Rozdział VII – „Zapomniana Wytrwałość”

Spis Treści

Prolog

Rozdział I

Rozdział II

Rozdział III

Rozdział IV

Rozdział V

Rozdział VI

Rozdział VII (obecnie czytany)

Reszta tygodnia minęła normalnie. Jeśli można tak określić mieszkanie z człowiekiem.   Wszystkie dni były do siebie podobne. Rano Kath uparła się, aby z nami wstawać i towarzyszyć przy śniadaniu. To najczęściej jej udawało się namówić Papyrusa, żeby nie ociągał się przed szkołą. Muszę przyznać, że miała do niego dobre podejście. Wtedy zastanawiało mnie, czy ma jakieś młodsze rodzeństwo, którym się opiekowała.   Potem jak wychodziliśmy, pojawiała się Saera. Nie wiem, o czym rozmawiały. Jednak po ich pierwszym spotkaniu Katharina zaczęła inaczej na mnie patrzeć. Wówczas nie miałem pojęcia, że różowa jaszczurzyca opowiedziała jej historię o Upadłych Ludziach. Uważałem, że było to spowodowane nieufnością wobec mnie, lecz szybko porzuciłem ten zamysł. Była przy mnie bardzo otwarta oraz towarzyska.   Miałem wrażenie, że stara się zyskać moje zaufanie. Po wcześniejszych przeżyciach z ludźmi wolałem być ostrożniejszy. Uważałem na to, co mówię i robię. Nie byłem pewien, jak ona może zareagować. Jednak ona zdawała się czekać.   Spostrzegła, że lubię czytać książki, a w szczególności science-fiction. Próbowała ze mną na ten temat rozmawiać, lecz ja nie znałem jej autorów, a ona nie czytała – jak się okazało – starych wydań. Nie orientowałem się w świeżo wydanych książkach, bo takie po prostu do Podziemia nie wpadały. Najczęściej trafiały do nas lekko zużyte, kilkuletnie książki. Mimo to sami mogliśmy pochwalić się znakomitymi pisarzami.   Iceberg to stary powieściopisarz. Zajmował się on opowieściami na temat świata ludzi. Saga „Za Barierą” opowiadała o życiu ludzi, a dokładniej o pewnym rodzie magicznym. Opisywał rodzinę, która odbudowywała swoje życie po Wojnie. Kolejne książki przedstawiały losy tej rodziny w zmieniającym się świecie. Jak magowie, potwory oraz magia zostawały zapomniane. Natomiast Wojna między potworami a ludźmi włożona między bajki.   Powieść Iceberga za dużo nie różniła się, od tego, co nastąpiło. Chodzi o to, że ten autor urodził się kilka lat po powstaniu bariery. Wszystkie jego teorie i przypuszczenia zawarte w książkach dopiero po latach okazały się w pewnym stopniu trafne. Był on też jednym z niewielu pisarzy ukazujących ludzi z dwóch stron – Dobrej i Złej.   Większość literatów prezentowała ludzi jako złe istoty, które powoli i skutecznie niszczyły Powierzchnię. Pomimo to znalazło się kilku takich, którzy obrazowali ludzi w neutralnym świetle. Nie jako demony żądne władzy i krwi, mimo że też występowały takie postacie, ale też jako dobrych i współczujących.   Autorka powieści „Ukryty wśród ludzi” Reveal opisała życie kilku potworów niespokrewnionych ze sobą, którym udało ukryć się przed ludźmi, zanim zostaliśmy zamknięci. Opowiada o ich rozterkach, problemach oraz emocjach. Jak sami zmagali się z utratą rodziny, wewnętrznymi konfliktami. A w późniejszej części książki o relacjach z ludźmi. O tym jak po pewnym czasie budują się między nimi pozytywne relacje.   No, ale ja nie miałem robić wykładu o potworzej literaturze, wracając…  W literaturze nie miała punktu zaczepienia, więc spróbowała czegoś innego. Prawdopodobnie powiedział jej to Paps. Chodzi o moje zamiłowanie do gwiazd.   Pewnego dnia przez „przypadek” znalazła u mnie książkę o ciałach niebieskich, a raczej poprosiła mojego brata o przyniesienie akurat tej.   Zobaczyłem, jak przegląda ją wieczorem na kanapie, gdy ojciec czytał Papyrusowi bajkę na dobranoc.   Zaskoczyło mnie, że zajęła się lekturą naukową. Muszę przyznać, że na początku miałem ją za osobę… Jak to powiedzieć, żeby to źle nie zabrzmiało… Uważałem Kath za osobę mało rozgarniętą, nad którą mam przewagę intelektualną…  Oj…  Nigdy nie oceniaj książki po okładce. Nieźle dostałem w skórę, jak Katharina pomogła mi w zadaniu domowym. Ciąg arytmetyczny i geometryczny… Wtedy były dla mnie istną magią. Dobra, już przestaje z żartami. Widać nie rozluźniają one sytuacji tak, jak przypuszczałem.   Ale wracając… Jakąś godzinę męczyłem się z zadaniem. Miałem obliczyć sumę wyrazów w ciągu geometrycznym na podstawie ciągu arytmetycznego, jeśli mają taką samą liczbę wyrazów. Było jeszcze napisane, że liczba „x” jest większa o 7 od liczby „z” a liczba „z” mniejsza o 5 od liczby „y”.   Nie ważne co robiłem, nie wychodziło mi. Każdy ma swoją granicę cierpliwości, a moja właśnie się skończyła.  – Dość! Na dzisiaj już koniec! – krzyknąłem do siebie.   Katharina spojrzała na mnie zdziwiona, odrywając się od lektury.   – Co ty robisz? – zapytała, odkładając książkę na stolik.   – Coś, co cię przerośnie – odparłem. Może trochę za ostro, ale nie cierpiałem,jak mi coś nie wychodziło. Wkurzałem się o drobne rzeczy, jak coś mi nie wyszło i przy tym poświęciłem temu dużo czasu.   – Tak samo, jak ciebie? – zapytała z wrednym uśmieszkiem. Jednak po chwili wzięła do ręki laskę, którą załatwił ojciec. On też uznał, że krzesłomobil to dość ryzykowny środek transportu, a w szczególności, jeśli ma się do czynienia z wysokim progiem.   Katharina westchnęła ciężko, podchodząc do stołu. Usiała obok mnie.   – Pokaż to zadanie – powiedziała, wyciągając w moją stronę rękę. Poddałem się. Z wyższością dałem jej mój notes. Byłem stuprocentowo pewny, że go nie rozwiąże. Katharina wzięła jedną z leżących na stole kartek i ołówek. Zaczęła analizować moje obliczenia. Nie przyglądałem jej się.   -Rozwiązałam – rzekła.  – I co jed… – zaciąłem się w pół zdania, odwracając się w jej stronę. Zdziwiony dalej na nią patrzyłem.   – Użyłeś złego wzoru – powiedziała spokojnie. Położyła obok siebie nasze kartki, zaznaczając u mnie błąd. – Zastosowałeś wzór na sumę szeregu geometrycznego, a nie na ciąg geometryczny. To na tym polegał twój błąd – rzekła, pokazując mi prawidłowy wzór. – Jak masz z tym problem, mogę ci to wytłumaczyć, ale ostrzegam, nie jestem dobra w wyjaśnianiu. Szybko tracę cierpliwość do takich rzeczy – wyjaśniła mi.   Szczerze mnie zamurowało. Byłem dla niej wredny, a ona mimo to mi pomogła. Nawet zaoferowała dalszą pomoc.   – Ta… Dzięki – rzekłem, krótko przepisując poprawny wzór. – Z resztą sobie poradzę.   – Nie ma za co – uśmiechnęła się, jednak dalej obok mnie siedziała.   Czułem się trochę niekomfortowo. Może to ze względu wcześniejszej wpadki… Resztę zadania domowego zrobiłem z drobną pomocą Kath. Jak tylko zauważyła, że się przy czymś długo głowię, patrzyła mi przez ramię, a potem czekała. Nie wywyższała się. Nie poganiała. Po prostu czekała, aż to ja powiem, że potrzebuję pomocy. Nic na siłę, nie robiła. I w końcu przełamałem się i poprosiłem o wytłumaczenie reszty zadań.   Miała rację. Nie byłaby dobrym nauczycielem. Szybko traciła do mnie cierpliwość, jak któryś raz z rzędu robiłem błąd w tym samym zadaniu. Wtedy zaczynaliśmy trochę na siebie krzyczeć. Ja, że ma na mnie nie podnosić głosu, a ona, że mam zastanowić się na tym, co piszę. Potem uspokajaliśmy się, a ona tłumaczyła zagadnienie kolejny raz, a ja robiłem zadanie na spokojnie „z głową” jak to określała Kath.   W ciągu kolejnej godziny zrobiliśmy wszystkie zadania. Zaskoczyło mnie, że zajęło nam to tak mało czasu. Obstawiałem, że nie zrobię nawet połowy i resztę odpiszę w szkole. Jednak zostałem mile zaskoczony.   Następnie Katharina usiadła na kanapie. Wróciła do czytania, a ja spakowałem swoje rzeczy do plecaka. Zamierzałem już iść do pokoju, ale jakoś czułem, że dziewczynie przyda się towarzystwo. Odłożyłem plecak obok schodów, a potem dosiadłem się do Kath.   Tym razem to ona była zaskoczona. Jednak szybko to ukryła pod uśmiechem. Miała naprawdę ładny i przede wszystkim szczery uśmiech.     – I jak tam lektura? – zapytałem, wskazując na książkę.     – Ciekawa. Jak byłam na Powierzchni, wszędzie szukałam tej książki, ale nie mogłam jej dostać. Jest tu masa teorii o czarnych dziurach – oznajmiła z błyskiem w oku. – Muszę podziękować twojemu ojcu, że mi ja pożyczył.  Zdumiałem się na te słowa. Dlaczego ojciec polecił jej tę książkę? Po co to zrobił? Nie zrozumiałem jego działań. Jednak szybko zapomniałem o tym drobnym fakcie. Zaczęliśmy rozmawiać o ciałach niebieskich.   Opowiadałem jej o moich ulubionych gwiazdozbiorach. O jesiennym gwiazdozbiorze wilka, który znajduje się obok centaura. Nie wiele jest legend na temat konstelacji wilka, ponieważ Grecy i Rzymianie widzieli w niej tylko bestię towarzyszącą centaurowi. Natomiast inni widzieli zupełnie co innego. Erastostenes mówił, że jest to bukłak z winem trzymanym przez centaura. Kiedyś natrafiłem na dość specyficzny mit. Opowiada on o królu arkadyjskim Likaonie, który postanowił wystąpić boga Zeusa na próbę. Podczas uczty śmiertelnik podał bogu ludzkie mięso. Za karę został zmieniony w wilka i umieszczony na nieboskłonie.   Innym lubianym przeze mnie gwiazdozbiorem jest żuraw. Ptak ten w starożytnym Egipcie uważany za patrona astronomów. Przez lata jego nazwa ulegała zmianie. Raz był flamingiem, innym razem czaplą, a na koniec bocianem. Ostatnia nazwa nie została przyjęta. Od tamtego czasu został oficjalnie żurawiem. Podobno w całości można go zobaczyć w Afryce Północnej.   Mógłbym tak wymieniać, a wymieniać. Natomiast ja dowiedziałem się od niej o najnowszych odkryciach. O teoriach i ciałach niebieskich, które dopiero co zostały spisane.   Opowiedziała mi o odkryciu Cruithne w 1986. Dość niedawno. Jest to planetoida krążąca wokół Słońca. A ze względów na powiązania grawitacyjne niektórzy naukowcy nazywają ją „drugim księżycem” Ziemii. Lecz to stwierdzenie nie precyzyjne, ponieważ ta planetoida nie obiega naszej planety, tylko porusza się po złożonej orbicie wokółsłonecznej Ziemi.   Albo o spagetyfikacji zwanej też efektem makaronu. I nie jest to nic apetycznego. Chodzi o oddziaływanie czarnych dziur na ciało człowieka, które znajduje się w jej zasięgu.   Przypuszczając, że człowiek wleci do czarnej dziury nogami do przodu, to różnica sił oddziaływająca na jego nogi, a głowę byłaby olbrzymia. W wyniku tych sił człowiek zostałby rozciągnięty jak makaron! I pękł w najsłabszym punkcie! To jest jednocześnie niesamowite i makabryczne.   Nawet nie zauważyliśmy, kiedy zasnęliśmy na kanapie. Obudziliśmy się już następnego dnia, okryci kocem.   Tak wyglądała nasza codzienność. Nic niezwykłego się nie działo. Każdego dnia poznawaliśmy się bliżej z Kath.   Ona opowiadała mi o swojej rodzinie, siostrze i życiu, jakie wiodła. Tymczasem ja rozwodziłem się na temat Podziemia. Jak wygląda nasz świat. Co tu się dzieje. Mieliśmy swoje wieczory, w których dzieliliśmy się przeróżnymi informacjami.   Wtedy jakoś tego nie zauważyłem, ale Kath powoli zaczęła burzyć mur, jaki wokół siebie utworzyłem. Stopniowo odzyskiwałem wiarę w ludzi, nawet nie zdając sobie z tego sprawy.   Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, że Kath nauczyła mnie CIERPLIWOŚCI. 

Tak w skrócie mógłbym opisać resztę tygodnia. Do dnia, kiedy Katharina mogła się swobodnie poruszać.   Tamtego dnia poznała kolejną osobę, której zmieniła życie na zawsze.   Kiedyś słyszałem, że pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Według ludzi to przy pierwszym spotkaniu z kimś oceniamy tę osobę i wiemy, czy chcemy się z nią przyjaźnić, czy nie.   Ludzie mówią też, że nowe osoby, które poznajemy, mogą zmienić nasze życie oraz poglądy.   Życie wielu z nas uległo zmianie małej albo dużej. Niektórzy dopiero teraz zdają sobie sprawę, ile tak naprawdę wniosła w nasze życie.  

22 sierpnia 1994 r.  Leżenie na kanapie było naprawdę męczące, a w szczególności, że pan Gaster skonfiskował mi „krzesłomobil”!  Może i miał rację, że jest troszeczkę niebezpieczny… Ale tylko ociupinkę… W końcu tylko raz wywaliłam się o próg. Lecz Sans użył magii i mnie złapał, zanim zaliczyłam spotkanie pierwszego stopnia z podłogą. Przecież nic mi się nie stało?   Niestety nie, ważne co mówiłam, zabrał mi mój pojazd. Jednak dostałam coś w zamian. Kule ortopedyczne. Cały dzień zajęło mi nauczenie się jak z nimi chodzić! Serio, to wyglądało na łatwe, ale wcale takie nie było.   Ten tydzień dłużył mi się niemiłosiernie.  Poranki spędzałam z Saerą, potem z braćmi, aż do wieczora. Wspólne zabawy i posiłki. Naprawdę dobrze się z nimi bawiłam, lecz chciałam już wyjść. Zobaczyć, jak wygląda reszta ich świata.   To było silniejsze ode mnie. Czasami jak zostawałam sama wpatrywałam się w krajobraz za oknem. Drewniane domy z kominami, które cały czas buchały dymem.   Zadziwiające jest to, że się tu nie udusili przez ten dym. Może mają jakiś układ wentylacji, który go odprowadza? A może w skałach nad nami są niewielkie szczeliny, przez które dym unosi się i wychodzi na powierzchnię?   Nie wiem. Jak spotkam pana Gastera to go o to spytam. Dziwne jest to, że on rzadko przebywa w domu. A jak w nim jest to zamyka się w swojej pracowni na piętrze.   Gdy spytałam o oto szkiele-braci o Sans od razu spochmurniał, a Papyrus odwrotnie. Z dumą mówił o jak to określił chwalebnej pracy swojego rodziciela – pan Gaster był królewskim naukowcem.   Wtedy też ogłosił, że pójdzie w ślady ojca. Paps jest zabawny. Co chwilę zmieniał zdanie. Od kiedy tu trafiłam powiedział, że zostanie ogrodnikiem, muzykiem i naukowcem.   W jego wieku też co chwila zmieniałam upodobania. Słodka niewinność dzieci.   A co do Sansa…  Przestałam wyczekiwać końca tygodnia, gdy pewnego wieczoru zaczęliśmy rozmawiać o kosmosie. Mówił z taką pasją. Jego oczy? Oczodoły? Zdawały się świecić, gdy mówił o gwiazdach.   Tak miło mi się z nim rozmawiało, że zanim spostrzegliśmy zasnęliśmy wtuleni w siebie.   Nawet nie wiedziałam, że można rumienić się na niebiesko! Jaki on był speszony, gdy się obudziliśmy.   Oczywiście ja też się trochę zawstydziłam, ale nie tak jak on. Gdy tylko pan Gaster zszedł na dół i nas zobaczył stało się coś dziwnego, a zarazem śmiesznego.   Jego ojciec spojrzał na nas i już chciał coś powiedzieć, gdy Sansa, nagle otoczyła jasno-niebieska poświata i zniknął.   Oboje zaskoczeni tym co zrobił Sans, wpatrywaliśmy się w puste miejsce, gdzie przed chwilą był. Dosłownie chwilę potem usłyszeliśmy jakiś trzask oraz siarczyste kurwa dochodzące z pokoju Sansa.    – Widać teleportacja dalej mu nie idzie – zaśmiał się Gaster.   Od tamtego momentu z radością wyczekiwałam wieczorów z Sansem oraz naszych gwieździstych pogawędek. Czułam jak powoli się otwiera i przepuszcza mnie przez mur jaki stworzył wokół siebie. Może kiedyś uda mi się wyciągnąć go z tej skorupy? 

26 sierpnia 1994 r.  Wreszcie mogłam wyjść z domu!   Ten dzień był zwariowany i poznałam tyle ciekawych potworów!   Ale zacznę od dzisiejszego ranka.   Wszystko wyglądało jak zawsze, oprócz tego, że pan Gaster był jeszcze w domu. Zmierzałam w stronę kanapy, aby złożyć pościel jaką się nocą przykrywałam. Chciałam ją schować do szuflady w kanapie, gdy usłyszałam dziwny język dochodzący z góry. Rozpoznałam w nim głos Sansa oraz Gastera. Zaciekawiło mnie to strasznie.   Po cichu poszłam na piętro. Było to nie małe wyzwanie, ponieważ zdawało mi się, że przy każdym kroku schody strasznie skrzypią.   W końcu udało mi się dojść na szczyt schodów. Przykucnęłam przy barierce, tak aby nikt mnie nie zauważył. O nakrycie ze strony Papyrusa nie musiałam się obawiać. Młody zmywał naczynia w kuchni. Od kiedy nazwałam go Wspaniałym Papyrusem przy każdej pracy było go pełno. Takie nastawienie może mu jedynie wyjść na dobre.  Drzwi do pracowni pana Gastera otworzyły się. Z pomieszczenia wyszedł Sans oraz jego ojciec.   Rozpoznałam głos Gastera i Sansa. Nie wiem co powiedziali. Wiem, jedynie, że jest to prastary potworzy język. Podobno w Podziemiu zna go dużo starszych potworów. To naprawdę dziwnie brzmiało. Trudno opisać nawet jak. Przeczucie w tej chwili powiedziało mi, że czas się zmywać.   I zrobiłam to w dobrym momencie, ponieważ oboje zeszli na dół. Na szczęście udało mi się dotrzeć do kuchni, zanim pojawili się na parterze.   – Cześć! – powiedziałam niewinnie, gdy weszli do kuchni.   Paps akurat skończył sprzątać po śniadaniu, więc podbiegł do nich. Skakał dookoła nich z uśmiechem, pytając się, kiedy możemy wyjść. Oparłam się o blat, rozmyślając o sytuacji sprzed chwili. Rozmowa Sansa i Gastera wydawała mi się podejrzana. Ale przecież mogła być ich normalną pogawędką? Może dotyczyła jakiegoś eksperymentu? To dość możliwe. Lecz od środka zżerała mnie ciekawość o czym oni rozmawiali.  Może powinnam się zastanowić nad nauczeniem się ich języka? W końcu nawet nie wiem, ile czasu tu spędzę.   Wracając…  Kilka minut później byliśmy już ubrani i gotowi. Sans miał swoją ulubioną niebieską bluzę z futerkiem, a Papyrus pomarańczowy kombinezon oraz czerwony szalik. Natomiast ja okryłam się płaszczem koloru gorzkiej czekolady. Dostałam go od Saery jak i wiele innych ubrań. Dzięki niej miałam w co się ubrać.  

 … 

– To co mi najpierw pokażecie? – zapytałam, odwracając się do chłopaków. Staliśmy przed ich domem. Pogoda była dobra. Nie było żadnej śnieżycy, chociaż trochę mnie to dziwi. Jak pod ziemią może być jakaś pogoda?   Pan Gaster powiedział, że to zależy od położenia danego regionu i jego głębokości. Snowdin leży głębiej niż Ruiny, ale nie aż tak jak Hotland. Śnieżne miasteczko znajduje się na tyle głęboko, że nie dociera do niego ciepło z powierzchni oraz na tyle jej blisko, że nie pobiera ciepła z jądra planety jak Hotland.   Ale powrócę do chłopaków. Obaj spojrzeli po sobie, zastanawiając się co najpierw mi pokazać. Rozmawiali między sobą. Sans był za tym, aby pokazać mi bibliotekę. Według niego było to interesujące miejsce i zapewne chciał mi pokazać kilka potworzych książek. Natomiast Papyrus uważał, że to za nudne. Jemu zależało, abyśmy poszli nad zamarznięte jezioro. Pokrywa lodowa była na tyle gruba, że nie było możliwości, żeby pękła. Podobno było tam wiele potworów ślizgających się na lodzie albo bawiących się w śniegu. Tak przynajmniej wynikało z słów Papsa.   Osobiście byłam bardziej przekonana do pomysłu Sansa. Głównie z tego powodu, że mogło tam być mniej potworów. Nawet stojąc przed domem szkieletów, czułam na sobie wzrok przechodniów. Zdawało mi się, że obserwują każdy mój ruch i doskonale wiedzą kim jestem, mimo, że kaptur zakrywa moją twarz.   Miałam wrażenie, że gdyby wzrok mógł zabijać, byłabym martwa tam, gdzie stoję.   Było mi trochę przykro z tego powodu. Nic nie zrobiłam, a oni już mnie przekreślili.   Z jednej strony rozumiem ich obawę. My, ludzie, nie pokazaliśmy im się z najlepszej strony. Zaczęliśmy z nimi wojnę, uwięziliśmy w Podziemiu i dalej ich męczyliśmy.   Jednak nie powinni wsadzać wszystkich do jednego worka. Nie chciałam im w jakikolwiek sposób zagrozić. Wolałam być z nimi w przyjaznych stosunkach, w końcu nie wiem, ile czasu tu spędzę.   Pan Gaster doradził mi, abym nie przejmowała się ich oschłym stosunkiem. Próbowałam się do tego zastosować. Nie chciałam zniszczyć tego dnia, w końcu szkiele-bracia na niego czekali. Wydawali się też szczęśliwi, tym, że mogą mi pokazać okolicę.   Uśmiechnęłam się w stronę dwójki szkieletów, których dyskusja przeradzała się w kłótnię.   – A może pójdziemy w oba miejsca? – zaproponowałam. Chłopcy zamilkli i spojrzeli na mnie. – Może najpierw pójdziemy na lodowisko, a jak zrobi nam się za zimno wybierzemy się do biblioteki, żeby się ogrzać?  – Mnie pasuje – powiedział Sans, po chwili namysłu.   Papyrus chwycił nas za ręce, ciągnąc w stronę jeziora. Mimo, że jest dzieckiem to ma siłę! Prawie nie mogłam za nim nadążyć. Zwolnił dopiero jak starszy szkielet zwrócił mu uwagę. Dopiero wtedy przestał nas ciągnąć. Spokojnym krokiem udaliśmy się odśnieżoną ścieżką po za miasteczko. Z nami spacerowało jeszcze kilka potworów. Nie przyglądałam im się, wolałam unikać ich podejrzliwego wzroku. Natomiast oglądałam las wokoło. To dla mnie prawdziwa zagadka jak mogły tam urosnąć drzewa! Nie było tu słońca, więc nie mogła dokonywać się fotosynteza. Jednak na suficie znajdowały się jakieś kryształy. Może wytwarzały światło podobne do słonecznego? Albo to zasługa jakieś potworzej magii?   – Sans, skąd bierze się tutaj światło? – zapytałam, patrząc na kamienny sufit. Szkielet zerknął w górę, a potem na mnie.  – Żarówki – wzruszył ramionami. – A co spodziewałaś się jakieś prastarej magii? – zapytał Sans z wielkim ironicznym uśmiechem. Mina mi zrzedła. Jednak szybko się uśmiechnęłam.  – Nie, no coś ty – rzekłam prędko, odwracając od niego wzrok. Trochę było mi łyso, że nie pomyślałam o czymś tak prostym. – Wiedziałam, tylko…   Sprawdzałaś, czy ja wiem, czego używamy jako zamiennika światła słonecznego? – zapytał.  Nie musiałam na niego patrzeć, aby wiedzieć, że naśmiewa się ze mnie. Ale się wtedy wygłupiłam. Przecież nie muszą do wszystkiego używać magii, no i po co im byłby wtedy Rdzeń? Westchnęłam ciężko, a szkielet podśmiechiwał się ze mnie.   Paps w ogóle nie zwrócił uwagi na nasza wymianę zdań. Był tak podekscytowany wyprawą na lodowisko, że nie interesowało go nic innego.    Z daleka widać było już lodowisko. Nie różniło się niczym innym od tych, które widziałam na Powierzchni. Duże jezioro otoczone kilkoma ławkami oraz nieduży drewniany budynek, gdzie można wypożyczyć łyżwy. Właśnie tam zmierzaliśmy. Jednak natrafiliśmy na pewną przeszkodę, a raczej ja miałam niezapowiedziane spotkanie z ziemią. W jednej chwili spokojnie szłam przed siebie, a w drugiej coś przeleciało między moimi nogami, przewracając mnie.    – Wracaj tutaj! – Niestety nie mogłam zobaczyć kto krzyczy, ponieważ pojawiła się przede mną wielka, biała włochata kulka. Od razu zaczęła mnie lizać po twarzy. Zorientowałam się, że jest to jakiś duży pies.   – Annoying Dog! Wracaj! – Znowu usłyszałam krzyk.   Dziwne imię ma ten pies. Słyszałam jeszcze Papsa i Sansa, ale zbytnio ich nie rozumiałam. Musiałam zająć się psem, który próbował wylizać mi migdałki. Annoying Dog zaczął nacierać na mnie łapami, a ja próbowałam go jakoś ściągnąć.   Gdy ja mocowałam się z psem, nagle wszystkie głosy umilkły. A pies zainteresował się czymś innym.   Westchnęłam z ulgą, jednak wszyscy byli cicho. Spojrzałam pytającym wzrokiem na Sansa.   – Patrz, Catty! To człowiek! – usłyszałam za soba dziewczęcy głosik.   – Pewnie jest niebezpieczna, Bratty! – powiedziała kolejna dziewczynka.  Szybko sprawdziłam, czy kaptur mi się nie zsunął. I niestety przez szamotaninie z psem spadł mi kaptur. Pan Gaster powiedział, że bezpieczniej będzie dla mnie, jeśli będę go nosić. Większość potworów wie, że jestem w Podziemiu, ale gdzie dokładnie to nie. Głównie jest to dla mojego bezpieczeństwa, aby jakiś mściwy potwór mnie nie zaatakował.   Gaster uznał, że niektóre potwory zignorowałyby to, że jestem tutaj za zgodą króla i nikt nie może mi nic zrobić. Teoretycznie. Lecz lepiej nie kusić losu. A ostatnio dopisuje mi pech, więc długo nie byłam incognito.   Kilka potworów zatrzymało się, przypatrując zaistniałej sytuacji. Szybko założyłam kaptur, wstając.  – Możecie wreszcie być cicho! – usłyszałam kolejny krzyk, który był tak niespodziewany, że aż podskoczyłam. Odwróciłam się w stronę przybyłych. Podeszła do nas żółta jaszczurzyca. Srogim wzrokiem spojrzała na dwie dziewczynki – krokodylicę i kocicę. Obydwie natychmiast spuściły głowy. –  Nie potraficie choć raz być grzeczne?   – Ale to człowiek, Al. – powiedziała z wyrzutem kocica.  – Oni są niebezpieczni – dodała krokodylica. Wtedy żółta jaszczurka, którą nazwały Al, zerknęła na mnie zdziwiona. Zdaję się, że dopiero wtedy mnie zauważyła.     Ta… Bardzo miło się poczułam. W takich momentach można pożałować, że jest się człowiekiem. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię.   Jednak sytuację uratował mój szkieleci przyjaciel. Sans podszedł do jaszczurzycy, odciągając na bok. Chyba się znali, bo swobodnie rozmawiali ze sobą. Od czasu do czasu zerkali na mnie. W tym samy czasie Paps wykłócał się z Bratty i Catty o to czy jestem niebezpieczna.   A do mnie ponownie przypałętał się Annoying Dog. Ocierał się o moje nogi, domagając się pieszczot. Uklękłam przy nim. Pies był cały biały, z długa sierścią. Zaczęłam go głaskać za uszami tak samo jak lubiła Luna.   Ciekawa jak się teraz ma moja psina? Luna była jest młodym psem, jednak zdążyła się do mnie przywiązać. Często wychodziłam z nią na długie spacery do parku. Lubiła je. Tak samo jak drapanie za uszami.   – My też idziemy na lodowisko, Może się przyłączycie? – z zamyślenia wyrwał mnie głos żółtej jaszczurzycy. Wstałam z ziemi przyglądając się reszcie.   – Mnie tam pasuje – odrzekł Sans. – Im nas więcej tym zabawniej. Prawda, brachu? – Sans zerknął na Papsa, który zaczął wesoło przytakiwać. – A ty, Kath?  Wszyscy spojrzeli na mnie. Byłam trochę speszona. Nie bardzo lubiłam być w centrum uwagi.   – Skoro idziemy w jedną stronę, to czemu nie? – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.  

 

Post Author: DodoDan

31 thoughts on “Rozdział VII – „Zapomniana Wytrwałość”

    Gypsy_Girl_Recenzuje

    (Styczeń 12, 2019 - 6:33 pm)

    Zaczęłam czytać i nawet mi się spodobało 🙂
    Miło, że się spełniasz i robisz to co lubisz. Czekam na więcej.

    Iza | QualityTest.pl

    (Styczeń 12, 2019 - 9:06 pm)

    Zdecydowanie muszę się cofnąć i zapoznać z poprzednimi rozdziałami. Fajne pióro! 🙂

    Shikatemeku

    (Styczeń 13, 2019 - 12:25 am)

    Kurcze, trudno czytać od końca, będę musiała wrócić na początek w wolnym czasie

    Ajga

    (Styczeń 13, 2019 - 10:23 am)

    Bardzo ciekawe. Czekam na kolejny rozdział 🙂

    krystynabozenna

    (Styczeń 13, 2019 - 11:18 am)

    Podziwiam , ja bym nie miała zdrowia i nerwów do pisania książek 🙂

    Agssymi

    (Styczeń 13, 2019 - 11:26 am)

    O kurde 🙂 Bardzo wymęczający, a za razem ciekawy wpis! Pozdrawiamy serdecznie.

    czerwonafilizanka

    (Styczeń 13, 2019 - 11:56 am)

    No to czekamy na kolejną odsłonę:)

    Wiktoria

    (Styczeń 13, 2019 - 1:47 pm)

    Ciekawe. Czekam na dalsze części.

    Wiktoria

    (Styczeń 13, 2019 - 1:48 pm)

    Bardzi ciekawe, bede z niecierpliwością czekać na kolejne części!

    Malinowe Ciasteczka Beauty Blog

    (Styczeń 13, 2019 - 2:35 pm)

    Ciekawe co będzie dalej 🙂

    Ruda Maruda

    (Styczeń 13, 2019 - 4:13 pm)

    Zaczęłam czytać, ale stwierdziłam, że jak będę miała więcej wolnego czasu, to zacznę od początku, od prologu.

    ladymamma.pl

    (Styczeń 13, 2019 - 4:19 pm)

    Koniecznie będę musiała przeczytać poprzednie części! 🙂

    Moda Na Bloga

    (Styczeń 13, 2019 - 5:37 pm)

    Jest talent <3

    pa2ul

    (Styczeń 13, 2019 - 6:01 pm)

    ale się wciągnęłam !! 😀 muszę zacząć od nowa w wolnej chwili

    Natalia Róża Świat Tomskiego

    (Styczeń 13, 2019 - 8:03 pm)

    Pozwól, że zacznę od początku … 🙂

    http://www.todoarmo.pl

    (Styczeń 13, 2019 - 8:34 pm)

    Ach wciągło mnie na maksa gdy to czytałam.

    Adasio.pl

    (Styczeń 14, 2019 - 4:21 pm)

    Przeczytałam i rozumiem że jest to kolejna część… Oj chyba muszę zacząć od początku bo zapowiada się bardzo fajnie…

    Ewa

    (Styczeń 14, 2019 - 5:09 pm)

    Zobaczyłam tylko, że to któraś odsłona i stwierdziłam, że zacznę od początku. Nie ma sensu rozpoczynać historii od jej środka 🙂 Wydaje mi się, że to będzie świetna lektura do porannej kawy 🙂

    Monika Kilijańska

    (Styczeń 14, 2019 - 7:00 pm)

    Chyba zacznę od początku, bo mi się spodobało.

    Edyta

    (Styczeń 14, 2019 - 7:55 pm)

    Fajna forma publikacji

    Hanna B

    (Styczeń 15, 2019 - 12:43 pm)

    Super się czyta. Muszę wrócić do początku 🙂

    Kamila

    (Styczeń 15, 2019 - 2:17 pm)

    Kochana nie czytałam od początku dlatego zaczęłam od prologu, wieczorem sięgnę po resztę <3

    Kosmetyczna Pasja

    (Styczeń 16, 2019 - 10:47 am)

    Pierwszy raz chyba trafiłam na Twojego bloga. Zaczęłam czytać jednak tylko kawałek by w wolnym czasie cofnąć się do początku 🙂

    Zaczytana

    (Styczeń 17, 2019 - 11:22 am)

    Planujesz kiedyś wydać ksiazke? 🙂

    Szaman

    (Styczeń 19, 2019 - 7:26 pm)

    Całkiem ciekawe, chociaż nie jestem wielkim fanem powieści odcinkowych na blogach. Raczej jednostrzałowych opowiadań, takie jak pisze Czarna Skrzynka
    https://czarnaskrzynka.blog

    Globfoterka

    (Styczeń 19, 2019 - 7:57 pm)

    Świetnie piszesz, czyta się bardzo szybko, a to oznacza, że tekst nie jest zagmatwany i niezrozumiały. Myślę, że chętnie przeczytałabym Twoją książkę :).

    Sylwia R

    (Styczeń 19, 2019 - 8:38 pm)

    Szacun! Bo sama nie byłabym w stanie nic napisać… A Tobie to dobrze wychodzi 🙂

    Ola

    (Luty 2, 2019 - 9:01 am)

    No i chyba muszę się cofnać do samego poczatku! Masz bardzo fajne pióro

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *