Kajaki

Dosłownie jakąś godzinę temu wróciłam z kajaków. 
Jestem zmęczona oraz obolała, jednak zadowolona. 
Wybraliśmy się razem z klasą na kajaki. Weszliśmy do wody po dziewiątej. Wtedy byliśmy przekonani, że przepłyniemy nie więcej niż 15 km. Po drodze okazało się, że jest to 18 km. A po ognisku dowiedzieliśmy się, że tak naprawdę przebyliśmy 22 km. 
Całkiem niezły dystans, szczególnie, że dla niektórych był to pierwszy raz. Lecz nie dla mnie. Wcześniej płynęłam z rodzicami oraz na koloniach, ale tylko do 10 km.
Więc jest to niezły wyczyn. Naprawdę świetnie się bawiłam, nawet jeśli z kolegą, nabraliśmy wody do kajaka. 
A było to tak, że znajomi utknęli przy kłodzie. Nurt rzeki zaczął ich przechylać i woda wlatywała im do kajaka. Wtedy ja i kolega, porwani przez nurt, uderzyliśmy w  nich. I raczej wiadomo co się dalej stało XD 
Na szczęście przybyła odsiecz! Znajomy, który jest ratownikiem pomógł im wyleć wodę z kajaka, a my w tym czasie utknęliśmy przy konarze i wylewaliśmy wodę butelkami. To był naprawdę komiczny widok. 
A jakby tego jeszcze było mało jakaś inna wycieczka w nas uderzyła! Nie wiem jakim cudem nas nie wywrócili. Jednak tamci nie mieli tyle szczęścia co my. 
Podsumowując wywróciło się około pięciu kajaków. Nie obyło się też bez ofiar… w telefonach. Dwaj znajomi i jeden opiekun stracili telefony. 
Mój cudem ocalał. Mogę się uznać za szczęściarę. 
Jak lekko zziębnięci pokonaliśmy ostatnie 5 km, odbył się grill. Były obowiązkowo kiełbaski oraz ciasto drożdżowe. A potem wróciliśmy do domów. 
Zabawa była niezła, mimo, że pod koniec było mi zimno. 

Post Author: DodoDan

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o