„Zagubiony Kot” – Rozdział I

Od Autorki: To opowiadanie to Fanfiction, które oparte jest na grze Sally Face – klik. Akcja dzieje się po rozdziale trzecim.

Słońce świeciło swym blaskiem, grzejąc niemiłosiernie. Był dopiero początek kwietnia, a słoneczna pogoda dawała już we znaki.

Mijało południe.

Trójka przyjaciół wracała właśnie ze szkoły. Dzisiaj odwołano im ostatnią lekcje z powodu niedyspozycji profesora z języka angielskiego.

Mimo pięknej pogody, humor im jakoś nie dopisywał.

– Musi być tak gorąco? – zapytał niski chłopak. Nienawidził takich dni. Pod maską czuł jakby skóra na twarzy płonęła. Ale i tak miał lepiej niż jego przyjaciel, Larry, który zaczął żałować, że ma długie włosy.

– Przyrzekam, że dzisiaj ogolę się na łyso – powiedział Larry, poprawiając swojego kucyka. Przekonał się do tej fryzury zeszłego lata, gdy przegrał zakład z Ash.

 – Prędzej Todd umówi się z dziewczyną niż ty zgolisz głowę – odrzekł niebieskowłosy chłopak.

– Ej! – odrzekł trzeci chłopak, szturchając Sal’a w ramię. – Musicie mnie w to mieszać?

– Obydwie rzeczy są mało prawdopodobne – odrzekł Sal, przyśpieszając kroku.

Skręcili w ulicę, gdzie znajdował się wysoki budynek z czerwonej cegły. Apartamenty Addisona. Chłopcy dalej rozmawiali o zupełnie normalnych rzeczach. Szkole. Pogodzie. Filmach.

Ich uwagę zwrócił wielki wóz z napisem “Przeprowadzki”, stojący przy Apartamentach. Przy ciężarówce kręciło się kilku mężczyzn, wnoszących meble do budynku. Obok nich kręciła się też kobieta oraz dwie nastolatki. Jedna z dziewczyn stała z boku, przyglądając się reszcie.

– Nowi mieszkańcy – oznajmił Todd.

– Nie mieli się czasem wprowadzić za tydzień? – zapytał Larry.

– Jak widać zmienili plany – odrzekł Sal. – Chodźmy się przywitać. – dodał zmierzając w stronę nowo przybyłych.

Todd spojrzał na Larry’ego, który tylko wzruszył ramionami i podążył za przyjacielem.

– Nie obchodzi mnie to – odrzekła jedna z dziewczyn. Stała lekko na uboczu, przyglądając się matce oraz siostrze jak wyjmują pudła z samochodu.

– To nasz nowy dom, przyzwyczaisz się – odrzekła starsza kobieta, odkładając pudło z napisem “ubrania Eve” na ziemię.

– Zostaw ją – powiedziała druga dziewczyna, wchodząc do samochodu ciężarowego po kolejne kartony. – To marudzenie w końcu jej się znudzi. – dodała wyskakując z auta z kartonem, na którym widniał napis “pościele dziewczyn”.

– Przestanę, jak wrócimy do domu – dodała dziewczyna, zerkając na matkę oraz siostrę.

Obydwie odeszły trochę od auta. Rzadko bywała tak uparta, ale nie lubiła, jak stawiało się ją przed faktem dokonanym. Była osóbką, która musiała postawić na swoim, a przynajmniej do momentu, w którym nie przeciągnęła struny.

– Ile my mamy jeszcze tych cholernych pudeł? – zapytała druga nastolatka, przecierając czoło. Rozejrzała się. Na ziemi leżało już pięć kartonów, co ją lekko zdziwiło. Myślała, że są już blisko końca, a nawet nie wyniosły połowy. Spojrzała na swoją matkę, która odkładała na ziemię karton z napisem “pościele dziewczyn”. – Ile mamy kartonów z naszą pościelą?

– Macie tylko jedno – powiedziała matka nastolatek, prostując się. Spojrzała w stronę córki. Rzeczywiście coś tu nie grało. – Carrie, wyciągałaś już garnki, prawda?

– Tak – odrzekła młodsza siostra Carrie, szukając wzrokiem kartonu z garnkami. Nie mogła go nigdzie dojrzeć, a była gotowa przysiąc, że już go wyciągała. Zerknęła w stronę siostry, która nagle zamilkła. Powodem ciszy był mały sabotaż. – Czy ty jesteś poważna?!

Eve zamarła, trzymając karton z napisem “garnki” w rękach. Jej dywersja została odkryta.

Gdy nikt nie patrzył, odkładała kartony z powrotem do auta. Wiedziała, że to nic już nie da. Nie dały wcześniejsze protesty czy szantaże zanim tu przyjechali i to też nic nie da. Jedyne co chciała zrobić to postawić na swoim. Pokazać, że wcale nie chciała opuszczać Delaware. Nawet jeśli zdenerwuje przy tym rodziców.

Evelyn westchnęła ciężko, odwracając się w stronę siostry.

– Robię to już piętnaście minut – oparła kąśliwie Eve, odkładając pudło na ziemię. – A to podobno ja mam refleks szachisty – prychnęła w stronę młodszej siostry.

– Uważaj – syknęła przez zęby Carrie, zbliżając się do siostry.

– Dość! – głos podniosła ich matka. – Eve, przestań nic tym nie zdziałasz oprócz zdenerwowania mnie i ojca – dodała poirytowana matka nastolatek. Carrie spojrzała zwycięsko na siostrę, śmiejąc się pod nosem. – A ty jej nie prowokuj – tym razem spojrzała na młodszą córkę, której natychmiast mina zrzedła.

–  Ale…

– Żadnych, ale – powiedziała surowym tonem matka, zanim Carrie zdążyła cokolwiek powiedzieć. – Jeszcze nie zapomniałam, że rano ją prowokowałaś. Macie się wziąć do roboty. Obydwie – zaakcentowała ostatnie słowo.

Dziewczyny wiedziały, że z tym tonem się nie dyskutuje. Eve doskonale zdawała sobie sprawę, że balansuje na granicy. Jeśli jeszcze coś zrobi to pewnie skończy się awanturą. Westchnęła. Wsiadła do auta, wyjmując kolejny karton.

Przynajmniej dała wszystkim do zrozumienia, że nie podoba jej się przeprowadzka.

– Dzień dobry – powiedział Sal, podchodząc do kobiet. Carrie oraz jej matka spojrzały na nowo przybyłych. – Jestem Sal, a to Todd i Larry – przedstawił swoich towarzyszy, którzy również się przywitali. – Miło nam poznać nowych mieszkańców Addison Apartment – dodał na koniec chłopak.

– Również miło mi was poznać, chłopcy – powiedziała starsza kobieta, lekko się uśmiechając. – Jestem Josephine Smith, a te dwie to moje córki. Carrie i Evelyn.

Carrie pomachała do chłopaków przyjaźnie, a Eve spojrzała tylko na nich przelotnie.

  – Dziewczyny zróbcie sobie krótką przerwę – powiedział Josephine lekko się uśmiechając. – Dobrze wam to zrobi.

Matka nastolatek miała nadzieję, że szybko się zaaklimatyzują w nowym miejscu oraz Evelyn przestanie się na nich gniewać.

Carrie z entuzjazmem podeszła do chłopaków, witając się z nimi. Nie to co Eve.

– Nie mam zamiaru – odrzekła oschle, odchodząc.

Josephine spojrzała na starszą z córek ostrzegawczo. Była bliska wybuchu. Miała już dość narzekań Evelyn. Była starszą z córek i uważała, że jest bardziej dojrzała, a zachowywała się jak dziecko. Kobieta podeszła do Eve z zamiarem przeprowadzenia poważnej rozmowy, którą córki zwykle nazywały “praniem mózgu”.

– A tej co? – zapytał Larry, nie bardzo rozumiejąc sytuacje.

– Zignoruj ją – powiedziała Carrie, odwracając wzrok od siostry i matki, które stały w oddali. Nie miała zamiaru oglądać ich kłótni, bo wiedziała, że na tym się skończy. – Ma swoje fochy, bo nie pasuje jej przeprowadzka.

– Dlaczego ona jest taka zła? – zapytał Sally Face.

– Bo musi pokazać, że ma rację – odrzekła Carrie. Jednak postanowiła zmienić temat, gdy zobaczyła zdezorientowane miny nowych towarzyszy. Wolała nie ciągnąć tego tematu. – A wy co tu robicie? Jest dopiero wpół do pierwszej? Wagary? – zapytała dziewczyna, uśmiechając się.

Carrie przyjemnie rozmawiało się z nowo poznanymi chłopakami. Dowiedzieli się, że Evelyn ma siedemnaście lat, a Carrie jest o dwa lata młodsza. Ich tematy dotyczyły głównie szkoły, do której siostry miały pójść w przyszłym tygodniu. Typowe obgadywanie nauczycieli. Dowiedzenie się kto jest w porządku, a komu lepiej nie podpadać. A potem zeszli na temat muzyki. Tutaj nastolatka trochę poróżniła się z chłopakami. Ona wolała pop, a chłopaki rocka oprócz Todda, który opowiedział się za muzyką klasyczną.

Rozmawiali tak z dobre pół godziny, jeśli nie dłużej, dopóki Carrie nie została zawołana przez jakiegoś mężczyznę.

– Już idę, tato! – krzyknęła dziewczyna, a potem zwróciła się w stronę chłopaków. – To do zobaczenia później! – dodała Carrie, odchodząc w stronę ojca.

Chłopcy natomiast zwrócili się w stronę wejścia do Adisson Apartment.

 – I co o nich myślicie? – zapytał Sally, otwierając drzwi.

– Carrie jest całkiem fajna, chociaż lubi dziwną muzykę – odrzekł Larry, zerkając na Sal’a. – Ale jakoś nie spodobała mi się jej siostra – dodał chłopak, stając obok skrzynek w korytarzu.

– Może i jej siostra była teraz wredna – zaczął Todd, sprawdzając skrzynkę z numerkiem 204.  – To nie znaczy, że nie jest na co dzień miła – Chłopak wyjął z zielonej skrzynki kilka listów, przyglądając im się, a następnie schował je do kieszeni.

– Todd ma rację – odparł Sally Face, przechodząc obok chłopaków. – Może nie pasuje jej przeprowadzka? – wzruszył ramionami, kierując się w stronę windy. Nacisnął przycisk, przywołując metalową klatkę. Po chwili dołączyli do niego przyjaciele. – Może nie być taka zła jak się wydaje.

– Nie wiem – powiedział Larry, wchodząc do windy, gdy drzwi się otworzyły. – Idziemy do mnie? – zapytał brązowowłosy, wyjmując podniszczoną kartkę.

– Nie mogę, muszę nakarmić Bob’a – powiedział Todd. – A potem zająć się lekcjami. – dodał.

– U ciebie jest chłodniej niż u mnie, więc to raczej oczywiste – powiedział Sally Face. – Ale wracając do tych sióstr.

– Po prostu coś mi nie pasuje w tej Evelyn – powiedział Larry, wkładając kartę do czytnika, żeby mogli dostać się piwnicy.

– A może chodzi ci o to, że po prostu była oschła wobec nas – odparł Sal, obserwując przyjaciela.

Larry nawet nie odpowiedział. Oznaczało to, że Sally Face trafił w sedno.

Johnson nie przepadał za ludźmi, którzy się tak wywyższali. A przynajmniej on tak odebrał zachowanie Evelyn.

Gdy chłopcy dojechali do piwnicy, co zajęło zaledwie kilka minut, rozstali się z Toddem.

Evelyn po wykładzie swojej matki na temat swojego dziecinnego zachowania, pomagała zanieść kartony na czwarte piętro do pokoju 404. Bogu dziękowała za windę w tym starym budynku. Przynajmniej nie będzie musiała tyle chodzić.

Trzymała na rękach dwa kartony. W obydwu znajdowały się jakieś ubrania albo obrusy. Ledwo co widziała co jest przed nią, a wciśnięcie guzika było prawdziwym wyzwaniem.

Uznała, że wzięcie dwóch kartonów zaoszczędzi trochę czasu i wysiłku. Natomiast jej matka była przeciwna temu pomysłowi, jednak, kiedy Eve coś wpadnie do głowy to już to zrobi.

W tym wypadku powinna przyznać rację matce. Drugi karton miała na wysokości oczu, więc jej pole widzenia oraz zakres ruchowy był bardzo ograniczony. Lecz nigdy nie przyznałaby, że się pomyliła. Nawet w takiej błahej rzeczy. Duma by jej na to nie pozwoliła, a zwłaszcza gdy wcześniej pokłóciła się z matką.

Nie chciała dawać jej tej satysfakcji.

Gdy rozległ się dźwięk dzwonka, nastolatka weszła do windy. Nie zauważyła zupełnie stojącego w niej rudego chłopaka, który witał się z nią i jej rodziną kilka minut wcześniej.

– Które piętro? – zapytał Todd, widząc dziewczynę. Nie powiedział nic, gdy wzdrygnęła się, kiedy się odezwał. Uznał, że go nie zauważyła, dlatego się przestraszyła.

– Czwarte – powiedziała cicho Evelyn. Była lekko zawstydzona zaistniałą sytuacją. Wcześniej nieuprzejmie zbyła chłopaków, wyładowując na nich trochę swoją złość. Wiedziała, że nie powinna tego robić. Jednak, kiedy to powiedziała było za późno, aby zawrócić, a teraz musiała zmierzyć się jednym z tych chłopaków. 

Todd wcisnął przycisk z napisem cztery, a potem z powrotem przeniósł wzrok na dziewczynę. Winda ruszyła, a w głośnikach rozbrzmiała nużąca melodia.

– Pomogę ci z tymi kartonami – oznajmił chłopak, biorąc jeden zanim dziewczyna zdążyła cokolwiek powiedzieć. 

Dalej jechali w milczeniu. Eve jakoś nie potrafiła przerwać tej ciszy. Nie wiedziała, jak zacząć. Ona była wobec chłopaków wredna. Nie powinna tego robić. Nie powinna popełniać tego błędu. Nie powinna…

Dziewczyna potrząsnęła głową, odganiając ponure myśli. Nie chciała tak myśleć. On radził jej, aby tak nie wyolbrzymiała swoich błędów.

Todd nie zauważył dziwnego zachowania dziewczyny. Ta cisza nie przeszkadzała mu. Chciał tylko jej pomóc. Jakoś nie potrafił zostawić jej z tymi kartonami, a w szczególności, że mogła na coś albo kogoś wpaść.

Zanim Evelyn zebrała w sobie odwagę, aby jakoś zacząć rozmowę, rozbrzmiał dzwonek. Metalowe drzwi rozsunęły się, ukazując korytarz podobny do tego na pierwszym piętrze. Nastolatka wyszła z windy, a Todd podążył za nią.

Zatrzymali się przy apartamencie czterysta cztery. Postawili kartony przy drzwiach.

– Dzięki za pomoc – powiedziała dziewczyna, lekko się przy tym denerwując. Czuła się winna, że tak potraktowała jego i tamtych dwóch chłopaków, lecz nie potrafiła wykrztusić przeprosin.

– Nie ma za co – powiedział Todd, uśmiechając się lekko. Widział jak zdenerwowana jest dziewczyna i domyślił już się co jest tego powodem. Jednak to nie on miał wykonać pierwszy krok. – To do zobaczenia później – dodał, kierując się w stronę windy.

Evelyn jakoś pokrzepiły te słowa. Uśmiechnęła się pierwszy raz tego dnia, żegnając się z chłopakiem.

Wyjęła klucz z kieszeni, a potem otworzyła drzwi. Wzięła jeden z kartonów, a potem wniosła go do środka. Coraz bardziej ciekawiło ją jak ojciec ma zamiar wnieść na górę meble.

Nagle poczuła jak coś włochatego dotknęło jej nogi. Spojrzała w dół, a tam zobaczyła rudo-białego kocura.

   – Ile ci jeszcze zostało? – zapytał Larry, nie odrywając wzroku od zeszytu z matmy.

Siedzieli z Sally Face już trzecią godzinę nad zadaniami z matmy. Od śmierci Packerton minęły prawie dwa miesiące. Przez ten czas mieli tylko dwa może trzy zajęcia z matmy, ale żaden z nich nie miał motywacji, aby odrobić zaległe zadania.

Mieli ich sporo. Koło dwudziestu. Musieli je zrobić na jutrzejszy dzień, ponieważ wtedy zaczną się już normlane lekcje matematyki z nowym nauczycielem. Chcieli poprosić Todd’a o zadania, lecz chłopak uparł się i nie dał im spisać. Uznał, że jeśli to zrobi jego przyjaciele nic się nie nauczą.

Lecz Larry i Sal wpadli na genialny pomysł. Jeden zrobi pierwsze dziesięć zadań, a drugi kolejne dziesięć. W ten sposób chcieli rozwiązać zadania szybciej i spisać od siebie nawzajem te brakujące.

Jednak nie zawsze idzie tak jak tego chcemy.

  – Właśnie kończę ostatnie – odrzekł Sal, wpisując wynik równania. Potem zamknął zeszyt i spojrzał na swojego towarzysza. – Nie zrobiłeś nawet połowy, zgadza się? – dodał chłopak.

Trochę się tego spodziewał. W końcu matematyka była piętą Achillesową Johnson’a.

  – Hej! Takim idiotą nie jestem! – oburzył się Larry. Po czym dodał z dumą. – Dałem radę zrobić siedem!

Sally Face zaśmiał się pod nosem w odpowiedzi. Larry w takich chwilach bywał naprawdę komiczny.

  – Dobra, starczy na dziś tej matmy – powiedział Sal, dalej się śmiejąc. – Mamy ponad połowę, więc nawet jeśli będą oceny to mamy przynajmniej trzy, bo wątpię żebyśmy mieli wszystko poprawnie – dodał chłopak, patrząc na przyjaciela.

Po chwili obaj wybuchnęli śmiechem. Oboje wiedzieli, że istniało małe prawdopodobieństwo, że ich zadania  będą poprawne.

  – Może Todd pozwoli chociaż porównać wyniki? – zapytał Larry, gdy przestał się śmiać.

  – Może – powiedział Sal, pakując do plecaka swoje rzeczy. – Dobra, a będę się już zbierać. Obiecałem dzisiaj zrobić kolację, bo ojciec późno wraca.

  – Spoko, stary – odparł Larry, rozciągając się na łóżku. – Dobranoc

  – Wiesz, że jest dopiero dwudziesta? – oznajmił Sal, stojąc nad przyjacielem z plecakiem na ramionach.

   – Tylko półgodziny – wymamrotał chłopak, przewracając się na bok.

   – Jasne – odparł Sally Face, zmierzając w stronę drzwi. – Do jutra! – krzyknął, a w odpowiedzi usłyszał tylko cichy pomruk.

Wyszedł z pokoju, kierując się w stronę windy.

Kilka minut później winda zatrzymała się na czwartym piętrze. Chłopak żwawym krokiem ruszył w stronę swojego mieszkania. Nagle zatrzymał się.

Ujrzał siedzącą pod jego drzwiami Eve. Na jej kolanach siedział Gizmo, który ulegał licznym pieszczotom. Po korytarzu roznosiło się ciche mruczenie rudo- białego kota.

  – Zwykle nie przepada za obcymi – oznajmił Sal, podchodząc do nastolatki. Ta natychmiast wstała, trzymając kota na rękach. Widać było, że Gizmo nie spodobało się przerwanie pieszczot.

  – To pewnie twój kot – odrzekła lekko speszona nastolatka, nawet nie patrząc na chłopaka. – Jasne, że twój, bo po co byś to mówił – wymamrotała pod nosem.

Sal widział jak bardzo dziewczyna się stresuje. Miał swoje podejrzenia co do przyczyny. Jedną z nich mogła być poranna sytuacja albo sam fakt, że nosi protezę. Nie jest pewien.

  – Hej, spokojnie – powiedział Sal, głaszcząc Gizmo. – Nie musisz się tak stresować. – dodał chłopak.

Nie chciał, aby dziewczyna się tak stresowała. Sam czuł się przez to niekomfortowo. Wolał rozładować atmosferę, a to był jedyny sposób jaki przyszedł mu do głowy.

  – Tak, masz rację – powiedziała dziewczyna, uśmiechając się niepewnie. – Zwracam kota w twoje ręce – dodała już trochę spokojniej.

Sally Face wziął Gizmo na ręce. Kotu nie bardzo to się spodobało, jednak chłopak pogłaskał zwierzaka, który powoli się uspokoił.

  – Gdzie go znalazłaś? – zapytał Sal. Mimo wszystko martwił się o swojego pupila. Nie miał pomysłu jak mógł wyjść z mieszkania. Chłopak był święcie przekonany, że je zamknął, a ojciec wychodził przed nim.

  – Był u nas w mieszkaniu – powiedziała dziewczyna, wskazując na pokój czterysta cztery. – Musiał wejść oknem balkonowym, bo mama zostawiła je otwarte, żeby się przewietrzyło. – dodała, wzruszając lekko ramionami.

   – Dzięki, że się nim zajęłaś – odrzekł chłopak. Następnie wyjął klucz z kieszeni.

Otworzył drzwi, wpuszczając do środka kocura.

W tym czasie Evelyn zmagała się z burzliwą mieszanką uczuć. Wstyd. Poczucie winy. Gniew. Zaskoczenie. Niepewność.

Niespodziewana przeprowadzka wpłynęła znacząco na Eve. Musiała się podporządkować rodzicom. Była na nich zła, że nie uzgodnili tak ważnej sprawy jak przeprowadzka z nią i jej siostrą. Rozumiała, że mieli teraz problemy z pieniędzmi, ale czy rodzice nie oczekiwali po nich za wiele?

Z dnia na dzień miały porzucić przyjaciół. Szkołę. Swoje dotychczasowe życie.

Wiedziała, że ich ojciec miał problem ze znalezieniem pracy. Nie rozumiała tylko dlaczego zgodził się na posadę w Nockfail. Mógł przecież poszukać pracy gdzieś bliżej domu.

Dlaczego musiał wywrócić ich życie do góry nogami?

Dlaczego jej matka również przystała na tę przeprowadzkę?

Miała przecież dobrze płatną pracę księgowej. Może nie zarabiała za dużo, ale jakoś sobie radzili. Dawali radę. Ona i Carrie pomagały im jak mogły.

Dlaczego jej to zrobili?

Miała tyle pytań w głowie, ale na żadne nie miała odpowiedzi. Nie cierpiała się tak czuć. Ta bezradność podsycała tylko jej gniew.

Naprawdę nie chciała się wyładować na tamtych chłopakach rano. Wie, że to był błąd. Jedyne co jej pozostało to się do niego przyznać i przeprosić.

Udało jej się z Todd’em. Chłopak nie był na nią zły. Przez to poczuła się trochę lepiej. Jednak tamto było z zaskoczenia. Tu miała dużo czasu do przemyśleń przez co zaczynała coraz bardziej panikować.

Wzięła głęboki wdech. Teraz albo nigdy, pomyślała zamykając oczy.

  – Przepraszam – powiedziała Eve, nawet głośniej niż zamierzała. Sal odwrócił się, zaskoczony nagłym wyznaniem dziewczyny. – Za to co się dzisiaj stało. Ja… – mówiła na jednym wdechu. – Naprawdę nie chciałam się na was wyładować. Przepraszam…

  – Hej – powiedział Sal, wychodząc na korytarz. Zamknął za sobą drzwi, aby zapobiec kolejnej ucieczce niesfornego kocura. – Nie musisz się tym tak martwić. To nic takiego – powiedział chłopak, dodając tym dziewczynie otuchy. Widział jak jej ramiona się rozluźniają. – Po prostu zapomnijmy o tym. I zacznijmy od początku – rzekł, wyciągając rękę przed siebie. – Jestem Sal Fisher, miło mi powitać nową sąsiadkę.

Na twarzy Eve malowało się lekkie zaskoczenie. Spodziewała się trochę innej reakcji. Wybuchu złości. Chłodnego podziękowania, ale nie czegoś takiego. Chociaż mogła trochę przesadzić ze swoimi wyobrażeniami. Uśmiechnęła się delikatnie. Raz się żyje.

  – Evelyn Smith. Dla przyjaciół Eve – powiedziała, ściskając rękę chłopaka.

Tak o to zaczął się początek dość burzliwej znajomości.

Post Author: DodoDan

29 thoughts on “„Zagubiony Kot” – Rozdział I

    Małgorzata

    (Marzec 24, 2019 - 11:51 am)

    Bardzo lubię tu zaglądać, piszesz z taką lekkością i dobrze się czyta 🙂

    Aldona Zakrzewska

    (Marzec 24, 2019 - 12:00 pm)

    Czekam na kolejne rozdziały!

    Małgorzata

    (Marzec 24, 2019 - 12:32 pm)

    Bardzo przyjemnie czyta się Twoje teksty 🙂

    Kosmetyczna Pasja

    (Marzec 24, 2019 - 1:40 pm)

    Fajnie, luźno się czyta. Przypomniało mi się jak kiedyś ja sobie pisałam takie opowiadania jako dziecko 🙂

    Mayka.ok

    (Marzec 24, 2019 - 6:55 pm)

    Co tu wchodzę, przypominam sobie jak sama kiedyś pisałam. Muszę do tego wrócić 🙂

    Beata Herbata

    (Marzec 24, 2019 - 8:58 pm)

    Z przyjemnością przeczytałam i mam nadzieję, że początek kwietnia będzie gorący bo się rozmarzylam o lecie 🙂

    Adrianna

    (Marzec 24, 2019 - 10:49 pm)

    Świetnie się czyta Twoją twórczość. Widać, że masz to coś 🙂

    Rozmyślania Yasminelli

    (Marzec 25, 2019 - 5:19 am)

    Świetnie lekko napisane idealnie do porannej kawy 🙂

    Ewa

    (Marzec 25, 2019 - 6:45 am)

    Zapowiada się bardzo ciekawie, czekam na ciąg dalszy

    emi

    (Marzec 25, 2019 - 8:14 am)

    ciekawie pisazesz ale to jużci mowilam’

    Ciekawska Magdalena

    (Marzec 25, 2019 - 8:32 am)

    Takie znajomości zawsze są najlepsze

    pa2ul

    (Marzec 25, 2019 - 8:55 am)

    fajnie się czyta i szybko !! czekam na więcej 🙂

    ewa

    (Marzec 25, 2019 - 9:41 am)

    Nie znam tej gry, natomiast opowiadanie czytało się bardzo przyjemnie 🙂 Fajny pomysł!

    todoarmo. pl

    (Marzec 25, 2019 - 10:15 am)

    No widać że masz mega talent do pisania.

    Aga

    (Marzec 25, 2019 - 1:13 pm)

    Świetne! Jesteś bardzo kreatywna:) oby tak dalej!

    Bardzo dobrze mi się czyta dosłownie jednym tchem.

    MangoMania

    (Marzec 25, 2019 - 3:12 pm)

    Jak mi brakuje takiej smykałki do pisania, dobry tekst!

    Bea

    (Marzec 25, 2019 - 6:53 pm)

    Nie spodziewałam się, że będzie takie wciągające 🙂

    immoral

    (Marzec 25, 2019 - 6:54 pm)

    Świetne, aż ciekawi co będzie dalej.

    Monika Monime.pl

    (Marzec 25, 2019 - 7:46 pm)

    Lubię czytać Twoje opowiadania. przenoszę się wtedy w inny świat.

    Justa

    (Marzec 25, 2019 - 8:14 pm)

    Wow – coraz więcej książek na blogach 😀

    Julicza

    (Marzec 26, 2019 - 12:46 am)

    Przeczytałam jednym tchem i czekam na więcej

    Agnieszka Ciemińska

    (Marzec 26, 2019 - 12:15 pm)

    Dobry tekst, kiedy powstanie książka?

    Aleksandra

    (Marzec 26, 2019 - 4:51 pm)

    Przeczytałam całość bo nie mogłam się oderwać ani na sekundę. Wciągnęło mnie te opowiadanie i mam nadzieję że jest kontynuacja bo bardzo chetnie poznam dalsza historie bohaterow. 🙂

      DodoDan

      (Marzec 26, 2019 - 5:15 pm)

      Kontynuacja jest. Rozdział pojawi się w tym tygodniu albo w następnym

    Shikatemeku

    (Marzec 27, 2019 - 1:53 pm)

    Jaka byłam młodsza również lubiłam pisać takie opowiadania, sprawiało mi to wielka przyjemność 😉

    Kamila / Z naciskiem na szczeście

    (Kwiecień 1, 2019 - 3:40 pm)

    No to pozostaje mi tylko czekać na więcej 🙂

    Vai Bewitched

    (Kwiecień 1, 2019 - 4:17 pm)

    Nie czytuję fanfików, więc – wybacz – nie skomentuję odpowiednio 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *