Anioł, który oczyści Podziemie

Anioł, który oczyści Podziemie…

Znowu….  
Spadł kolejny człowiek. Który to już? Piąty czy szósty? Zgubiłam się. Nie wiem. Wszystkie moje wspomnienia zaczynają się mieszać. Gdzie jestem? No właśnie… Nadal nie wiem jak nazwać to miejsce. Nawet nie jestem pewna, czy to w ogóle jest jakieś miejsce. Po prostu otacza mnie ciemność, a ja się w niej unoszę.
Jedyne co się tutaj znajduje jest lustro. Takie samo jak w domu. Z tą różnicą, że jest ono bardziej jak okno. Widzę co dzieje się w domu oraz w innych miejscach jeśli zechce. Lecz inni mnie nie dostrzegając. Jak krzyczę nikt mnie nie słyszy. Jak wołam nikt nie przychodzi. 
 Jestem sama w tej pustce, jeżeli mogę to tak nazwać. Otacza mnie ciemność, więc równie dobrze mogłabym nazwać to miejsce otchłanią, jeśli nie piekłem. Ale jeśli byłoby to gehenna to gdzie są inni? Na pewno nie jestem jedyną istotą, która zasłużyła na pobyt w takim miejscu. A za co tu jestem? Za to, że chciałam ich uwolnić. Potwory.  
Poświęciłam, a raczej poświęciliśmy się dla nich – ja i Asriel 
Chciałam ich tylko wyswobodzić. Stać się aniołem z legendy, o której wiele razy słyszałam od mieszkańców Podziemia.  
Pierwszy raz odpowiedział mi ją Gerson – stary żółw, sklepikarz z Waterfall 
A przepowiednia mówiła o aniele, który widział powierzchnię, zejdzie z wysokości, aby uwolnić potwory.  
Myślałam, że to o ja. Wielu tak uważało, chociaż otwarcie tego nie mówiło, aby nie wywierać na mnie presji. Jednak wiedziałam… Nie! Czułam, że jestem ich nadzieją na wydostanie się z tego więzienia.  
Ale wszystko zepsułam. Zniszczyłam wszystko.   
Myślałam, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, że to co robimy jest dobre… 
Ale same intencje nie starczą.  
W moim pomyśle nie wzięłam jednak jednej rzeczy pod uwagę. A mianowicie ludzi. Ich nienawiści i strachu przed potworami! To przecież oni skazani ich na te męczarnie! To ludzie ze strachu zamknęli potwory pod ziemią! To oni to wszystko zaczęli, a inni płacili!
Przez to, że nie uwzględniłem ich w naszych zamiarach, zawiodłam.  
Na początku wszystko szło jak po maśle. Wyruszyliśmy z Asrielem do kwiatowej komnaty po jaskry. Były one zabójczą trucizną dla ludzi oraz potworów.  
Kiedyś przez przypadek pomyliliśmy się z Asrielem podczas pieczenia ciasta dla taty. Rozchorował się przez nas. Ale na szczęście mama go wyleczyła. Jednak powiedziała, że gdyby na początku zbagatelizowała objawy źle by się to skończyło.  
Przez tę pomyłkę wpadłam na pomysł z jaskrami. Zjadłam je, chociaż już wtedy Az zaczynał mieć wątpliwości, ale nie było już odwrotu. Nasz plan ruszył z miejsca.  
W kilka dni po tym okropnie się rozchorowałam. Jaskry działały lepiej niż się spodziewałam, aż za bardzo. 
 Nigdy wcześniej nie czułam się tak słaba. Z dnia na dzień trudniej mi się oddychało. Gorączka prawie nie ustępowa. Pojawiały się też kłujące bóle w mięśniach jakby ktoś wbijał w nie igły. Czasami miałam też halucynacje spowodowane wysoką gorączką.  
Jednak nikt nie potrafił mi pomóc. Nikt nie zorientował się, że tak na ludzi działają jaskry. Jak przez mgłę pamiętam jak w moim pokoju pojawiali się różni medycy.  
Zjawił się też królewskie naukowiec – W. D. Gaster. Jednak biologia oraz anatomia to nie jego dziedzina. Niewiele wskórał.  
Dalej już nie widziałam żadnego medyka. Byli przy mnie tylko mama, tata oraz Asriel – mój kochany braciszek.  
Czuwał przy mnie, aż do końca. Rodzice tak samo. Starali się jakoś dodać nam otuchy. Mama często mówiła, że mam silny organizm i na pewno z tego wyjdę. Jasne, że żywiła nadzieję, że pojawi się ktoś zdolny mnie uzdrowić. Jednak ona też powoli traciła wiarę. Ojciec tak samo.  
Kiedy zbliżał się mój koniec, każdy oddech sprawiał mi ból, a gorączka nie pozwalała się skupić. Rodzina nie obchodziła ode mnie na krok.  
Gdy umarłam rodzice pozwoli Asrielowi się ze mną pożegnać. Ale tak naprawdę, gdy tylko drzwi się zamknęły, koziołek wchłonął moją duszę.  
To było naprawdę przedziwne doświadczenie. Znajdowałam się w umyśle Asriela. Czułam, widziałam i słyszałam to co on.  
Jednak nie to było najdziwniejsze. Jego ciało zmieniło się. Az był o wiele wyższy. Na jego głowie pojawiły się rogi, tak samo majestatyczne jak u taty. Wyglądem przypominał już dorosłego kozła. 
Mimo to w środku pozostał taki sam. Bezbronne, płaczliwe dziecko. Nie potrafił wziąć mojego ciała i przekroczyć bariery. Zrobiłam to za niego. Nie było to takie trudne jak myślałam. Asriel oddał mi całkowitą kontrolę nad ciałem.  
Z łatwością wzięłam swoje ciało. To było naprawdę straszne uczucie, trzymać własne zwłoki. Ale musiałam to wytrzymać. Za Asriela. Za mamę i tatę. Za wszystkie potwory.  
Bez trudu przeszłam przez barierę, mimo że rodzice próbowali mnie powstrzymać.  
Ona chciała tylko zobaczyć żółte kwiaty – powiedziałam głosem Asriela. To były moje… A raczej nasze ostatnie słowa wypowiedziane do rodziców. Nie czułam wtedy smutku, czy żalu. Myślałam, że jeszcze tego dnia razem będziemy oglądać gwiazdy. 
Kiedy wyszliśmy z Podziemia, najpierw ludzie się nam przyglądali. Ale potem, gdy odłożyłam swoje ciało na polanę, zaczęli mnie… Nas atakować. Kilka włóczki poleciało w moją stronę. Jedna z nich zraniła mnie w ramię. Chciałam się im odpłacić za wszystko co mi zrobili, za wszystko co zrobili potworom. Zebrać siedem ludzkich dusz. Zniszczyć barierę. 
Ale nie mogłam. Asriel mi na to nie pozwolił. Przez chwilę walczyliśmy o kontrolę nad ciałem. 
Mój brat uznał, że nie możemy tego zrobić w ten sposób, że lepiej będzie jeśli wrócimy do domu i poszukamy innego wyjścia. Ale ja nie mogłam tak odpuścić. Tyle na to czekałam. Pragnęłam zemścić się na moich oprawcach, którzy bili mnie i prześladowali. 
Jednak Asriel wygrał tą potyczkę.  
Wziął moje ciało i skierował się do Podziemia. Nie zawracał uwagi na otaczających nas ludzi, którzy krzyczeli, że jest mordercą. Nie zważał na ból jaki mu zadają, mimo, że był on przytłaczający. Ja też go czułam. Nadal nie rozumiem co nim wtedy kierowało. Strach? Współczucie?
 Własny brat zdradził mnie. Postanowił być miłosierny dla ludzi, którzy nigdy by czegoś podobnego nie uczynili.  
Wrócił do Podziemia, a tam zmienił się w proch… A ja obudziłam się w tej pustce. Sama. Opuszczona. Zdradzona. 
Od tamtego czasu przez tamto okno przyglądałam się wszystkiemu.  
Widziałam jak Asriel stał się Floweyem. Jak próbował obudzić w sobie uczucia. Ale wszystkie jego starania szły na marne. Czy było mi go żal? Trochę, ale bardziej czułam się zraniona. On może żyć, a ja tkwię w tej otchłani.  
Kiedy postanowił się zabić odkrył RESET. I zaczęło robić się ciekawie.  
Asriel, a raczej Flowey zrobił wszystko co było do zrobienia w Podziemiu. Przeczytał każdą książkę, spalił każdą książkę. Wygrał każdą grę, przegrał każdą grę. Zaprzyjaźnił się ze wszystkimi, zabił wszystkich. 
 Muszę przyznać, że było to niezwykle interesujące. Siedzenie i oglądanie jego poczynań było moją najlepszą, a a zarazem jedyną rozrywką.  
Kiedy zabijał czuł tylko satysfakcję, a zazdrość. Czemu on może się to robić, a ja nie? Dlaczego wtedy mnie powstrzymał, skoro teraz robi dokładnie to samo co ja chciałam uczynić?
Jednak po pewnym czasie znudziło mu się to. Kiedy poznał wszystkie możliwe ścieżki odpuścił. Już tylko obserwował.  
A moja nienawiść rosła. Po jakimś czasie z moich oczu zaczęła wydobywać się czarna maź, jednak nie przeraziło mnie to. Nie czułam nic oprócz nienawiści do świata. Już nie tylko do ludzi tylko do całego świata.  
A rosła ona za każdym razem jak widziałam MOJĄ mamę, przygarniającą kolejne upadłe dziecko. Jak ona mogła tak o nas zapomnieć! Ja i Asriel nic dla niej nie znaczyliśmy?! A Tata! Jak on mógł się tak łatwo poddać?! Dlaczego dał odejść mamie!  
Cierpiałam za każdym razem jak widziałam w NASZYM pokoju obcego człowieka. Ona opiekowała się nimi. Pozwalała nazywać się mamą, a ona była NASZĄ matką.  
Jednak ludzie byli inni niż Toriel sądziła. Pewnie uważała, że można nas zastąpić. Jednak się przeliczyła. Każdy człowiek ją opuszczał. Nie mogę powiedzieć, że nie wzbudzało to u mnie radości. Ona cierpiała tak samo jak ja cierpię.  
A kiedy król Asgore zabijał tych ludzi radowałam się jeszcze bardziej. Oni wszyscy czuli ból z jakim ja się zmagałam w ostatnich chwilach życia. 
Czują ten sam smutek jak ja kiedy patrzę jak Toriel przygarnia kolejne upadłe dzieci. Ten sam żal jak ojciec je zabija. Jednak tylko Flowey podziela moją nienawiść do ludzi.  
Gdybym się tylko stąd wydostała ukarałabym wszystkich przez których cierpiałam. Uwolniłabym wszystkie potwory od ich więzienia, którym jest to marne życie.  
Wreszcie stała bym się aniołem, który wyswobodzi potwory.  
Wystarczy tylko czekać na okazję. A taka prędzej czy później na pewno się zjawi. 

. . .
Spadł kolejny człowiek. Jeśli się nie pomyliłam to siódmy. Ostatni. Jej DETERMINACJA była na tyle silna, aby zgarnąć moc RESETU. To był pierwszy raz kiedy człowiek posiadał taką zdolność.  
Jednak ona była przerażona tym wszystkim. Ginęła raz za razem, aż w końcu usłyszała mój głos. Jak to się stało? Nie wiem. Może jej DETERMINACJA przedarła się jakoś do pustki? A może uczyniła to moja NIENAWIŚĆ? 
To nie było ważne. Mogłam się wreszcie stąd wydostać. Wystarczyło tylko jej zgoda.  
Ochronię cię, ale będziesz musiała coś dla mnie zrobić – powiedziałam do dziewczynki. Najpierw przerażona, że mnie słyszy zamilkła. – To co zgadzasz się? –  Po kilku minutach odezwała się słabym, niepewnym głosem.  
Zgadzam się.  
Wreszcie będę mogła uwolnić potwory. Tyle na to  czekałam.  Nareszcie stanę się aniołem, który oczyści Podziemie.

Post Author: DodoDan

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *