Rozdział IX – Zapomniana Wytrwałość

 Spis Treści

Prolog

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII

Rozdział VIII

Rozdział IX(obecnie)

Rozdział X

Rozdział XI

Rozdział XII

Rozdział XIII

Epilog

Już straciłam rachubę czasu. Nie wiem jaki to dzień. W Podziemiu mają inny kalendarz. Dni te same, ale daty inne. Nie jestem zdolna określić, który to dzień na Powierzchni. Tylko czy to jest teraz ważne? 

Sans mówi mi, żebym nie traciła nadziei. Kiedyś wyjdę na powierzchnię. Zawsze mi to powtarza, jak jesteśmy sami. Nie muszę nic mówić, aby wiedział, że dalej się zadręczam.  

Siada wtedy bliżej mnie. Stykamy się kolanami i mówi, że razem zobaczymy gwiazdy.  

To słodkie. Cieszę się, że mam w nim takie oparcie. Jest po prostu łatwiej.  

Ale nie tylko Sans stara się, aby czuła się tu jak u siebie.  

Tego dnia jak wróciliśmy od Grillby’iego czekała na mnie niespodzianka.  

Wróciliśmy zmęczeni. Pan Gaster czekał na nas w kuchni. Obierał się o plat, popijając kawę. Odłożył kubek, gdy tylko nas zobaczył.  

   – I jak tam wycieczka? – zapytał doktor Gaster, podchodząc do nas.  

Spojrzeliśmy po sobie trochę zmieszani. Nikt nie wiedział co ma odpowiedzieć. Szczerze, to trochę uratował nas Papyrus. Od razu podbiegł do swojego ojca. Skakał dookoła niego, opowiadając jak jedliśmy hamburgery u Grillby’iego. Na szczęście nie powiedział nic o Doggo i wyrzuceniu z baru.  

Doktor Gaster podniósł młodszego syna na ręce. 

   – Czyli mam rozumieć, że się podobało – oznajmił, a Papyrus uściskał go. – Cóż, myślę, że pora posprzątać pracownię – dodał doktor Gaster, odkładając syna na ziemię. Lekko zawiedziony Papyrus cofnął się. – Może mi pomożecie? 

Nie zdążyłam nic odpowiedzieć. Sans od razu mnie uprzedził. Szczerze to wolałabym wtedy odpocząć niż pomagać.  

   – Pewnie – odrzekł Sans, kierując się w stronę schodów. – Chodźcie zrobimy to szybko i będziemy mogli obejrzeć jakiś film – dodał, idąc po schodach.  

    – Chodźmy – powiedział Gaster, kładąc mi rękę na ramieniu. – Dalej Papy! Nie będzie tak źle! 

  – No dobrze – odrzekł Papyrus, powłócząjąc nogami.  

Skierowaliśmy się w stronę schodów, a chwilę później byliśmy już na górze. Gabinet pana Gastera znajdował się między pokojem Sansa, a Papyrusa. Podeszliśmy w czwórkę do drzwi, gdy nagle Sans założył mi opaskę na oczy.  

   – Co ty wyrabiasz? – zapytałam, wyciągając odruchowo ręce do przodu. Nie chciałam na nic wpaść.  

    – Zakładam opaskę – odrzekł Sans, wiążąc ją. Usłyszałam też skrzypienie drzwi oraz cichy śmiech Papyrusa. Nie bardzo to rozumiałam. Nawet nie domyślałam się tego co dla mnie zrobili. Nie oczekiwałam tego.  

   – Tylko po co mi ona? – dopytywałam, gdy Sans położył mi ręce na ramionach.  

   – Bo to specjalne sprzątanie – odrzekł, idąc do przodu. Zrobiłam kilka kroków na przód. – Uważaj na próg. – Zrobiłam większy krok, omijając przeszkodę.  

   – Mam się bać? – zapytałam niepewna tego co chcą mi pokazać. Musiało to być coś dużego, skoro nie mogli mi tego pokazać na dole.  

    – Nie wiem. Może cię popieścić prąd jak będziesz nie ostrożna – powiedział Sans, puszczając moje ramiona.  

   – Synu – z boku usłyszałam srogi głos Gastera. Wiedziałam, że Sans żartuje. Sama go do tego sprowokowałam. Zaśmiałam się pod nosem. – Możesz już zdjąć opaskę Kath – dodał łagodnie Gaster. – Mam nadzieję, że ci się spodoba.  

Wzięłam głęboki wdech. Podniosłam ręce do góry, a potem rozwiązałam opaskę z tyłu głowy. Miałam zamknięte oczy. Trochę w tamtej chwili się bałam. W sumie nawet nie potrafię określić czego. Otworzyłam oczy. Zrobiłam kilka kroków do przodu rozglądając się.  

Ujrzałam pokój z jasnymi ścianami. Kremowymi. Sufit natomiast był ciemny. Granatowy. Znajdowały się na nim małe lampki. Wydawały się jakby powieszone w nieładzie. Miałam wrażenie, że coś mi przypominają.  

Przy oknie stało łóżko. Biała pościel. Obok znajdowała się wysoka drewniana szafa. Naprzeciw niej biurko. Stał na nim kubek z ołówkami oraz długopisami. Było też kilka półek. Część była pusta, a na reszcie stało kilka książek. Te same, które przeczytałam z Sansem.  

  – Chyba to milczenie można potraktować jako zachwyt – oznajmił Sans, opierając się o szafkę.  

   – Jest niesamowite – powiedziałam, dalej podziwiając pokój.  

   – A jeszcze nie widziałaś najlepszego – powiedział Sans, podchodząc do włącznika. Zgasił boczne lamki, a następnie zapalił małe światełka na suficie.  

Miał rację. To robiło wrażenie. Światełka układały się w konstelacje. Był wielki i mały wóz. Gwiazda polarna. Orion oraz kilka innych. Niekonieczne odzwierciedlało to nocne niebo, ale i tak było cudowne. Bajeczne.  

   – Niesamowite – powtórzyłam. Nie potrafiłam znaleźć innego określenia. Sans zaśmiał się cicho. A Gaster stał z tyłu z Papyrusem.  

   – Dlaczego nic nie wiedziałem? – zapytał z wyrzutem Paps, patrząc na ojca.  

    – Bo jesteś gaduła – odrzekł Sans, podchodząc do brata. – Nie umiesz trzymać buzi na kłódkę.  

Bracia przekomarzali się tak jeszcze przez kilka minut.  

Byłam im wdzięczna za ten prezent. Nie wiedziałam, jak mam się im odwdzięczyć. Czułam się naprawdę szczęśliwa. Własny zakątek zawsze jest ważny. Miałam przy tym odrobinę więcej prywatności. Mogłam też pobyć sama, kiedy tego potrzebowałam.  

Byłam szczęśliwa, ale również smutna. Nie to złe słowo. Czułam się okropnie. Jakby ktoś wylał na mnie kubeł zimnej wody.  

Wiem, że Pan Gaster nie chciał mnie przybić. Ale własny pokój boleśnie uświadomił mi, że na trochę tu zostanę. Może na dłużej albo… 

Nie potrafię o tym myśleć.  

… 

Minęło kilka dni może nawet tydzień od niemiłego spotkania z Doggo. Jakoś nie miałam ochoty wychodzić więcej z domu. Przynajmniej przez jakiś czas. Nie chciałam kolejnej awantury z mojego powodu.  

I tak przynoszę rodzinie Windings wystarczająco problemów. Nie chcę im dokładać więcej.  

… 

Zerknąłem w stronę drzwi pokoju Kath. Spędzała w nim dużo czasu. Nie, żebym miał coś przeciwko. Po prostu zamykała się tam jak tylko zaczynamy temat wycieczki po Podziemiu. Mówi, że jest zmęczona albo coś innego. Papyrus nie zauważył. Jeszcze tego nie rozumiał. Ojciec niczego nie widział. Nie miał jak, skoro ostatnio nie było go w domu. Mówił coś o rdzeniu. Niestety nie chciał mi nic powiedzieć. Saera też nic nie mówiła. Podobno zabraniała jej tego umowa. Jakby wcześniej się tym przejmowała. Skoro nie mogła nic powiedzieć to było coś poważnego. Ale to nie o tym chcecie słuchać.  

Katharine naprawdę nie chciała wychodzić. Jej wcześniejszy zapał przygasł.  Rozumiałem to, ale nie mogła siedzieć cały czas w pokoju. Myślałem, że uda mi się ją wyciągnąć w jakieś mniej popularne miejsce. Jeśli da się namówić. 

Nie chciałem, aby zamykała się w sobie. Nie chciałem, aby czuła się samotna.  

Postanowiłem z nią porozmawiać. Może jakoś by jej pomogło zwykłe wyżalenie się.  

Wtedy nie wiedziałem, co to znaczy stracić rodzinę. Myślałem, że rozmowa może jakoś pomóc. Jednak jedyne czego wtedy potrzebowała Kath to zrozumienie, czas i przestrzeń. Tego ostatniego jej zbytnio nie dałem. Myślałem, że zajęcie jej myśli jakoś pomoże.  

Zaprosiłem do nas Alphys. Miała wpaść na obiad. Za kilka minut.  

Rozległ się dzwonek do drzwi. Papyrus natychmiast oderwał się od rysowania i podbiegł do wejścia.  

Do środka wdarł się podmuch zimnego powietrza. Słyszałem z salonu rozradowanego Papsa oraz Alphys.  

   – Może zamkniecie te drzwi? – krzyknąłem do nich, nie odrywając wzroku z książki kucharskiej.  – Chcecie zrobić w domu bałwana, czy co? – dodałem głośniej.  

Usłyszałem śmiech, a potem trzask. Odwróciłem się na chwilę zerkając na salon. Jaszczurka oraz mój brat zmierzali w stronę schodów. Domyśliłem się, że idą do Katharine.  

Chwilę potem usłyszałem ich wszystkich jak idą na dół. 

Weszli do kuchni. Kath od razu poszła po talerze, a Papyrus po sztućce.  

… 

Po obiedzie spędziliśmy czas w salonie. Głównie zmienialiśmy kanały. W telewizji nie było nic interesującego. Mieliśmy w Podziemiu zaledwie siedem kanałów. Cztery kanały z wiadomościami regionalnymi. Jeden historyczny, naukowy i dziecięcy. Po drugiej rundce, postanowiliśmy puścić kasety VHS. Papyrus siedział przy szafce, wyjmując co chwilę jakąś kasetę.  

   – A możemy obejrzeć E.T? – zapytał Papyrus, trzymając w rączkach kasetę. Patrzył z niej szary pomarszczony kosmita.  

    – Oglądałeś to już z pięć razy. Nie znudziło ci się? – zapytał Sans, podbierając się o oparcie kanapy.  

      – Proszę! – powiedział Papyrus, robiąc maślane oczka.  

W tym czasie Kath i Alphys o czymś rozmawiały. Zwróciłem na nie większą uwagę, gdy Kath poszła na górę.  

 Papyrus już zdążył włożyć do odtwarzacza kasetę. Ustawiał odpowiednie parametry, nie zwracając sobie nami głowy. 

       – Po co ona poszła? – zapytałem Alphys, prostując się.  

       – Po telefon – powiedziała Al, sięgając po swoją torbę, która leżała przy kanapie.  

       – Czyj? – zapytałem, nie wiedząc o co chodzi. Nie wiedziałem wtedy, że Kath miała od początku przy sobie telefon. Nikt z nas nie sprawdzał wtedy jej plecaka. Nie wiedzieliśmy co ze sobą miała.  

      – Jej – rzekła Alphys, nawet na mnie nie patrząc. Wyjęła z torby mały scyzoryk. Chwilę potem zeszłą Kath, trzymając w ręce telefon.  

Podbiegła do kanapy, wręczając jaszczurzycy swój telefon.  

     – Jesteś pewna, że dasz radę go naprawić?  – zapytała Katharina, przyglądając się Al.  

Jaszczurzyca przyglądała się uważnie telefonowi. Miał pękniętą szybkę i kilka wgnieceń. Alphys wzięła scyzoryk, wysuwając z niego śrubokręt. Podważyła tylną obudowę, zaczynając swoją pracę.  

    – Dlaczego mnie o to nie poprosiłaś? – zapytałem odchylając się do tyłu. Spojrzałem w oczy Kath, która tylko wzruszyła ramionami.  

   – Znasz się na gwiazdach, nie myślałam, że też na elektronice – odrzekła Kath, prostując się. 

    – Mogłaś spytać – rzekłem, podążając wzrokiem za nastolatką. Usiadła obok w fotelu, kuląc nogi pod brodą.  

     – Możecie być cicho – uciszyła nas Alphys, odrywając wzrok od rozłożonego telefonu. – Próbuję się skupić.  

Oboje, Kath i ja zamknęliśmy się. Nie byłem zły, że mnie nie spytała. Chociaż w sumie było mi trochę przykro. Trudno mi było powiedzieć, czemu. Jednak nie miałem powodu, aby się złościć, czy coś w tym stylu. Po prostu… Trudno to opisać. Może byłem zazdrosny? Sam nie jestem do dziś pewny.  

Z rozmyślań wyrwał mnie głos Alphys.  

   – Naprawione – powiedziała jaszczurzyca, spoglądając na Kath. – Aco myślisz o jakiś usprawnieniach? – zapytała. – Na razie masz tylko podstawowe funkcje oraz podłączyłam go do naszej sieci telefonicznej.  

   – Ile będzie kosztować korzystanie z tej sieci? – zapytała nastolatka, patrząc z powątpieniem na mnie i AL. Byłem zaskoczony jej pytaniem. Nasza przyjaciółka również. U nas sieć telefoniczna jest w pełni darmowa. Król uznał, że komunikacja w Pozdziemiu to jedna z najważniejszych rzeczy. Każdy w domu ma telefon stacjonarny, połączony z centralą. W razie jakiś wypadków nikt nie musi się martwić odłączonym od prądu telefonem. – Zapomnijcie o moim pytaniu. Wróćmy do tych ulepszeń – dodała po chwili Kath, widząc nasze miny. – Co proponujesz?  

  – Po pierwsze i najważniejsze UnderNet – powiedziała Alphys, stukając śrubokrętem w szybkę. – To nasze centrum społecznościowe. Większość potworów go ma. Mogłabyś gadać z kim chcesz i żaden z potworów nie domyśliłby się, że jesteś człowiekiem – rozwinęła się w swojej wypowiedzi. – Mogłabyś dowiadywać się co słychać w Pozdziemiu i gdzie lepiej nie chodzić, jeśli chciałabyś wybrać się na małą wycieczkę. Możemy go wgrać od razu, jeśli chcesz – zakończyła Al.  

Widać było, że Kath poważnie nad tym myśli. Sam nie wiem, czy byłby to dobry pomysł. Dziewczyna mogłaby trafić na jakąś grupkę, która żywi nienawiść do ludzi. A takich rzeczy raczej miło się nie czyta. Po za tym co by zrobiła, gdyby jakiś potwór chciałby się z nią spotkać?  

Ale z drugiej strony miałaby łatwiejszy kontakt z Alphys, czy Saerą.  

Zerknąłem kątem oka na Papyrusa. Zupełnie wciągnął się w ten film. Nie przeszkadzała mu w żadnym wypadku nasza rozmowa.  

   – Nie widzę żadnych przeciwskazań – uśmiechnęła się Kath, nachylając się nad telefonem.  

W ciągu kilku minut aplikacja Undernet była zgrana i gotowa do użytku. Dziewczyny szybko uporały się z założeniem konta i ustawieniem prywatności. Jedyny problem jaki się pojawił to wybranie rasy.  

– A co sugerujesz? – zapytała Kath, przeglądając listę z rasami.  

– Raczej jakąś pospolitą – odparła jaszczurzyca, patrząc w przestrzeń. – Może psołaka albo kotołaka. One są dość liczebną rasą – dodała, zwracając się do Kath.  

  – Może, a ty co myślisz Sans? – zapytała mnie nastolatka.  

  – To twój wybór. I tak większość potworów nie zwraca na to uwagi – powiedziałem.  

   – Bardzo nam pomagasz – rzekła z przekąsem Alphys, odwracając się do Kath. – To może psołaka?  

W odpowiedzi Katharina tylko pokiwała głową. Po chwili dostałem zaproszenie od BlueMoon. Zaakceptowałem je od razu.  

   – Dlaczego BlueMoon? – zapytałem.  

    – Dlaczego LazyBones? – zapytała Kath z uśmiechem.  

    – Punkt dla ciebie – odparłem. – To jakie jej jeszcze chcesz wgrać ulepszenia. Bo oprócz Undernet to reszta za bardzo się nie opłaca – dodałem zerkając na Al. Reszta funkcji wymagała używania magii, więc ich ulepszenia się raczej skończyły.  

   – Myślałam nad ulepszeniem aparatu oraz nad wielowymiarowym schowkiem…  

    – Przecież ona nie ma magii, więc jak miałby zadziałać – przerwałem jej. Wielowymiarowy schowek albo kieszeń nie działały bez użycia magii użytkownika. Wystarczyło nakierować na coś kamerkę i użyć magii podczas robienia zdjęcia. Przedmiot od razu trafiał do schowka w telefonie. Można go było przywołać w dowolnym momencie. Pojemność schowka zależała od magii użytkownika, ale nikt nie używał go do przenoszenia domów. Bo po co? Zwykle przechowuje się w nim jakieś drobne rzeczy.  

   – Tego nie wiesz – odparła lekko oburzona Alphys.  – Ludzie mogli zapomnieć jak się jej używa, ale zniknąć na pewno nie mogła.  

   – Nieużywana magia zastyga. Sama dobrze o tym wiesz – odparłem. Są potwory, które nie używają magii do codziennego życia. Nawet jeśli jesteśmy z niej zrobieni to nie znaczy, że musimy jej używać. Potwory, które uważają magię za zbyteczną albo mają jej bardzo mało nie używają jej. Przez co gęstnieje i nie można jej formować wedle swojej woli. Znaczy to tyle, że jeśli potwór używa magii tylko do wielowymiarowej kieszeni i niczym po za tym, co jego magia zastygnie.  

    – Tak jest u potworów. Może u ludzi jest inaczej – odparła Alphys. Miała ona wiele teorii na temat magii. Między innymi o ludzkiej Determinacji. Jednak bez odpowiedniego sprzętu nie mogła ich sprawdzić. Przynajmniej wtedy. Do dziś trudno mi uwierzyć, że większość z nich okazała się prawdziwa.  

  – To może to jakoś sprawdzimy? – wtrąciła się Kath. – Może i nie wiem co znaczy zastygła magia, ale możemy sprawdzić na waszych telefonach, czy dam radę otworzyć tą całą kieszeń – zaproponowała nastolatka, obserwując nas. 

Spojrzałem na Alphys, a ona na mnie. Próba otwarcia kieszeni na którymś z naszych telefonów nie zaszkodziłaby jej. A zakończyło by to naszą małą sprzeczkę. W dzieciństwie zawsze kłóciłem się z Alphys o różne apekty naukowe. Każde z nas miało inny punkt widzenia na daną sprawę. Może dlatego tak dobrze nam się razem pracowało w laboratorium.  

  – Czemu nie? – powiedziała Alphys, odkładając telefon Kath na stół. – Możemy to sprawdzić na moim – dodała wyjmując swoją komórkę z kieszeni spodni.  

Weszła w aplikacje kieszeni wielkowymiarowej. Otworzyła ją i podałą telefon Kath. 

      – Wybierz sobie jaki przedmiot chcesz przywołać. Jakiś mały, drobny – instruowała ją jaszczurzyca. Kath uważnie jej słuchała od czasu do czasu przytakując. Gdy coś wybrała pokazała wyświetlacz. – Brelok. Myślę, że na początek może być – Alphys tłumaczyła dalej, gestykulując przy tym rękoma. – Teraz najważniejsze. Klikniesz ikonę breloka i musisz wyobrazić sobie jak magia przepływa przez twoją rękę. Potem wyobraź sobie, że twoja magia… 

    – Ona nie ma magii – wtrąciłem się. Alphys natychmiast się do mnie odwróciła z tym swoim zabójczym wzrokiem. Uśmiechnąłem się lekko. Lubiłem ją od czasu do czasu denerwować. A było to nie lada wyzwanie, bo ona jako jedna z nielicznych potrafiła ignorować moje żarty.  

      – Wracając – zaczęła z powrotem Alphys, nie zwracając na mnie już uwagi.  – Wyobraź sobie, że ten przedmiot pojawia się przed telefon. Jakby formował się z magii. Nie musisz się śpieszyć czy stresować. W razie czego mogę to wytłumaczyć jeszcze raz – dokończyła Alphys, czekając na reakcje Kath.  

Nastolatka wzięła głęboki wdech. Zachowywała się jakby szykowała się na ciężką przeprawę, od której zależało jej życie. Według mnie trochę przesadzała, jednak dla mnie to była codzienność. Magia istniała od zawsze i na zawsze. Lecz dla niej to było coś nowego. Nawet jeśli spędziła w Podziemiu już trochę czasu i przyzwyczaiła się to telekinezy wiele rzeczy dalej było dla niej nowych. Była jak dziecko, które po raz pierwszy widzi śnieg. Oczy pełne ciekawości oraz pewnego promyku, który trudno zgasić.  

W pełni to rozumiałem. Jednak ja też potrzebowałem czasu, aby się zrozumieć, że to co dla mnie jest normalne, dla niej jest czymś magicznym. Dosłownie.  

   – Gotowa? – zapytała Alphys, bacznie obserwując przyjaciółkę. Mimo, że tego nie okazywała, wiedziałem, że Al też się stresuje. Niby ludzie nie mieli magii, jednak nigdy nic nie wiadomo. A jeśli ktoś nie potrafi kontrolować swojej magii to stanowi zagrożenie.  

Magia to dusza. Dusza to magia. Przynajmniej u potworów. Ulega ona wszelkim emocjom. Dziewicza magia jest niebezpieczna, bo jest nieujarzmiona. Dlatego pilnuje się młode potwory, aby jak najszybciej opanowały podstawy. Koncentracja i spokój. Niekontrolowana magia może wyrządzić wiele szkód, bardziej niż jej nieumiejętne wykorzystanie.  

Zerknąłem na Kath. Zamknęła oczy. Chyba chciała sobie w ten sposób jakoś pomóc. Zwizualizować to co chciała zrobić. To musiało być dla niej naprawdę dziwne i stresujące.  

Jednak to co się stało najbardziej zaskoczyło mnie.  

Wokół palców Kath pojawiła się fioletowa poświata. Ledwo widoczna, ale jednak. Wyprostowałem się. Alphys spojrzała na mnie. W jej oczach widziałem ten znajomy błysk. Płomień, który właśnie się rozniecił i przez wiele lat ją dręczył.  

Żadne z nas nie odważyło się odezwać. Nie chcieliśmy w rozproszyć Kathariny. Widać było, że skupia się na tym najlepiej jak potrafi. Lecz nadal miała zamknięte oczy.  

Poświata wokół jej dłoni zalśniła mocniej niż wcześniej. Z o wiele większą siłą i intensywnością. Nawet Papyrus, który był zajęty filmem odwrócił się. Chciał coś powiedzieć, jednak gestem ręki nakazałem mu milczeć. Chyba był równie zdumiony co my. On też zdawał sobie sprawę, że ludzie NIE MAJĄ JUŻ MAGII.  

Potem fioletowa poświata otoczyła telefon. Było jej o wiele za dużo, jednak możliwość zepsucia telefonu nie miała dla nas wtedy żadnego znaczenia. Odkryliśmy coś co było fenomenem w potworzej nauce. Ludzka magia mogła otworzyć dla nas nowe możliwości, a przede wszystkim wydostać nas z Pozdziemia. Albo chociaż się do tego w pewien sposób przyczynić.  

Fioletowa magia wzbiła się kilka centymetrów nad telefonem. Zaczęła się formować w bryloczek w kształcie kwiatka. Po chwili pojawił się on. Otoczony był magią. Lewitował kilka centymetrów nad telefonem.  

    – Niesamowite! – krzyknął nagle Papyrus.  

Wybiło to nas wszystkich z tej sytuacji, a w szczególności Kath. Fioletowa magia natychmiast zniknęła, a brelok z trzaskiem spadł na stolik.  

Nastolatka spojrzała na nas, a potem na brelok na stole. Sama nie mogła uwierzyć w to co widzi. Była totalnie zszokowana. Chyba bardziej niż my.  

Otworzyła usta, jednak po chwili je zamknęła. Chyba nie wiedziała co ma w tej chwili powiedzieć. Spojrzała na Alphys, potem na mnie. Czekała.  

To był jeden z niewielu momentów w moim życiu, w którym nie wiedziałem co mam powiedzieć. Jednak wiedziałem co trzeba było zrobić.  

Ojciec musiał się o tym dowiedzieć.  

Post Author: DodoDan

22 thoughts on “Rozdział IX – Zapomniana Wytrwałość

    Adrianna Andrzejewska

    (Czerwiec 23, 2019 - 12:02 pm)

    Bardzo lubię Twoją twórczość. Czyta się ją z zapartym tchem.

    Magia_ksiazek

    (Czerwiec 23, 2019 - 12:24 pm)

    Nie jestem fanką czytania jakiś książek, fanfików czy różnych tego typu rzeczy na ekranie, dlatego zazwyczaj omijam takie teksty.

    Aleksandra NS Blog

    (Czerwiec 23, 2019 - 1:25 pm)

    Ty to napisałaś ? Fajne 🙂 Chciałabym umieć pisać opowiadania ale niestety moja twórczość pisarska jest mocno okrojona.

    Dziewczyny z do herbaty

    (Czerwiec 23, 2019 - 4:41 pm)

    Nie wiem jak to się stało, ale przegapiłam rozdział, na szczęście już nadrobiłam tą gapę 🙂

      Justyna

      (Czerwiec 24, 2019 - 6:37 pm)

      Ciekawy tekst fajnie sie go czyta

    Lilianna

    (Czerwiec 23, 2019 - 7:47 pm)

    Wow jaka ty jesteś utalentowana, zazdroszczę.

    Wiewiórka w okularach

    (Czerwiec 23, 2019 - 10:26 pm)

    Widzę, że czeka mnie sporo nadrabiania, bo nie czytałam wcześniejszych rozdziałów, a głupio zaczynać od środka 😉 Niedługo urlop, więc z całą pewnością nadrobię zaległości 🙂

    Bookendorfina

    (Czerwiec 24, 2019 - 6:20 am)

    W wolnej chwili chętnie przeczytam całość. 🙂

    Zaczytanamarzycielka8

    (Czerwiec 24, 2019 - 7:02 am)

    Rozdział jak zwykle mi się spodobał i czekam na kolejny.

    strażaczka

    (Czerwiec 24, 2019 - 7:13 am)

    kolejny świetny tekst , który się fajnie czyta.

    Vai Bewitched

    (Czerwiec 24, 2019 - 7:18 am)

    Nie jestem na bieżąco, bo ostatnio… nie lubię czytać opowiadań oraz książek. xD Mam pełno różnych w kolejce, jeszcze nawet takie nieodpakowane z wysyłki, i powiększa się moja półka wstydu. Do niej należy dołączyć Twój blog.

    Miye's Imaginations

    (Czerwiec 24, 2019 - 12:21 pm)

    Fajnie, że coś piszesz od siebie. Dawno nic nie było.

    Anszpi

    (Czerwiec 24, 2019 - 12:36 pm)

    Nie jestem na bieżąco. Chyba wrócę do początku aby to nadrobić

    Ala

    (Czerwiec 24, 2019 - 12:52 pm)

    Muszę nadrobić zaległości i przeczytać pozostałe rozdziały.

    Kinga

    (Czerwiec 25, 2019 - 11:16 am)

    To jest twoja opowieść?’musiałabym nadrobić poprzednie rozdziały, bo nie bardzo jestem.w temacie. Wielke brawa za chęci i mobilizację by pisać i publikowac. 🙂

    todoarmo. pl

    (Czerwiec 26, 2019 - 11:44 am)

    No bardzo ciekawie to brzmi.

    Viki

    (Lipiec 1, 2019 - 10:10 am)

    Fajnie że coś tworzysz Ja też próbuję coś w domu pisać ale raczej jest to w gatunku obyczajowym 🙂

    Monika Monime.pl

    (Lipiec 2, 2019 - 10:44 am)

    Nieźle się rozkręca fabuła. Podoba mi się.

    Agssymi

    (Lipiec 4, 2019 - 11:01 am)

    O jejciu! Ale te rozdziały są wciągające! :3

    Toukie

    (Lipiec 6, 2019 - 9:33 am)

    Ten rozdział na razie musi poczekać na swoją kolej 🙂

    Karolina

    (Lipiec 16, 2019 - 4:20 pm)

    Fajnie, że piszesz i chwalisz się swoją twórczością Muszę się cofnąć do początków bo od środka to nie lubię

    Stacja Książka

    (Lipiec 18, 2019 - 12:02 pm)

    Bardzo dobrze piszesz. Przyjemnie się to czyta. To jest takie wciągające!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *