Monte Cassino Dzień 6/7

Rano dnia szóstego dowiedzieliśmy się o zniszczonej ścianie, więc zaczęły się teorie – kto to zrobił? kiedy? i jak? 
Anglików wykluczono od razu, bo oni nie schodzili nawet ze swojego piętra (każda nacja miał swoje piętro). Podejrzenia padły na Polaków i Niemców. U nas wszyscy mieli alibi – rozmowy na facebook’u, sms’y… 
A Niemcy mało wiarygodne zeznanie jednej osoby, która usłyszała w nocy hałas i jak ktoś coś mówi po polsku. Wszyscy Polacy nawet nasi opiekunowie wiedzieli, że my tego nie zrobiliśmy tylko któryś z Niemców. Mieliśmy nawet swoje podejrzenia, jednak nikt nikogo na rękę nie złapał. 

Najpierw mieliśmy zapłacić za remont, ale na szczęście skończyło się na liście przeprosinowym, którzy mieli podpisać Polacy i Niemcy. Chociaż ci drudzy sprawiali problemy i nawet zgubili ten list i trzeba było go pisać od początku, wszystko zakończyło się w miarę dobrze. 
Szóstego dnia odbyła się ceremonia podsumowująca pobyt w Monte Cassino. Na placu obok ratusza odbył się występ. Wszystkie nacje prezentowały wiersze, piosenki, grali na instrumentach i odbyło się nawet krótkie przedstawienie. 
Potem spakowaliśmy się i ruszyliśmy do Rzymu – bez mojej piżamy.
Z tą piżamą jest trochę zabawnie, ponieważ dwa dni wcześniej wróciłam do hotelu i patrzę piżamy nie ma. Przetrząsam cały pokój – koleżanki mi nawet w tym pomogły – i jej nie znalazłam. Poszłam, więc do opiekunek zgłosić to. Nad ranem zostało to zgłoszone w recepcji – wyszła teoria, że sprzątaczki mogły ją ( tą piżamę ) zgarnąć razem z pościelą. 
Jednak ja w to nie wierzę. Dlaczego? Bo przewiązałam piżamę wokół ogona pluszowego kota, tak na wszelki wypadek, aby piżama nie zniknęła. A tu się okazuje, że kot został, a piżama zniknęła. Nie odzyskałam jej. Prawdopodobnie przywłaszczyła ją sobie jedna ze sprzątaczek, ale to tylko moje domysły. 
Opiekunka wycieczki natomiast powiedziała, że zamiast wrzucać monetę do fontanny w Rzymie, zostawiłam piżamę w hotelu. Dość zabawne. 
Jednak wracając po zameldowaniu się w hotelu w Rzymie, mieliśmy czas wolny. Polska i niemiecka grupa wybrała się na zwiedzanie miasta. Transportem publicznym dojechaliśmy do Watykanu i go zwiedziliśmy. Potem wędrowaliśmy włoskimi uliczkami – normalnie się w nich zakochałam! Cudowne, a w szczególności nocą, jak zapalają latarnie, wręcz bajecznie. 
Ale bez drobnych przygód też się nie obyło. A chodzi o to, że polska grupa zgubiła się w Rzymie. Na szczęście mieliśmy w grupie kolegę, który miał w telefonie GPS-a i okazało się, że zawędrowaliśmy, aż pod Forum Romanum, które mieliśmy zwiedzać następnego dnia. 
Wszystko dobrze się skończyło i wróciliśmy do hotelu. 
Siódmego dnia zwiedzaliśmy wspomniane wcześniej Forum Romanum, a po południu mieliśmy samolot do Berlina.

Nasza nocna wędrówka po Rzymie zakończyła się tutaj.

Zapomniałam napisać, że przed samym wyjazdem do Rzymu zwiedzaliśmy też nawiedzone miasteczko – ruiny San Pietro Infine.
Wtedy też się okazało, że nasza ceremonia pojawiła się w miejscowej gazecie.

Tu zaczyna się zwiedzanie Forum Romanum.

Po zwiedzaniu udaliśmy się na lotnisko. Anglicy polecieli do Londynu koło popołudnia, a my mieliśmy samolot pod wieczór. Jednak zaskoczyła nas burza. I tak z godziny na godzinę dowiadywaliśmy się, że lot jest opóźniony. 
Pojawiły się osoby, które strasznie marudziły – ja też należałam do takich osób, bo już raz spędziłam noc na lotnisku i to nie jest przyjemne. Komiczne jest to, że akurat ubrałam w ten dzień koszulkę z napisem „Jestem jędzą i dobrze mi z tym”. Była ona adekwatna do mojego nastroju. Zdenerwowałam niektóre osoby, jednak zostało mi to wybaczone. 
Ale wracając około północy poinformowano nas, że samolot jednak nie wyleci. Dostaliśmy z powrotem swoje bagaże (przemoknięte, bo nikt z obsługi nie wpadł na to, aby schować je pod dach). Zostaliśmy też wywiezieni do hotelu pięcio-gwiazdkowego, który miał być rekompensatą za nasz stres.  Hotel był fajny, dostaliśmy dobre śniadanie i zakwaterowanie. 
Następnego dnia mieliśmy wylot o jedenastej. 
Godzinę wcześniej zjawiliśmy się na lotnisku. Wsiedliśmy do autobusu, który miał wystawić nas obok samolotu. Jednak spędziliśmy w tym autobusie godzinę, może więcej. Wtedy dowiedzieliśmy się, że coś stało się z silnikiem podczas burzy – został zalany, więc wróciliśmy na lotnisko. 
Dostaliśmy kartki na jedzenie oraz picie i czekaliśmy na odlot. 
I była powtórka z dnia poprzedniego. Z godziny na godzinę przekładano lot. W pewnym momencie niektóre osoby bały się wsiąść do tego samolotu, bo kto by się nie obawiał jeśli co godzinę podają, że jest jakaś usterka? 
Około siedemnastej dowiedzieliśmy się, że leci do nas samolot, aż z Hamburga. Potem było spokojnie. Znaleźliśmy sobie dobrą miejscówkę i tam czekaliśmy na otwarcie bramek. 
Rzecz jasna nasi koledzy i koleżanki ze szkoły byli informowani na bieżąco. 
I w tym czasie wolnym sprawdziliśmy jak duże możemy dostać odszkodowanie. 
W rozrachunku zwrócił nam się koszt wyjazdu – a do tanich on nie należał, więc można śmiało powiedzieć, że pojechaliśmy  do Monte Cassino za darmo i do tego spędziliśmy w Rzymie dodatkowy dzień jako jedyna wycieczka od początku trwania projektu w mojej szkole. 

Wyjazd jak wszyscy uważają, był udany i zabawny, mimo spędzenia całego dnia na lotnisku i nieciekawej sprawy z dziurą w ścianie.   

Post Author: DodoDan

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Fans of Zootopia
Gość

JESZCZE BYŁAŚ TAM ZA DARMO?! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!

DodoDan
Gość

Nawet jeśli zostaliśmy tam dzień dłużej, to uważam, że było fajnie. A odszkodowanie to taki bonus.

Fans of Zootopia
Gość

To tylko się cieszyć!