Kochankowie Bezksiężycowych Nocy

Spis treści
Rozdział I (obecnie czytany)

Czy słyszeliście kiedyś o książęcym synu, który zwał się Chors? Albo o pięknej córce wilkołaka imieniem Stella? Nie? To zaraz poznacie ich historię…
Chors był synem Świętowita – boga, który przyczynił się do stworzenia świata. Chors posiadał dwóch starszych braci, którzy od niepamiętnych czasów toczyli walki. Pierwszy z nich to Perun – bóg piorunów,  pracujący w swojej kuźni, kochał ludzi oraz świat. Drugi z braci był to złowrogi bóg mórz zwany Weselem – pragnął on panować nad ludźmi. Ale to nie o nich jest moja historia.
Chors był strażnikiem, który pilnował, aby świat nie pogrążył się w chaosie podczas nieobecności Świętowita. To właśnie on jest strażnikiem nocnego nieba – jest Księżycem. Widzieliście, że Księżyc raz w miesiącu znikał z nieba? Niektórzy mówią, że zjadały Go wilki oraz ich kuzyni wilkołaki, a potem odradzał się na nowo. Ale prawda jest trochę inna i zamierzam wam uchylić rąbka tajemnicy znikającego Księżyca.
A zaczęło się to kiedy Księżyc po raz kolejny zniknął z nocnego nieba. Wtedy przesiadywał u swojego brata Peruna w boskiej kuźni. Chors często się nudził, choć pełnił ważną funkcję, nie przepadał za nią. A kto by lubił jakby wilki go zjadały? Dlatego lubił rozmawiać z starszym bratem. Ale to tylko cztery dni w miesiącu, przez większość czasu był samotny.
Chors stał przy drzwiach do kuźni brata. Słyszał stamtąd ciężki męski głos brata oraz delikatny kobiecy głos, należący do jego siostry –Jutrzenki. Nie wspomniałam o niej wcześniej? Chociaż nie odegrała znaczącej roli w tej historii to wspomnę o niej, dzięki temu lepiej zrozumiecie zachowanie Chorsa.
Jutrzenka była jedyną córką Świętowita oraz siostrą Peruna, Wesela i oczywiście Chorsa. Bogini zwiastowała nadejście nowego dnia. Codziennie o tej samej porze otwierała bramy Wyraju, aby jej ojciec mógł wyruszyć w podróż po niebie. Pewnego razu nie zjawiła się. Okazało się, że została porwana, ale nie będziemy się w to zagłębiać. Najważniejsze jest to, że Księżyc chcąc zyskać bogactwa Peruna okłamał ojca, że jego brat zginął i to on – Chors – zabił smoka, który porwał jego siostrę. Ale jak każde kłamstwo to też szybko wyszło na jaw. Perun wrócił i pokazał ojcu dowód, że to on zabił potwora, pokazując jego odcięty język. Chors poczuł wstyd. Okłamał ojca oraz ukochaną siostrę dla spełnienia własnych potrzeb, więc postanowił nigdy nie pokazywać się na oczy Jutrzence. Nie chciał, aby mu współczuła z powodu jego samolubnej decyzji.
Po jakimś czasie Perun wybaczył młodszemu bratu tę niesnaskę. Ale Chors nadal nie potrafił spojrzeć siostrze w oczy, więc ją unikał. Dlatego stał obok drzwi do kuźni i czekał… Czekał, aż siostra pójdzie otworzyć bramy Wyraju – boskiej krainy, gdzie żyli oni oraz dusze zmarłych. Kiedy drzwi otworzyły się, Książęcy Syn schował się za rogiem przyglądając się swojej siostrze. Z uśmiechem na twarzy pożegnała się z Perunem, biegnąc w stronę Bramy. Poczuł ukłucie w sercu. Ten uśmiech już nigdy więcej nie będzie do mnie skierowany, pomyślał ponuro Chors. Poczekał, aż zniknie za drzewami i wszedł do kuźni. W środku ujrzał swojego brata z młotem w ręce, wykuwającego jakieś nowe ziemskie stworzenie. Perun odwrócił się jak tylko usłyszał skrzypienie zamykających się drzwi. Uśmiechnął się do brata, obnażając przy tym białe zęby.
– Witaj, drogi bracie! – powiedział radośnie Perun odkładając młot. – Czy to nadeszły te wyjątkowe cztery dni? – zapytał znając odpowiedz.
Perun roześmiał się, ściskając mocno brata. Zawsze tak robił kiedy się spotykali. Zawsze okazywał mu dużo troski i miłości. Przy nim Chors zapominał o samotności, która mu doskwierała. Młodzieniec roześmiał się lekko w odpowiedzi, odwzajemniając niedźwiedzi uścisk brata. Jak zawsze rozmawiali o wszystkim co się stało od ich ostatniego spotkania. Perun wiedział, że brat czuje się samotny, ale dzisiaj zdawał się jeszcze bardziej osamotniony. Może to przez to, że widział Jutrzenkę, pomyślał zatroskany gromowładny. Chciał jakoś pomóc bratu, aby nie cierpiał. Nie chciał utracić drugiego brata. Zastanawiał się przez chwilę i wpadł na genialny pomysł. Postanowił od razu zadziałać.
– Chorsie. – Zwrócił uwagę brata, który przyglądał się jednemu z jego dzieł. Młody bóg spojrzał na gromowładnego wyrwany z zamyślenia. – Tak mnie jakoś zastanawia. Jesteś strażnikiem nocnego nieba – mówił Perun, a Chors coraz uważniej wsłuchiwał się w słowa brata. Księżyca bardzo ciekawiło do czego zmierzał jego brat. – Obserwowałeś Ziemię wiele razy z nieba, jak nasz ojciec, ale… Nigdy tak naprawdę na niej nie byłeś! Nie poznałeś jej piękna tych cudownych wodospadów, łąk… – Dalej młodzieniec nie słuchał, ponieważ zawsze kiedy schodzili na temat Ziemi i jej mieszkańców jego brat stawał się jeszcze bardziej rozmowny, jeżeli to w ogóle było możliwe.
Młodzieniec zaśmiał się w odpowiedzi, obiecując bratu, że kiedy znowu zniknie z posterunku zwiedzi „ten cudowny i niesamowity świat” jak to zwykł mawiać jego brat.
W końcu nie zaszkodzi mi jakaś drobna odmiana, pomyślał Chors.
Minął miesiąc. Strażnik zszedł z nieba, pojawiając się na leśnej polanie. Postanowił, że to właśnie tutaj rozpocznie swoją „przygodę”.
Rozejrzał się wokoło, przyglądając się drzewom otulonych ciemnością. Usłyszał szelest liści. Odwrócił się w tamtą stronę i ujrzał małego lisa. Uśmiechnął się lekko do zwierzęcia, a lisek niepewnie podszedł do boga. Spojrzał na niego, a kiedy młody bóg chciał go pogłaskać malec uciekł spłoszony. Księżyc zaśmiał się cicho, spoglądając za znikającym zwierzęciem.
Chors przechadzał się po lesie zaintrygowany jego tajemniczością. Dziwił się sam sobie, że nie wpadł wcześniej na taki pomysł. Choć widział tylko kawałek rozległego świata, tak naprawdę nie wiedział o nim absolutnie nic. Podziwiał każde drzewo, zwierzę i kwiat. Aż z zamyślenia wyrwał go szum strumyka. Postanowił go zobaczyć, więc skierował się w stronę spokojnego dźwięku.
Wyjrzał ostrożnie za drzew i zobaczył postać kucającą nad rzeczką. Zaciekawiło go to, ponieważ ludzie przez bestie o oczach czerwonych, nie zapuszczali się sami do lasu w nocy. Podszedł bliżej ostrożnie przy tym stąpając.
Widział wcześniej ludzi, ale ten człowiek zaintrygował go. Musiał on być albo bardzo odważny albo bardzo głupi, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia jakie na niego czyhają.
Kiedy znalazł się blisko tajemniczej postaci spostrzegł, że jest to kobieta o niezwykłej urodzie. Widział ją dokładnie w słabym blasku gwiazd. Mleczna cera, włosy koloru dojrzałych kłosów zbóż. Drobna postura.
Podszedł jeszcze bliżej, ale usłyszała go. Odwróciła się gwałtownie. Ujrzał wtedy oczy koloru błękitnego nieba. Nie spodziewał się tego, więc stanął jak wryty. Natomiast dziewczyna wystraszyła się.
Obawiała się, że zrobi jej krzywdę, więc uciekła w ciemny las. Chors zawiedzony nie chciał dalej straszyć dziewczyny, dlatego nie pobiegł za nią. Ale nie mógł też o niej zapomnieć, ponieważ oczarowała go swoją nieskazitelną urodą. Zrezygnowany odpuścił sobie dalsze zwiedzanie świata śmiertelnych. Spojrzał jeszcze raz na miejsce, gdzie zniknęła owa piękność i zniknął wraz z pierwszymi promieniami słońca. Tak właśnie minęła pierwsza noc.
Książęcy syn zauroczył się niewiastą znad rzeki i postanowił znowu ją spotkać. Dzień spędził z bratem, opowiadając mu o wydarzeniach minionej nocy. Perun uznał, że mógłby spróbować znaleźć tę ziemiankę, skoro go tak zaintrygowała. Gdy słońce zniknęło za horyzontem Chors zjawił się w miejscu, gdzie widział damę, która przez jedną noc zdążyła rozgrzać jego serce.
Książęcy syn usiadł nad brzegiem i czekał. Usłyszał szelest liści i z nadzieją spojrzał w stronę skąd dochodził dźwięk. Ale to nie była ona…
Z krzaków wyszła młoda sarna. Zwierzę podeszło do księcia, chwiejąc się na nogach. Księżyc uśmiechnął się lekko na ten rozczulający widok. Musiała się niedawno urodzić, pomyślał. Sarna usiadła obok niego na trawie, opierając głowę na jego kolanach. Siedział tak, czekając oraz podziwiając las.
Nie wiedział, że jest obserwowany przez kobietę, którą wystraszył zeszłej nocy. Patrzyła na niego przez chwilę i miała już zamiar odejść. Młodzieniec rozejrzał się jeszcze raz. Wtedy spostrzegła jego piękne jasne oczy, które zdawały się świecić jak gwiazdy.
Nie zauważył jej, ale ona już utonęła w jego urodziwych oczętach. Zastanawiała się, czy nie przywitać się z nieznajomym  i przeprosić za zeszłą noc.
Ta sarna mu ufa, jeśli byłyby zły nie przyszłaby, pomyślała obierając się rękoma o drzewo. Kiedy Chors porzucił nadzieję na spotkanie postanowił odejść, ale piękność skryta za drzewami pragnęła, żeby nie znikał.
– Czekaj! – krzyknęła za nim.
Kiedy zdała sobie sprawę co zrobiła, zadziwiona swoją reakcją, zasłoniła sobie usta. Bóg odwrócił się i ujrzał ją skrytą pośród drzew. Zadziwiła siebie i Chorsa, ale oboje chcieli się spotkać. Nieśmiała niewiasta wyszła z kryjówki, a książęcy syn podszedł do niej.
– Witaj – powiedział uśmiechnięty Chors.
Był szczęśliwy, że spotkał tę niewiastę oraz, że ona też o nim myślała. A przynajmniej tak podejrzewał skoro nie chciała, aby odchodził.
– Ja chciałam przeprosić za wczoraj za to, że tak uciekłam… – powiedziała cicho łamiącym się głosem białogłowa.
Starała się nie patrzeć mu w oczy. Książęcy syn uśmiechnął się nieznacznie. Dziewczyna wydawała mu się urocza, kiedy tak go przepraszała, przecież to on ją wystraszył.
Położył jej rękę na ramieniu, aby się uspokoiła i spojrzał jej głęboko w oczy. Dziewczyna patrzyła na niego jak zahipnotyzowana.
– To ja powinienem cię przepraszać – dziewczyna usłyszała melodyjny głęboki głos. – To ja cię wczoraj wystraszyłem, za co przepraszam.
Zakończył swoją odpowiedź łagodnym uśmiechem, który dziewczyna odwzajemniła. Poczuła jak wchodzą w nią nowe siły.
– Jestem Stella – przedstawiła się dziewczyna.
– Gwiazda – powiedział Chors. – To imię idealnie do ciebie pasuje.
Stella w odpowiedzi odwróciła od niego wzrok, rumieniąc się delikatnie. Chors spostrzegł to i zaśmiał się cicho. Resztę bezksiężycowej nocy spędzili na miłej rozmowie, w której wiele się o sobie dowiedzieli.
Chors dowiedział się, że Stella kocha kwiaty oraz zwierzęta, a ona wywiedziała się, że on pragnie poznać świat oraz jego tajemnicę. Kiedy powoli zbliżał się świt ich spotkanie musiało dobiec końca. Chors zbliżył się powoli do Stelli. Objął ją w pasie, a dziewczyna nie protestowała.
– Czy mogłabyś zamknąć oczy? – poprosił ją, a ona to uczyniła.
Książę zbliżył się do niej powoli, aż ich usta się zetknęły. Jego usta delikatnie musnęły jej wargi. Pocałował ją, a ona to odwzajemniła. Ich pocałunek trwał chwilę, ale dla nich jakby czas się zatrzymał.
Dziewczyna odsunęła się od niego, spoglądając w jego oczy.
– To do zobaczenia – powiedziała niepewnie się rumieniąc.
– Tak. Do zobaczenia – odrzekł Chors lekko uśmiechnięty.
Oboje poczuli niesamowite uczucie, które zawładnęło ich sercami. Tej nocy kwiat miłości zaczął kwitnąć. Przysięgli sobie spotkać się następnej nocy i tak się stało. Kochankowie bezksiężycowej nocy spędzili noc cudowną.
Stella pokazała Chorsowi piękno lasu jakiego dotąd nie poznał. Książęcemu synowi, który co noc odbywał swoją wędrówkę, nie widział nic równie pięknego jak wodospad wokół którego rosły Wiktorie Królewskie. Roślina, która kwitnie tylko na dwie noce.
I właśnie nasi kochankowie mieli ten zaszczyt zobaczyć jak drobne kwiaty na wodzie rozwijają swoje płatki. Ich kolor zmienił się z białego w delikatny róż. W tej pięknej, romantycznej atmosferze Chors postanowił wyznać Stelli co do niej czuje. Chociaż znał ją tylko kilka dni to wiedział, że prawdziwie ją pokochał.
Młodzieniec uznał to za dobry moment, aby powiedzieć ukochanej dwa magiczne słowa. Podszedł do jeziora, zrywając kwiat. Stella wpatrywała się w nieskazitelna wodę, a on podszedł do niej. Niewiasta odwróciła się i wpatrywała się w cudowne gwieździste oczy ukochanego.
– Stello – zaczął książęcy syn. – Wiem, że poznałem cię kilka dni temu, ale… – wyciągnął przed ciebie różowy kwiat. Ukochana jego wyciągnęła rękę i kiedy ich dłonie się zetknęły powiedział. – Stello, kocham cię.
Dziewczyna wzięła kwiat, spojrzała na niego i wróciła wzrokiem na Chorsa, który wyczekiwał odpowiedzi. Stella poczuła się szczęśliwa, kiedy wypowiedział te dwa magiczne słowa, rozpalając jej serce. Wiedziała co powiedzieć.
-Też cię kocham, Chorsie
Bóg uśmiechnął się uradowany, obejmując ukochaną. Zbliżył się do niej i delikatnie musnął jej wargi, potem pogłębił pocałunek. Swe wyznanie przypieczętowali pocałunkiem szczerej oraz czystej miłości.
Ale nasi zakochani nie wiedzieli, że są obserwowani. Nie zauważyli żółtych oczu, skrytych w zaroślach niedaleko nich. Nie wiedzieli, że osoba, która ich obserwowała zapragnęła zakończyć ten romans, a tą osoba był ojciec Stelli – król wilkołaków.
Kochankowie rozstali się z zamiarem spotkania się kolejnej, a zarazem ostatniej bezksiężycowej nocy. Kiedy Chors odchodził obiecał sobie, że wyjawi ukochanej prawdę o sobie.
Ale nie wiedział, że Stella ma taki sam zamiar – chciała mu powiedzieć, że jej córką króla wilkołaków. Oboje mieli przed sobą sekrety oraz obawiali się reakcji drugiej osoby, kiedy je usłyszy.
Młodzieniec pewien swoich uczuć powiedział o swoich zamiarach bratu. Księżyc myślał, że zostanie ukarany za miłość do śmiertelniczki, ale został mile zaskoczony reakcją brata.
– Co ty myślałeś?! – krzyknął wesoło Perun. – Miałbym się zrugać za to, że się zakochałeś? – powiedział gromowładny śmiejąc się wniebogłosy. – Za kogo ty mnie masz, braciszku? Przecież ja też kiedyś byłem zakochany – powiedział Perun zerkając na swoją żonę Mokoszę, która była znana pod innym imieniem. Ludzie zwali ją Matką Ziemią, ale dla większości była Mokoszą, boginią deszczu i życia. – I nadal jestem – dodał szeptem roześmiany Perun.
Chors poczuł ulgę po usłyszeniu pokrzepiających słów brata. Teraz był pewien, że musi powiedzieć Stelli kim naprawdę jest.
Jeśli naprawdę mnie kocha to zrozumienie, pomyślał młody bóg wyczekując zachodu słońca.

Post Author: DodoDan

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
NewEnglandBlog.pl
Gość

Bardzo lubię mity, mają w sobie magię.

Unknown
Gość

Świetnie się czyta 🙂 Masz talent

Kita
Gość

Uwielbiam mitologie u jej podwójne dno

Dodo Dan
Gość

Uważam podobnie. Legendy oraz mitologia mają w sobie to coś, co przyciąga ludzi.

Dodo Dan
Gość

Dziękuję, staram się.

Dodo Dan
Gość

Dzięki 😀

Aneta - zycieipodroze
Gość

Mity mają niezwykłą magię i są takie nieco odrealnione. Podziwiam osoby, które potrafią je tworzyć. 🙂

anieszkaczytaclubi
Gość

Nie lubię takich książek. Jakoś nigdy mnie nie ciągnęło w kierunku mitologii.

Melodylaniella
Gość

Napisane bardzo fajnym piórem!

TosiMama
Gość

Dobrze się to czyta!