Zagubiony Kot – Rozdział III

Od Autorki: To opowiadanie to Fanfiction, które oparte jest na grze Sally Face – klik. Akcja dzieje się po rozdziale trzecim.

Spis Treści

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III (obecnie czytany)

Resztę sobotniego dnia chłopcy spędzili, dyskutując nad swoimi teoriami. Sal oraz Larry debatowali nad prawdziwością swoich przypuszczeń.

Sally Face uważał, że Eve i Carrie mogą nie wiedzieć wszystkiego o kulcie albo są dopiero wprowadzane. Natomiast ich rodzice mogą być pełnoprawnymi członkami, dlatego to ich powinni się najbardziej obawiać.

Zaś Larry sądził, że cała rodzinka należy do tej piekielnej sekty i próbują ich skrzywdzić. Zapytany o to jaki sens jest w przywołaniu Megan, nie potrafił odpowiedzieć.

Todd opowiadał się bardziej za propozycją Fisher’a, lecz nadal twierdził, że potrzebują dowodów. Nie mogli działać pochopnie.

Tego dnia nic więcej nie zrobili. Uznali, że lepiej będzie poczekać do jutra. Todd powiedział, że poszuka czegoś o tym znaku.

Nazajutrz chłopcy spędzili większość czasu w domu Todd’a. Opracowywali plan działania. Nie mogli dać się złapać ani tym bardziej pozwolić kogoś skrzywdzić. Chociaż Sally wątpił, aby kult chciał zabić mieszkańców Apartamentów za pomocą trucizny. Uznał, że to nie w ich stylu.

   – Znalazłeś coś? – zapytał Sal, podchodząc do Todd’a. Chłopak siedział przed komputerem od dobrych kilku godzin.

  – Kilkanaście stron run, ale żadna nie przedstawia tej na kartce – odpowiedział Todd, masując skronie. To było wyczerpujące oraz niezwykle frustrujące zadanie, a w szczególności, jeśli nie dało rady go wykonać. –  Parę jest podobnych, ale to jak strzelanie w ciemno. Te znaki mają zupełnie odmienne znaczenia.

– Kurwa – powiedział nagle Larry, waląc pięścią w ścianę.

– Chłopcy, wszystko w porządku? – usłyszeli kobiecy głos z sąsiedniego pokoju, potem kroki.

– Tak, mamo – odrzekł szybko Todd. Kroki oddaliły się. – Może trochę spokojniej. Nikt z nas raczej nie chce, aby nasi rodzice dowiedzieli się o kulcie – dodał ściszonym głosem w stronę przyjaciół.

– Przepraszam, stary – powiedział Larry, przeczesując ręką włosy. Nie chciał tak nerwowo zareagować. Ta niemoc frustrowała go. Nienawidził się tak czuć, ale w tej chwili nie pozostało im nic innego jak czekać.

Goście swobodnie rozmawiali między sobą. Lisa, mama Larry’iego świetnie dogadywała się z panią Smith. Natomiast Henry, ojciec Sal’a rozmawiał z panem Smith.

– Myślisz, że ona próbuje ją jakoś zaczarować? – zapytał szeptem Larry.

– To kult, a nie sabat czarownic – odparł Sally Face. – Wiesz, że one rozmawiając o jakimś przepisie na lasagnie? – powiedział chłopak, unosząc brew. Wiedział, że nikt tego nie wiedział przez maskę, ale po jego głosie można było wyczuć lekceważący ton.

– Serio? – spytał Larry, patrząc z zażenowaniem na przyjaciela. Jego przyjaciel pokiwał tylko głową. – Kurczę. Nic nie znaleźliśmy.

– Przecież nie będą trzymać jakiś ksiąg na wierzchu – odparł Sal, wzruszając ramionami.

Jemu to też nie odpowiadało. Minęły już dwie godziny, a nic dziwnego się nie działo. Chociaż sam nie jest pewien, czego dokładnie powinni szukać. Mieszkanie Packerton, nie licząc domowej rzeźni wyglądało nadzwyczaj normalnie. To też tak wyglądało.

– Co robicie, chłopaki? – Larry i Sal, aż podskoczyli, odwracając się gwałtownie. Za nimi stała Carrie. – Hej, spokojnie nie gryzę. Chcecie pograć na konsoli? Czy wolicie słuchać nudnych gadek naszych starych?

Larry spojrzał na Sal’a, który tylko wzruszył ramionami. Nic innego nie mieli do roboty.

W pokoju siedziała już Eve z Chug’iem.

– Mamy Mortal Kombat? Serio nie chcesz w nich zagrać? – zapytała Eve, wymachując joinstickiem.

– Nie. Masz jeszcze czekoladę? – zapytał Chug.

– Bierz – powiedziała znudzona Eve, podając mu czekoladę, która leżała na szafce. Odwróciła się jak usłyszała kroki. – Chłopaki, powiedzcie, że wy jesteście normalni?

– Macie Mortal Kombat? – zapytał Larry, podchodząc do dziewczyny.

– Jak widać – odparła Eve, podając chłopakowi joistick. – Zagrasz ze mną?

– Jasne – odparł Larry, biorąc od niej joistick. Od razu zaczęli grać.

Sal uznał to za dobry obrót spraw, nawet jeśli Larry na moment zapomniał co mieli zrobić.

On w przeciwieństwie do przyjaciela zaczął rozglądać się po pokoju. To było jak na razie jedyne pomieszczenie, którego nie sprawdzili. On oraz Larry nic nie znaleźli, ale jeszcze nie rozmawiali z Todd’em. Pewnie za chwilę przyjdzie, skoro zebrały się tu prawie wszystkie dzieciaki z Addison Apartment.

Sal rozglądał się po pokoju. Jego uwagę przykuły rysunki na ścianie.

– Która z was to narysowała? – zapytał Sal.

– Są moje – odrzekła Eve, nie odrywając wzroku od ekranu telewizora.

– Ciekawe – powiedział krótko Sally Face. Nie bardzo wiedział co ma mówić, aby nie nastąpiła niezręczna cisza.

– Dzięki – rzekła Eve. – Jest wygrałam! – dodała po chwili, unosząc ręce w geście zwycięstwa.

– Chcę rewanżu – powiedział Larry, nie przyjmując do wiadomości, że w grze pokonała go dziewczyna.

– Jak chcesz znowu przegrać to chętnie – odparła Eve, odpalając kolejną rundę.

W tym czasie Sal rozglądał się po pokoju. Wyglądał on normalnie. Tak samo jak reszta pokoju. Powoli zaczął się zastanawiać, czy się nie pomylili co do rodziny Smith.

Jednak dostrzegł torbę na kanapie. Miała ona naszyty białą nitką znak, podobny do tego, który znaleźli u Megan.

Jego zainteresowanie zauważyła Carrie.

– Eve tak ozdobiła mi torbę. Wygląda fajnie, co nie? – zapytała Carrie, sięgając po plecak. Podała go chłopakowi, aby mógł się lepiej przyjrzeć.

Sal tylko pomachał twierdząco głową.

Przyszła mu na myśl kolejna teoria na temat rodziny Smith.

– Uważasz, że Eve dopiero wprowadza swoją siostrę do kultu? – zapytał Larry, siedząc na łóżku w pokoju Sal’a. Chłopcy wyszli z przyjęcia jakieś pół godziny temu, gdy spotkali się z Todd’em.

– Może – odparl Sal, obierając się o oparcie krzesła. – Nie wiedziała co to za znak. Uważa, że to jakiś wzór, który Eve sama zaprojektowała – dodał.

  – Carrie może nie wiedzieć tyle o kulcie. W końcu jest od nas młodsza o ponad dwa lata – dodał Todd. Chłopak wcześniej opowiedział przyjaciołom o swoim odkryciu. Przy oknie balkonowym zobaczył coś dziwnego. Udał, że coś mu spadło i za firaną odkrył znak namalowany białą farbą. Z opisu przypominał ten, który Carrie miała wyszyty na torbie. – Może zadaniem tych znaków jest trzymać duchy z daleka?

  – Mało mnie obchodzi co tamte znaczą – machnął lekceważąco ręką Larry. – Bardziej mnie martwi to, że nie daliśmy rady zmyć tego gówna u Megan. Tylko musieliśmy to zeskrobać

  – Ta. To rzeczywiście dziwne – odparł Sal, prostując się. – Myślałem, że to zwykła farba, a rozpuszczalnik nie dał rady

   – Ale to jest farba – oburzył się Todd. – Nie było w niej nic nadzwyczajnego. Nie wiem, dlaczego rozpuszczalnik sobie z tym nie poradził.

   – Może to jakaś zaczarowana farba? – dodał Larry, przechadzając się po pokoju.

   – To sekta religijna, a nie jakieś czarownice – powiedział Todd.

  – Skąd możesz wiedzieć, że nie uprawiają tam jakieś magii? – dopytywał Larry.

Coś go wzięło na tę magię i nie mógł odpuścić. To nie tak, że nikt w to nie wierzył. Widzieli duchy oraz świątynię pod budynkiem. Magia też mogła istnieć. Jednak wątpili, aby Eve umiała czarować. Kult to poważna sprawa. Jakoś nie widzieli tak młodej osoby w takiej roli.

Sal jakoś nie potrafił skupić się na rozważaniach przyjaciół. Mimo wszystko trudno było mu wyobrazić sobie kogokolwiek z rodziny Smith. Siostry były bardzo przyjaźnie nastawione, mimo początkowego nieporozumienia z Evellyn. Dzisiaj również dziewczyny zachowywały się normalnie. Pan Smith był niesamowitym nauczycielem. Pani Josephine również należała do tych osób. Wydawali się naprawdę normalną rodziną. Chociaż jak Sal przypominał sobie profesor Packerton to ona też zachowywała się jak każdy inny człowiek.

  – Sal! – krzyknął nagle Larry.

Sally Face wzdrygnął się, gdy chłopak tak krzyknął. Spojrzał na przyjaciela zaskoczony.

– Co? – zapytał.

– Odpłynąłeś, chłopie – powiedział Larry, kładąc rękę na ramieniu Sal’a. – Miałeś jakąś wizję?

– Nie, nie – odrzekł szybko Sal. – Zamyśliłem się tylko.

Chłopcy rozmawiali jeszcze z dobrą godzinę. Gdy przyszedł Henry, uznali, że skończą na dzisiaj spotkanie. Ustalili, że powinni śledzić siostry albo doprowadzić do konfrontacji. Kult i tak wiedział, że coś węszyli. Nie mieli za dużo do stracenia. Uznali, że nawet jeśli Kult ma sposoby na ludzi to i jest to dla nich ostateczny sposób. Pozbywanie się ludzi nie jest prostą sprawą.

Sal odprowadzał przyjaciół do drzwi. Rozmowę o kulcie odłożyli na inny dzień, teraz woleli zająć się czymś bardziej przyziemnym. Szkole.

  – Myślicie, że będzie ten test z angielskiego? – zapytał Larry, otwierając drzwi. Wyszedł na korytarz, ale szybko się cofnął. Następnie zamknął je.

Przez to Todd na niego wpadł.

   – Co ty wyrabiasz? – zapytał Todd, odsuwając się od drzwi.

   – Widziałem Eve  – rzekł Larry z nietypowym dla siebie stoicyzmem. – Gadała do siebie.

  – Co? – zapytali równocześnie Sal oraz Todd.

  – Idzie do Megan – powiedział powoli Larry.

Sal od razu się spiął. Nie pozwoli nikomu skrzywdzić Megan. Dziewczynka wystarczająco się nacierpiała, aby ktoś ją teraz dręczył. Larry ma rację. Nie ważne jak miłą osobę próbowała udawać.

Chłopcy szybko wybiegli z mieszkania, kierując się w stronę schodów pożarowych. Użycie windy było teraz ryzykowne oraz mogło zdradzić Eve o tym, że zmierzają w jej kierunku.

– Kto mógł to zdrapać? – zapytała Eve, wpatrując się w drzwi od łazienki na piątym piętrze. – Wygląda jakby ktoś to robił nożem – mówiła dalej. – Masz jakiś pomysł? – odwróciła się w stronę umywalki.

O zlew opierał się wysoki brązowowłosy chłopak. Ubrany był normalnie, jednak najbardziej rzucały się w oczy liczne żyły. Najbardziej widoczne były wokół szyi.

Był przezroczysty.

– Jestem duchem, nie wyrocznią – odrzekł chłopak, podchodząc do dziewczyny. 

– Raczej pomocnikiem – burknęła dziewczyna, wyjęła z kieszeni czarny marker. – I to kiepskim – dodała ciszej, zdejmując zamknięcie z pisaka.

– Hej! – oburzył się duch, podchodząc do dziewczyny.

– Zamiast się oburzać zacznij mi pomagać, Will – odrzekła Eve, odwracając głowę w stronę ducha. – Pomóż mi z tą runą, ale postaraj się.

– Ostatnio też się postarałem – rzekł chłopak, przykładając dłoń do drzwi.

– Za mało, skoro ktoś mógł zdrapać symbol – odrzekła Eve, patrząc złowrogo na chłopaka. – Mam nadzieję, że jak zakładaliśmy runy w domu, nie oszczędzałeś energii?  – zapytała podnosząc wymownie brew.

William’a przeszedł dreszcz. Wiedział, że lepiej nie zadzierać z Eve jeśli chodzi o bezpieczeństwo jej rodziny. Nawet jeśli był duchem to Eve znała sposoby na takich jak on. Chociaż wiedział, że nic by mu nie zrobiła. Mimo wszystko byli przyjaciółmi.

Wiele razem przeżyli.

Will czuł się winny. Powinien od razu posłuchać Eve i przyłożyć się do zabezpieczania budynku. On również czuł, że coś tutaj jest nie tak, a co dopiero jego przyjaciółka. Była medium. Z daleka musiała wiedzieć, że w tym budynku stało się coś złego.

Wolał nie ryzykować i pokiwał twierdząco głową. Jak wrócą przekaże do run wystarczająco energii, aby nikt nie mógł ich zdjąć. Eve uśmiechnęła się lekko.

Narysowała markerem runę, a Will w tym czasie szeptał zaklęcie.

Gdy na drzwiach pojawiała się czarna linia, natychmiast zaczynała lśnić. Po chwili Eve również szeptała zaklęcie.

– Znak ten chroni żywych, a umarłych zatrzyma. Ta brama zamknięta jest dla złych dusz – powiedzieli równocześnie. Znak zalśnił, a wraz z ostatnim słowem zgasł.

Evelyn westchnęła ciężko, opierając się o ścianę.

– Łączenie run zawsze jest wyczerpujące – dodała dziewczyna, łapiąc głębszy wdech. Dłuższą chwilę zajęło jest pozbieranie się.

– Runa ochrony, zamknięcia i przywiązania to dość wymagające zaklęcie, nawet Steve miałby z nim problem – oznajmił Will, podchodząc do dziewczyny. – Ale jesteś medium, lata praktyki i będziesz takie zaklęcia rzucała przez sen – dodał uśmiechając się lekko.

  – Dobra, chodźmy do domu. Z chęcią się prześpię – oznajmiła dziewczyna, prostując się. – Nakładanie run jest męczące – powiedziała, przeciągając się.

Otworzyła drzwi, wzdychając. Był to dla niej naprawdę męczący dzień. Od rana sprzątali mieszkanie na to przyjęcie. W międzyczasie musieli przygotować potrawy, a jakby tego było mało to ktoś usunął jej runy. Na szczęście ten ktoś znalazł tylko jedną. Reszta została lepiej ukryta.

Eve myślała, że nikt nie zagląda na to piętro. Rodzice mówili jej też, aby nie chodziła na piąte piętro, bo właściciel sobie tego nie życzy. Może to właśnie pan Addison zmazał znak? Raczej w to wątpiła. Nie widziała go jeszcze nigdy po za mieszkaniem. Inni mieszkańcy również powiedzieli, że rozmawiali z nim tylko przez otwór na listy. Może ma agorafobię? Albo po prostu jest dziwakiem.

Z zamyślenia wyrwał ją dość mocny uścisk wokół nadgarstków. Zadziałała instynktownie. Wyrwała napastnikowi rękę z uścisku, poruszając całym ciałem. Przeciwnik wydawał się tym zaskoczony, dlatego Eve nie miała żadnego problemu, wyrywając się. Drugą ręką chwyciła nadgarstek przeciwnika, gdy tylko chwyt zelżał. Równocześnie obróciła się bokiem do napastnika, wykręcając mu rękę.

Wszystko działo się tak szybko, że Eve nawet nie zwróciła uwagi, kto jest napastnikiem.

– Larry! – wręcz krzyknęła, gdy tylko rozpoznała chłopaka. Zaskoczona puściła go, a on wylądował na podłodze. – Przepraszam!

– Chłopie, nic ci nie jest? – Do chłopaka natychmiast podbiegł Sal, pomagając mu wstać.

Evelyn zaskoczyło pojawienie się drugiego chłopaka. Odwróciła się napięcie. W głębi pomieszczenia stał jeszcze Todd. Opierał się o kuchenny blat. Wydawał się równie zaskoczony zaistniałą sytuacją co dziewczyna.

– Co wy tutaj robicie? – zapytała dziewczyna skołowana tym wszystkim.

 – To raczej my powinniśmy o to pytać! – krzyknął Larry, wstając. – Szpiegujesz nas dla tego pieprzonego Kultu! – Złość w nim narastała i nie zamierzał tego ukrywać. Zbliżył się o krok do Eve. – Co próbujecie osiągnąć?! – Chłopak ponownie zrobił krok. Dziewczyna zlękniona cofnęła się. – Gadaj, czego chce ten jebany Kult! – Larry’ego poniosły emocje. Chwycił obiema rękami kołnierzyk Evellyn.

Młody Johnson miał dość. Stres, frustracja, bezradność. Zawładnęły nim przeradzając się w gniew. Kult wywrócił jego życie oraz przyjaciół do góry nogami. Najpierw Charlie i morderstwo Sanderson. Miał sobie za złe, że nic wtedy nie zrobił. Mógłby krzyknąć. Zawołać o pomoc. Zrobić cokolwiek, a on jak ten tchórz zamknął się w łazience. Potem te dzieciaki, które zabijała Packerton. Mieszkała w ich budynku, a oni nic nie zauważyli. Może gdyby…

A teraz to. Larry był święcie przekonany, że rodzina Smith została przysłana przez Kult, nawet jeśli nie miał dowodów. Nie chciał, aby znowu stało się coś złego. Nie chciał, aby ktokolwiek cierpiał, a tym bardziej ktoś z jego rodziny.

Nie pozwoli na to.

  – Larry – powiedział lekko zszokowany Sal. Nigdy nie uważał, żeby Larry uderzył dziewczynę, jednak Sal’owi coś nie pasowało.

Eve wydawała się nie wiedzieć o co chodzi. Była przestraszona, jeśli nie przerażona. Sally Face coraz bardziej wątpił, aby ona miała jakikolwiek związek z Kultem. Chociaż dalej nie rozumiał o co chodziło z tymi znakami. Chłopak ufał swojemu przeczuciu. Wiedział w głębi duszy, że dziewczyna nie była zła.

  Eve zareagowała natychmiast jak tylko chłopak ją chwycił. Nastolatka złapała nadgarstki Larry’ego, a potem z całej siły wbiła kciuki w zgięcia.

Larry puścił ją od razu, wyjąc z bólu.

  – Odbiło ci?! – krzyknął chłopak, masując nadgarstki.

   – To raczej wam – odrzekła surowo Eve. Strach, a raczej początkowe zdziwienie zniknęło momentalnie. – Napadanie na mnie. Atakujecie i żądacie informacji o jakieś sekcie – powiedziała stanowczno. Chłopcy powoli odczuwali wyrzuty sumienia. A przynajmniej Sal i Todd. – To ja mam prawo pytać, co tu się dzieje.

Chłopcy milczeli. Żaden z nich nie potrafił się odezwać. Mieli kilka pytań do dziewczyny, ale to co zrobili brzmiało okropnie.

   – Dalej, czekam – powiedziała dziewczyna, rozkładając ręce. – O co wam chodzi z tym kultem?

Przyjaciele spojrzeli po sobie. Ktoś musiał to wyjaśnić.

Todd zabrał głos. Wyjaśnił czym jest Kult oraz pokrótce co zrobili, omijając zgrabnie fakt o tajnym składniku mortadeli Packerton.

   – Czekaj i wy myśleliście, że moja rodzina jest członkiem tego zgromadzenia? – zapytała jakby nie dowierzając ich słowom. To była dla niej abstrakcja. Skąd niby oni wysunęli takie wnioski. – Powaliło was? Bez żadnych dowodów oskarżacie mnie o jakieś rytuały albo inne zakazane rzeczy! – Eve jakoś nie potrafiła się opanować. Jedyne co chodziło jej po głowie to bezpieczeństwo jej rodziny. Skoro oni tak na nią zareagowali to ten Kult musiał być na rzeczy. Lepiej nie wystawiać wszystkich kart. – Ale skąd wiecie, że to ja namalowałam ten znak. Przecież wtedy nikogo na tym piętrze nie było i nie ma tu też kamer.

Musiała się upewnić. Jedyną osobą, która mogła im powiedzieć o tym był duch z łazienki. Ten sam, którego bezskutecznie próbowała przywołać. Jej nowi sąsiedzi mogli też mieć jakiś kontakt z duchami, ale jaki?

Żaden z nich nie wydawał się medium. William stał obok niej, a żaden z chłopaków nie zwrócił na niego uwagi. Nawet gdy Will postanowił testować ich cierpliwość, jeśli go widzą. Robił dziwne miny przed ich twarzami, aby ich sprowokować, jednak go nie widzieli.

Skoro żaden z nich nie był medium to jak rozmawiali z duchem? Nie mogli rozmawiać z nim przez tabliczkę Quija. Była ona zawodna oraz rzadko udawało się przyzwać tego samego ducha. Chyba, że znało się parę sztuczek, ale Eve wątpiła, żeby oni je znali. Inaczej wiedzieliby co namalowała na drzwiach.

– Milczycie? Nie zamierzacie nic powiedzieć? – zapytała, składając ręce na piersi. Eve prychnęła.

  – Widzieliśmy cię jak stąd wychodziłaś – skłamał Sal. Nie chciał mówić dziewczynie o duchach. Uznał, że ten znak to tylko przypadek. Dziewczyna mogła nic nie wiedzieć o duchach.

Eve nie mogła rozgryźć Sal’a. Wiedziała, że jego maska to proteza. Przez to, że nie widziała jego twarzy, nie mogła wiedzieć, czy kłamie. Nie podobało jej się to. Mogła uwierzyć im na słowo, ale musiała liczyć się z tym, że powiedział im to duch.

   – Ok, a teraz pozwólcie, że wrócę do domu zanim do głowy wpadnie wam kolejna głupota – mruknęła odchodząc od chłopaków.

   – Czekaj, czym jest ten znak? – zapytał Todd, zanim dziewczyna opuściła pokój. Odwróciła się. Chłopak trzymał w ręce przerysowaną na kartkę runę. – I nie mów, że to tylko jakiś rysunek. To coś znaczy.

   – A jak myślisz? – zapytała Eve, odwracając się. Nie czuła potrzeby, aby z czegokolwiek im się tłumaczyć. – A mogliście po prostu wcześniej spytać – dodała, trzaskając za sobą drzwiami.

Chłopcy spojrzeli po sobie. Wiedzieli, że przeciągnęli strunę. Wiedzieli, że Evelyn ma jakieś powiązania z duchami. Czuli jakby przegapili szansę na zdobycie cennego sojusznika.

Post Author: DodoDan

32 thoughts on “Zagubiony Kot – Rozdział III

    Instytutdesignu

    (Kwiecień 21, 2019 - 1:08 pm)

    Nie czytałam wcześniej.

    skucińska art

    (Kwiecień 21, 2019 - 3:28 pm)

    Bardzo fajny wpis, jak zawsze dobrze się czyta.

    Adrianna

    (Kwiecień 21, 2019 - 4:35 pm)

    Coraz lepiej Ci idzie. Z przyjemnością czytałam Twój tekst.

    Agssymi

    (Kwiecień 21, 2019 - 6:17 pm)

    Kozaczek po prostu! <3 Mega napisane. Masz talent!

    Sylwia

    (Kwiecień 21, 2019 - 7:11 pm)

    Fajnie piszesz, będę tu częściej zaglądać.

    Małgorzata

    (Kwiecień 21, 2019 - 7:31 pm)

    Jak zawsze świetnie się czyta 🙂

    Atrakcyjne wakacje

    (Kwiecień 22, 2019 - 4:05 am)

    Z każdym kolejnym coraz bardziej wciąga

    Gusia

    (Kwiecień 22, 2019 - 7:14 am)

    Symbole i znaki zawsze mieszają 🙂 super!

    Ola

    (Kwiecień 22, 2019 - 8:29 am)

    Wciągające dialogi! Jestem ciekawa jaki będzie ciąg dalszy historii Eve

    KosmetycznaPasja

    (Kwiecień 22, 2019 - 10:03 am)

    Wciągające! Chciałoby się od razu przeczytać więcej na raz ale jak dla mnie w papierowej formie 🙂

    Rozmyślania Yasminelli

    (Kwiecień 22, 2019 - 10:10 am)

    Chyba już kiedyś Ci wspominałam, że nie przepadam za science fiction, ale w Twoim wykonaniu bardzo przyjemnie się je czyta.

    Bogumiła

    (Kwiecień 22, 2019 - 10:43 am)

    Ciekawie wygląda, ale nie przeczytałam wszystkiego, by wrócić do poprzednich rozdziałów 🙂

      sylwia skowyrska

      (Kwiecień 23, 2019 - 7:23 am)

      O, mam dokładnie to samo! 🙂

    Sylwia

    (Kwiecień 22, 2019 - 11:49 am)

    Bardzo ciekawe, miło się czyta.

    czerwonafilizanka

    (Kwiecień 22, 2019 - 12:03 pm)

    Czyżby wyciągnęli lekcje?

    Edi i Marco Voyager

    (Kwiecień 22, 2019 - 6:47 pm)

    Świetne opowiadanie, mam nadzieję że będzie więcej i wiecej.

    todoarmo. pl

    (Kwiecień 22, 2019 - 6:50 pm)

    Ty to potrafisz mega zainteresować super.

    sylwia skowyrska

    (Kwiecień 23, 2019 - 6:57 am)

    Jak zawsze obłędnie ciekawie! 🙂

    MangoMania

    (Kwiecień 23, 2019 - 6:59 am)

    Do porannej kawy tekst miło się mi czytało.

    ania

    (Kwiecień 23, 2019 - 9:29 am)

    ciekawie napisane

    Malinowe Ciasteczka Beauty Blog

    (Kwiecień 23, 2019 - 11:16 am)

    Bardzo fajny tekst 🙂

    Świat Toli

    (Kwiecień 23, 2019 - 3:40 pm)

    Masz lekkie pióro, fajnie piszesz.

    Joanna

    (Kwiecień 23, 2019 - 5:45 pm)

    Bardzo fajnie poprowadzone dialogi. Całość wciąga.

    Ola M

    (Kwiecień 23, 2019 - 6:07 pm)

    Ciekawe i naprawdę wciągające! 🙂

    Roksana www.kopanina.pl

    (Kwiecień 23, 2019 - 6:08 pm)

    Fajna historia. Ćwicz dalej warsztat, jest już bardzo dobrze 🙂

    shikatemeku

    (Kwiecień 23, 2019 - 9:01 pm)

    Świetnie napisane, co prawda nie czytałam od początku, ale ciekawie jest:)

    Vai Bewitched

    (Kwiecień 25, 2019 - 4:50 am)

    Nie znam tej gry, nie przepadam też za fan fiction, a więc nie dałam szansy opowiadaniu niestety.

    Wind of renewal

    (Kwiecień 27, 2019 - 8:43 am)

    W sumie ciekawe, jednak to nie mój klimat.

    Zaczytana

    (Maj 3, 2019 - 10:58 am)

    Masz talent do pisania! Rób to co kochasz 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *