Opowieść o pewnym Cieniu – Rozdział I

Spis Treści

Rozdział I – Przebudzenie (obecnie)

Rozdział II – Codzienność 

Rozdział III – Otępienie

Rozdział IV – Rozkojarzenie 

Rozdział V – Determinacja

Rozdział VI – Rozdroże 

Rozdział VII – Trop

Rozdział 8 – Przymus

Rozdział 9 – Układ

Nie wiedział kim jest albo raczej czym jest. Nie pamiętał nic sprzed otwarcia oczu w nicości oprócz kobiecego śmiechu oraz śnieżnobiałego tatuażu pół księżyca. Nie odczuwał żadnych uczuć ani emocji. Jednak zastanawiał się kim jest, skąd przybył, jakie jest jego zadanie…
Rozejrzał się wokoło. Czuł pod swoimi stopami podłogę, więc nie był w całkowitej pustce. Wystawił ręce przed siebie i chociaż panowała zupełna ciemność, widział wyraźnie ich zarysy. Nie natrafił palcami na ścianę, więc powoli zrobił kilka kroków przed siebie.
Stężenie adrenaliny w jego żyłach rosło, oddech przyśpieszał, ręce drżały, serce głośno biło. Nie potrafił nazwać ogarniającego go stanu. Nie rozumiał też skąd ono się bierze. Jednak po chwili jakiś wewnętrzny głos nazwał to uczucie. Strach. Bał się, ale czego? Sam nie był do końca pewny, ale tajemniczy głos, może przeczucie kazało mu iść przed siebie.
Nie był pewien ile już tak idzie, korytarz zdawał się nie mieć końca. Ciszę przerywało uderzanie jego butów o podłoże oraz szelest przydługiej, czarnej peleryny. Już nie miał przed sobą wyciągniętych rąk, ponieważ przyzwyczaił się do ciemności. Widział w niej jak za dnia.
Pewne echo kroków było jego jedynym towarzyszem. Już nie odczuwał lęku, raczej ciekawość co jest dalej. Ale nadal coś nie dawało mu spokoju. Od kiedy się tu pojawił jakieś uczucie… wspomnienie? Nie potrafił tego określić. To coś nie dawało mu chwili wytchnienia.
Nagle rozległ się kobiecy krzyk. Mężczyzna zaskoczony ruszył biegiem w jedynym kierunku… Przed siebie…
Po kilku minutach zauważył światło na końcu korytarza, a im bliżej się znajdował widział zarysy jakieś uliczki. Ponownie rozległ się kobiecy wrzask, który przeszedł w istny szloch.
Kiedy znalazł się u wyjścia korytarza, oślepiło go na chwilę światło ulicznej latarni. Do jego uszu docierało rytmiczne uderzanie kropel deszczu o asfalt. Wiatr uderzał o zamknięte okiennice. Uliczna melodia wygrywana przez burzę bez trudu tłumiła wołania o pomoc kobiety. Jednak on je usłyszał, tak jakby stał tuż obok.
Gdy jego wzrok przyzwyczaił się do słabego światła latarni, ujrzał młodą kobietę leżącą w błocie. Podarte ubrania, obtarte kolana i zaczerwienione oczy. Kilka sklejonych od deszczu pasm włosów opadało na jej śnieżnobiałą twarzyczkę. Stał nad nią wielkiej postury mężczyzna, odziany w stare podreperowane ubrania. Patrzył się na naszego bohatera tępym wzrokiem. Twarz miał poharataną, ale najgorszy był smród alkoholu. Osiłek pachniał jakby co dopiero opuścił gorzelnię.
Kobieta widząc ratunek, spojrzała na naszego bohatera błagalnym wzrokiem.
– Pomóż mi… Błagam – załkała. Napastnik zezłoszczony jej zachowaniem chwycił ją za włosy i przyciągnął do siebie.
– Zamknij się, laleczko – wysyczał do niej, a potem spojrzał na naszego bohatera. – A ty, spierdalaj.
Nasz przybysz zdegustowany zachowaniem napastnika podszedł do niego i gwałtownie przyparł do podłogi. Kobieta była wolna, odsunęła się od ich na bezpieczną odległość, jednak została. Dlaczego?
Z powodu zwykłej ciekawości. Co będzie dalej? Pijaczyna zdezorientowany, leżał chwilę na ziemi nie wiedząc co się dzieje. Nie spodziewał  się, że dziwny człowiek, który dosłownie wyszedł z cienia będzie tak silny.
Nasz bohater podszedł sprawdzić co z kobietą, wtedy też niezdarnie podniósł się pijak. Przez gwałtowny upadek jego zmysły były zmącone, lecz czuł wściekłość względem tajemniczego nieznajomego. Alkohol oraz rosnąca w nim złość zrobiły swoje. Napastnik wyjął z kieszeni podniszczonej kurtki niewielki nożyk. Ruszył na nieznajomego z zamiarem okaleczenia go.
– Uważaj! – krzyknęła kobieta od razu jak zobaczyła za wybawicielem niedoszłego gwałciciela. Nieznajomy zdążył odwrócić się tylko, gdy stało się coś niesamowitego oraz makabrycznego zarazem.
Czarne tatuaże, które pokrywały prawie całą twarz przybysza oraz jego ręce zaczęły się poruszać. Dosłownie w mniej niż sekundę pokryły jego całą lewą rękę, a potem jakby spłynęły z niej na ziemię. W kolejnej chwili z miejsca gdzie spadły, wyrosły kolce, skierowane w napastnika. Minęła kolejna sekunda, kiedy ostrza wystrzeliły w jego stronę.
Agresor cofnął się, zasłaniając rękami. Spodziewał się ciosu, lecz ten nie nastąpił. Lekko zdezorientowany spojrzał na tajemniczego osobnika. Stał przed nim, a ostrzy nie było. Bandyta zaśmiał się, nie przestając patrzeć na przeciwnika.
Jednak jego uwagę zwróciła przerażona mina kobiety. Niewiasta, gdy napotkała wzrok niedoszłego gwałciciela, podniosła trzęsącą się rękę. Wskazała na niego. Nieprzyjaciel spojrzał na twarz jegomościa. Uśmiechał się przebiegle. Zaniepokoiło to pijaczynę, który nagle poczuł ostre ukłucie w prawym barku jakby ktoś wbijał w nie tysiąc igieł. Kątem oka spojrzał na swoje ramie. Pokrywała je jakaś czarna maź, która rozprzestrzeniała się po jego całym ciele. Wkrótce pokryła go całego i wciągnęła pod ziemię. Towarzyszyły przy tym jego jęki przepełnione bólem.
Przybysz podszedł do kobiety, pomagając jej wstać. Ona nadal nie wierzyła własnym oczom. Jednak rozumiała jedno. Ten człowiek uratował ją.
– Dziękuję – powiedziała słabo. Mężczyzna spojrzał na nią zdegustowany.
– Dziękujesz mi za to, że pozbawiłem życia człowieka? – zapytał z obrzydzeniem. – Że zabiłem go bez najmniejszych wyrzutów sumienia? – Kobieta zbladła. Nie wiedziała co ma powiedzieć. Ten obcy człowiek miał rację. Nie powinna za takie coś dziękować. To była po części jej wina. – Nie jestem bohaterem. – rzekł mężczyzna, spoglądając w oczy kobiecie. Zauważyła, że mają srebrny kolor. Czuła jak przenikają ją na wylot. Jakby poznawały jej wszystkie tajemnice. – Po za tym ty go sprowokowałaś, okradając go. – powiedział, odwracając się od niej.
Zostawił zdziwioną, a zarazem przestraszoną kobietę. Wszedł w głąb uliczki. Jego ciało na nowo pokryły czarne tatuaże, kiedy wchodził w cień. Znowu był w tamtym korytarzu. Czuł, że musi iść dalej. Nie przestawać szukać. Pewnie zaczął stawiać kroki w ciemności.
Pewnie zapytacie czego szukał?
Coś wewnątrz niego kazało mu znaleźć odpowiedzi na dręczące go pytania. Skąd jest? Dlaczego? Po co? 

Jedyne czego był pewien to, że udzieli mu ich kobieta z tatuażem księżyca na obojczyku. 

Post Author: DodoDan

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Andatejka
Gość

Boże, to jest genialne! Czy będziesz kontynuować? Bardzo proszę! Chciałabym poznać imię tego człowieka, no i w ogóle zarys, historię, co będzie potem! Rozpaliłaś moje serduszko ;D
A przy okazji, zapraszam do siebie 😉 http://www.kuroshitsujizbior.blogspot.com

DodoDan
Gość

Nie jestem pewna, czy będę kontynuować to opowiadanie.
Chociaż im częściej o nim myślę tym pojawia się zalążek jakieś historii.
A co do twojego bloga to z chęcią wpadnę.
Uwielbiam Kuroshitsuji 😀

Po prostu MAMA
Gość

Przyjemnie mi się czytało. Zapraszam również do mnie- może niektóre teksty Cię zainteresują 🙂

Bookendorfina Izabela Pycio
Gość

Przyjemnie się czytało, relaks przy porannej filiżance kawy. 🙂

Dodo Dan
Gość

Dziękuję i z chęcią zajrzę do ciebie.

Dodo Dan
Gość

Super, cieszę się.