„Zapomniana Wytrwałość” – Rozdział XII

 Spis Treści

Prolog

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII(obecnie)

Rozdział XIII

Epilog

Odrzuciłem Undyne za pomocą swojej magii. Uderzyła w jedną z licznych gór śmieci. Kilka z nich spadło na nią. Nic się jej nie stało, ale będąc szczerym nie interesowało mnie to w tamtej chwili. Były ważniejsze rzeczy.

Podszedłem do niej. Moją prawą dłoń otaczała błękitna magia. Wolałem być przygotowany na jej atak. Nie dam się tak łatwo zaatakować.

W tym czasie Papyrus podbiegł do Kathariny. Nastolatka zszokowana i trochę zdezorientowana przyglądała się mi. Paps coś do niej mówił, jednak nie zwracałem na to uwagi. W tej chwili ważniejsza była Undyne.

Nigdy wcześniej nie robiła takich rzeczy. Zwykle chowała się za kimś, a tamtego dnia po prostu zaatakowała. Nie spodziewałem się tego. Bezpieczniej dla wszystkich było, abym miał ją na oku. W tej chwili była nieprzewidywalna. Tylko co ją popchnęło do takiego działania?

Nigdy mi jakoś tego nie powiedziała. Gdy Kath odeszła wszyscy unikali rozmów o niej jak ognia. Stała się tylko kolejną duszą. Zapomnianym dzieckiem, które wpadło do Podziemia.

Nigdy nie potrafiłem się z tym pogodzić. Inni mogli o niej zapomnieć, ale nie jej przyjaciele.

Długo byłem na nich zły. Nie potrafiłem wybaczyć, że nie potrafią z godnością uhonorować jej pamięci.

Ale nie wybiegajmy tak daleko. Przecież chcecie wiedzieć co stało, a nie słuchać moich wynurzeń.

Bacznie obserwowałem każdy ruch Undyne. Siedziała na ziemi z opuszczoną głową. Nie patrzyła na nas. Myślałem, że się na nas rzuci. Wpadnie w podobny szaf co Doggo kilka dni temu.

Jedyne co usłyszałem z jej strony to ciche pochlipywanie.

Ona płakała.

Nie bardzo wiedziałem co mam zrobić. Magia jaka otaczała moją rękę rozproszyła się. Nie było powodu, aby bronić się przed nią. Była niezdolna do ataku. W tamtej chwili nie potrafiłaby nic zrobić.

Po chwili przeszła obok mnie Kath. Nie zdążyłem zareagować. Nie powinna do niej podchodzić. Chciałem chwycić ją za rękę i odciągnąć. Jej ręka wyślizgnęła mi się.

Nie zwróciła nawet na to uwagi. Usiadła przy Undyne, dotykając jej ramienia.

   – Zraniłaś się gdzieś? Boli cię coś? – zapytała Kath. Zachowywała się, jakby przed chwilą nic się nie wydarzyło. Jakby atak w ogóle nie nastąpił. Nie rozumiałem tego. Byłem zły na Undyne za to co zrobiła. Katharina była niewinna, a wiele potwór wyładowywało na niej swój gniew. To było niesprawiedliwe. A ona mimo tego jak ją traktowano była po prostu miła.

Undyne podniosła głowę, również nie rozumiejąc sytuacji. Po jej policzkach leciały łzy, a oczy zaszkliły się.

   – Dlaczego? – zapytała Undyne. Zadała pytanie, które również mi cisnęło się na usta. Kath wyprostowała się, wyciągając z kieszeni paczkę chusteczek.

   – Bo tak trzeba – Te trzy słowa, które odbiły się echem w naszej pamięci. Tylko trzy słowa starczyły, aby Undyne zrozumiała ważną rzecz. Może nie od razu, ale to one ruszyły lawinę zmian w jej życiu.

Dzięki nim Undyne zrozumiała dlaczego gwardziści robią to co robią. Nie walczą z innymi, aby się mścić, czy dla satysfakcji. Walczą, aby chronić słabszych. Wykorzystują swoją siłę, aby otaczać ochroną tych, którzy sami nie mogą tego zrobić.

Te słowa pomogły jej. Dawały motywację do treningów. Wyzywała do walki każdego gwardzistę. Uważała, że w ten sposób zdobędzie doświadczenie i zahartuje się. Każda okazja była idealna do treningu. Czy to zwykłe zakupy. Potrafiła nieść ze sobą torby swoich sąsiadów,  a nie było to lekkie. Czasami miała nawet dziesięć toreb.

Raz wyzwała na pojedynek samego króla, a on jest najsilniejszym potworem w Podziemiu. Wynik był do przewidzenia, jednak po tamtej porażce sam ją trenował. To dzięki jego naukom stała się kapitanem gwardii.

Nie spotkałem wcześniej ani później tak walecznego i zahartowanego w boju potwora. Undyne stała się osobą, która nigdy się nie poddaje.

W jakiś sposób tamtymi słowami dała Undyne nadzieję. Nadzieję na lepsze jutro. Nadzieję, że kiedyś wszystko może być inaczej. Ta wiara dawała jej każdego dnia siłę. Wzniosła się na wyżyny swoich umiejętności. Przekraczała swoje granice, stając się płomieniem nadziei. To Undyne stała się potem osobą niosącą nadzieję w Podziemiu. Każdego potrafiła podnieść na duchu. Szczerze wierzyła w to, że kiedyś wszyscy wspólnie zobaczymy Powierzchnię. Będziemy żyć razem z ludźmi. W pokoju i szczęściu.

Ale wróćmy do opowieści.

Po słowach Kathariny Undyne nie odezwała się już do nas tego dnia. Bacznie obserwowała co robi Kath, ale nie było w tym nic złego. Zdawało się, że próbowała zrozumieć jej zachowanie. Dlaczego okazała jej dobroć, mimo tego co uczyniła Undyne?

Po tym co się stało i jak wszyscy się trochę uspokoili, zarządziłem, aby udać się do ojca. Nauczony poprzednim razem jak zwlekaliśmy z powiedzeniem mu o magii Kath, lepiej było zrobić to od razu.

Uznałem, że najszybciej będzie się teleportować. Hotland nie było tak daleko. Mogłem nas tam spokojnie przeteleportować, a  stamtąd piechotą do Core to dosłownie chwila.

   – Jesteś pewna, że wszystko w porządku? – zapytała Kath, zanni, przeniosłem nas na miejsce.

Undyne tylko w odpowiedzi nieśmiało pokiwała głową. Katharina uśmiechnęła się do niej i dotknęła mojego ramienia.

   – Jesteś pewien, że dasz radę? – zapytała nastolatka z lekkim uśmieszkiem.

   – Co, nie wierzysz w moje umiejętności? – udawałem oburzonego. Małe przekomarzania jeszcze nikomu nie zaszkodziły.

   – Jakoś po ostatnim nie bardzo. Zbiłeś lampę – odrzekła Katharina, czekając na moją reakcję.

    – Możemy wreszcie iść do taty? – zapyta już lekko zniecierpliwiony Papyrus. Potargałem go po głowie, dodając, że możemy już iść.

W kolejnej chwili znajdowaliśmy się na jednej ze skalnych skarp w Hotland.

W tym miejscu niewielu mieszkało. Tylko kilka żywiołaków ognia oraz niektórzy naukowcy. Panowały tutaj ciągłe upały, spowodowane rzeką lawy płynącą kanionami.

Hotland w całości składało się z różnej wysokości skalnych gór oraz półek skalnych. Tworzyły się w ten sposób kaniony, w których płynęła rzeka lawy. Większość przejść ogrodzona była barierkami, ale w niektórych miejscach ich jeszcze brakowało. Jednak na naszej drodze było wystarczająco szeroko, abyśmy nie spadli na niższe półki albo do rzeki. Raczej nikomu nie spodobałaby się taka kąpiel.

Puściłem Kath oraz Papsa.

Nastolatka rozglądała się z podziwem wokoło. Hotland rzeczywiście było niesamowite. Majestatyczne skały, wśród których płynie lawa. Widok moim zdaniem lepszy niż wodospady, ale to zależy od gustu. Tu panowała niczym nie zmącona cisza. Inaczej niż w innych miejscach w Podziemiu.

Razem skierowaliśmy się w stronę Laboratorium. Byliśmy bliżej niż myślałem. Mieliśmy zaledwie kilka minut do przejścia. Mimo wszystko zrobiłem jakieś postępy w teleportacji. Ciężko wtedy trenowałem, aby jakoś podwyższyć swój poziom, jednak szło mi to topornie. Każdego dnia ciężko trenowałem, aby opanować podstawowe umiejętności. Jako dzieciak bardzo późno odkryłem swoją magię. Ojciec w pewnym momencie podejrzewał, że nie będę mógł nią władać. Jednak zaskoczyłem go pewnego dnia, podczas zabawy. Zrzuciłem za pomocą magii kilka książek z szafki.  Znudziłem się zabawą klockami i chciałem poczytać książki. Byłem za niski, aby je dosięgnąć. Przez wypadek ujawniła się wtedy moja magia. Ojciec był uradowany, jednak szybko to minęło. Musiałem wkładać wiele wysiłku w treningi, aby zrobić najprostsze rzeczy – jak przenoszenie przedmiotów albo przyzywanie kości. Dopiero niedawno trening zaczął przynosić efekty.

Mimo tego, że moje ataki były proste to silniejsze niż przeciętne. Dorastając zrozumiałem, że lepiej będzie skupić się na sile moich ataków niż na uczeniu coraz bardziej skomplikowanych.

Może gdybym wtedy to rozumiał wszystko też wyglądałoby inaczej.

Jednak wracajmy do opowieści.

Szliśmy jednym z wielu mostów w Hotland. Wysokie wypolerowane barierki po obu stronach. Jakieś kilka tygodni wcześniej król zarządził wymianę wszystkich barierek w Hotland. Przez panującą tam wysoką temperaturę szybko się niszczyły. Zmieniano je co kilka lat.

Dlatego w niektórych miejscach, przy skarpach nie było niczego.

Trzeba było uważać i nie podchodzić do krawędzi. Kilka razy zwracałem już uwagę Papyrusowa, aby za bardzo się ode mnie nie oddalał. Na szczęście Paps był zbyt zaaferowany magią Kath, żeby biegać wokoło jak to miał w zwyczaju. Był z niego żywiołowy dzieciak.

   – A możesz jeszcze raz przywołać tę tarczę?! – Papyrus cały czas atakował Katharinę swoimi pytaniami. Chyba ją tym trochę przytłaczał.

– Nie wiem, czy dam radę – powiedziała niepewnie Kath, zerkając ukradkiem na mnie. Chyba szukała ratunku. Uśmiechnąłem się tylko wzruszając ramionami. To było trochę zabawne. Dlaczego nie miałem nie skorzystać z okazji i się trochę nie pośmiać?

Katharina spojrzała na mnie. W jej oczach widziałem złość. Raczej nie była zadowolona z mojej reakcji.

–  To cię nauczę! – wykrzyknął Papyrus, podskakując obok Kath. – Pokażę ci jak przywołać kości albo…

– Najpierw to spytamy ojca – przerwałem. Lepiej jednak, żeby mój brat za bardzo się nie rozpędzał. Wtedy nie wiedzieliśmy co może zrobić Katharina. Obawiałem się, że nawet proste rzeczy mogą być dla niej zbyt wymagające.

Kath uśmiechnęła się do mnie. Jakoś chyba przy niej zmiękłem. Myślałem, że dłużej wytrzymam drocząc się z nią.

Szybko doszliśmy na miejsce. Laboratoria w większości znajdowały się pod ziemią. Im wyżej było się w hierarchii tym niżej znajdowała się twoja pracownia. A, że ojciec był królewskim naukowcem jego gabinet znajdował się na piętrze -3. Na parterze przez, który szliśmy znajdowało się wiele mniejszych sal, gdzie pracowali młodsi stażem naukowcy oraz stażyści pod opieką bardziej doświadczonych.

Ojciec jakoś  nigdy nie interesował się nauczaniem „świeżaków” jak to zwykł mawiać. U niego na nauki trafiali tylko najlepsi. Ci z największym potencjałem.

Naukowcy nie zważali na nas. Większość, jeśli nie wszyscy znali mnie i Papyrusa z widzenia. Niektórzy nawet powiedzieli nam krótkie cześć. Tutejsze potwory nie zwracały zbytniej uwagi na Katharinę. Wiedzieli o zakazie króla o nietykalności Kathariny. Nikt nie mógł zrobić jej krzywdy. Nie byli na tyle głupi, aby ryzykować swoje posady w ramach zemsty.

Podeszliśmy do windy. Nacisnąłem przycisk. Był to nowy nabytek w Core. Naukowcy zamontowali ją kilka miesięcy temu. Sprawowała się świetnie, a jak dużo czasu oszczędzała. Zejście na najniższe piętra zajmowało prawie dwadzieścia minut. Teraz zaledwie pięć. Ojciec też przestał narzekać, że musi skakać między piętrami, aby coś omówić z swoimi współpracownikami. Niektórzy z nich mieli podopiecznych, więc musieli przesiadywać na wyższych piętrach.

Po chwili usłyszeliśmy krótkie bip, które świadczyło, że winda przyjechała. Przed nami rozsunęły się metalowe drzwi.

Pięć minut później byliśmy na korytarzu, który prowadził do laboratorium ojca. Największe w całym budynku. Tutaj znajdował się ojciec oraz jego najbliżsi współpracownicy. Panowała tu cisza oraz spokój w przeciwieństwie do innych pięter.

Miałem właśnie zapukać, gdy drzwi otworzył nam sam ojciec.

   – Co wy tu robicie? – zapytał zaskoczony ojciec. – Jak tu weszliście? – dodał po chwili. Chyba to go bardziej zdziwiło niż to w jakiej sprawie tu przyszliśmy.

– Jesteśmy twoimi synami to chyba wystarczający powód – odrzekłem trochę oschło.

Ojciec dotknął swoich skroni, a następnie rozmasowywał.

   – Przepraszam – zaczął, odsuwając się od framugi. – Wchodźcie. Miałem ciężki dzień – dodał ojciec. Weszliśmy do środka. Panował tam lekki bałagan. Wszędzie walały się papiery. – Moi współpracownicy poszli po coś do jedzenia. Pewnie za chwilę wrócą – odwrócił się do nas. – Co było tak ważnego, abyście tu przyszli? – zapytał, opierając się blat biurka. Skrzyżował ręce, czekając na naszą odpowiedź.

Kilka minut zajęło mi opowiedzenie ojcu, co stało się na Wysypisku. Ojciec słuchał ze skupieniem. Gdy doszedłem do momentu, w którym Katharina uformowała ze swojej magii tarczę, odezwał się.

  – Jak się po tym czujesz? – zapytał Gaster, przyglądając się Katharinie. – Boli cię coś? Masz jakieś mdłości? – zapadał swoje pytanie bacznie przyglądając się nastolatce. Jakby liczył na to, że ma jakieś widoczne zmiany. Katharina zamyśliła się, po chwili odpowiedziała przecząco. – Hm…

– Znowu to robisz – zwróciłem mu uwagę. Wyrwałem ojca z zamyślenia swoją uwagą. Spojrzał na mnie oczekując pytania, jakie kotłowało się w mojej głowie. Znowu mnie przejrzał. Ale co się dziwić. Jaki ojciec tak syn. – Co ci wyszło w badaniach?

– Nic niezwykłego – odpowiedział ojciec, poprawiając okulary. Wziął kartki do ręki, przyglądając im się. – Zdrowa magia. Wygląda jak u każdego potwora – dodał, czytając swoje notatki.

– To czemu nam nie powiedziałeś? – zapytałem zdziwiony. Nie rozumiałem tego. Na pewno wiedział to od początku.

– Bo nigdy nie badałem magii człowieka – odrzekł zupełnie spokojnie, odkładając papiery. – Nie wiedziałem jak wygląda zdrowa magia u ludzi. To, że wygląda zdrowo na nasze standardy, nie znaczy, że jest dla niej zdrowa – wskazał skinieniem głowy na nastolatkę, która trochę pobladła. Ojciec to zauważył. – Katharino, spokojnie. Nic ci nie grozi – powiedział ojciec, zwracając się w stronę nastolatki. – Miałem wszystko pod kontrolą. Nie masz żadnych objawów zatrucia magią – ponownie się odwrócił w stronę biurka. – Poprosiłem znajomego, który bardziej zna się na biologii i przebadał twoją krew. Gdzie ja to… – mówił do nas, szukając jakiś papierów. – Mam – podniósł kartkę do góry, aby się jej lepiej przyjrzeć. – Zrobił kompleksowe badania wzorując się na tych waszych. Wszystko było w porządku – zakończył swój wywód, odkładając papiery.

– To jak udało mi się przywołać tę tarczę? – zapytała Katharina. Kolory jej wróciły. Widocznie słowa ojca, wystarczająco ją uspokoiły.

– Musiała to być sprawka instynktów – odrzekł Gaster. – To akurat normalne dla każdego. Człowieka, czy potwora – dodał ojciec, krzyżując ręce.

– Czyli, że… – zaczęła trochę niepewnie Katharina.

– Potrzebujesz treningów – dokończył mój ojciec. – Twoja magia nie jest jeszcze ustabilizowana. Przyda ci się kilka.

Minęło już kilka dni od początku moich treningów. Codziennie ćwiczę na zmianę z Sansem albo  panem Gasterem.

Rano uczyłam się podstaw magii z Sansem. Odwołano mu poranne lekcje, ponieważ jego nauczycielka się rozchorowała. Przekazywał mi głównie teorie.

Mówił o przepływie magii w ciele. W jaki sposób się formuje, gdy się jej używa. Wystarczy skupić się oraz wyobrazić sobie, aby magia otoczyła dłoń i gotowe. Przynajmniej w teorii, fioletowa poświata powinna pojawić się wokół moich rąk. Próbowałam, jednak nie zawsze wychodziło. Czasami nie działo się nic. Innym razem moje dłonie jarzyły się. A jeszcze indziej wychodziło gładko. Sans mówił, że to jedno z ćwiczeń na opanowanie natężenia magii, podczas jej używania.

Mówił, że to muszę opanować do perfekcji, aby na dalszym etapie nauki nie mieć problemów z trudniejszymi zaklęciami. Opowiadał też o uczuciu ciepła w środku podczas używania magii. To wibracje duszy. Na początku ciężko je wyczuć. Ale trzeba się nauczyć je wyczuwać, aby dobrze kontrolować magię. Dopasować swój oddech do wibracji, aby jak najlepiej ją kontrolować.

Miałam za zadanie skupić się na tych wibracjach oraz swoim oddechu. Proste ćwiczenia oddechowe. W teorii nic trudnego. Jednak miałam pewne problemy. Magia się mnie nie słuchała. Sans mówił, że to normalne na początku. Mówił, że potrzebuję czasu, aby do tego przywyknąć.

Potem gdy szedł do szkoły, czasami przychodziła do mnie któraś z dziewczyn. Albo Alphys albo Undyne. Czasami obie. Saera niestety nie mogła się ze mną spotkać, ponieważ miała dużo pracy. Nie chciała powiedzieć jaką, a ja nie naciskałam. To nie moja sprawa.

Spędzałam dni z dziewczynami. Spytałam je dlaczego one nie chodzą do szkoły. Alphys skończyła ją półtora roku temu. Teraz łapała się prostych zajęć. Naprawiała różne sprzęty elektroniczne albo prowadziła korepetycje. Równocześnie do tego szukała pomysłu na jakiś projekt naukowy. Zależało jej na stażu w Laboratorium, ale najpierw musiała pokazać im swoje dzieło. To nie musiało być nic trudnego, ale miała pokazać, że ma potencjał.

Natomiast Undyne chodziła do szkoły w stolicy. Ostatni rok nauki. Jakoś nie śpieszyło jej się na zajęcia. Uważała, że szkoła jest jej zbyteczna. Umie już wystarczająco. Dlatego uważa, że jest to dobre wytłumaczenie, aby omijać część zajęć. Wolny czas przeznaczała na treningi.

Spędzałam z nimi czas głównie na rozmowie. O wszystkim i o niczym. Ja je pytałam o życie w Podziemiu, a one mnie o Powierzchnie. Jakoś teraz lżej mi się o tym rozmawia. Dalej jest mu źle, gdy pomyślę o mojej rodzinie, którą zostawiłam. Jednak muszę wierzyć, że się stąd wydostanę. Razem z potworami. Taką miałam nadzieję.

Popołudniami miałam treningi z Gasterem, które również opierały się na teorii, ale bardziej na praktyce. Kazał mi formować magię w jakieś przedmioty. Mówił, że każda magia tworzy jakąś broń. Tarcza się podobno do tego nie zaliczała. Była to tylko ściana z magii, która każdy potrafił wznieść. Panu Gasterowi chodziło o coś innego. O naturę mojej magii. Czy jest bardziej defensywna, czy ofensywna. A może będę mogła kogoś leczyć?

Pan Gaster powiedział, że może to zająć trochę czasu zanim, odkryjemy naturę mojej magii.

Zajęcia z nimi naprawdę były ciekawe. Mogłam próbować robić rzeczy, które wcześniej były dla mnie niemożliwe. Były tylko bajką.

Nawet jeśli przychodziło mi to z wielkim trudem, udało  mi się unieść kubek za pomocą magii. To było genialne! Czułam jak moja magia przechodzi od palców i otacza kubek. Podniosłam go na krótką chwilę, a potem magia rozproszyła się. Nie nauczyłam się jeszcze jej dłużej utrzymać.

Treningi z nimi były naprawdę ciekawe. Sans przekazywał mi wiele interesujących informacji, a pan Gaster pomagał przekuć wiedzę w praktykę.

Podziwiałam Sansa, że potrafił znaleźć dla mnie czas. Jakiś czas po rozpoczęciu nauki magii, Pan Gaster zaproponował Sansowi, aby pomagał mu w laboratorium. Mówił mi , że to byłaby jego wielka szansa.

I rzeczywiście nią była. To dzięki Katharinie, ojciec dostrzegł jak wielką wiedzę posiadałem na temat magii. Postanowił, że będę jego pomocnikiem.

Post Author: DodoDan

26
Dodaj komentarz

avatar
26 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
26 Comment authors
Monika JkakmagAlaAleksandra NS BlogKinga S Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
skucinska
Gość

dalsza opowieść wciągająca. Czekam ja zawsze na więcej

zaczytanamarzycielka8
Gość
zaczytanamarzycielka8

O czekałam na kolejny rozdział ;d równie dobry co poprzedni 😉

Justyna
Gość
Justyna

Nie przepadam za takimi historiami, ale fajnie że coś piszesz

Lilianna
Gość
Lilianna

Jak zawsze czytam z zaciekawieniem. Super piszesz

Justyna Nadine
Gość
Justyna Nadine

super opwiadanie , masz talent w wolnej chwili poczytam calosc

Pokolenie zmarnowanych szans
Gość

Nie czytałam wcześniej, ale nawet się wciągnęłam! Czekam na więcej! 🙂

MangoMania
Gość
MangoMania

Muszę kilka nadrobić, bo widzę, że jestem w tyle. Fajne lekkie pióro masz, dlatego przyjemnie się czyta.

Aleksandra
Gość

Masz wspaniały styl 🙂 Aż chce się więcej.

MamPrzepis.pl
Gość

Super opowieść.

Małgorzata
Gość

Podziwiam. Mam nadzieję, że znajdę chwilę aby przeczytać całość

Łukasz Jarych
Gość

Świetny styl, a nazwa hotLand bardzo mi się spodobała 😉

Szyderczy Włóczykij
Gość
Szyderczy Włóczykij

Mam nadzieję, że to wersja okrojona prawdziwej powieści 🙂

Inga
Gość

Widzę że całkiem niezłe fantasy tu powstaje 😉

Kwadrans dla Ciebie
Gość

Z przyjemnością czekam na ciąg dalszy opowieści 🙂

Atrakcyjne wakacje
Gość

Za każdym razem jak tu przychodzimy jesteśmy mile zaskoczeni

Anszpi
Gość

Mam wrażenie, że każdy rozdział jest coraz lepszy

krystynabozenna
Gość

Magicznie, fantastycznie, dla pasjonatów takich książek …
Dawno nie czytałam nic w tym temacie…

Ewka - Poligon Domowy
Gość
Ewka - Poligon Domowy

Ciekawe…ciekawe…. Trochę magii w życiou jeszcze nikomu nie zaszkodziło 😉

Świat Toli
Gość

Bardzo dobrze piszesz, gratuluję talentu.

Mayka.ok
Gość

Fajnie piszesz, czekam na kolejny rozdział 😀

todoarmo. pl
Gość

Historia w której cały czas coś się dzieje supe.r

Kinga S
Gość

Uwielbiam magiczne historie;)

Aleksandra NS Blog
Gość
Aleksandra NS Blog

Ale fajny rozdział. Masz talent. Poproszę o więcej.

Ala
Gość
Ala

Bardzo ciekawa historia. 🙂

kakmag
Gość

Uwielbiam jak ktoś pisze takie historie.

Monika J
Gość
Monika J

Fajnie sie czyta, masz talent.