Rozdział VIII – „Zapomniana Wytrwałość”

 Spis Treści

Prolog

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII(obecnie)

Rozdział IX

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Epilog

Czasami nie wszystko układa się po naszej myśli. A życie weryfikuje nasze plany. Raz jest lepiej, a raz gorzej.  

A pójście na lodowisko należało do tej drugiej grupy.  

Bratty i Catty bały się do mnie podejść. Nie kryły się z tym. Patrzyły na mnie spode łba. Pełne przekonania, że ich nie widziałam. Szeptały między sobą. Może nawet dobrze, że nic nie słyszałam. Wolałabym nie słyszeć tych okropnych rzeczy, jakie o mnie mówią. Chciałam skupić się na czymś innym. Musiałam myśleć o czymś innym. To trudne.  

Ale nie chciałam, aby Papyrus i Sans martwili się o mnie. Oboje bardzo chcieli pokazać mi Snowdin. Chciałam, aby chociaż oni dobrze się bawili. Nawet jeśli ja musiałabym udawać. Przybrałam uśmiech, starając się skupić na rozmowie.  

Papyrus cały czas mówił o tym co możemy robić na lodowisku. O wypożyczeniu butów i wspólnej jeździe.  O tym, że najlepszymi lodami są Nice Cream. O lepieniu razem bałwana albo bitwie na śnieżki.  Miła wizja spędzenia popołudnia.  

Wędrowaliśmy ścieżką przez las, a otaczały nas różne potwory. Para niebieskich królików – jeden z nich był starszy. Może rodzeństwo. Trójka krokodyli. Parę psów. Dość niecodzienny widok dla człowieka. Dla nas to baśnie. A raczej były. Teraz to prawda. Przynajmniej dla mnie.  

Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden pies.  

Nie wiem, jak się dowiedział kim jestem. Może to poczuł? Psy mają lepszy węch niż ludzie, a co z potworami, które wyglądają jak psy?  

  – Co teraz jesteś zdrajcą?! – krzyknął, a raczej warknął potworzy pies. – Śmiesz przyprowadzać tu ludzi?! 

  – Hej, Doggo – zaczął Sans, wychodząc przed nas. Spojrzał na mnie kątem oka. Cofnęłam się parę kroków.  – Spokojnie. Jesteśmy tylko na spacerze. Nic się nie dzieje.  

  – NIC?! – naskoczył Doggo, szczerząc kły.  – Zapomniałeś co ludzie nam zrobili?!  Co zrobili mojemu ojcu! – Potwór podszedł niebezpiecznie blisko szkieleta. 

  – Nie, nie zapomniałem – odparł ze stoickim spokojem Sans. – Ale ona jest inna. Nie czuć od niej złych zamiarów – dodał.  

Nie czuć? Nie bardzo to zrozumiałam. Może to ma jakiś związek z duszą?  Nie wiem. Dla swojego bezpieczeństwa jeszcze się odsunęłam.  To naprawdę dobrze się nie zapowiada. 

  – Nie gadaj bzdur! W każdej chwili może coś wywinąć jak tamci! – warknął Doggo,  tym razem podchodząc do mnie. Zaprezentował mi całe swoje uzębienie. Prawie nie różniło się od kłów zwykłego psa. Z tą różnicą, że jego siekacze były trzy razy większe.   

Czułam, jak włosy stanęły mi dęba. A krew wrzała od rosnącego poziomu adrenaliny. Ciekawe, czy zdołałabym mu uciec, jakby mnie zaatakował? 

  – Hej! – Tym razem krzyknął Sans. Pierwszy raz od początku tej rozmowy… kłótni? Widać, że jemu też powoli puszczały nerwy.  – Jak chcesz się bić to z kimś równym sobie. – Dodał, zagradzając Doggo drogę.  Potworzy pies w odpowiedzi nastroszył włosy na karku. 

  – Proszę, nie kłóćcie się – do tej “interesującej” wymiany zdań, wtrącił się Papyrus. – Czy nie możemy na spokojnie porozmawiać?  

  – Zamknij się, gówniarzu – warknął Doggo, odpychając młodszego szkieleta. Papyrus stracił równowagę, upadając na ziemię. Nic mu się nie stało, ale Sans. On “lekko” się zdenerwował.  

Gdy Sans i Doggo w najlepsze się kłócili, do akcji wkroczyła Alphys. 

Podeszła do Papsa, pomagając mu wstać. Młody otrzepał się ze śniegu, a potem z wielką determinacją chciał powstrzymać spór. Alphys okazała się szybsza. Chwyciła go za rękę, odciągając od brata i Doggo.  

  – Lepiej stąd chodźmy – powiedziała spokojnie Alphys, oddalając się.  

  – Ale… – zaczął Paps, ale nie zdążył dokończyć zdania. Jaszczurzyca działała szybko, ale przemyślanie.  

  – A ty idziesz z nami – rzekła Alphys, biorąc mnie za rękę. Pociągnęła mnie tak mocno, że musiałam poprawić kaptur.  – Póki nikt nie zwraca na ciebie uwagi. – dodała, kierując się w stronę miasteczka.  

Muszę jej przyznać rację. Kątem oka dostrzegłam otaczający nas tłum. Na początku byli skupieni na mnie. Czułam ich wzrok na sobie, ale jak szliśmy – a raczej biegliśmy – nikt na nas nie patrzył. Wszystkich przechodniów interesowała kłótnia, która miała spore szanse przerodzić się w walkę.  

Odwróciłam się za siebie, aby zobaczyć Sansa. Chłopcy stali naprzeciw siebie. Oboje czekali na ruch tego drugiego.  

Wszystko to było z mojej winy. Kolejny błąd, który popełniłam. Moja głupota oraz samolubne zachcianki. Znowu ktoś będzie musiał po mnie posprzątać. Dlaczego nie przewidziałam tego? 

Przecież pan Gaster ostrzegł mnie. Poznał historię o upadłych ludziach od Saery. Więc, dlaczego tego nie przewidziałam? 

Znowu dałam się ponieść. Jak wtedy, gdy weszłam na tę górę… 

Jestem totalną idiotką. Ale wracając do naszej „ucieczki”. 

Alphys zaprowadziła nas powrotem do miasteczka.  Zmierzaliśmy w stronę domu szkieletów. Gdy nagle Papyrus wyrwał się z uścisku jaszczurzycy. Stanął przed nami, zaciskając ręce w piąstki.  

  – Dlaczego go zostawiłyście?! – rzekł z wyrzutem. Jeszcze mocniej zacisnął dłonie, a jego głos… Wydawało się jakby miał zaraz się rozpłakać.  

  – Pap, … – zaczęłam, ale nie potrafiłam nic powiedzieć. 

Nie miałam pojęcia co mam mu powiedzieć. To co się stało. To tylko i wyłącznie moja wina. Wyrzuty sumienia zżerały mnie od środka. Sans mógł mieć przeze mnie naprawdę poważne kłopoty.  

A co jak doszło do bójki?! A co jeżeli Sans jest ranny?  

  – Alphys, może – nie zdążyłam nawet dokończyć. Jaszczurzyca mnie ubiegła.  

  – Nie możemy tam wrócić – kucnęła, obok chłopaka. Delikatnie dotknęła jego ramię na znak wsparcia. – Twój brat jest niezwykle odważny, że broni naszej przyjaciółki – dodała. – Jeśli tam wrócimy możemy mu jedynie przeszkodzić. – zakończyła. Miałam wrażenie, że częściowo mówi to też do mnie.  

  – Ale… – Papyrus dalej próbował przekonać Alph.  

Dziewczyna uciszyła go gestem ręki. Chłopak momentalnie ucichł.  

  – Teraz, pójdziemy do waszego domu – rzekła jaszczurzyca, a potem wstała. – Możesz mi dać klucze? – Papyrus spojrzał na Alphys. A ta od razu zrozumiała, o co mu chodzi. – Sans je ma, zgadza się? – odrzekła zrezygnowana. Młody w odpowiedzi pokiwał tylko głową.  – Pięknie. Co my teraz zrobimy? – Powiedziała bardziej do siebie niż do nas. Zaczęła się rozglądać, szukając jakiegoś miejsca do przeczekania.  

  – A może pójdziemy do biblioteki? – zapytałam. – Umówiliśmy się tam wcześniej z Sansem.  

  – Zamknięta. Bibliotekarka się rozchorowała – odrzekła Alphys nawet na mnie nie patrząc.  

Zerknęłam na szkieleta, który nerwowo spoglądał to na mnie, to na Alphys. Jakby liczył, że wrócimy po Sansa. Ale Al miała rację. Jedyne co nam pozostało to czekać na powrót Sansa. Rozejrzałam się po miasteczku. Wiele domów rodzinnych, duży sklep, biblioteka oraz… 

  – A może tam? –  wskazałam głową w stronę jedynego baru w okolicy. Netsu’s. Żółty neon przykuwał uwagę. Jarzył się jasnym światłem, które odbijało się w śniegu. Przez ciemne okno widać było lekkie zarysy postaci.   

   – Netsu’s. To dobry pomysł. – powiedziała Alphys.  – Zwykle przesiadują tam gwardziści, więc nikt nie powinien cię zaczepiać – dokończyła, zmierzając w stronę baru.  

… 

 Alphys weszła do baru jako pierwsza. Otworzyła drewniane drzwi. Ze środka dobiegały wesołe gwary. Ciepłe powietrze owiało nas.  

Znalazłam się w środku razem z Papsem oraz Al.. Starałam się nie rozglądać. Ale w życiu nie byłam w żadnym barze. Cały budynek zrobiony został z drewna razem z wyposażeniem. Drewniane stoły pełne potworów różnej maści. Króliki, krokodyle oraz wiele innych których za żadne skarby nie potrafiłabym opisać.  To coś czego na co dzień się nie widzi.  

Dalej w głąb pomieszczenia stał drewniany bar. Za nim na ścianie przeróżne alkohole. Żadnej z tych marek nie kojarzyłam. Potwory tworzą własny alkohol?  

W sumie czemu mnie to dziwi. Każdy ma to tego prawo. Lecz najdziwniejszą rzeczą był niebieski płomień za ladą.  

Kształtem przypominał człowieka. Odziany w białą koszulę i czarną kamizelkę. Wymachiwał rękami we wszystkie strony, mieszając drinki. Przypominało to te sztuczki barmanów. Tylko, że ruchy jego dłoni zostawiały po sobie niewielki płomień, który po chwili znikał.  

Po lewej stronie baru znajdowały się schody na piętro. Ciekawe co tam jest? Może jakieś pokoje dla gości? 

Nie miałam wiele czasu do namysłu. Alphys zaciągnęła nas do najdalszego stolika w rogu pomieszczenia.   Usiedliśmy w nikłym świetle.  

Tu było trochę inaczej. Nikt na mnie nie patrzył. Zdawali się zainteresowani tylko sobą. Ja się nie liczyłam. Albo mnie nie rozpoznali.  

Ciekawe, którzy to gwardziści? Większość potworów wygląda jakby potrafiła nieźle dowalić.  

  – Tu powinniśmy być bezpieczni – odrzekła Alphys. 

  – Dlaczego? – zapytałam. – Tu i tam są potwory.  

  – Są tutaj gwardziści. – powiedziała spokojnie. – Rzadko noszą zbroje poza służbą. Ale i tak pilnują prawa. – dodała.  

Ukradkiem oglądałam pomieszczenie. Dla mnie wszystko wyglądało co najmniej dziwacznie.  Potwory różnej maści od tych z legend po humanoidalne zwierzęta czy żywioły. Wspólnie siedzieli, popijając kolorowe drinki. A po pomieszczeniu roznosił się zapach wielu potraw oraz zapach palonego drewna. Ten ostatni to pewnie od tamtego ognistego potwora.  Trochę to ironiczne,  że ognisty potwór przesiaduje w drewnianej konstrukcji. Jak to możliwe, że niczego jeszcze nie podpalił? Albo jego ubrania – jak to możliwe, że nie płoną? 

  – Na co macie ochotę? – zapytała Alphys, biorąc do ręki menu, leżące na stole. 

Spojrzałam jej przez ramię. W karcie było kilka dań. Pizza. Frytki. Ryba. Nuggetsy oraz cała gama alkoholi. Nie chciałam wykorzystywać Al. Najtańsze z karty były frytki. Paps też jakoś nie miał ochoty jeść.  

  – Wy tak na serio? Frytki? – powiedziała lekko oburzona Alphys. – Każdy kto mieszka w tym mieście, wie, że Netsu robi najlepsze Nuggetsy. Dlatego musisz ich spróbować – pokazała na mnie. – A ty je uwielbiasz – zwróciła się do Papyrusa. Szkielet delikatnie się uśmiechnął.  

Po przedyskutowaniu kwestii napojów. Wzięłam wodę. Dziwne nazwy napojów jakoś do mnie nie przemawiały. Papyrus wziął Cold Snow, a Alphys Nice Orange. Z tego co zrozumiałam to są to jakieś soki.  

Jednak to nie był koniec naszych kłopotów.  

Błękitny płomień podszedł do nas. Chyba oprócz roli barmana pełnił też funkcję kelnera. Spojrzał na nas. Jego wzrok zatrzymał się na mnie. Czułam jak bada mnie.  

Po chwili odezwał się głębokim głosem. Skojarzyło mi się to z żarzącym się płomieniem.     

  – Jak coś chcecie to Ona ma opuścić to miejsce – odrzekł spokojnym głosem.  

Z lekka mnie zamurowało, ale nie tylko mnie. Alphys spojrzała srogo na kelnera. Paps zerknął na mnie zdenerwowany. 

  – Mamy prawo tutaj coś zjeść – odparła Al., nie spuszczając wzroku z żywiołaka.  

  – A ja mam prawo wyprosić niemile widzianego klienta – dodał kelner, chowając notatnik do kieszeni fartucha.  

Ukradkiem rozejrzałam się po sali. Dopiero wtedy dostrzegłam, że w barze panuje cisza. Niektóre potwory patrzyły w naszą stronę. Al. Mówiła, że tu nic się nie stanie. Może i gwardia zareagowałaby w razie ataku, bo muszą. Jednak w tej sytuacji wątpię, aby cokolwiek zrobili.  

  – Albo wyniesiecie się stąd po dobroci albo… – kelner nie dokończył tylko oparł się rękoma o stół. Płomienie na jego głowie tańczyły bardziej niż wcześniej.  

  – Al. – dotknęłam delikatnie ramienia jaszczurzycy, jednak ta nawet na mnie nie spojrzała.  

Między nią, a żywiołakiem toczyła się niema bitwa. Żadne z nich nie zamierzało odpuścić. W tej sytuacji to nikt by nam nie pomógł. On mógł nas wyprosić w każdej chwili. 

  – Dzieciaku – powiedział protekcjonalnie do Alphys. – Serio uważasz, że ktoś z tu obecnych stanie po waszej stronie? – zamilkł na chwilę. Al zerknęła za niego. – Raczej niektórzy z ochotą pomogą wam stąd wyjść. – wyprostował się. – Jak wrócę ma was tu nie być. – syknął na koniec odchodząc. Zniknął zza ladą. 

 Alphys przeklęła pod nosem. Wstała, a my wyszliśmy za nią. Włożyłam ręce do kieszeni. Zerknęłam za siebie, na krótką chwilę. Zza ladą mignął mi pomarańczowy płomień, który po chwili zniknał.  

Gdy tylko drzwi do lokalu zamknęły się za nami, Alphys dała upust swoim emocjom. 

  – Jak Netsu mógł nas wyrzucić?! – krzyknęła Al. – Myślała, że chociaż on zachowa się normalnie! 

Kilka osób odwróciło się w naszym kierunku. Może lepiej będzie nie zwracać na siebie więcej uwagi. 

  – Alphys, nic się nie stało – powiedziałam, podchodząc do niej.  

Jaszczurzyca wymieniała pod adresem Netsu dość niemiłe słowa. Próbowałam ją uspokoić zanim ktoś postanowi się wtrącić.  

Moje próby uspokojenia Alphys, przerwał Papyrus.  

  – On chyba chce, abyśmy podeszli – powiedział nieśmiało szkielet, wskazując w stronę baru. Obydwie spojrzałyśmy w tamtą stronę.  

Zza rogu wychylił się ognisty żywiołak. Kolor jego płomieni był naturalny. Pomarańczowy z domieszką czerwieni.  

Pomachał na nas, a potem zniknął za budynkiem. 

Spojrzałam na Alphys, a ona tylko wzruszyła ramionami, ruszając w stronę ognistego potwora. Nie wiedziała co planował Grillby, ale powiedziała, że jest bardzo nieśmiały.  

Al nie miała żadnych wątpliwości, czy raczej obaw.  

Po chwili cała nasza trójka znalazła się za barem, przy niewielkich drzwiach z daszkiem. Po tajemniczym potworze nie było ani śladu.  

  – Chyba nas wkręcił – oznajmiłam, rozglądając się. 

  – Wątpię – powiedziała Alphys wskazując na drzwi. Odwróciłam się. Wcześniej tego nie zauważyłam, ale były lekko uchylone. Po chwili wyłonił się zza nich ten sam pomarańczowo-czerwony płomyk.  

Ubrany był w białą koszulę oraz czarne spodnie.  Miał delikatne rysy twarzy. Jego skóra, jeśli można było to tak nazwać, mieniła się odcieniami pomarańczy, żółci oraz czerwieni.  Był jednym wielkim płomieniem.  

Na nosie miał okulary. Żywiołak może mieć wadę wzroku? Muszę pamiętać, aby potem o to spytać Sansa. 

  – Przepraszam – powiedział nieśmiało żywiołak. Jego głos brzmiał łagodniej od tamtego niebieskiego płomienia. Dalej można było usłyszeć odgłos płonącego ognia, gdy mówił. – Mój ojciec nie powinien tego robić. – Powiedział cicho. Trochę nieśmiało. – Nie mogę was wpuścić, ale mogę coś dać – dodał, zanim zniknął za zamkniętymi drzwiami.  

Nie pozostało nam nic innego jak tylko czekać. Ale było warto.  

     – Proszę – powiedział płomyczek, podając mi talerz z hamburgerem. – Smacznego – dodał lekko się uśmiechając.  

Cała nasza trójka dostała od żywiołaka przepyszne hamburgery. Pierwszy raz w życiu jadłam tak dobrego burgera. Płomyczek się spisał. 

    – Przepyszne – powiedziałam, przerywając na chwilę jedzenie. Płomyczek zarumienił się lekko, pochylając głowę.  

   – Zfgafzam fię – dodał Papyrus z pełną buzią.  

   – Nie mów, gdy jesz, bo się udławisz – skarciła szkieleta Alphys. Grillby zaśmiał się nieśmiało razem ze mną.  

W miarę jak upływał czas na rozmowie Grillby stawał się coraz bardziej rozluźniony w naszym towarzystwie. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Grillby powiedział, że chciałby przejąć interes po ojcu i serwować swoje hamburgery każdemu kto zawita do jego baru. Niestety uważam, że ma na to małe szanse. Jego ojciec, Netsu, podobno obiecał już bar swojemu starszemu synowi, Fayer’owi.  

Obydwie z Al powiedziałyśmy mu, aby był bardziej pewny siebie. Nie wiem, czy go to przekonało, ale obiecał spróbować. Paps powiedział, że może go uczyć. To było urocze.  

  – Hej, mam nadzieję, że nie zmarzliście? – rzekł Sans, opierając się o ścianę. Nikt z nas nie zauważył jego przybycia. Może się teleportował? – Przepraszam, że nie dałem wam kluczy – dodał po chwili lekko zakłopotany.  

   – Daliśmy sobie jakoś radę – powiedziała Alphys. – Jakoś udało nam się przerwać mimo wyrzucenia z baru.  

   – Al, spokojnie – odrzekłam, widząc, że jaszczurzyca znowu się nakręca. – Gdyby nie to, nie miałybyśmy okazji zjeść przepysznych hamburgerów Grillby’iego – dodałam.  

Płomyczek ponownie poczuł się zawstydzony. Zarumienił się lekko, spuszczając głowę.  

    – Dzięki za pomoc, Grillby – powiedział Sans z szerokim uśmiechem, wyciągając rękę w stronę płomyczka. Żywiołak pokiwał głową i przybił żółwika z Sansem.  Potem odwrócił się w naszą stronę. – Pora do domu. Ojciec niedługo wróci.  

     – Już ta pora? – powiedziała lekko zaskoczona jaszczurzyca, zerkając na zegarek na nadgarstku. – Miałam się zająć kuzynem. Cześć – dodała szybko Alphys, machając do nas odchodząc.  

     – Do zobaczenia! – krzyknęłam za nią.  

Odwróciła się jeszcze, machając do nas.  

Pożegnaliśmy się jeszcze z Grillby’m, zanim skierowaliśmy się w stronę domu.  

Dziwnie trochę nazywać do miejsce domem. Ono nim nie jest. Wiem to, ale…  

Jestem okropna. Powinnam czuć się źle, że zostawiłam rodzinę, jednak jest mi tu dobrze. Nawet jeśli niektóre potwory, łagodnie ujmując, nie lubią mnie. Lecz tutaj. W otoczeniu Papyrusa, Sansa i Gastera jest mi dobrze. Oni naprawdę się o mnie troszczą. Są dobrzy. 

Ale… 

Nie powinnam. Albo mogę? 

Nie jestem pewna jak powinnam się czuć w tej sytuacji. Powinno mi być przykro z powodu tego, że opuściłam rodziców. Ale nie potrafię. 

Czy jestem złą córką, że nie tęsknię tak bardzo jakbym chciała? 

Post Author: DodoDan

29 thoughts on “Rozdział VIII – „Zapomniana Wytrwałość”

    Adrianna

    (Luty 10, 2019 - 11:39 am)

    Ciekaw pozycja, choć raczej nie w moim guście. Myślę,że mojemu ukochanemu by się spodobało.

    Ewelina.

    (Luty 10, 2019 - 12:11 pm)

    Przyjemnie się czytało.
    Czekam na następne fragmenty.

    pożeram strony

    (Luty 10, 2019 - 12:20 pm)

    Chętnie przeczytam wcześniejsze fragmenty Powodzenia w pisaniu

    Valarr

    (Luty 10, 2019 - 12:22 pm)

    W wolnej chwili na pewno wrócę i zacznę czytać od prologu 🙂

    pożeram strony

    (Luty 10, 2019 - 12:22 pm)

    Chyba muszę zacząć od początku bo sie zaciekawiłam

    Marcin

    (Luty 10, 2019 - 1:23 pm)

    Fanie się czyta, czekam na kolejne 😉

    Aleksandra

    (Luty 10, 2019 - 1:27 pm)

    Ciekawy fragment 🙂 Stworzyłaś wiele, różnych postaci. Gdzie dzieje się akcja?

      DodoDan

      (Luty 10, 2019 - 1:39 pm)

      To opowiadanie to Fanfiction. Dzieje się w uniwersum gry „Undertale” autorstwa Tobiego Fox’a. Tylko Kath jest moją postacią.

    Atrakcyjne wakacje

    (Luty 10, 2019 - 1:30 pm)

    Dobrze się czyta, czekamy na więcej, świetne tematy porusza

    Beata Herbata

    (Luty 10, 2019 - 1:51 pm)

    Ciekawe motywy choć ja z kolei nie lubię czytać książki wyrywkowo i zdecydowanie preferuję od początku bo nie bardzo wiem jak się wkręcić w klimat 🙂

    Edyta

    (Luty 10, 2019 - 2:40 pm)

    Ciekawe ale fragmenty moglyby byc nieco krotsze

    Ewa

    (Luty 10, 2019 - 3:19 pm)

    Bardzo przyjemnie się to czytało, czekam na ciąg dalszy 🙂

    Kasia

    (Luty 10, 2019 - 3:36 pm)

    Masz już gotową całość, czy powstaje na bieżąco?

    Agnieszka Ciemińska

    (Luty 10, 2019 - 7:45 pm)

    Chylę czoła, ja tez napisałam na 20 tyś znaków ze spacjami ,l lecz leży w szufladzie, może kiedyś, przeniosę do sieci. Przyjemnie się czytało, najważniejsze ,ze wciąga i chce się więcej.

    Edi i Marco Voyager

    (Luty 10, 2019 - 7:48 pm)

    Bardzo miło i szybko się czytało. Muszę wrócić do poprzednich „stron”.

    Monika

    (Luty 10, 2019 - 8:55 pm)

    Opowieść trochę nie w moim stylu, ale mam koleżankę, której ta propozycja bardzo by się spodobała. 🙂

    Małgorzata

    (Luty 10, 2019 - 8:59 pm)

    Bardzo intrygujacy fragment choć nie wszystko mi się podoba szczególnie nie przypadły mi do gustu imiona.

    Magdalena

    (Luty 10, 2019 - 9:10 pm)

    Ciekawy pomysł – w sam raz do poczytania w podróży. Czekamy na więcej! p.s. ten tytuł jest intrygujący

    Olga

    (Luty 10, 2019 - 9:21 pm)

    Tak mnie wciagnela ta czedc, ze zaczne czytac od początku.

    sylwia skowyrska

    (Luty 11, 2019 - 7:46 am)

    Bardzo bardzo ciekawe! Lubię takie opowiadania.

    Wind of renewal

    (Luty 11, 2019 - 9:02 am)

    Powiem Ci tak, bardzo ciekawe! Lekko się czyta i szybko!

    Wind of renewal

    (Luty 11, 2019 - 9:02 am)

    Bardzo dobrze napisane! Lubię takie posty czytać.

    Shikatemeku

    (Luty 11, 2019 - 1:39 pm)

    Wolę czytać od początku, chodź ten fragment był bardzo ciekawy i wciągający 😉

    http://www.todoarmo.pl

    (Luty 11, 2019 - 5:35 pm)

    No bardzo ciekawe widać że pisane z pasją.

    pa2ul

    (Luty 11, 2019 - 7:32 pm)

    dla mnie za dużo tekstu na raz i sugerowałabym pisać krótsze te rozdziały 🙂
    ale ogólnie mi się podoba

    Agssymi

    (Luty 12, 2019 - 3:03 pm)

    Ostatnie zdanie zmusza do refleksji! Super opowiadanie 🙂 Chcemy więcej!

    Natalia Róża Świat Tomskiego

    (Luty 14, 2019 - 8:25 pm)

    Ciekawe jak sytuacja się rozwinie…ostatnie zdanie intryguje…

    Justyna Nadine

    (Sierpień 4, 2019 - 9:00 am)

    musze zaczać od poczatku czytać

Pozostaw odpowiedź Agssymi Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *