (Sierpień 18, 2019 - 10:15 am)

    Interesujący epilog. Sam tytul zacheca do przeczytania epilogu…

    Joanna

    (Sierpień 18, 2019 - 11:55 am)

    Ciekawy tekst, bardzo lekko się czyta 🙂

    OlaKosmola

    (Sierpień 18, 2019 - 3:36 pm)

    Nie wiem o co chodzi w tym blogu, ale język mi się podoba
    Fabuła natomiast mnie nie wciągnęła

    Adrianna

    (Sierpień 18, 2019 - 8:11 pm)

    Całość czytałam z ciekawością i nie mogłam oderwać wzroku.

    Korposzczur w podróży

    (Sierpień 18, 2019 - 8:42 pm)

    Naprawdę świetny sposób prowadzenia narracji 🙂

    MangoMania

    (Sierpień 19, 2019 - 5:55 am)

    Pisanie takich tekstów wymaga pewnych zdolności jakie posiadasz. Dzisiejszy tekst bardzo długi i przyznam, że nie dobrnęłam do końca.

    Wind of renewal

    (Sierpień 19, 2019 - 9:46 am)

    Ja nie lubię takich opowiadań.

    damazprowincji

    (Sierpień 19, 2019 - 10:08 am)

    ciekawy tekst, warto szlifować swoje talenty

    Malinowe Ciasteczka Blog

    (Sierpień 19, 2019 - 10:36 am)

    Bardzo ciekawy wpis 🙂

    Aleksandra

    (Sierpień 19, 2019 - 11:55 am)

    Podoba mi się to, jak prowadzisz narrację w epilogu 🙂 W ogóle masz świetny styl.

    skucińska

    (Sierpień 19, 2019 - 1:39 pm)

    Interesujący epilog.Czekam na więcej.

    Anszpi

    (Sierpień 20, 2019 - 6:30 am)

    Lubię gdy jest wiecie dialogów

    Natalia Róża Świat Tomskiego

    (Sierpień 20, 2019 - 6:52 pm)

    Szanuję osoby, które potrafią pisać opowiadania i jeszcze je publikować;-)

    Lilianna

    (Sierpień 24, 2019 - 8:41 am)

    Jak zawsze twoje tekst super się czyta..

    Ala

    (Sierpień 25, 2019 - 6:46 am)

    Bardzo ciekawy tekst, miło się czytało. 🙂

    Aleksandra NS

    (Sierpień 25, 2019 - 7:40 am)

    Ale się rozpisałaś 🙂 Świetnie. Zresztą jak zawsze.

    kakmag

    (Sierpień 26, 2019 - 7:49 am)

    pisz dalej moze napiszesz kiedys ksiazke 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *