Opowieści z Przeszłości – roz. IV „Żyliśmy otoczeni iluzją”

Notka od Autorki: Na swoją obronę podaję, że konspekt powstał zanim to wszystko się zaczęło, a opowiadanie to fikcja literacka. Wszelkie zbieżności to przypadek.

Rozdział pierwszy

Poprzedni rozdział

-Dziadku, proszę powiedz, co było dalej!

-Dobrze. Zostało jeszcze trochę czasu.

….

Nikt nie słuchał, tych co głośnio mówili o tym, co dzieje się z naszym światem. Znaleźli się ci co krzyczeli, że jakiś celebryta zdradził swoją żonę. Wiadomo ludzie lgnęli do tych drugich. Nikt nie chciał słuchać o tym, że zaniedbujemy naszą planetę. O globalnym ociepleniu czy alternatywach w sprawie energii węglowej. Nikt nie zwracał na to uwagi. Jedni uważali, że to ich nie dotyczy, a drudzy, że jest jeszcze dużo czasu, aby się tym zająć. Byli jeszcze trzeci, którzy próbowali coś zmienić. Jednak było ich za mało, żeby przebić się przez iluzję ignorancji.

Wszyscy żyliśmy w swoim małym świecie. Interesowało nas tylko to co działo się w naszym najbliższym otoczeniu. Uważaliśmy, że nic złego nie może nas spotkać.

Gdybyśmy tylko wtedy zachowali się inaczej. Może nie doszłoby to wielu tragedii. Jednak nie można zmienić przeszłości. Można jedynie wyciągnąć z niej wnioski i próbować wybudować lepszą przyszłość.

Chociaż chciałbym powiedzieć, że było inaczej, to ja też żyłem w swojej iluzji.

Jednak wróćmy do historii…

Po świętach Bożego Narodzenia zostało mi jeszcze kilka miesięcy w wojsku. Tak często jak mogłem dzwoniłem do Karoliny i ustalaliśmy szczegóły naszego ślubu. Nie mieliśmy dużo pieniędzy. Były moje oszczędności z prac letnich oraz pensja Karoliny.

W tamtym czasie Karolina dostała się na płatny staż do jednej z klinik weterynaryjnych. Nie dostawała wiele, ale udzielała też korepetycji z muzyki. Sprawiało jej to wiele radości, szczególnie po tym jak nie udało jej się dostać do szkoły muzycznej w stolicy.

Do naszego drobnego budżetu dołożyli się jeszcze nasi rodzice, chociaż miałem wrażenie, że ojcu Karoliny, Bartłomiejowi jakoś się to nie podobało. Jednak nie mógł nic na to poradzić, że jego córka mnie kochała.

Mimo bycia surowym, chciał, aby jego córka była szczęśliwa. Chociaż był dość chłodnym teściem. Zwykle patrzył na mnie przeszywającym wzrokiem, a ja miałem wrażenie, że cały czas mnie oceniał. Trzymał dystans. Ale w razie potrzeby zawsze nam pomagał. Tak samo było przy planowaniu naszego ślubu. To on go w większości sfinansował.

Nasz ślub odbył się kilka tygodni po moim powrocie z wojska.

Odbył się w kościele w mieście niedaleko naszego miasteczka. Była tylko najbliższa rodzina. Nasze rodziny i najbliżsi przyjaciele. Kościół udekorowany był białymi różami. Karolina bardzo je lubiła, więc nie dziwne, że każdy wianek głównie składał się z tych kwiatów. Natomiast jej suknię uszyła nasza wspólna znajoma. Chciałem, aby to była suknia jej marzeń. Była długa do ziemi. Z odsłoniętymi ramionami. Koronka, a do tego kilka białych kwiatów.

Potem wesele odbyło się u mnie w domu w sadzie. Rozłożyliśmy tam stoły i je udekorowaliśmy. Dzięki zaoszczędzeniu miejsca mogliśmy sobie pozwolić na catering z wyższej półki. Udało się nam nawet załatwić fontannę z czekoladą i trzy piętrowy tory z polewą śmietankową przekładany masą czekoladową.

Wesele nawet jeśli nie było wielkie, dla nas było idealne. Spędziliśmy ten czas z najbliższymi celebrując ten wyjątkowy czas.

Tańczyliśmy do białego rana. A następnie wybraliśmy się z Karoliną na tydzień w góry. Przechadzaliśmy się całymi dniami górskimi szlakami, napawając się niesamowitymi, zapierającymi dech w piersiach widokami.

Jednak wszystko, co dobre kiedyś się kończy. Nasze pierwsze rajskie tygodnie małżeństwa szybko dobiegły końca i musieliśmy wrócić do szarej rzeczywistości.

Karolinie udało się zdobyć pracę jako weterynarz. Specjalizowała się w leczeniu zwierząt domowych. Sprawiało jej to radość, jednak tęskniła za pianinem. Dalej grała tylko, że jako korepetytorka.

Natomiast ja szukałem pracy. Nie miałem wielu alternatyw. Skończyłem tylko liceum. Nie miałem dyplomu, czy żadnego fachu w ręce.

Ojciec proponował mi pomoc przy gospodarstwie. Nie było za wiele do roboty. Zajmowanie się sadem czy polami. Ojciec mógł pozwolić sobie na pracowników, więc praktycznie mojej pomocy nie potrzebował.

Ale jak to ojciec, chciał pomóc synowi.

A potrzebowałem pieniędzy. Chciałem wynieść się z Karoliną na swoje. Mieć własny dom. Założyć rodzinę. Wiązaliśmy swoją przyszłość ze stolicą. Jako ludzie z małego miasteczka marzyliśmy o życiu w wielkim mieście. Chcieliśmy czegoś więcej niż posiadali nasi rodzicie. Wydostać się z miasteczka, które mogło uwięzić nas na całe życie.

U ojca pracowałem krótko, głównie dlatego, że w międzyczasie rozsyłałem swoje CV. Nie było ono jakieś genialne. Na niewiele stanowisk mogłem aplikować. Mogłem wrócić do wojska, pracować w policji albo kilku innych stanowiskach. Byłem gotów podjąć się każdej pracy, jednak zastanawiałem się też nad czymś co dałoby mi możliwość większego rozwoju.

Dlatego zgłosiłem się do policji w naszym miasteczku. Mieli akurat wolny wakat. A ja z odbyciem kilkumiesięcznego pobytu w wojsku posiadałem podstawowe przeszkolenie oraz byłam w dobrej kondycji fizycznej. Nie było żadnych problemów z przyjęciem mnie. Jedynie czyste formalności jak badania psychologiczne czy lekarskie.

Zacząłem prace jako posterunkowy. Nie była ona jak w filmach. Nie łapaliśmy przestępców za morderstwa, tylko mandaty dla dzieciaków, które przeszły na czerwonym albo za złe parkowanie. Od czasu do czasu też do napisania jakieś sprawozdanie czy raport. Jednak dobrze mi się tam pracowało.

Ja i Karolina odkładaliśmy pieniądze, kupić sobie mieszkanie w Warszawie.

W tym czasie jak my z twoją babcią zbieraliśmy pieniądze i szukaliśmy jakiegoś mieszkania. Mój brat w tym czasie pracował nad swoim doktoratem.

Z tego co pamiętam w tamtym czasie chyba zostały mu jeszcze rok albo dwa lata do zdobycia tytułu. Albo już był w trakcie obrony…

Nie mogę sobie przypomnieć. Ale to nie jest teraz takie ważne. Chodzi o to, że w tamtym czasie często rozmawiałem ze swoim bratem przez telefon. Jednak w pamięć zapadła mi jedna z naszych rozmów. Była ona jedną z naszych ostatnich rozmów zanim wszystko się zmieniło. Ale wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy.

To była trochę dziwna rozmowa. Mój brat starał się poruszyć mnie na temat sytuacji na świecie. Sam udzielał się w kilku akcjach, aby pomóc środowisku. Chciał coś zmienić. Pokazać, że możemy zadbać o naszą Ziemię, że nie jesteśmy tylko pasożytami. Chciał zaangażować się w jakiś wolontariat za granicą. Pomagać ludziom.

Osobiście traktowałem to jak walkę z wiatrakami. Co mógł zrobić jeden człowiek, aby coś zmienić? Czy w pojedynkę Konstanty mógł rozwiązać problem smogu w niektórych miastach w naszym kraju? Nie, jedna osoba nie mogła. Ale jedna osoba mogła wpłynąć na inne. A kolejne osoby na jeszcze inne osoby.

To właśnie są wybitne jednostki, które potrafią mówić wystarczająco głośno, aby ich usłyszano. Niszczą iluzję jaką większość z nas tworzy. Iluzję, która uniemożliwia nam patrzenie na świat takim jakim jest naprawdę. To te wybitne jednostki mogą naprawić świat, jeśli zostaną usłyszane.

Jednak mój brat nie należał do takich osób. Prawił mądre rzeczy. O tym, że powinniśmy skupić się na energii odnawialnej. Zrezygnować z węgla czy ropy. Skupić się na rozwoju, który nie szkodzi przyrodzie. Wznieść się ponad różnice takie jak kolor skóry czy orientacja. Jednak to wszystko brzmiała jak bajka, które opowiada się dzieciom. Szczęśliwe zakończenie, które w realnym świecie nie zawsze się pojawia.

Pamiętam też, że mówił o jakimś nowym wirusie. W telewizji też coś mi tam migło, ale było o tym naprawdę niewiele. Zbyłem go, że to pewnie jakieś brednie. Zbyłem go. Tak samo jak wielu ludzi, gdy pojawiły się kolejne przypadki zarażenia nieznanym wirusem.

Może gdyby wtedy na początku zanim nie przybrało to dużej skali. Zanim wirus nie zaraził setek tysięcy ludzi. Może wszystko potoczyłoby się inaczej.

Może gdyby ludzie zareagowali. Podjęli drastyczne środki, aby to jakoś powstrzymać…

Jednak wszyscy na początku to bagatelizowali. Dopiero, gdy przypadki zarażenia zaczęły pojawiać się w innych krajach, zaczęto wprowadzać środki zapobiegawcze.

Albo od początku byliśmy na to skazani. Może to był sposób natury, aby powiedzieć nam, że mamy przestać. Przestać ją krzywdzić. Może gdybyśmy posłuchali nie doszło by do tak wielu tragedii.

Nigdy nie przenieśliśmy się do Warszawy, a mój brat nigdy nie wrócił do domu.

Wirus rozprzestrzeniał się szybciej niż przypuszczano. Zamknięto wszystkie granice. Musieliśmy siedzieć w domach.

Na początku wszyscy myśleli, że to tylko stan przejściowy. Miesiąc i wszystko wróci do normy. Jednak z dnia na dzień było coraz gorzej. Pierwsze dni były czymś dziwnym. Staraliśmy zachowywać się normalnie. Jednak tamte dni przynosiły dużo stresu. Miałem szczęście, że Karolina nie pojechała na spotkanie w Warszawie. Jej firma miła wysłać ją na jakieś szkolenie, ale zostało odwołane z powodu epidemii. Jednak mój brat…

Nie miał tyle szczęścia. Nie mógł wrócić w pierwszych dniach ogłoszenia kwarantanny albo raczej nie chciał. Powiedział, że miał kontakty z byt wieloma ludźmi. Na jego uczelni przewijało się tysiące osób. Nie wiedział, czy się zaraził. Nikt z jego studentów czy współpracowników nie został zarażony. Przynajmniej na początku. Konstanty wolał nie ryzykować. Nie chciał narażać naszych rodziców oraz mojej Karoliny. W tamtym przytłaczającym i dość ciężkim czasie okazało się, że zostanę ojcem. Mimo wszystko cieszyliśmy się z tego z Karoliną. Chcieliśmy tego, może nie w tamtym czasie. Ale nigdy nie ma dobrego momentu.

Jednak po tym jak minęły trzy tygodnie wprowadzono zakaz przemieszczania się. Nie można było wyjeżdżać z miast. Mój brat nie wrócił do domu. Kontaktowaliśmy się tylko telefonicznie albo prowadziliśmy wideokonferencje. Na początku staraliśmy się żyć normalnie. Karolina mimo bycia w ciąży chciała pracować najdłużej jak mogła. Obawiała się o finanse. Na szczęście mieliśmy odłożone pieniądze. Moi rodzice, u których mieszkaliśmy również. Na razie nie mieliśmy większych problemów. Nawet w czasie całej epidemii nie mieliśmy problemów finansowych.

Spotkało nas coś gorszego jak wielu ludzi w tamtym czasie.

Nawet po takim czasie trudno mi o tym mówić. Ale…

Chcę żebyś wiedział. Wiedza o przeszłości jest ważna. Pamięć o niej pomoże wam nie popełnić naszych błędów. Błędów, za które wy musicie płacić.

Było to już prawie rok po ogłoszeniu stanu epidemii. W tamtym czasie zarażonych było już ponad pięć milionów osób i kilka tysięcy zmarłych. Urodził mi się syn. Twój wujek Andrzej. Wychowanie dziecka w tamtym okresie było sporym wyzwaniem, ale mieliśmy szczęście, że moja mama zostawiła sporo rzeczy z mojego i Kostka dzieciństwa. Miała nawet moją starą kołyskę. Chciała ją oddać swojej siostrze, gdy urodziła się moja kuzynka. Jednak zdążyli już je kupić, więc moja mama postanowiła je zostawić. Wymagało odrestaurowania, ale wystarczyło.

Zaczęły też chodzić pogłoski o tym, że u niektórych zarażonych odkryto przeciwciała, które zwalczały wirusa. Potem to potwierdzono tak samo jak ogłoszono skuteczność szczepionki. Wielu ludzi w tym, my myśleliśmy, że to wszystko się kończy. Wrócimy do normalnego życia. Jednak najgorsze miało jeszcze nadejść. Gdy liczba zarażonych zaczęła drastycznie spadać, odkryto, że u niektórych zarażonych ona nie działała. Lekarze badali te osoby, a równocześnie podawano szczepionkę. Ale okazało się, że liczba zarażonych zaczęła wzrastać. Zaczęły się też nasilać objawy. Wielu ludzi uznało, że szczepionka jest po prostu nieskuteczna. Jednak prawda okazała się gorsza. Wirus zmutował, a szczepionka działała tylko nie na tę chorobę jaka się wtedy pojawiła.

Nowy wirus był gorszy od poprzedniego. Rozprzestrzeniał się tak samo szybko jak poprzedni, ale był groźniejszy. Śmiertelność zwiększyła i to drastycznie. Państwa nie wiedziały co miały robić. Wznawiały pracę nad nową szczepionką. Wprowadzono jeszcze większe zaostrzenia niż do tej pory. Wojsko miało pilnować czy nikt nie opuszcza swoich domów oraz dostarczać paczki z żywnością. Miało to ograniczyć kontakty między ludźmi. Ale trzeba było do tego zaangażować też rezerwę.

Zadzwoniono do mnie tydzień wcześniej zanim ogłoszono to publicznie. Zostałem poinstruowany, że mam być pod telefonem i czekać na rozkazy. Miałem dostarczać razem z kilkoma innymi chłopakami paczki w całej gminie. Było nas 15. W przeciągu kilku dni mieliśmy się stawić w miejskim ośrodku kultury, gdzie ustawiono dla nas prowizoryczną bazę. Mieliśmy się do niej przenieść na bliżej nieokreślony czas. Dostarczano by nam paczki z jedzeniem od różnych firm, które zaoferowały swoją pomoc w tamtym czasie.

Z jednej strony zaskakujące było to, że gdy na świat spadła taka tragedia ludzie zapomnieli o pieniądzach. Ważniejsze było życie. Wszyscy zaczęli się bać. Jednak trzeba było przetrwać.

Po tygodniu pojawiłem się na miejscu. A tam okazało się, że moim dowódcą był nie kto inny jak Michał. Bardzo się cieszyłem, że go widzę. Nie widziałem się z nim od prawie dwóch lat od wybuchu epidemii.

Okazało się, że od naszego ostatniego spotkania awansował z majora na pułkownika. Michał normalnie powinien stacjonować w którymś z miast wojewódzkich, ale jak to lekko ujął “pociągnął za parę sznurków” i załatwił sobie przeniesienie do mojej gminy. Bardzo się z tego cieszyłem, w tamtym czasie potrzebowałem przyjaciela.

W trakcie tamtego tygodnia zanim ogłoszono zakaz wyjścia z domów, dostałem telefon ze szpitala. Mój brat, Konstanty. Dobroduszny idiota.

Przepraszam… Nie powinienem tak mówić, ale…

Mój brat brał udział w jakieś akcji. Dostarczał posiłki do szpitali, ale zdarzył się pewien incydent. W tamtym czasie zdarzyło się ich kilka. Jakiś facet objęty kwarantanną z powodu zakażenia nowym wirusem uciekł ze szpitala. Chciał wrócić do rodziny. Zachowywał się jakby mu odbiło. A mój brat akurat dostarczał jedzenie z kilkoma osobami. Mieli je zostawić przed drzwiami szpitala. Jednak wtedy wpadli na tamtego człowieka. Cały rozwścieczony gadał, że musi wrócić do domu. Gadał, że musi wziąć nasze auto. Mój brat postanowił grać bohatera. Zatrzymał tamtego człowieka, zanim zrobił komuś krzywdę. Jednak mój brat i tamci wolontariusze mieli z nim kontakt. Zostali objęci kwarantanną. Kostek uspokajał nas, że nic mu nie będzie. Jednak los nie był dla niego łaskawy. Zdiagnozowano u niego wirusa. Miesiąc później dostaliśmy wiadomość, że zmarł.

Nie pozwolono nam do niego pojechać, gdy dowiedzieliśmy się, że jego stan się pogarsza. Całe życie żałowałem, że nie mogłem się z nim pożegnać. Tak samo jak nasi rodzica. Moja matka bardzo to przeżyła. Po tym już nigdy nie była taka sama. Z resztą jak każdy z nas.

Przepraszam. Ale… Jakoś nie mogę dzisiaj… Przepraszam…

….

-To smutne, dziadku…

-Wiem. Ale przeszłości nie można zmienić. Można się z nią tylko żyć, chociaż nie jest to łatwe.

-Chodź już. Dziadek musi odpocząć.

Post Author: DodoDan

24
Dodaj komentarz

avatar
23 Comment threads
1 Thread replies
1 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
22 Comment authors
Natalia Róża Świat TomskiegoJustynaDodoDanCiekawska MagdalenaKarolina Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Adrianna
Gość

Na prawdę bardzo ciekawa historia. Czytałam ją z ogromnym zaciekawieniem. Myślę, że masz duży talent pisarski.

Aga
Gość
Aga

Wow długa historia, ale przyjemnie się czyta 🙂 lubimy takie opowieści z życia 😉

Ania
Gość
Ania

Zaskakująca historia, czekam na wiecej

kacikksiazkowy
Gość

Bardzo ciekawa historia warta uwagi

Justyna Nadine
Gość
Justyna Nadine

Zaintresowałas mnie ta hitoria podoba mi sie

Bielecki.es
Gość

Bardzo przyjemnie się czyta, oby pomyślnie rozwijała się historia dalej 😉

Justyna
Gość
Justyna

Całkiem ciekawa historia, na pewno wciągająca

I am Emilia
Gość

fana opowieść , pisz dalej pozdrawiam

Madka roku
Gość

Ciekawa historia, jeszcze przydałaby się mała korekta, bo zdarzają się na przykład powtórzenia, ale czytałam z przyjemnością. A kiedy zaczęło się o epidemii, to z lekkim strachem.

Aleksandra
Gość

Czytam pierwszy akapit i już brzmiało to jak nawiązanie do obecnej sytuacji 🙂 Świetna robota i powodzenia w dalszym pisaniu 😉

ANgela
Gość
ANgela

Bardzo fajnie napisane.

Marta
Gość

Wciągające, i jednocześnie budzące grozę. Ale wiesz, myślę, że tak to właśnie powinno wyglądać. Opowiadanie jest rewelacyjne.

Karolina / Nasze Bąbelkowo
Gość

Chyba masz jakiś dar przewidywania przyszłości – bo aż ciary przechodzą po ciele na myśl o tym, jak wiele jest zbieżności z aktualną sytuacją i jak niewiele trzeba, by literacka fikcja stała się rzeczywistością.

Wędrówki po kuchni
Gość

Bardzo ciekawa historia i przyznam, że przyjemnie się czytało 🙂

Wędrówki po kuchni
Gość

Bardzo ciekawa i zaskakująca historia . Powodzenia w dalszym pisaniu

Małgorzata
Gość

Tak lekko i przyjemnie się czyta, że człowiek chciałby więcej.. .

MangoMania
Gość
MangoMania

Nie każdy potrafi tak pisać, dlatego tą przedstawioną historię dobrze się czytało.

Wiktoria
Gość

Ciekawa opowieść. Może pomyślisz o tym, aby wydać książkę?

Atrakcyjne wakacje
Gość

Przeczytaliśmy jednym tchem, super

Karolina
Gość

Bardzo ciekawa historia

Ciekawska Magdalena
Gość
Ciekawska Magdalena

Historia mnie przyciągla

Justyna
Gość
Justyna

hmm.. czekamy na więcej 😀

Natalia Róża Świat Tomskiego
Gość

Bardzo przyjemnie czyta się Twoje historie.