Opowieść o pewnym Cieniu – Rozdział II

Od Autorki:
I nie opublikował się automatycznie… 
 
Czeka na okładkę
Rozdział II – Codzienność (obecnie czytany)
Rozdział III – Otępienie  
 
Rozbrzmiał dzwonek. Do pomieszczenia wszedł młody chłopak. Niepewnie zamknął za sobą drzwi. W powietrzu unosił się zapach wielu ziół. Rozpoznał on rozmaryn oraz tymianek. Lecz reszta była mu nieznana. Od tego aromatu, aż zrobiło mu się słabo.   
Trochę zajęło mu przystosowanie się to zapachu tego miejsca. Z zaciekawieniem zaczął rozglądać się po sklepie. U sufitu wisiało dużo zasuszonych roślin. W pęczkach, związanych białym sznurkiem. Młodzieniec nie potrafił rozpoznać żadnych z nich. Jego wzrok przykuły olbrzymie drewniane regały. Niektóre wypełnione zostały książkami – od numerologii, przez chiromancje, po zaklęcia i czary.  
W niewielkich pudełkach leżały też przeróżne kamienie. Wszystkie zostały posegregowane rodzajami. Zielony szmaragd. Fioletowy ametyst. Różowy kwarc. Oraz wiele innych, które lekko iskrzyły się od promieni słonecznych.  
Chłopak wziął jeden z kolorowych kamieni. Z zewnątrz był lekko chropowaty, lecz w środku mienił się różnymi odcieniami czerwieni. Młodzieniec przyglądał mu się z zafascynowaniem.   
Nigdy wcześniej nie widział takiego kamienia. 
  – To agat – chłopak wzdrygnął się, słysząc za sobą kobiecy głos. Natychmiast się odwrócił. Ujrzał kobietę po pięćdziesiątce, ubraną dość zwyczajnie.  Jej kasztanowe włosy przyprószone siwizną. Wyglądała normalnie.  – Kamień równowagi. Leczy gniew oraz żal, dając przy tym odwagę do działania –  Kobieta, mimo pracy w takim specyficznym przybytku, wyglądała normalnie.  
Po upływie chwili chłopak zorientował się, że przygląda się kobiecie dłużej niż powinien. Speszył się, a na twarzy pojawiły się delikatne rumieńce. Odwrócił się, starając ukryć zawstydzenie.  
Młodzieniec sam sobie się dziwił. Sam do końca nie był pewny na co liczył. Na okropnie starą, kobietę ze szpiczastym nosem? A może obwieszoną jakimiś przedziwnymi runami nawiedzoną babkę? Jedyną niecodzienną rzeczą w ubiorze kobiety był trójkątny naszyjnik skierowany w dół. Posiadał on też czarnym owalnym kamieniem.  
  – W czym mogę pomóc? – zapytała z uprzejmym uśmiechem sklepikarka.  
  – Ja… – Spanikował. Nie przemyślał tego. Jego powód był inny, ale nie mógł tego powiedzieć. Zaczął się rozglądać po sklepie. – Szukam… – Musiał coś szybko wymyślić. – Prezentu dla dziewczyny! – powiedział głośnie niż zamierzał. Miał nadzieję, że kobieta tego nie zauważyła.  
  – Jak uroczo! – powiedziała kobieta, klaszcząc w dłonie. – A jaka ona jest? – spytała kobieta, odwracając się do chłopaka.  Musiał dalej brnąć w tym kłamstwie.  
  – Ona jest bardzo nieśmiała – rzekł chłopak. Sklepikarka kiwnęła tylko głową, odwracając się w stronę półek z naszyjnikami. Zaczęła opowiadać o różnych właściwościach kamieni szlachetnych. Pytała też potencjalnego klienta o to jaka jest jego dziewczyna. Czy jest wrażliwa na otaczający ją świat? Czy lubi zwierzęta?  
Kobiecie bardzo zależało na dobraniu odpowiedniego prezentu. Nie chciała zawieść.  
W tym samym czasie pewna studentka psychologii przyglądała się pewnej grupie nastolatków pod sklepem. Kobieta wchodząc do środka, wyjęła z uszu słuchawki.  
Silny aromat nie przyćmił jej zmysłów, ponieważ była do niego już przyzwyczajona. Większość książek znała już na pamięć, a parę talizmanów ochronnym miała w swoim pokoju. Nie lubiła ich ze sobą nosić oraz nie wierzyła w ich siłę.  
  – Cześć, mamo! – powiedziała, zamykając za sobą drzwi. Jej wzrok przykuł lekko poddenerwowany chłopak.  
  – Witaj, Domasławo! – rzekła radośnie kobieta, zerkając na moment na córkę. – Może pomożesz mi w wyborze prezentu dla partnerki tego młodzieńca?  
Studentka zlustrowała chłopaka od dołu do góry. Domasława zbliżyła się do chłopaka. Patrzyła mu prosto w oczy, gdy stanęła przed nim na wyciągnięcie ręki.  
   – Słuchaj, młody – zaczęła kobieta przyjaźnie. – Możemy załatwić to po dobroci, czyli oddasz to co próbowałeś ukraś albo dzwonię na policję.  
   – Co?  
  – To co słyszałeś – rzekła dosadnie studentka. – Widziałam, jak kradniesz jeden z kamieni przez witrynę sklepową… 
  – Oglądałem je tylko – chłopak cofnął się, a ręce schował głębiej w kieszeniach bluzy. Adrenalina krążyła w jego żyłach. Bał się. Młoda kobieta szybko chwyciła go za prawą rękę. Wyciągnęła jego rękę z kieszeni. Była zaciśnięta w pięść. Kobieta mocno ścisnęła jego rękę, wręcz boleśnie. Młodzieniec zawył z bólu, upuszczając przezroczysty kamień. Kryształ górski.  
  – Myślę, że policji spodoba się nagranie z kamer bezpieczeństwa – powiedziała studentka, puszczając rękę chłopaka. Szybko odskoczył od kobiety, masując obolały nadgarstek.  
  – Ja… 
  – Zapomnimy o całej sprawie, jeśli już nigdy nie pojawisz się tutaj z koleżkami, zrozumiano? – zapytała dobitnie kobieta. Chłopak speszony kątem oka spojrzał na sprzedawczynię, a potem szybkim krokiem udał się do wyjścia.  
Przez szybę sklepową widać było jeszcze grupę chłopaków oraz niedoszłego złodzieja. Naśmiewali się z kolegi, odchodząc w stronę pobliskiego parku.  
  – Dlaczego jesteś taka nieostrożna? – zapytała Domasława, podnosząc kamyk z podłogi. – Miałyśmy szczęście, że uwierzył w atrapy kamer. – dodała podchodząc do regału. – Musimy wreszcie kupić prawdziwe.  
  – Ale kochanie, o co się gniewasz? – zapytała kobieta wracając za ladę. – Przecież udało ci się zapobiec kradzieży.  
  – Nie zachowuj się jakby nic się nie stało – studentka podniosła głos, podchodząc do swojej matki. – Nie możesz pozwalać się bezkarnie okradać.  
  – Ale mnie nigdy nie okradli, kochanie – odrzekła spokojnie sprzedawczyni. – Nie ma tu nic cennego dla zwykłych ludzi. A tamten kamyk sprzedałby jedynie za dwadzieścia złotych. – dodała, wyjmując spod lady ścierkę.  
  – Przecież nie mogę wiecznie ci pomagać… 
  – Jak przejmiesz sklep, możesz zamontować – przerwała córce, wycierając blat z kurzu.  
  – Ile razy mam ci powtarzać, że nie chcę tu pracować?! – krzyknęła zdenerwowana Domasława. Już sama nie pamięta jak wiele razy powtarzała matce, że nigdy nie przejmie od niej rodzinnego interesu. Młoda kobieta nie chciała pracować w miejscu, gdzie wszystko kłóciło się z jej przekonaniami. Nie wierzyła w duchy, upiory albo inne maszkary. Nie dawała wiary ochronnym talizmanom, magicznym właściwościom kamieni, czy przepowiedniom z kart tarota. Nie chciała okłamywać ludzi. Wiedziała, że każdą „magiczną moc” mogła wyjaśnić z łatwością. Studentka odwróciła się napięcie, kierując się w stronę drzwi. Nie chciała ciągnąć tej bezsensownej rozmowy. – Wrócę wieczorem – rzekła, otwierając drzwi.  
Po pomieszczeniu ponownie rozbrzmiał dzwoneczek. Trzask drzwi, a potem cisza. Sprzedawczyni dalej patrzyła na zamknięte drzwi, gdzie parę minut temu zniknęła jej córka. Patrzyła smutno.  
  – Kiedyś było to twoje marzenie – rzekła odwracając wzrok. Wyjęła z kieszeni małe, poszarzałe zdjęcie. Przedstawiało ono naszą sklepikarkę, ale paręnaście lat młodszą. Trzymała ona na rękach kilkuletnią dziewczynkę, uśmiechniętą od ucha do ucha. Stara kobieta westchnęła ciężko, chowając zdjęcie.  
Musiała wrócić do normalności, mimo bólu jaki zadała jej córka. Kobieta dalej miała nikłą nadzieje, że córka przejmie rodzinny interes. Jako dziecko Domasława kochała się bawić w tym sklepie. Pomagać swojej matce oraz słuchać o magicznych właściwościach różnych przedmiotów. A dzisiaj nie chciała nawet o tym słyszeć.  
Stara kobieta musiała wrócić do swojej szarej codzienności. Poszła na zaplecze, gdzie znajdowały się kartony z nowymi książkami. Znalazła parę zniszczonych, które odłożyła na bok. A tamte ułożyła na półkach. W międzyczasie do sklepu przyszło paru klientów. Kobieta, która zamówiła parę książek o zielarstwie. Pewnego starszego pana, który poprosił o ziołową herbatkę. Staruszka, która szukała prezentu dla wnuczki. Po półgodzinnym debatowaniu na temat ochronnych kamieni, wybrały bursztyn jako miał dodać siły schorowanemu dziecku.  
Pomogło jej to w zrelaksowaniu się. Lubiła to robić. Lubiła tą codzienność. Chciała też kiedyś podzielić się tym szczęściem z swoją córką. Pokazać jej świat, który znają nieliczni.  
Słońce chyliło się już ku zachodowi. Pora było zamknąć sklep. Kobieta zasłoniła okna stalowymi roletami oraz przekluczyła zamek w drzwiach. Mieszkanie jej i Domasławy znajdowało się na drugim piętrze. Aby się do niego dostać, wystarczyło użyć schodów na zapleczu albo wejścia od strony bocznej uliczki, które prowadziło prosto do mieszkania.  
Kobieta wolnym krokiem poszła na zaplecze. A gdy znalazła się u szczytu schodów, usłyszała głośny huk. A potem ujrzała przed sobą wysokiego barczystego mężczyznę… 

 

Post Author: DodoDan

3 thoughts on “Opowieść o pewnym Cieniu – Rozdział II

    toukie

    (Grudzień 3, 2018 - 9:45 am)

    Muszę wrócić do początków twojej historii, aby w pełni ją poznać. Zapowiada się ciekawie 🙂

    Sklerotyczka

    (Grudzień 3, 2018 - 10:30 am)

    Brzmi ciekawie, w wolnej chwili poczytam wiecej 😉

    krystynabozenna

    (Grudzień 3, 2018 - 10:31 am)

    Lekkie pióro, świetnie się czyta 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *